|
|
grudzień 2003 |
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
31 grudnia
sylwester
2003
|
|
Dziś
ostatni dzień roku. Pora na jakiś remanent, spis inwentarza czy
inne takie. I jeszcze powinien być jakiś pozytywny wydźwięk, a
o tony czyste i piękne trudno było, oj trudno. Nie, nie będę
narzekał wcale - najwyżej coś odetnę, coś wyłączę i
...zaznam spokoju przy boku, lub na własnym prawym. Rok można
powiedzieć, w zasadzie udany, zima była długa i maj deszczowy,
ale lato piękne i jesień też. Choć dziś deszcz ze śniegiem
pada, to tylko z powodu wahania. Czy ma być biało, czy mokro? Życie
nasze tak nam organizują że wahamy się wszyscy i dziwimy zarazem,
czy to jeszcze chodzi i tyka. Miało być bez narzekania , więc tylko jedno ostrzeżenie.
A sukcesy? Są, a jakże.. Najpierw moje: poznałem wielu wspaniałych
ludzi, okazało się,
że jestem tolerowany, a nawet czasem akceptowany jeśli tylko powściągnę
swoją gadatliwość, a wykażę minimalną chęć przejścia do
czynów jakichkolwiek. Nawet kilku przyjaciół orzekło, że
zaczynają mnie rozumieć, co przy pewnym upływie czasu (od
matury), może dać te minimum satysfakcji. Dużo satysfakcji miałem
za to z zabaw fotograficznych, a jeszcze więcej z motoryzacji
osobistej zresztą. Przejechałem od kwietnia nieco ponad 15.000
km - najwięcej do października. Dowiedziałem się też jakiej
wiedzy nie posiadałem kupując samochód używany. Wiedza ta już
po części uzupełniona, jedną pożyczką wsparta. Co do zabaw
fotograficznych to efekt jest taki, ze jak się nie obrazi ze 100
osób to będzie dobrze. Z setek zdjęć jakie robiłem na
Zapiecku (głownie na wernisażach) wyciąłem same buźki, twarze
i facjaty miłe.
I jest strona: http://www.zapiecek.com/portrety.html
.
Na zasadzie eksperymentu umieściłem chyba 160 zdjęć na
jednej stronie. I kto to otworzy? A chyba jednak każdy, bo ładują
się kolejno i powoli możemy sobie je oglądać.
Co tu jeszcze zaliczyć do sukcesów? Tyję umiarkowanie, krążąc
zimową porą między komputerem, a lodówką. Codziennie mówię
od jutra kluchy stop, chlebka niewiele, ale jutro, to jutro
dopiero.
Na Nowy Rok życzę sobie nie mieć większych zmartwień niż w
obecnym, przejechać dwa razy tyle kilometrów (i mieć za co), spotkać
się koniecznie z kimś dawno nie widzianym, i ...od pierwszych
dni wiosny powitać na Zapiecku
miłych i zaprzyjaźnionych.
Czego życzyć przyjaciołom? Małych, ale częstych satysfakcji z
tego co robią, ciepłych kontaktów z płcią dowolnie wybraną,
mamony umiarkowanie, ale bez pożyczania, zdrowia do telewizora i
wiadomości wszelakich, lekarskich
odwiedzin wyłącznie w celach towarzyskich.
Na nowy rok postanowień wiele, z tego 3/4 zapominamy po połowie
stycznia. Tak więc postanówmy sobie zgodnie, ze będziemy piękni,
mądrzy, bogaci i szczęśliwi, a kochać będziemy z wzajemnością.
Rodziców i dzieci traktować będziemy z sympatią, przełożonych
z szacunkiem, przyjaciół z uniesieniem - pod jednym malutkim
warunkiem, że ...oni też. |
|
24 grudnia
WIGILIA
Bożego Narodzenia
2003
|
|
Radosnych,
Pogodnych, Pełnych Ciepła , Spokoju i Miłości
Świąt Bożego Narodzenia
wszystkim sercu drogim Przyjaciołom książek
i tej "zapieckowej" witrynki
składa
Wasz
(mierny ale wierny)
Marek - pseudo - Lef
Wesołych
Świąt Dziewczyny kochane i spracowane,
dajcie się raz wyżyć swoim Panom
przy ...poświątecznym zmywaniu garów
no chyba, że już kupili zmywarkę marki AEG.
1)
1)
dzień
bez podlizywania się jest dniem straconym |
|
-
życzenia od przyjaciół, które z radością dedykuję
czytelnikom tych stroniczek..
Boże Narodzenie to czas niezwykły. Zimowe święta są okazją do pojednania z bliźnimi, chwilą wytchnienia, którą poświęca się rodzinie i przyjaciołom. Nie warto udawać, że czar Wigilijnej nocy na nas nie działa. Poddajemy mu się. Dlatego tak chętnie oczekujemy na dzień, kiedy przy kolacji wigilijnej możemy połamać się świątecznym opłatkiem i złożyć życzenia. Dlatego i ja chcę życzyć zdrowych, spokojnych i pełnych nadziei Świąt Bożego Narodzenia, a w Nowym Roku wielu sukcesów, trafnych decyzji oraz zwykłego ludzkiego szczęścia. Wierzę, że nadchodzący Nowy Rok przyniesie Tobie i Twoim Bliskim wiele sukcesów. Niech te najpiękniejsze w roku święta, upłyną Wam w ciepłej rodzinnej atmosferze, a Rok 2004 niech spełni Wasze pragnienia, marzenia, zamysły i oczekiwania.

"Bo po to jest
betlejemskiej gwiazdy miodowa świeczka,
Ze choćbyś zgubił,
odnajdziesz ja kiedyś w życiu swoim".
Zasypała śniegiem zima i wioski i miasta
I w powietrzu czuć już zapach świątecznego ciasta
Ktoś do ucha dzieciom baje, ze Mikołaj Stary
Wszystkim grzecznym dziś rozdaje dary
Więc zajrzyjcie pod świąteczne drzewko Moi Mili
Może ktoś Wam prezent kładzie ot, w tej chwili???...
...talerz
dodatkowy jest ..dla Ciebie,
bo dziś łamiąc się opłatkiem wiem
że tez myślami Jesteś ze mną.. |
|
4
grudnia 2003
czwartek
św. Barbary
|
|
W dzień świętej
Barbary nawet solenizantki pracować muszą (najserdeczniejsze życzenia i ukłony) no chyba że są w tzw. górniczym stanie. Ale prędzej w
błogosławionym, bo górnik fedruje i na nic się nie ogląda, tak że wolny dzień mieć musi,
aby przemyśleć jaki los tą czarną branżę czeka. Zadłużyć kopalni nie mógł, a teraz ją
oddłużają, bo tyle węgla sprzedali kilka razy, że żaden pieron tego nie policzy. Coś tam
wspominali nieśmiało o spółkach jakiś, co to mają żerować na tym czarnym złocie, ale
przecież co było robić z byłymi działaczami, co to nie mieli żadnej rady do zasiadania, a
papiery lubią przekładać. Spółek oddłużać nie trzeba, bo to non profit czyli bez
podatków za to dużo wydatków. Tylko się napić, jak niegdyś bywało, tym bardziej, że
teraz taniej, bo akcyzę zmniejszono, więc już ponad 2 litry statystycznie wlać w
siebie muszę. Może jak niegdyś wrócimy do nacierania okowitą i leczenia nalewkami bo
to i łatwiej i przyjemniej, skoro gorzała tanieje, a leki drożeją. Jeśli insulina
importowana zdrożała 20 razy, bo nie jest już lekiem refundowanym, to gorzałę każdy
sobie sam sobie fundnie i z głowy, najwyżej różową landrynką poziom cukru wyrówna.
Dopiero co Pan Premier z Panią minister, co w podziw mnie wprawia, poleciał górników
pocieszyć, a tu w drodze powrotnej koło Góry Kalwarii jak nie rypnie helikopter o
ziemię. Jednak święta Barbara czuwa nad mężem stanu i Panią
minister. Nic się nie stało, co niektórych wrogów polskiej racji szczerze zmartwi, a tak szczęśliwy w
sumie przypadek przewidziała już przecież dawno "Wróżka" wierząc gwiazdom i
Opatrzności. Miesięcznik to dla żon poważnych co dają czasem swoim panom
poczytać, żeby dobrze wiedzieli co w trawie piszczy i co ich czekać
może. Na szczeblach rządowych pewnie też czytają bo wróżą ładnie i nawet wzrost gospodarczy
przewidzieli. Nie wszystkim jednak dobrze wróżki wróżą bo jak mówią teraz w
telewizorze - skórka za wyprawkę. Pan S. pomagał i doradzał, a pan J. nawet
słuchać nie chciał, o czym dziś 6 godzin opowiadał prokuratorom z Gdańska. Siedzieli tyle godzin
bo kupili sobie bilety powrotne dopiero na wieczorny express. A wszystko przez
pomówienie, że za mniejszy podatek na jednorękiego bandytę można było 10 milionów
dolarów chapnąć. Jak ja bym wziął tyle, to bym się w Sejmie i partii nie użerał, tylko
oddał zajęciom milszym, jak choćby pisaniem pamiętników zmyślonych celem duchowego
podniesienia przyszłości narodu. Na ogół tak bywa że często szukają Ci co nie mają,
tak jak dużo krzyczą Ci, co przeczytać im trudno. No i w końcu za ustawy
płacić trzeba, bo i tak wszyscy czytają je bez zrozumienia. Przecież o te kupione ustawy, czy
te, co je dopiero kupić mają, wszelkie dyskusje są zbędne. Każda ustawa jest martwa
bez przepisu co objaśni jak ją wykonać trzeba. Więc rozporządzenie jakie, potem
uchwała, okólnik i instrukcja najlepiej rozszerzająca żeby ukrócić wątpliwości. Do
maszyn hazardowych mam stosunek ostrożny bo często połyka, a na wyplucie
gwarancji nie ma. Lepszy już totek bo choć z papierkiem zadrukowanym w ręce
zostanę. Tylko ruletka mi się podoba i odwieczne pytanie tkwi we mnie - ile razy
czerwone może wyjść jeszcze, jak już było 3 razy.
Zamiast martwić się tym co w dziennikach podają, oddałem się studiom dawnym a
miłym. Studiuję zatem przewodniki stare, a wśród nich przewodnik po Wielkim
Księstwie Poznańskim. Wydał go Referent turystyki w Ministerstwie Robót Publicznych
Dr.
Mieczysław Orłowicz w 1920 roku. Jakże rzetelny to był opis i wielce
"osobistem"
doświadczeniem podparty świadczy cytat następujący: "Gości z innych zaborów razi w
hotelach nakrywanie, zamiast kołder, pierzynami. Kawiarnie nie nadzwyczajne, kawa
zła." Ale też Dr referent pisze; "Pociągi liczne, szybkie i punktualne, hotele i
restauracje w każdem miasteczku dobre i niedrogie, ułatwienia i wygody wszelakie. Drogi wszędzie
znakomicie utrzymane, wysadzone dużemi drzewami, sieć ogromnie gęsta. Rowery
ogromnie w użyciu, nawet u robotników i ludności wiejskiej płci obojga. Ich przewóz
tani, lecz trzeba samemu załadować. Dorożki wygodne, taryfa wedle
taksametru."
Pięknym językiem, pięknie napisane, bez owijania w bawełnę. A co my czytamy w tych
smutnych czasach? Ot - przykład z przychodni zdrowia powszechnego, gdzie byłem z
rodzinnego obowiązku.. Napis na drzwiach "gabinetu" - Pani M.... chora - do
odwołania. Cóż to znaczyć może? Że chora, ale wróci na każde władzy wezwanie? A
może wróci tylko jeśli ją odwołać raczą. Bo teraz taka moda, co w kodeksie pracy też będzie ujęta. Człowieka już się nie zwalnia, a odwołuje. Wtedy ma inne świadczenia i
odprawę jaką dostanie, ale pracować nie musi. Tylko jednych odwołują, a reszta marzy, żeby ich tak
też odwołać. Kto mnie odwoła jak ja robotnik sezonowy. W ogóle poza nawiasem, nawet
kwadratowym.
Wracam do Basi bo to jej święto. Niech ona ma choć trochę radości
więcej od nas, bo to na jej święto kwiaty w grudniu kwitną. Do trzech Baś wzdychałem, jedna buzi dała i
to w czasach uznanych za bezpowrotnie stracone. Statystyka to żadna, ale o
powadze patronki świadczy. Basie choć dobre i wesołe, choć szczere i piękne, życie
mają na ogół przeciętne. Bo kto zrozumie co jej w duszy gra? - Tylko ja.. A
jeszcze tyle imion do zrozumienia, każdego dnia inne.. czysta ruletka dla jednorękiego
bandyty. No i rację miała stara piosenka - nawet w grudniu jest
wiosna. Ale podobno tylko do 13-tego.
|
|
1 grudnia
czwartek
2003
|
|
Neostrada ciągnie się za mną jak ... (wpisać co nie obraża uczuć) za wojskiem. Dwa
dni temu 9 grudnia sympatyczny głos w słuchawce pyta w te słowa - Czy chce Pan
mieć Neostradę? Kompletnie zbaraniałem. Moje boje "neostradowe" opisałem we
wrześniu, trochę w październiku i uznałem się za pokonanego. Odpowiedziałem zatem
zgodnie z prawdą, ze bardzo, bardzo chciałem, ale wszystko zakończyło
się jak zwykle czyli najpierw długo brak wszelkiej łączności, a potem niespodziewany powrót do SDI.
Drugie , trzecie i czwarte pytanie mojego (już chyba co raz mniej miłego) rozmówcy
brzmiało: - Czy rezygnuje Pan z Neostrady? Jako człowiek bywały (wszystko
już było) odpowiedziałem ...po krótkich wspomnieniach - także pytaniem: - Czy Neostradę
uruchomicie Państwo w ciągu jednego dnia? Reklama jeszcze wrześniowa dawała trzy
dni, a u mnie po trzech tygodniach - nic. Dostałem odpowiedź jasną i precyzyjną.
Nie. Piąte pytanie brzmiało: - Czy rezygnuje Pan.. - NIE krzyknąłem - ja tylko rezygnuję z
tych propozycji bez pokrycia.
Moja sympatyczna koleżanka (korespondencyjna nieco) pocieszyła mnie, że w pewnym
mieście N. zachęcano ją do Neostrady, a kiedy podjęła już decyzję i poszła gdzie trzeba, to dowiedziała się że tak, ale w lutym (roku nie
określono). Dla pocieszenia dodała też w liście, że jeszcze ją okradziono w sklepie,
dziecko dostało "lufę" w szkole, a sieć osiedlowa służy paru ściągaczom
filmów typu fiku-miku i nie ma transferu. Miła koleżanko moja (korespondencyjna nieco); Kowalska
miała lepiej, bo nie dość, że mąż, że kochanek, to jeszcze w parku. Pani kochana co
tak ładnie wiersze piszesz, internet jest be i odradzam, po parku tylko Kowalska lata,
pieniędzory na piersi nosić, dziecko postraszyć że w Sejmie skończy.
Aby pozostać w sferze nerwów napiętych i stresu permanentnego jeszcze coś
opowiem. Zauważyłem, że samochodzik tak żwawy dotychczas i przydatny w
pokonywaniu warszawskich skrzyżowań, jakby zdechł nieco, oklapł i
ciągnie się jak opowieść pewnego Przewodniczącego powiedzmy niejakiego - Ly. Czyżby wlano mi już
to, co tak niezwykle ma wpłynąć na kondycję polskiego rolnika - czyli biopliwo? Chyba
jeszcze za wcześnie na pełnię szczęścia choć prezydent ustawę
podpisał. Trochę tam zmieniano jak zwykle w każdej ustawie, dopisywano i skreślano, ale w końcu jest
demokracja i każdy pisze co chce i poprawia też. Jednak dekoracja ta, tfu demokracja
ta, dotyczy tylko słowa pisanego. Wielu nie czyta wcale albo bez zrozumienia. A więc
na czym kto będzie jeździł, decyduje ustawodawca. Ale do gazu się nie doleje,
ha ha.. Ale można podnieś akcyzę i się wyrówna. A z gazu to można już tylko
przejść na ..rentę. Ale też odbiorą, nawet tą na stałe przyznaną i wtedy nawet na gaz zabraknie.
Na szczęście mamy jeszcze Rzecznika Praw Obywatelskich i ON to właśnie
złożył najwyższe zażalenie na te głupoty paliwowe co to są jedynym balsamem na ministra
drogownictwa infrastrukturalnego. W Rzeczniku nadzieja nasza.
Radość powszechna i urzędowa bo na szczęście nad premierem anioł jakiś lewicowy
czuwa. Poważna kraksa helikoptera zakończona tylko uzbrojeniem w gorset, a i to
może się przydać bo pozwala na usztywnienie stanowiska w negocjacjach z Unią. Cały
Sejm popiera Pana premiera i jego usztywnione stanowisko, nawet rodziny nie nasze i
kółka graniaste różne. Wszyscy są zgodni że się nie damy i gorset się przyda.
Panu premierowi i Pani co leciała, a bóle głowy odczuwa, bardzo, bardzo współczujemy.
Dawniej rozmowy toczyły się wyłącznie z pozycji wózka inwalidzkiego, ale teraz to już
zrządzenie losu. No i rozmówca nasz dawniejszy - zawsze miał rację i musiał zacieśniać
..więzy braterskie oczywiście. Rozmówcy tego już nie ma, choć
do dawnej formy, czy formuły władzy powraca.
Teraz spełnią się sny dawno zmarłych emerytów, co tak (biedacy) czekali na okupację
amerykańską. Okupacji nie będzie, ale wkroczą pewnie na dawne radzieckie poligony
choć wg niektórych cytowanych wyżej o prawie 60 lat za późno. I tak ze
wszystkim, zawsze za późno. Za późno jesteśmy mądrzy, za późno bogaci, za późno na spacer z
Panią, bo coś nam ciśnienie skacze i nie bardzo rozumiem co miała na myśli mówiąc
samochód tez masz mały.
Jedyny ratunek w diecie, do której to garnie się lud roboczy, skoro i tak pensji nie
dostaje. Podobno są już jakieś statystyki zakładów, które od kilku miesięcy pensji nie
płacą. Wtedy tylko głodówka, co w kraju otyłych i tak nie uruchomi
lokalnych połączeń. Bywały czasy ze jeździłem pociągami płacąc 1/3 ceny biletu nawet nie
wiedząc o tym. Zresztą skoro dotacje Unii Europejskiej poszły w teren tak gdzieś obok
dworca, do czyjejś kieszeni, trudno się dziwić konduktorowi że przyjmie do kieszeni, za
to chętniej miejsce siedzące wskaże. Głupio mi się tak kojarzy ten strajk kolejarzy, ale
już tak nas wychowali że jak mało płacą to można dokraść i mała to szkodliwość
społeczna.
Wszystko zależy jednak od szczebla i woli. Politycznej oczywiście. Gdyby jej nie
było Pan Kluska za dostawy komputerów do szkół do tej pory by siedział
do muru przykuty. A jeśli coś przekręciłem to zależy już wyłącznie
od czytającego.
Aby w obronie wartości (?) mur niemożności obalić - stwierdzić muszę, że
finalizując dziś moją owocną współprace z pewną biblioteką - dowiedziałem się: czytelnictwo
rośnie bardzo, ludzie dzwonią i zamawiają, miasto stanęło na wysokości i
dofinansowało. I dlatego z ufnością patrzę w przyszłość naszą, choć ...przez coraz
grubsze okulary. Czas usztywnić stanowisko. Jakie? ..wiosna blisko. |
|
do góry, do
góry...
|