|
|
czerwiec 2004 |
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
20 czerwca
2004
niedziela |
Przerwa. Przerwa w zeznaniach dziennikowych bo; - nie pisze o smutnej
jesieni zamiast wiosny, - nie piszę o kłopotach, bo od tego mamy życie
codzienne, sejm, rząd i czasem również wesołą rodzinkę. O ile jeszcze z
wesołą rodzinką można się dogadać, najlepiej zaczynając porozumienie od
własnego lustra, to już porozumienia inne, szwankują mocno. I na nic się zda
zwalanie wszystkiego na pogodę, co funduje nam niż, za niżem, opady i zimno.
Jeśli w nas samych wykrzesać odrobiny ciepła nie można, to może jakaś
terapia by się przydała. Mniej agresji, szaliczek miłych uczuć czy kołderka
sympatii. Tak więc usprawiedliwiony jestem, że nie marudzę, bo każdy ma na
co dzień dosyć i pogody, i takich polityków jak sami chcieliśmy podobno.
Działa nam ten rząd, jak jak rząd starych krzeseł w zapomnianym kinie, gdzie
trzyma się kupy jedynie na paru zardzewiałych śrubach. Film też marny jakiś
bo co to za aktorzy za których przeciętny widz musi się wstydzić i głupio
się czuje przed brudnym ekranem.
Dla równowagi powiem, że wczorajsze wystąpienie Premiera Belki - podobało mi
się. Proste jak konstrukcja pewnego narzędzia. Chcieliśmy być w europejskiej
wspólnocie - tak. No to czy tylko po to, żeby odebrać jakieś tam kwoty,
dokraść coś zza zachodniego płotu czy też przekręcić na kolejny program. Bo
jeśli chcieliśmy, to może posłuchajmy nie tylko co w naszej muszli herbu
"koło" szumi, ale co mówią inni. Kilkanaście państw dogaduje się, jak może
brzmieć wspólna konstytucja. My nie zgadzamy się, bo jesteśmy pępkiem,
przedmurzem i opoką. Czy ma ta Europa zjednoczona pomóc nam wyjść z
posowieckich schematów i zacofania? Czy tylko posyłać pieniądze, o nic nie
pytać i hodować jakiś zaścianek chwalący się ...tanią siłą roboczą. Słusznie
podpisaliśmy cośmy tam podpisali. Ale ponieważ na tych stronach stale
doradzamy rządowi i prawie opatrzności, jak ma nas hołubić - to wizja jest
taka; Prezydent powołuje premiera - jasne, ale premier powołuje ministrów
spośród wszystkich partii politycznych. Totalna herezja, ale idźmy za
ciosem. Jeśli PiS ma wybitnego specjalistę od traktorów i upraw - mamy
wizjonera i praktyka od rolnictwa, jeśli PO ma kilku wybitnych fachowców od
ekonomii to - dawajcie ich do rządu. Premier zapraszał by z każdej partii
najwybitniejszych technokratów w stosunku takim, jakie wyniki w głosowaniu
partia osiągnęła. Jeśli jednak zbawiciel naszej motoryzacji, zdrowia czy
dróg bitych na przykład, objawił by się u konkurencji - to dawać go do rządu
- na wniosek Prezydenta choćby. Bez żadnej sympatii czy ideologii, a tylko z
czystego wyrachowania, (chacha) ekonomiczno - patriotycznego właśnie. Czysta
fantastyka oczywiście. Ale... jak bardzo ufamy obecnym partyjnym schematom,
tak bardzo mamy w d... rządzących nami. Pokazały to dobitnie ostanie wybory
do Parlamentu Europejskiego. Ledwo, ledwo do urn dotarło 20 procent
uprawnionych do głosowania. Ja oczywiście także nie poszedłem, o czym
uprzedziłem. Nikt nie lubi być lekceważony, a jako te szare (społeczeństwo),
acz nie pozbawione komórek, też szarych, wypięliśmy się zbiorowo i to nie na
Europę, a na tych co nie zadbali nawet o to żeby się przedstawić. Drugą, a
może najważniejsza przyczyną naszej absencji na wyborach, to powszechne
mniemanie, że i tak zrobią wszystko za naszymi plecami, a na pewno wbrew
zdrowemu rozsądkowi. No jaki rząd, chroniąc się przed upadkiem, odbiera
zasiłki samotnym matkom? Nie ma lepszego medialnego gwoździa do trumny, tej
skompromitowanej ekipy.
Wracając jeszcze do powszechnego oburzenia jakie deklarują politycy o
przegranej preambule do konstytucji europejskiej - rozumiem to tak; wcale
nie chodzi o żadną preambułę, ale jest okazja dokopania tym co tak
nieudolnie negocjują. A ja mam to ... "w głębokim poważaniu". Preambuła o
korzeniach chrześcijańskich, nie przeszła, bo nikt jej nie forsował poza
Polską. No i po co ten upór, skoro gdzie indziej, w tej konstytucji
deklaruje się poszanowanie wszystkich kościołów. Ciekawostka taka -
towarzysz Gierek wprowadził (może nie osobiście) do konstytucji - wieczną
przyjaźń ze Związkiem Radzieckim - i co? Wszyscy dokładnie mieli ...to
gdzieś. A Ci co tak deklarują wiarę, to już praktykować nie muszą, bo
..deklarowali. A miłość bliźniego i ten szaliczek sympatii czy kołderka
ciepłych uczuć? To już przesada - prawda? Najważniejsze zapisać, stosować
nie trzeba - to właśnie jest komunistyczne wychowanie. Najważniejszy plan,
program, zamiar tylko, a realizacja - to już niech się przyszłe pokolenia
martwią. Dlatego mamy ministerstwo infrastruktury żeby był rym do ..
bzdury. Dlatego mamy program budowy, czy poprawy upadłej ustawy. Niestety
wolę upadłe kobiety. Potknie się czasem biedna, zawsze więc trzeba podbiec,
rękę podać, otrzepać ubranko, czy inne wdzianko i nie oczekiwać niczego
innego, jak uśmiech życzliwy.
Wakacje
za pasem, czas wymienić olej w samochodziku (tak wiem, w głowie też). Mam
dylemat mały - cos mi gwiżdże okropnie i szumi jak przyspieszam - zamówienie
oryginalnej uszczelki kosztuje 450 zł, całe drzwi - jak twierdzi mój
rozmówca od części może mieć za 700 zł - no i co zrobić? Nieoceniona
małżonka twierdzi - ekonomi wbrew - po co się męczyć, kup nowy. No i co mam
zrobić? Chętnie posłuchał bym światłej rady, tylko ...drobiazg, to
ubezpieczenie takie okropnie drogie. 5-6 % wartości samochodu. Przecież jak
już na ubezpieczenie zdobędę (zarobię, bo będzie może kiedyś lato), to już
na nowe autko może nie starczyć. To zupełnie ja z tym aparatem Olympusa co
mi się tak okropnie podoba ..w prospektach. Ma osiem milionów pikseli -
model 8080 i kosztuje chyba już poniżej 5 tyś złotych, tylko (cholera) w
sklepie nie mają do niego polskiej instrukcji. Minęła już prawie wiosna
okropna w pogodzie, szczęśliwi zakochani - mogą swe myśli i tęsknoty skupić
na sobie, ale dla wszystkich pozostają marzenia. Dla jednych to nowy model
rządzenia, dla innych autko, czy nawet aparat tylko. Marzenia są piękne -
nawet, albo tym bardziej, jeśli jest to Pani Marzenka tylko. Marzenko
dowolnego imienia - gdziekolwiek jesteś, mimo że nie mam stosownej preambuły
i "niecom" ubezwłasnowolniony - uśmiechnij się do mnie czasem, pochyl
dekoltem życzliwym czy zaczep rozcięciem śmiałym tego lata. Żeby już nie
wspominać smutnej jesieni majowo-czerwcowej. A poza tym, rzuć palenie, jeśli
palisz jeszcze. Jacek Kuroń pisał "..nie palcie komitetów, zakładajcie
własne". Palenia nie rzucił.. odszedł. Szkoda, bardzo szkoda. Będą
teraz go cytować i powoływać się na niego, ale czy sami coś zrobią - choć
mały czyn jakiś dla siebie i dla nas, czy powołają jaki komitet odnowy?
Zakładajmy własne - z prysznicem.
O
Starówce nie piszę, bo zmian niewiele. Restauratorzy parasole wymienili,
choć jeszcze nie wszystkie. Klientów łapie się i wciąga do ogródków, bo
wiatr wieje i herbata letnia przyniesiona, mrożoną się zdaje. Turystów jakby
jednak więcej zagranicznych, bo juz ich nikt nie maca na granicy i ciekawych
sporo, jak ten nowy członek wspólnoty wygląda. Mimów chwilowo brak, bo piją.
Jeden dla podleczenia morale smoki-obiboki sprzedaje, reszta piwkiem kaca
leczy. Ofiary pogody zapewne. Kuchty jakieś nasze z Włoch wróciły i okropnie
się targują o wszystko. Pewnie ciężko pracowały, skoro tak grosz szanują.
Jednej niegrzecznie zaproponowałem, że sam jej dam 5 zł, żeby tylko poszła
inne sklepy zwiedzać. Do tej pory się wstydzę, ..trzeba było dać 10.
Na
zapieckowych stronach drobne zmiany, wkleiłem nareszcie zdjęcia z wycieczki
majowej po kraju (wejście przez - wyprawy bez celu..) jeszcze tylko w wolnej
chwili jakiś komentarz pod nimi dorzucę, a jutro może
przybędzie nowy reportaż z wernisażu w galerii "Zapiecek". Ciekawe malarstwo
portretowe, choć w ciemnej tonacji. Wstęp za zaproszeniami, potem 2 tygodnie
oglądania darmo całkiem, nogi trzeba tylko wytrzeć przed wejściem. Dziękuję
za listy, odpowiem z niechęcią ale uprzejmie, w wolnej chwili oczywiście,
jak tylko słoneczko wyjrzy. Cicho..., żartowałem. |
8 czerwca
2004
wtorek |
Rety
jak dziś lało... przeokropnie. Ale krótko na szczęście. Po raz pierwszy
widziałem jak jakiemuś nieszczęśnikowi potężny podmuch wiatru wykręcił
parasol. Nie tylko wywinął w górę, ale i skręcił w lejek. Kiedy zobaczyłem z
daleka czarno-szarą chmurę, wiedziałem że na spakowanie książek nie mam
szans. Zresztą po co uciekać, skoro o tej porze roku nie powinno padać
dłużej jak godzinę. Najpierw na książeczki wściekle pomarańczowa plandeka -
nawet muchy nie siadają taki obrzydliwy kolor, ale takie tylko były kiedyś w
sprzedaży na warszawskiej giełdzie spożywczej. Potem folia i klamereczkami przypinam dookoła. I jak
lunęło, to ja spokojnie już w Galerii "Zapiecek" jak za piecem siedzę i
tylko wyglądam czasem, czy jakiś zalany (deszczem) kierowca nie skróci sobie
drogi przez moje stoisko. Uroki pogodowe, jak dziś jeden znawca stwierdził,
zawdzięczamy podobno zaćmieniu Wenus. Choć to podobno Wenus zasłaniała
Słońce. Mniejsza z tym - wiadomo - zawsze winne to co na górze.. (a może Ci,
co na górze..)
Miałem też dziś kontrolę Straży Miejskiej. Zezwolenia sprawdzono, mapę z
terenem też i w bardzo miłej i uprzejmej rozmowie usłyszałem kilka słów
otuchy w kontekście sprzedaży książek, dobrych i zapomnianych. Klękajcie
narody, czegoś takiego jeszcze nie było. Albo to jakiś specjalny patrol
kulturalny i humanistyczny taki, albo jacyś nowi zupełnie ludzie. Dopiero co
jeden dzielny patrol rzuca nauczycielką - terrorystką (ośmieliła się
wyprzedzić radiowóz straży), a tu nagle miło i sympatycznie. Tak więc zdania
nie zmieniam, straż można rozwiązać, ale tych dwoje ( Pani i Pan) musi
zostać - choćby na straży Starówki.
Napisałem niedawno o moim, powiedzmy umiarkowanym entuzjazmie, związanym z
kampanią wyborczą do parlamentu Europejskiego. A tu dziś przychodzi list od
anonimowej Pani Kasi B. Pani Kasia pisze do mnie na Ty, co mnie cieszy, bo
lubię jak mnie dziewczyny wołają po imieniu, a nie jak ten mim jeden, co na
mnie woła - "Panie starszy". Pani Kasia pisze, że tak jak ja ma dość tej
całej polityki, jednak w tych euro-wyborach trzeba kogoś wybrać, żeby
reprezentował nasze interesy. Pisze mi Kasia miła dalej, że kolega jej
polecił Pana Pawłowskiego z listy Polskich Rodzin i ten kolega nawet
gwarantuje, że wyżej wymieniony jest kompetentny i uczciwy. Wiec na niego
zagłosuje.
A ja nie zagłosuję (co za okropne słowo). Będę za to polemizował.
Po pierwsze nie mam dość polityki, bo by mi się kabaret skończył. A Laskowik
dopiero wrócił na scenę, więc całe zastępy usiłowały albo go zastępować albo
parodiować. Niestety, nie ta klasa, choć w przeważającej mierze - sejmowa.
A na stronie kandydata P. takie dane:
1. interesy narodowe i państwowe będą pilnie strzeżone - nie trzeba już są,
- jest taki dziadek na Starówce co pyta często o publikację jak rozpoznać
Żyda i rozdaje ulotki z "prawdziwymi " nazwiskami.
2. będzie się (kandydat) sprzeciwiał dalszej ingerencji w nasz system
prawny. Nie zgadzam się, wole ingerencję jak dotychczasową produkcję ustaw
zgodnych z interesami .. no czyimi? Trzymających mikrofon?
3. promocja stolicy i żeby nie było roszczeń majątkowych? A jak się okaże,
że to dziadka mojego kamienica, była tam gdzie mi teraz Pałac Kultury widok
zasłania na "Złote Tarasy" w budowie? No jasne że miałbym roszczenia,
przecież nie do kasjerki na Dworcu Centralnym.
4. obrona Polski przed normami obyczajowymi sprzecznymi z naszą kulturą.
Ciekawostka.
Nie wiem co Pan kandydat ma na myśli, ale jeśli układanie sztućców,
ustępowanie miejsca starszym i ogólny savoir-vivre to może być. A może
chodzi o preferencje tak zwane? Bo widzę i słyszę, że ugrupowanie to z
osobliwą konsekwencją zajmuje się problemami, ukrywanymi na ogół, za zamkiem
...błyskawicznym. A właściwie jakie to te normy sprzeczne? Może chodzi o te
ulotki, co dostajemy ciągle, nie wiem czy nie w ramach jakiejś akcji rodzin
polskich i obcych też - wydłuż sobie co nieco albo powiększ. Kandydat
najdłuższe ma doświadczenie, półroczne.
Tu nastąpiła niezamierzona przerwa. I już odechciało mi się polemizować. Po
prostu list ten okazał się internetowym spamem i nawet treść dokładnie
zacytowała Gazeta Wyborcza.
Wysłano kilka tysięcy nie chcianej przez nikogo propagandy, a efekt
śmieszny.
|
5 czerwca
2004
sobota |
Co ja
tu robię w sobotę w południe? Siedzę i czekam na deszcz skoro kania dżdżu
wypatruje to i ja muszę, nie na darmo od tygodnia mnie straszą, ile to litów
wody wyleje się na Zapiecek. No i prognoza się nie sprawdza, słoneczko
święci choć przez blade chmurki, a mnie cholera trzęsie. Ale pocieszam się,
że skoro lato ma być marne wg prognoz długoterminowych to - spokojna głowa.
I tak się nie sprawdzi.
Czerwiec rozpoczyna Dzień Dziecka, więc na Starym Rynku zorganizowano
koncert pod hasłem "Cała Polska czyta dzieciom". Czytano coś tam
(niedosłyszałem..), śpiewano, tańczono pewnie też. Tylko jakoś nikt, nawet z
kulawą nogą mnie nie zapytał - czy jest jakakolwiek książka dla dziecka?
Dwa dni po tym "czytelniczym" święcie babunia miła kupiła nareszcie dla
wnuczka "Legendy Polskie" pięknie ilustrowane za 15 zł. Jaki wniosek? Może
Polska niech nie czyta dzieciom, a pozwoli rodzicom czasem kupić coś w
przyzwoitej cenie. Jeśli w księgarni 50 stronicowa książeczka w miękkiej i
klejonej oprawie kosztuje 28 zł (Musierowicz) to rodzic prędzej da na loda,
na kino czy piracką grę komputerową, jak na książkę.
Dyskusję na ten temat zamknęliśmy szybko. Z Jurkiem Besalą omawialiśmy zatem
przypadek romantycznej miłości internetowej (umówiła się i nie przyszła), a
z Panem Aleksandrem Wieczorkowskim rozgadaliśmy się na temat wyższości desek
drewnianych nad deskami z plastiku. Chodzi oczywiście o deski sedesowe, ale
nie tylko w kontekście wygody i naturalnego ciepła zawartego w słojach
wieloletnich, ale o niuansach i meandrach językowych owych desek zimnych, a
bezdrzewnych. Znajomy kelner z sąsiedniej knajpy dorzucił nam garść
przykładów do naszych rozważań jak; fakty autentyczne, wspiąć się na wyżyny
i pepitka w kratkę. Osobiście najbardziej podoba mi się pepitka w kratkę,
która jest niewątpliwie faktem autentycznym, o ile leży czy faluje na łonie
damy wspinającej się na wyżyny.
Wyżyn sięgnęła właśnie środowa batalia totolotkowa. Okazało się że tak się
to pioruństwo numerkowe skumulowało, że wbrew wszelkiej kontroli doszło do
20 milionów. No i wygrana padła (dlaczego mówimy "padła" a nie, że jakoś
urosła?) w Warszawie w najbardziej zaniedbanej i pomalowanej przez
graficiarzy budzie blaszanej na Stegnach. Ktoś tam zaszalał za 3 zł i 75
groszy i ma. Ja wysłałem kupony za 30 zł, ale wstyd mi było trochę, bo
czwarty w kolejce o 8 rano, a przede mną każdy dawał 100 - 150 zł.
Potwierdza się zatem teoria, że można i za małe pieniądze nacieszyć się
trochę... Sąsiadka miła ze Świętojańskiej, co w podziemiu słoneczkiem blade
twarze i inne części ciała opala, zaproponowała mi że wyśle mi jeden kupon,
bo właśnie się wybiera do kolektury. Skorzystałem skwapliwie i szaleńczo, za
całe 10 zł. Pani Tereska przyniosła mi kupon i jeszcze oddała 2 zł z
groszami reszty. No i co żadne tam wydumane pewniaki, tylko czysty
przypadek. Wygrałem 132 zł czyli "czwórkę". No i teraz problem, jak się
zrewanżować? Stanęło na winie reńskim, bladym czyli 10 % bezpodatkowej
wygranej.
W
ramach wesołych wiadomości z warszawskiego podwórka, to dowiadujemy się
właśnie, że tunel co na Powiślu zapewnia szybkość w granicach zbioru grzybów
przydrożnych ma otrzymać nazwę wybraną przez społeczeństwo. Społeczeństwo
jak wiadomo podobno czasem ludzkim głosem gada, więc przeważa propozycja aby
tunel ten nazwać krótko i treściwie "Przekręt". Nie jest to aluzja, a forma
tylko wzięta z życia prosto, gdy koszt tej dziury trzy razy przekroczył
jakieś tam założenie wstępne. A że było to za kadencji poprzedniego
prezydenta Stolicy - PO - Piskorskiego to i jemu biedakowi w tunelu grzebią,
antyków jakiś szukając. Antyki owe mają stanowić z hossą na giełdzie,
podstawowe źródło dochodów władz ówczesnych, co i tak nie można do męskiego
portfela przypisać bo przepisane na żonę. W każdym razie kandydatom do
parlamentu Europejskiego rzucają tunele i mosty pod nogi, a w obecnego
miłego nam burmistrza tortem jagodowym. Jakiś zapaleniec podobno
protestował, ze nie ma zgody na marsz gejów i lesbijek, więc kupił tort i
rzucił w Pana Kaczyńskiego. Ja tam na żaden marsz tematyczny się nie
wybieram, bo gdyby uwzględnić wszystkie panie, (od czasów gdy niektórym
pomagałem zbierać znaczki) budzące mój zachwyt i "obłęd" w oku, to
niechybnie zadeptany byłbym równo z brukiem Zapiecka. A i pewnie w pysk
można by było dostać z kilku stron na raz. Jako lojalny i wierny choć
wzrostem mizerny - władze stołeczne popieram i jak trzeba będzie to jeszcze
raz głosować będę. Na prezydenta miasta oczywiście, bo na większość się nie
głosuje ...tylko są. Większość co decyduje i prawa jakieś lokalne ustanawia
- robotę ma odpowiedzialną, a to po rodzinie, a to po przynależności. Ktoś
zgłosił projekt, żeby do Sejmu przyjmować czy wybierać tylko nie karanych.
Ale inny prawnik zauważa, ze prawo nie działa wstecz, więc jak był już
karany niech siedzi na ławie, a jak jeszcze będzie, to się zobaczy. Złudne
nadzieje, że w Sejmie jak w normalnej pracy. Do roboty karanego nie przyjmą,
a do Sejmu muszą bo taka jest wola narodu.
Sezon
jest truskawkowy, więc mój ulubiony. Turyści przybywają coraz liczniej,
skoro ten dziki kraj z niedźwiedziami już przyłączono do Europy. Liczni
zapytują czy plan Warszawy może jest po angielsku, a jaki ma być - cyrylicą
pisany? Wyjaśniam zatem cierpliwie, że w każdej legendzie mapy - w kilku
językach objaśnienia znajdą. Dzięki temu sprzedaż rośnie, a drobnych
przybywa. Władze podobno w walce z nielegalnym handlem, mają na ulice
wypuścić inkasentów, co będą pobierać opłaty w wysokości 30 zł za metr. Nie
wiem czy to kara, czy legalizacja, ale może się okazać, że co dwa metry na
Świętojańskiej stoi jakiś stolik szmatą zieloną nakryty, a do sklepu wejść
nie można. No i asortyment odpustowo, łańcuszkowy będzie już wszędzie bo
tylko na tym jest 10 krotne przebicie w tym truskawkowym sezonie wycieczek
szkolnych.
Sezon w ogóle jest remontowy, więc komunikacja miejska jeździ już wg
letniego rozkładu. Tłok, ścisk i niechciane przytulanki na porządku
dziennym. Do tego trzeba wolniej, bo dziury w jezdniach takie, że tylko
niektóre ciągniki pokonują bez trudu. Nie ma juz defilad czołgowych, te
przeszły by łatwo. Do września podobno skończą i o ile ceny benzyny nie
przetrzebią motoryzacji ruszymy już gładko.
Na koniec wiadomość pocieszająca wielce, bo dotyczy schodów ruchomych, co z
pod tunelu trasy W-Z, do kamienicy Johna jeździły. Mają ruszyć znowu, więc z
radością znów się przejadę i w górę, i w dół, i jeszcze kilka razy. Zupełnie
jak w dawnych pięknych dniach, kiedy jeszcze nie interesowała nas polityka,
dziewczynki czy zasoby kieszeni, że o światowych trendach i
miejscowych przekrętach nie wspomnę. Może by tam jaki kiosk czy ladę z
książkami umieścić, żeby przypomnieć, że kiedyś czytało się czasem. I nie
tylko dzieciom i nie tylko z okazji "Dnia ...". Panie Prezydencie - bardzo
bym chciał przy tych schodach pracować. Ale by było... - wszystko o
Warszawie w jednym miejscu. |
do góry, do
góry...
|