|
|
grudzień 2004
|
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
|
31 grudnia
piątek
2004 |
Optymizmu więcej i radości na ten ostatni dzień roku. Dość już marudzenia i
narzekania. Uśmiech proszę. Szykujmy się na te kilka chwil o północy kiedy z
sercem pełnym nadziei powiemy: to będzie lepszy rok. Musi być, a co - czy
mamy jakieś inne wyjście?
Zawsze będzie wiosna i zawsze będzie maj. Od nas samych zależy czy wiosenne
nastroje rozciągniemy na resztę roku. Uśmiechajmy się częściej, okażmy sobie
więcej życzliwości, cieszmy się z rzeczy małych. Ja też do małych należę,
więc mówię sobie, że i problemy mam na swoją miarę, czyli takie z którymi
można dać sobie radę. Nie przejmujmy się i nie załamujmy bo i po co?
Życzliwą duszę każdy znajdzie, z wieloma przyjaciółmi można się podzielić
swoimi małymi radościami. Mówmy częściej, że ktoś jest szczęśliwy, że się
coś udało i że ludzie się kochają. Może być fajnie, miło i sympatycznie i
tak też będzie, bo po prostu warto.
Jak Cię boli posmaruj, albo zapoznaj się z ulotką, przytul psa czy tego (Tą)
co masz obok. Jak Ci smutno, napisz list, zadzwoń, idź "w Polskę" - zwiedzaj
wypoczywaj - nawet na przygodnej ławce, baw się życiem. Zaplanuj byle co;
kilka dni "na łonie", film, spotkanie, kawa z tym małym, a śmiesznym...
Niech się spełni Przyjaciele Drodzy kilka naszych małych życzeń, drobnych, a
umilających życie. Pomóżmy lekko losowi, to i on będzie łaskawszy. Paniom i
Panom życzę więcej radosnych spotkań, pocałunków i uśmiechów bez względu na
wiek i poglądy. A tak przy okazji zupełnie ...mniej dajmy pracy lekarzom czy
aptekarzom, więcej tym od wypoczynku, rozrywki i kultury. Niech nas życie
pieści łagodnie jak upomnienie policjanta albo stwierdzenie kochanej
dentystki; - wszystko w porządku, następny proszę.
I z tym
optymistycznym akcentem ...następny proszę - 2005, zapraszam na toast; Niech
się nam spełni! Już my dobrze wiemy co! Buźka. |
|
30 grudnia
czwartek
2004 |
Życzenia Świąteczne już były, Noworoczne może na końcu, wszak rok się kończy
to i nową nadzieję niesie na przyszły. Jakby jakie przyszły (nadzieje) to
mnie wołajcie, bo zły chodzę jak ten misio, co w sen zimowy zapaść nie może.
Zaraz się zacznie podsumowywanie, wspominanie i rozpamiętywanie; jakie to
osiągnięcia były w tym roku 2004, a jakoś tak dziwnie słyszę i chyba się z
tym zgadzam, że to dobrze że już się kończy. Zima nie mogła się skończyć
poprzednia dość długo, potem deszcze i co jeszcze. Jak w lecie lało, to
tylko wytrawni badacze zimnych plaż bałtyckich wiedzą, ale i w stolicy suszy
nikt nie widział. Jak się dobry sezon zaczął, bo po wejściu do Unii turystów
zaczęło przybywać, to się zaczęła wojenka urzędu o moje stoisko z książkami.
Zamiast zawiadomić mnie, że chętny, nowy jakiś i przebojowy przedsiębiorca
widzi się na tym miejscu i przekonywująco gada, to zaczęły się podchody.
Opisywałem i nie będę wracał, wiadomo że chodziło o 6-cio krotne
podniesienie opłat targowych, ot tak na gębę. Pisma krążyły, aż w końcu
Biuro ... i Zezwoleń dało jasne wyjaśnienie, że mam płacić jak dotychczas bo
mam taką umowę i naiwny sądziłem, że to już koniec perypetii. Nie wracał bym
do tych idiotycznych historii, gdybym dziś 30 grudnia, nie dostał znów pisma
podpisanego przez Głównego Księgowego Dzielnicy Śródmieście,
zawiadamiającego o toczącym się postępowaniu w sprawie opłaty targowej za
miesiąc sierpień. Jednocześnie wzywa się mnie do stawienia w dniu oznaczonym
i o godzinie 13 celem złożenia wyjaśnień.
Składam więc ręce do modlitwy, czy do siekiery, niech ciekawy zgadnie.
Wyjaśnień składałem moc - na piśmie łącznie z kwitami opłat i nic - widać
chcą mnie zobaczyć, ucałować łyse czoło i ...osobiście kopnąć w d..?
Jak by co, to papiery są w urzędzie, że postępowanie się toczy, a więc jak
"taki - owaki" może się ubiegać o cokolwiek, przecież chętni już czekają. I
może się tam komu odwdzięczą. Miłemu czytelnikowi wyjaśnię tak dla porządku
tylko, że jedno biuro urzędu dzielnicy, nie lubi się z drugim, co mi
wykrzyczał pewien młody prawnik na ul. Nowogrodzkiej. A więc, będą tak długo
mnie szarpać, aż księgowy prawnik dopiecze Tym z Biura Działalności
Gospodarczej i Zezwoleń z ul. Canaletta. Upieką się zatem dwie pieczenie.
Biura będą się żarły i interpretowały ile diabłów jest na końcu szpilki, a
inny chętny Pan, da zupełnie komuś innemu zgodę na handel na Starówce.
Upływa nam życie na takich bzdurach szarpiących nerwy, a mających tylko
udowodnić jak to ładnie nam działa administracja lokalna. Nikt nie policzył
jeszcze ile strat poniosło miasto, przez zatrudnienie inkasentów do poboru
opłat targowych. W soboty i niedziele nie inkasowali w ogóle, a wtedy
największy handel właśnie. No i często po godz. 12 już też nikt ich nie
widział, bo to też urzędnicy zajęci mierzeniem w innych miejscach. Zawsze
ktoś da coś zarobić za ustalenie lepszej miarki. Ostatnia plotka niesie
wieść taką, że jak kto się dobrze postara, to mu za kilka lat opłaty będą
zwracać, bo nie można tego samego zdarzenia gospodarczego opodatkowywać
podwójnie. I znów się okaże, że nie tylko byłymi przekrętami miasto żyje,
ale i bieżącym przerostem ambicji nad treścią.
Ulżyło
mi może trochę. Ale co to za podsumowanie roku? Napisał do mnie przyjaciel z
Republiki Południowo Afrykańskiej, że był na Starówce niedawno i choć bliska
sercu, to jakaś taka zapyziała, jakby czas tu stanął w miejscu. Sentyment
mamy do czasów minionych, gdy miło wspominamy ludzi czy zdarzenia, ale gdy
ma to być smutne czy upokarzające wspomnienie, to niech ta skleroza nam
dopomoże. Lepiej zapomnieć i myśleć o czymś miłym, a dalekim, co zdarzy się
nam za dni kilka, gdy tylko powiesimy nowy kalendarz. A na Starym Mieście
bez zmian, bo lepiej śmiałe plany wytyczać - na przykład reorganizacji
całego Krakowskiego Przedmieścia, niż patrzeć jak tynk z kamienic
staromiejskich sam odpada. Jedno trzeba przyznać uczciwie, że mądrze
pomyślano z remontem tunelu Trasy W-Z. Nie dość że ładniej, czyściej to i
szybciej się jedzie - wystarczyło ciągłą linie na środku namalować. Ruch
jakiś remontowy na dawnych schodach ruchomych widać i może znów pojedziemy
jak za dawnych lat wygodnie, pod samego Zygmusia.
Pomarańczowa rewolucja na Ukrainie uczy nas, że czas kupić bęben, a jeszcze
lepiej starą beczkę blaszaną wytoczyć i walić, i walić pod samymi oknami.
Pod tymi, które zamyka się szczelnie żeby spokojnie tworzyć nowe "Dziady",
czyli ciekawe interpretacje i wielkie uzasadnienia własnego istnienia na
stołkach. Marszałek niejaki O., też trwa i nie opuści, bo by się Sejm
zawalił, a w końcu który sąd ma rację, jak wszyscy się szpiegują i potem
dokumentów szukają w Instytucie Pamięci. Mówią dziś w telewizorze, że kadry
się oczyszczają, bo właśnie aresztują w jakimś mieście urzędników, co
wymuszali stosowne działki od przedsiębiorców. Z kolei inna służba oczyszcza
się sama, bo sama aresztuje swoich celników. Tylko minister finansów wesół,
bo znów ktoś mu podpowiedział mądrze, jak założyć kasę fiskalną prawnikom,
przypinać się będzie specjalny model do togi adwokackiej. Równocześnie
rozpoczyna się ściganie tych, co sprowadzili prawie milion samochodów
starych. Zamiast wcześniej ustalić jakąś tabelkę za przywóz starych gratów
teraz będą udowadniać, o ile zaniżono cenę kupna, co wpłynęło na podatek
graniczny. Dopiero teraz dotarła do nas wiadomość, że lepiej Niemcowi czy
Belgowi oddać tanio samochód stary - Polakowi, niż płacić dużo za
złomowanie. My mamy wielki śmietnik, i wielkich śmieciarzy, ale oni czekają
na swoją falę, żeby wypłynąć gdzieś dalej.
Śmieszne to wszystko i tragiczne zarazem, i oby się nie powtórzyło w roku
przyszłym czego sobie i Państwu życzę.
Więcej optymizmu wykrzeszemy z radością, jak tylko ustaną powody do
emigracji, a tu znów mam propozycje od USA, że mi dadzą kartę zieloną jak
tylko zagram w tę loterię. Nie zagram jestem patriota - idiota, zagram w
totolotka, obejrzę z niechęcią powtórkę sylwestrową wszystkich znanych juz
filmów i nawet się nie napiję za Wasze zdrowie. Picie to nie sposób na
zdrowie - dbajcie o nie sami - wywalając Tych, co nam żyć nie dają.
Wybory wkrótce mam nadzieję, ale ...do czego?
Jak mówi pewna Pani z Tomaszowa (motto na Tlenie) "Pesymista, to dobrze
poinformowany optymista". Na szczęście nie jestem dobrze poinformowany. I
tak trzymać. |
20 grudnia
2004
poniedziałek |
Drodzy
przyjaciele, piszę od co najmniej godziny, a tu mi program wyświetla, ze
dane zostaną utracone, okno zamknięte i już. Nastrój mam prawie jak pod
zdechłym aniołkiem (oszczędźmy Azorka).
Pozdrawiam wszystkich przyjaciół i korespondentów miłych płci obojga, ze
szczególnym uwzględnieniem oczywiście. Nie będę zatem narzekał, jad urzędom
sączył - cytując ich pisma wybiórczo. Będę mimo wszystko wesoły i radosny,
aby nie zakłócać tej miłej przedświątecznej atmosfery sprzątania, dźwigania
kapusty i pisania życzeń - bo tak trzeba. Życzę Wam kochani, żeby te troski
i dziwactwa codzienne okazały się tylko kabaretem, a życie juz zaraz
normalnie i radośnie się potoczy. Będziemy (słownik mi zamienia na bredzimy
- co to za maszyna?) dla siebie uprzejmi, mili i to jak zaraza rozleje się
po kraju docierając do tych co wybraliśmy, żeby we wsi nie wadzili nikomu.
Ponieważ kartek nie starczyło pisze od siebie trochę do tych co oni wiedzą,
a ja też:
Życzę
Ci kochana, żebyś nie czekała, bo ta cholera i tak nie wróci, zajmij się
sobą i jedź na te wczasy. Wróżka ma rację, czarny trochę osiwiał, ale go
spotkasz.
Życzę
Ci przyjacielu nowego spojrzenia na ta spółkę, bo ona nie musi przynosić
dochodu, a daje przecież zatrudnienie paru osobom i wiele miłego zajęcia
innym. Dochodzeniem się nie przejmuj, czasem trzeba pochodzić, nie tylko ten
samochód i kanapa.
Słoneczko kochane, nie napisałem do Ciebie, bo cholera pomyliło mi się czy
Ty jesteś z Bydgoszczy czy z Radogoszczy, a koleżanek nie słuchaj tylko
serca słuchaj i prześlij jak możesz, to już sobie w banku odczytam
miejscowość, a i podziękuje ładnie.
Jasiek
kandyduj jak pisałeś, wygrasz bo szans nie masz, zagłosują przeciwko sobie i
wejdziesz. Potem pomożesz, wiesz z czym, słoneczko trochę podeśle.
I tym
optymistycznym akcentem kończę, resztę życzeń z jajkiem prześle. |
8
grudnia
2004
środa |
Dopiero
w trakcie rozmowy zorientowałem się że rozmawiam z Panem A. Ja budząc się
rano stwierdziłem także z zaskoczeniem, że po kuchni chodzi Pani B.
Natomiast Pani poseł J. nie traci zimnej krwi i poczucia humoru, pomimo, że
małżonek własne został przewieziony u do O. gdzie spędzi najbliższe 3
miesiące. Ten dziwny ciąg zdarzeń to tylko poranne wiadomości jakie odbieram
plecami, bo siedząc twarzą do komputera zapewniam sobie głos z telewizyjnej
oddali. Jeśli słuch mnie nie myli wszyscy mamy ten sam problem
psychologiczny związany ze stresem jaki nam zafundowano kiedyś na lekcji
matematyki. Onego czasu (jak mawiał ksiądz J.) praniem mózgu było
nieszczęsne zadanie o tym, że ktoś wyjeżdża do stacji B ze stacji A. Ktoś go
mija, wyprzedza i dojeżdża do C. W konkluzji - do dziś mi została ta
pewność, że powinno paść pytanie - ile lat ma córka dróżnika?
Może wie to komisja śledcza odpytująca dziś znanego biznesmena, który o
ropie nie rozmawiał z rzeczonym A., a o gazie. Z drugiej strony miło
wspominam spotkania w poprzedniej komisji śledczej z Panią J. I dlatego z
niechęcią spoglądam dziś na obecną (komisję) gdzie wzrok mogę wesprzeć
jedynie na nodze ...stołowej.
Odwiedziłem wczoraj Starówkę i dziś także. Nie żebym żyć nie mógł, bez
miejsca w którym dołek mały już wydeptałem, ale wezwały mnie siły kultury i
sztuki. Żądanie padło, żeby szybko podanie składać na handel książkami i
przewodnikami na rok nadchodzący. Skąd ten alarm nagły? A stąd, że narożnik
mój publiczny i setką psów naznaczony - jest w okupacji i pod opresją (może
odwrotnie). Sprzedaje się tam teraz pamiątki sowieckie (określenie z
dzisiejszego spotkania kupców). Są to czapy armijne i futrzane uszanki z
czerwonymi gwiazdami, baby w babach czyli matrioszki, pudełka pamiątkowe i
tym podobne stołeczne "warsawiana". Wiadomo, że nic tak nie promuje naszej
Warszawy jak ruska czapa z czerwoną gwiazdą, plastikowa syrenka, czy
łańcuszek prawie srebrny. Pudełka rzeźbione podhalańską "ciupazecką" zdatne
do przechowania precjozów, tu właśnie kupionych, czy próbek kurzu
staromiejskiego, też robią miłe wrażenie całości - eksponowanej m.in. na
domowej suszarce do talerzy. Podobno wzięcie ma niezłe ten "towarek",
a zezwolenie na te cuda Pani sprzedająca ma ważne do końca lutego. Dlatego
mnie wezwano do apelu, żeby jednak pod renomowaną galerią sztuki
współczesnej, można było jakiś ładny album położyć czy książek ciekawych
trochę. Podanie złożone. W styczniu dowiemy się zapewne, że zginęło bo
to było w zeszłym roku. Żeby nie marudzić na swój temat, przysłuchiwałem się
uważnie jakie to nowe wieści maja kupcy staromiejscy przygotowujący się do
wyborów swoich nowych władz już w styczniu.
Każda nowa miejska władza, jak tylko nastawała, z uwagą przyglądała się jak
tu kupcom pomóc, żeby ceny nie rosły, miejsca pracy były nowe i wszyscy żyli
szczęśliwie i bezpiecznie. Tak więc najpierw nęcono, że już można wykupić
lokal gdzie ktoś prowadzi swój sklepik czy kawiarnię, żeby była ta rodzinna
ciągłość inwestowania i takie tam.. Oczywiście sprzedano kilka lokali, potem
już był zakaz. Potem zakaz uchylano, coś tam sprzedano, potem znów był
zakaz. Potem obiecywano, badano kwestie prawne i zabytkowe i znów cisza. Nie
twierdzę, że jakiekolwiek argumenty poza tymi hm.. racjonalnymi, mogły być
brane pod uwagę. Przecież ubezpieczając np. elektrownię trzeba się też
ubezpieczyć, a co dopiero sprzedając lokal i to na Trakcie Królewskim. Stan
na dziś jest taki, że kupiec żaden nie kupi lokalu, bo ... nie ma stosownej
ilości punktów. Dawniej za pochodzenie otwierała się choćby na trochę
stołówka studencka, dziś nie otworzy się najlepsza knajpa. Osobny temat
czyli tzw. stały fragment gry, jak mawiają biegający sportowcy, to punkty
jakie zdobywają staromiejscy strażnicy. 2 punkty za mandat, 5 punktów za
skierowanie sprawy (sprawcy) do sądu grodzkiego. Potem punkty przelicza się
na premie i to podobno całkiem niezłe. Tak więc skoro brak zasileń
bezpośrednich bo sezonu nie ma, można się zasilić waląc mandat 150 zł - na
przykład .. za dowiezienie lodówki pod dom, bo właśnie sobie babcia fundnęła
przed świętami. Dostawa towaru? A nie, żadne takie mandaciki proszę bardzo.
Dawniej było tak dziwnie, ze do 1300 dowozili bez kłopotu, o czym
stosowny znak informował przy wjeździe na Piekarską. Teraz myśli się
ekonomicznie. Im więcej ukaranych, tym radośniejsze święta ma rodzina
mundurowego, a i chwilowy brak bocznych podań, ci zawzięci ścigacze sobie
zrekompensują. Tylko kto by tam łapał złodzieja, zajrzał czy bezpiecznie na
nocnym podwórku, albo czy kłódki wiszą ładnie. Właśnie w ostatnią sobotę
skasowano sklep jubilerski na Piwnej na przeciwko delikatesów. Sklep mały po
byłej cukierni, a skasowano dlatego, że nawet wyposażenie wyniesiono
spokojnie.
Dla
zrównoważenia nastroju porannego usiadłem przed telewizorem, tym razem już
twarzą do ekranu. Też niepotrzebnie, bo zaraz Pan z Kuriera powiedział, ze
od stycznia zdrożeje gaz i prąd, a później nieco jeszcze woda. No i nic
dziwnego, że Pan K. sprzedaje akcje benzynowe, bo przechodzi pewnie na
zasilanie gazowe, skoro też ma zdrożeć. Pani B. twierdzi, że nadal istnieją
powody do emigracji. I ma rację. A córka dróżnika wspomniana na wstępie, też
się opuściła, chyba że podciągnie trochę angielski, to może pojedzie na
trochę do Irlandii. Tam nikt jej nie zaproponuje podatku od rury wydechowej,
bo nagle bez wiedzy i pojęcia urzędników, przyjechało do nas w ciągu roku
600.000 samochodów. No to ukarzą wszystkich - ale nie Pana ABCD.. bo ten
kupi nowy samochodzik. Choćby za premię od mandatów. Juz wiem dlaczego
sprzedają rosyjski folklor wojskowy na Starówce, bo jak w tym dowcipie,
cysternę spirytusu sprzedali, a pieniądze .. przepili. |
do góry, do
góry...
|