|
|
marzec 2004 |
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
29 marca
2004
poniedziałek |
Poniedziałek dzień miły od rana. Zacząłem go od wizyty na poczcie żeby zapłacić za telefon, a potem w banku żeby zlikwidować debet... No i niby skąd ta radość, kiedy naród przesądny nie lubi poniedziałków z zasady (kac niedzielny), a już płacić jakieś rachunki od rana to w ogóle horror (wieczorem też się nie płaci dopiero po przesłaniu faktury korygującej, bądź wezwania do zapłaty). Zarobiłem, utargowałem - miałem. Bo ja cichutko bez rozgłosu wielkiego, właśnie w niedzielę, rozpocząłem sezon wiosenno-letni na Zapiecku. Sezon miłych spacerów, dobrej pogody, wiosennych nastrojów, gołych brzuszków i piwka na krawężniku. Jest to też moim zdaniem sezon na zakup ciekawej książki, mapy
choćby, na zapieckowym stoisku - u mnie oczywiście. Nie wszyscy tak sądzą, wiem i usiłuję zrozumieć, żem relikt zamierzchłej przeszłości. Zezwolenie na pracę odebrałem w postaci umowy o dzierżawę terenu, czyli kawałka bruku miejskiego - opodal Galerii słynnej, która od Zapiecka właśnie - nazwę swą bierze. Zwróciłem się do władz stosownych na piśmie juz w styczniu, a z przemową dramatyczną wielce, juz wcześniej, o przydział mi metrów 4 (czterech), na moje handlowe przedsięwzięcie. Na zebraniu ważnym - nawet wiceprezydent łaskawie się zgodził z moją argumentacją, że czas skończyć z fikcją taką, że ktoś płaci za teren wielkości gazety, a zajmuje miejsca tyle, co powiedzmy - gazety cztery. Spokojny zatem napisałem, i dostałem - metrów = 2 (dwa). Co na tej powierzchni zmieścić mogę? Nie wiem, bo właśnie leżę na dywanie i usiłuję to zbadać
linijką szkolną. Jak juz zbadam stosowne odwołanie napiszę, do pięknej Pani co ten teren tak krótki przydziela. Dyrekcja Ona (!), równa mnie ku stoiskom 2 metrowym właśnie co na murach obronnych przytulisko znalazły. Nie mogę ograniczać się tak bardzo (pomimo horyzontów ciasnych), jak patrioci sprzedawcy od orłów bielików drewnianych czy biżuterii "galantej" dla dzieci skromnie uposażonych w dietę rodzicielsko-wycieczkową. Książka czy album miejsce zajmuje, choć serca nie cieszy tak jak plastikowa Syrena, czy miecz do papieru cięcia. Ale nic to. Sezon rozpoczęty - zapraszamy. W poprzednim odcinku dziennikanocnika żegnałem pewnego Pana, no i jak się ostatnio dowiadujemy sam rezygnację składa, ale w terminie do 2 maja. Rozumiem, że stres to ogromy wielce i
serce cierpi z powodu tej ludzkiej niewdzięczności i niezrozumienia. Kto nas do unii wprowadzi, kto? Ten mąż zasłużony wielce, co dzieło to rozpoczął i jak polski mężczyzna kończy właśnie (bez odrywania ciała i rąk). Jakże krzywdzące i płaskie wydają się sugestie, ze najlepszym pretekstem do odejścia była by boleść czyli stan zdrowia po katastrofie, z której ledwie Państwo Rządostwo wyszli cało. Przecież jak ktoś odchodził ze względu na stan zdrowia w ostatnich 50-ciu latach w znanym nam obozie - widomo ze zdrów był jak byk, tylko okulista był potrzebny, bo przestano go widzieć.. A co do wypadku całego helikopterowego, kiedy naczelną władzę do nieba już kierowano - to pilota szarpią, a nikt nie zapyta się czemu przytomna pani minister (jak zwykle "kapelusze z głów") krzyczała - zapnijcie pasy, zapnijcie pasy.
Od dawna piszę że Rząd się chyli ku upadkowi, albo zbliża się do linii upadku asymptotycznie. A tymczasem ląduje sympatycznie, bo do 2 maja tylko kilka swoich spraw załatwi, a Ty Kaziu i Pani - Pani Marysiu - wstrzymajcie się od wszelkiego załatwiania czegokolwiek. Do maja nikt palcem nie kiwnie. Jak da zgodę to go posądzą ze wziął, a jak zgody nie da, to posądzą że za mało oferowano. I tak wasze nieszczęście. O żadnych ustawach mowy nie ma, więc i biednemu Panu Rywinowi dajmy już spokój. Właśnie przed sądem złożył był ostatnie oświadczenie, że więcej słowa nie powie, bo to co powiedział to było po pijanemu i na wyraźne życzenie Pani właścicielki gazety Wyborowej. Może to była wyborcza, ale w stanie upojenia, co w naszym kraju jest okolicznością sympatyczną.
Można juz się zapisywać, albo zostać tylko sympatykiem, nowej partii lewicowej co do środka zmierza, czyli "borowikowej" Socjaldemokracji Polskiej. Marszałek Sejmu (wkrótce już "były" założył ją właśnie, stąd ten przydomek jagodowy. Majątku partia ta nie ma, budynków też, więc i roszczeń brak chwilowo. No i przez ten rozłam właśnie SLD jedynie słuszna do tej pory siła lewicowa przewodnia, kontakt traci kolejny raz z narodem, obiecując podwyżkę emerytur w przedśmiertelnych drgawkach. Chacha uchachali się emeryci i renciści oczekując na kolejną weryfikacje świadczeń niesłusznie nabytych. No bo lata pracy w niesłusznym ustroju liczą się teraz jako podwójnie stracone. Żywym przykładem - oświadczenie Pana Premiera że nie może odejść za wcześnie - bo złotówka spadnie. Za to wzrost zadłużenia nie tylko nie spadnie,
ale przekroczy jakieś tam dalsze sto miliardów i tak nie ważne jakiej waluty.
A wracając do nowej formacji to jakoś niewielu byłych działaczy tam się garnie, bo jeszcze się zastanawiają czy wypomną coś, czy nie wypomną. A bo to jakaś ustawa była zręcznie popchnięta, a to rada nadzorcza w porę ustawiona, a to prywatyzacja ładnie zaniechana i we właściwe ręce..... Wracam do moich miłych Zapieckowych przyjaciół i tu pierwsze pozdrowienia dla Pana Aleksandra Wieczorkowskiego co właśnie 75 lat zgrabnie skończył i następne zaczął. Pali dalej, ale juz tylko dla zmylenia, bo zza kłębów sinych na płeć wiosenną zerka. W nowym przedsięwzięciu uczestniczy teraz, gdzie felietony darmo piszą a i za darmo przeczytać można. A mieści się to na www.kontrateksty.pl.
Z mojego punktu Zapieckowego widoki szczególne i w głąb Świętojańskiej i na Rynek, więc wracam do prośby mojej o więcej powierzchni sprzedażowej, bo się gdzie wesprzeć nie mają - wielbiciele pięknych przyjezdnych warszawianek no i pięknych książek też. Pozdrawiam też Jurka Besalę, co napisawszy biografię Żółkiewskiego pewnie ma kłopot, bo od początku alfabetu teraz musi.. Warszawa wieje, wieje aż strach..
Na koniec kwietnia zaplanowano w Warszawie trzydniową konferencję ekonomistów europejskich. Oprócz oficjalnych gości, których długo nie było gdzie upchnąć (znaleziono w końcu hotel przy ogrodzie Saskim). Do stolicy zjedzie grup wiele antyglobalistów i alterglobalistów, do których dołączą rodzimi anty... No i będzie super powód, żeby kto tylko zechce pokazał tym na górze, co o tym wszystkim sadzą masy nie zawsze ciemne zresztą. A przy tym oczywiście rodzimi zadymiarze dadzą czadu. Taaaka okazja!!!.
Na razie widomo tyle, ze na Starym Mieście ogródki będą, ale tymczasowe. Na czas obrad się wszystkie zlikwiduje i spokój. Dechy i dykty w cenie, bo zamiast szyb wstawiać będą w 3 rejonach śródmieścia. Nawet władze apelują o nie przebywanie, w pobliżu obradujących, bo i tak nie dopuszcza do tej "zarazy" - przecież "Balcerowicz musi odejść". Naiwni sądzą ze demonstrację będą kumulować jak totolotka w rejonie Agrykoli - czyli małej uliczki w dół biegnącej przy parku Łazienkowskim. Ale coś mi się zdaje, że skumulować się nie da i jednak wyjadę też z Warszawy. Rodzina desygnowała mnie właśnie do pertraktacji z rodziną jak najdalszą, celem ewakuacji.
A już zdawało się niektórym, że tyle gości, handel, usługi, gastronomia i hotelarstwo - wszystko rozkwitnie.. A tu tu emigrować każą, co za kraj, co za czasy.
Na zakończenie oświadczenia dwa..
1. na "Pasję" nie pójdę - miłą "Paniom Królowom" pozdrawiam i za ostrzeżenie dziękuje. Łagodny z natury do kasy tej okrutnej i krwawej się nie dorzucę. Biblię czytuję, księdza Wujka wydanie hołubię, swój obraz mam. Amen.
2. aktywnych politycznie ostrzegam, ze jestem człowiek "niefartowny" i ręki mi podawać nie trzeba. Jeden profesor przestał przychodzić, bo nie dostał poparcia kandydując na Prezydenta, inny Pan juz wnukom nie kupuje balonów, bo bronić musi osłabioną piersią konającej prawdziwej lewicy, tylko prezydent pewnego mocarstwa przywitał się ze mną juz bezpiecznie, bo juz jako "były". P.S. obiekt mych westchnień ma niestety ból głowy, więc dziś afekty swe zwracam ku Pani Aldonie co celnie ostrzega Panów przed staniem w rozkroku (między jedną partia, a drugą) oraz ku pięknej Pani brunetce z Lublina co w rozsądnej i apetycznej formie na scenę polityczną powraca. |
14 marca
2004
niedziela |
Krystyno, Krysiu, Krysiaczku - najlepsze życzenia od tego co się w zasadzie nie zmienia, bo dalej nie wie, czy to Twoje święto akurat było wczoraj, czy tez dopiero w lecie. W każdym razie po porannym łomocie z lewej i z góry wiem, że w moim bloku będą dziś na obiad kotlety schabowe. Wynika z tego, że wczorajsze święto Krysi i Bożenki dziś też obchodzone będzie. Samych radości przez te dni kilka, kiedy jeszcze ktoś sobie przypomni, spokoju przez następne, a uśmiechów wiosennych i uniesień w dogodnym dla Was dziewczyny momencie. Z badań moich wynika, że większość wymienionych tu solenizantek, jest juz po pierwszym rozwodzie i po pierwszym rozstaniu, którym miał być tym "lekiem na całe
zło". Dziewczyny te obdarzone są, mimo przejść licznych, humorem i werwą tak więc drobne przeciwności losu traktują z humorem, a chłopaków wybierają częściej do rozmowy intelektualnej, jak do ..naprawy gniazdka (elektryczne, rodzinne czy inne - właściwe podkreślić). Skoro przy wesołych tematach jesteśmy - dziękuję miłej korespondentce za zdjęcie pani minister o której tu czasem z rozrzewnieniem wspominam. Jest to obraz z epoki baroku zapewne, gdzie głowy postaci tam namalowanych zręcznie zamieniono na głowy polityków dób nam współczesnych. Postacie są nagie. I tak nasza Piękna leży na prawym boku ukazując pierś lewą i zespół drażniących myśli pośladków. Spoczywa ta Piękna zaś u stóp herosa z torsem nagim, co twarz wesołą premiera posiada. Po lewej przewodniczący
L. jedynie słusznej rolniczej blokady - rzuca okiem łaskawym na Panią poseł co Komisję Śledczą opuściła właśnie, mając za złe innemu koledze (onemu e-L), że ją owsem nęcił do uciech cielesnych. Cała grupa spoczywa w tonacji barokowej i mimo że nagą jakąś dostojność posiada - wszak nie jest to przecie Grupa Laookona, albo też Trzymająca Władzę. Poczucie humoru tym większe tu widać, ze zdjęcie wraz innym gdzie stringi symbolizują ustawę o radiu i telewizji zamieszczono .... gdzie? Na oficjalnej stronie pani minister www.nazwiskoznane.pl Wspomnienie tu należne, choć w innej tonacji zupełnie, oddać trzeba Panu Jeremiemu, który odszedł w zeszłym tygodniu na wieczną
służbę tam, gdzie łaskawe oko opatrzności z uśmiechem patrzy na poczynania nasze. Jeremi Przybora, który krokiem sprężystym jeszcze do niedawna uliczki Starówki przemierzał, dał nam razem z Jerzym Wasowskim coś, co ważniejsze od wielu zdechłych idei, wątpliwych nauk i pseudo-humoru. Dał nam spojrzenie na ten świat piękne, mądre i choć ironiczno-kpiące to jednak krzepiące. Tonacja kabaretu Starszych Panów dała nam cudowny humor i ..czas do namysłu i jakże była różna, a elegancko piękna w odniesieniu do żartów z poprzedniego akapitu. Z Panem Jeremim zamieniłem bodajże tylko słów kilka, kiedy przechodząc po gazetę zatrzymał się na moment przy zapieckowych książkach, a związki rodzinne to tylko takie, że Ania moja najstarsza pracę licencjacką pisała o Tym wspaniałym człowieku. O innych za życia prac żadnych pisać nie trzeba, wystarczy ze
telewizja pokaże, a widz się zawstydzi. Żałoba narodowa - zarządzona przez prezydenta Państwa na znak solidarności z drogą naszym sercom Hiszpanią, gdzie setki niewinnych ludzi zginęło w zamachu terrorystycznym, w tym również Polacy i polska malutka dziecina. Tymczasem w telewizji dziewczyna jakaś nawiedzona, gestem pieska co na dwóch łapkach stoi, pokazuje że "Metalmania" jest "trendy" i koncert musiał się odbyć. Inne ujęcie - zespół "Mazowsze" tańczy, śpiewa, hołubce wywija. Premier w pierwszym rzędzie uśmiech tłumi bo nie przyjechał tu gwoli rozrywki, a tylko zapoznać się z problemami. Żałobę uszanowano znicz zapalono pod ambasadą, a koncert w podskokach problem falban i spódnic krasnych ukazał w całym świetle rządowych trosk. Opery nie ma, spektakle w teatrach
odwołane, telewizja zmienia program, a "Mazowsze" tańczy i śpiewa ucha, ha przed tym królem co to nie ubrany na obrazie "rzeczonym" uśmiech pożegnania nam śle. |
8 marca
2004
poniedziałek |
DZIEŃ KOBIET - NIECH ŻYJE - CAŁY ROK. Tym optymistycznym okrzykiem, jak z dawnego pochodu "dla uczczenia" rozpoczynamy wiosenny marzec. Bo choć jeszcze śnieg sypie czasem albo jaki mróz chwyci, to tylko dla pozoru. Wiosna w sercach dla Pań, które tu czczę i wielbię niemal na każdej stronie dziennika, niech się przekłada na bardziej wiośniane uczucia im bliskich, aby nie przypominali sobie o istnieniu płci mile przeciwnej, tak rzadko jak ja ten dziennik otwieram. Całując radośnie Damy wszystkie dosłownie i w przenośni, nie zapominajmy o Tej co właśnie w kuchni kanapki do roboty nam szykuje, bachory miłe przeganiając (tata pracuje). Całując porannie i świątecznie małżonkę, zamówmy choć
pizzę na wieczór, co domownikom naszym w spodenkach przypomni, że dziś mogą być milsi nieco i ze zmywania mamuśkę się zwolni - samemu nie trudząc się wielce. Moja sympatyczna małżonka wykazała się jakże ekonomicznym rozsądkiem, bo od wielu lat właśnie w Dzień Kobiet obchodzi imieniny. Tak, że wszystkim Beatkom buźka duża, inne imiona całować będziemy już wkrótce. O kobietach można zawsze i wszędzie, ale zawsze miło, wykażemy się bowiem nie tylko elegancją, ale i rozsądkiem, a to pozwoli nam przetrwać kawał życia w niezłej kondycji psychicznej. Mam tu na myśli pana przewodniczącego, który stosując się do swojej maksymy, skończył był właśnie kierowanie jedynie słuszną lewicą. Zakończył elegancko i z uśmiechem bijąc się w piersi ostrożnie wszak jeszcze skutki
upadku maszyny latającej odczuwając. Ochronił jedną damę co ją komisja śledcza za cel swój brała, drugą do rangi chciał wynieść, ale nie zrozumiała intencji szlachetnej. Partia o której wspominam tu troszkę (12 % poparcia posiada) upadła co nieco, ale twarz zachowała - szczególnie w wypowiedziach i czynach (w ramach szacunku dla Pań) i w zachowaniu wartości chrześcijańskich. Nikt juz tak dawno i z ochotą ewangelii nie cytował, że o wzywaniu najwyższego nie wspomnę. Damę o dzielnym sercu w piersi kształtnej wspominam tu często, bo i jam siwy i gust mam podobny. Urok i czar nie muszą się na ustawy jakieś przekładać, co jak się okaże niewielu rozumie, przykrość kobiecie sprawiając. Jeśli ktoś uzna, ze zdanie poprzednie niezbyt logiczny ma wywód - ma rację albowiem o polityce tu mowa. I nie tam gdzieś, a tu i teraz.
Wczoraj bodajże, Panie wesoło pomaszerowały Krakowskim Przedmieściem, broniąc praw kobiet wszystkich, bo tych co myślą o Panach i tych co myślą o Paniach także. O prawie do aborcji, retorsji, czy odpowiednich proporcji wspominał nie będę, bo juz kontr-demonstracja poważnych młodzianów ze wszechpolskiej mniejszości spodenkowej dziwny odpór dała, lejąc w pysk jakąś babę. Baba ta ponoć nic z mniejszościami nie miała wspólnego i pomyliła adresy zgromadzeń. Jak podali w dzienniku po nocy, widziano ją z betoniarką na ulicy Rozbrat, co skwapliwie wykorzystała inna mniejszość ("Naszość") - do ironicznych pieśni o uratowaniu Titanica. Poza-warszawskim koneserom lewicowych podrygów, wyjaśnić muszę, że Rozbrat to ulica, gdzie braterskie więzy łączyły, do tych pór, działaczy i
działaczki we wspólnym celu i dla dobra narodu, a pieśni o Titanicu organizacja "Naszość" śpiewa, ponieważ specjalizuje się w obronie skansenów i innych tonących zabytków przeszłości. W sumie jednak zebranie na Rozbrat dało odpór "dziesiątce" co chce coś reformować i nie pozwoliło na jakieś przedwczesne uchwały. Pani minister o dysku nie wspominała bo wypadł on innemu panu, ale czuja się już lepiej oboje. Wszelkie podchody i insynuacje - precz. Niech żyje! - no niech żyje - kierować nie musi inni są od tego, a za sznurki pociągać "będziem", bo wiemy jak to się robi. Opowiadano, że ktoś wyduchał żonę, ale okazało się jak w starym dowcipie, że miał wyzionąć ducha, co też nie okazało się prawdą. - No, ten co ma taką dykcję miłą, że cokolwiek nie powie, można
interpretować inaczej. Niestety dostał za mało głosów. Wiosna, wiosna cała gębą - słoneczko wyżej - wkrótce umiar stracimy w podziwie i uwielbieniu dla tych chwil pięknych, kiedy znad zimnego kufla spojrzenie nam uleci ku nogom jakim kształtnym, albo też oko nasze zagłębi się swawolnie w dekolcie pochylonej kelnerki. Piszę tak z obserwacji tylko, bo wkrótce znów otwarcie ogródkowych kawiarni na Zapiecku. Sam piwa nie piję, bo i żona i narzeczona nie lubią, a tylko tej Kowalskiej to nie przeszkadza co mnie czasem w parku dopadnie przed zmrokiem. Kończę wstydu oszczędzając, albowiem wiosenny stan zidiocenia jest mi bliski, jak i całej klasie politycznej której wiernie kibicuję, z pozycji mojego grypowego i nieco rozgorączkowanego wyrka. |
do góry, do
góry...
|