|
|
październik
2004 |
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
26
październik
2004
wtorek |
1580
kilometrów. Tyle przejechałem przez tydzień, pewnie są tacy to przejadą to w
jeden dzień, ale nie dotyczy to żadnego gaduły. Przez różowe ulice Łodzi
(rozbawiają mnie tamtejsze tablice tej barwy), na Wrocław gdzie gubię się
permanentnie, do Jeleniej Góry. Tej już zupełnie nie poznaję, a byłem tam na
dobrym obiedzie chyba w 1976 roku. Szklarska Poręba jakby znajoma z dziwną
drogą pod górę, która idą piesi, z jednej strony mur oddzielający od
strumienia, a z drugiej skały. No i tu się nie da jechać po krawężnikach.
Potem postój w Świeradowie obok hotelu "Kryształ". Obiad super, turystów
sporo, ale to w większości niemieccy emeryci, odpoczywający w tańszej
zapewnie okolicy. Do czeskiej granicy rzut beretem, ale jakoś piwne atrakcje
mi nie w głowie. Jedno niezapomniane wrażenie w każdych polskich górach
jesiennych (ha, innych nie znam) - przepiękne barwy liści, głównie w
czerwono-żółtej tonacji. Mogę chodzić godzinami i fotografować jesienne
pola, drogi po horyzont, dalekie dymy i te przepiękne kolory. Przeglądając
zdjęcia z różnych wyjazdów przekonuję się, że najpiękniejsze i najciekawsze
twarze kobiet nie uspokajają, jak te jesienne pola po skraj lasu. Dobre co?
No i jak to jak mieć ten spokój przy kobiecie? Proste, to zapewnia nam życie
wieczne. A póki co cieszyć się trzeba, że jeszcze ten niepokój - mamy w
sobie.
Zająłem się zatem fotografowaniem pensjonatów, ciekawych domków i widoków na
mało strome zbocza, co mnie dobrze nastraja, bo mam lęk przestrzeni. Pogoda
piękna, choć w górach zmienna, słońce i cisza za chwilę czarna chmura i
liście wędrują do nieba. Uciekam, przed jazdą po mokrych liściach - powrót
przez Wrocław, nocleg w znajomym hoteliku, który reklamuje się jako "usługi
hotelarskie", rachunków nie wystawia się, stad czasem można negocjować cenę.
Jak zwykle we Wrocławiu jeżdżę zapamiętale po różnych wiaduktach, żeby się
przekonać, że na stację benzynową , którą widzę na przeciwległym rogu -
można dojechać znacznie prościej. Telewizorek w hotelu tak mnie uśpił, że o
4 rano juz byłem na nogach i co było robić wyjechałem przed 5 (to wg
niektórych przyjaciół dopiero zboczenie). Jednak jazda po pustym mieście,
nie przekłada się nijak na jazdę po pustej nocnej drodze, bo tej pustej
drogi wcale nie ma - ruch w kierunku Poznania całkiem spory. W końcu
zjeżdżam na kawę do najbliższej stacji, ale i tak zaraz jadę dalej. Przed 8
rano koreczki już spore na trasie wjazdowej. Ale miasto znajome i przyjazne.
Najdłuższe targi turystyczne od środy do soboty zaczynają się. Tour Salon
nazywają te targi, pewnie od tej lokomotywy z Wolsztyna co wita gości
obłokami pary. Mgła i para z lokomotywy robią niezły nastrój. Tuż przy niej
właśnie domek drewniany jako propozycja do nabycia i dzięki tej miłej
zasłonie nikną ceny drewna + robocizna + wszelkie inne dodatki.
Mieszkam jak zwykle na osiedlu Rusa, co cieszy mnie z trzech powodów,
gospodyni miła daje klucze i odpływa w siną dal, z ostatniego piętra widok
wspaniały i obojętnie w jak głębokiej nocy się wstanie - przez okno daleko
widać zegar i czas dokładny elektroniczny. Trzeci powód to łoże
wieloosobowe, gdzie śpi się bajecznie, a i samochód jest gdzie zaparkować.
Świeże bułeczki i mój ulubiony serek smażony z kminkiem juz od 5 rano w
sklepiku. Ale nie udało mi się tam wstać przed 7. Targi zorganizowane, jak
to tylko w Poznaniu potrafią. Dojeżdżam na wyznaczony parking, stamtąd
autobus dowozi na teren wystawowy. Po pracy autobus odwozi z powrotem, a ja
tylko kodem opłaty macham przez okno i jadę sobie juz własnym pojazdem.
Pierwszy dzień dla profesjonalistów, więc odkurzaczy brak. Tak nazywają
zbieraczy długopisów, mapek, kolorowych folderów i innych gadżetów. Ręce i
buźka bolą od gadania, nogi od chodzenia, ale przez kilka dni sam uzbierałem
wykręcając się bardzo ok. 15 kilo wszelkiej papierowej i kolorowej
informacji o noclegach, turystycznych atrakcjach itp. W kawiarence na
piętrze pawilonu głównego kawa podła (drożdżówki super), ale za to doskonała
w pawilonie gdzie prezentowano wyposażenie dla hoteli. Tam też łoża wodne,
tradycyjne, stroje wszelkie wypoczynkowe i dokonała kuchnia. Trzy kuchnie
ścigały się różnorodnością dań i smakowitością zapachów. Pomorska, słowacka
i wielkopolska. Ryby pomorskie odpuściłem dla kluseczek i pierogów
słowackich, a przede wszystkim dla nieocenionej golonki pieczonej
poznańskiej. Zdjęcia są na stronie:
www.123noclegi.info/targi-poznan2004/targi-poznan2004.
Zdjęcia
jak zdjęcia, podobne jak co roku. Pewnym urozmaiceniem są "Syrenki Usteckie"
czyli dwie dziewczyny w szpilkach, sieciach i dość skąpym odzieniu, co miało
nam przypomnieć nieco deszczowe lato. Oferta zagranicznych biur podróży
imponująca niezwykle, szczególnie Czech, Słowacji, Hiszpanii i oczywiście
Włoch. Na razie nie jedziemy. W końcu jesień trzeba w domu spędzić.
Wracam jak zwykle autostradą, ale przed Wrześnią coś mnie podkusiło i
skręcam z głównej drogi. A co tam będę płacił następne myto, jak wcale się
nie spieszę. Skręcam na Kalisz, po drodze Pyzdry, a tam ciekawostka taka.
Dwie budki drewniane z drewnianymi wąsatymi strażnikami, obok mapa wielka,
maszty i szlabany. To tak zmyślnie zaznaczona rogatka graniczna między
Rosją, a Prusami. Oczywiście z okresu I wojny światowej. Obok reklamy
tubylczych mechaników i usług miejscowych. No i czy to nie fajny pomysł.
Reklama, atrakcja i lekcja historii zarazem. W Kaliszu obstawiam totolotka,
niestety równie skutecznie co zawsze.
W domu dziewczyny moje witają mnie przekopując bagaże. A jakże zamiast
rogali marcińskich i serka z kminkiem przywiozłem świece z wosku pszczelego,
mydło też jakieś pszczele na trądzik dla młodzieży i kilka długopisów.
Szkoda że tak to szybko minęło, ja znów bym jechał, a tu komputer klawiatura
i tylko pogadać można .. do ekranu. Jak pogoda dopisze choć piękna ta jesień
i tak to jeszcze w sobotę czy niedzielę książki pójdę wietrzyć, a jak nie,
to sezon zakończony. Ale znów pojadę teraz rzeszowskie - jesienny długi
weekend w Niewodnej. Ale dopiero w okolicach 10 listopada. Czy juz zimowe
opony? |
15
październik
2004
piątek |
Idzie
niż, będzie lać zapewne i padać, a mżawka nieunikniona. W tej wilgotnej
atmosferze, nikt nie zauważy nawet, jak uronimy łzę niewielką nad tym, co
drzewiej bywało. Nie tylko wilgoć w powietrzu mnie tak rozczula, ale piękna
książeczka, którą mam właśnie przed sobą. "Podstawy Życia Towarzyskiego"
wydało w 1935 roku wydawnictwo M. Arcta, a opracowanie zawdzięczamy Marji
Vauban i Michałowi Kurcewiczowi. Jak powszechnie wiadomo, współcześni
panowie znają się absolutnie na wszystkim, może pomijając tylko niektóre
rozdziały tej książeczki. Dlatego też z uśmiechem małym przyglądamy
się, jakie powinności mają DAMY.
Panie bowiem, traktuje ten utwór szczególnie, z atencją i powagą, ale i z
czcią należną.
"...Kobietom szczególnie zaleca się unikanie kanciastych gwałtownych ruchów.
...Wszystkie kobiety powinny też studiować swój chód, trzymać kolana do
siebie, oduczyć się podskakiwania, dawania zbyt małych albo zbyt dużych
kroków, machania rękami. ...Kobieta kłania się pochyleniem głowy. Kobieta
samotna może przyjmować wizyty mężczyzn, lecz nigdy ich nie oddaje."
No cóż, kobieta powinna, a on musiał - choćby w zakresie stroju..
"...Tradycyjny ubiór męski składa się z kilku rodzajów garniturów. Są niemi;
frak, smoking, żakiet, tużurek, ubranie marynarkowe i ubranie sportowe."
Oczywiście należy pamiętać, że '...we fraku nie wychodzi się na ulicę
nawet w lecie. Wkłada się doń ciemny, najlepiej czarny paltot, takiż miękki
kapelusz, melonik czarny lub cylinder".
Czytając te piękne zdania winniśmy współczesnemu czytelnikowi niewielkie
objaśnienie. Jakiekolwiek dywagacje w tamtych pięknych czasach na temat
damskich kolan, uchodziły wyłącznie wśród panów polujących. Wywodzi się to z
obyczaju dotykania kolanka przed odstrzałem, oczywiście wyłącznie - celem
uzyskania powodzenia na polowaniu. Oddawanie wizyt przez Panie oznacza tzw.
rewizytę, i nic więcej. A co do męskich strojów, to jednak dres stanowczo
nie można zaliczyć do wymienionych tu ubrań sportowych.
Takie właśnie niewiele znaczące dziś zasady warto czasem odkurzyć, co i mnie
naszło przy pakowaniu. Rano ruszam na południe, potem jeszcze na południowy
zachód, a potem na północ. Zatrzymam się w połowie mapy i z powrotem na
wschód, żeby zamknąć kanciaste kółeczko. Za tydzień wrócę, pełen wrażeń i z
obolałymi kończynami, bo tak zwykle wygląda pobyt na Targach Poznańskich, że
chodzi się i chodzi.
Podobno cos tam Panie w polityce.. A niech tam, pobawią się, prąd wyczerpią
nas znudzą. Znamy to, znamy i w ....małym szacunku mamy. Ja zaczynam wagary
pracowite, bez polityki, ale z dyplomacją związane. Pewnie znów zapyta mnie
pan, w mundurku o kolorze znanym - płaci pan za szybką jazdę, czy piszemy.
Ja piszę, ja płacę - odpowiadam z uśmiechem. A Pan ze zrozumieniem znajduje
za okładką to co tej dyplomacji przydaje uroku. Jaki kraj taka dyplomacja,
jaki szczebel władzy - taka kwota. No i po co tu pisać o polityce. Czy nie
lepiej czytać stare książki?
Na sam koniec znalazłem takie śmieszne zdanie w cytowanym wyżej dziele:
"Rozmowa z kimś, kto lubi książki, jest rozmową bardzo łatwą. Tematu nigdy
nie zabraknie."
Tak, to też już przestarzałe.. Jadę - wrócę - mam 7 koszul, więc chyba
szybko. A nocna? Brać? |
11 październik
2004
poniedziałek |
Zamykamy nasz teatrzyk.. Zimno brrr.. Nie chce się już rączek wyjmować z
kieszeni (klientom), książeczki marzną nieco, właściciel przytupuje. Pora
zmienić miejsce tupania - czyli pracowity październik ..przed ekranem
monitora. Ostatnie dni pracy książkowej (soboty i niedziele) i pewnie
ostatni koncert "Orkiestry z Chmielnej" na Zapiecku.
W wykonaniu tego leciwego zespołu dawny przebój (pewnie bardzo dawny)
"...Żebyś Ty wiedziała, jak mi się chce, a ja Ci nie powiem, nie powiem
nic.." Domysłom publiczności niezbyt licznej, należy pozostawić
interpretację tego, zapewne rubasznego nieco - utworu. Nie mniej jednak,
pieśń ta napawa mnie optymizmem, bo choć wiosna serc bicie przyspiesza, to
jesień skłania ludzi ku sobie - już choćby tylko dla zachowania uciekającego
ciepła.
Miła koleżanka ...poszukująca, poprosiła mnie o spojrzenie na jej ofertę na
jakimś tam randkowym serwerze. No, oferta ciekawa, Pani godnie, acz wesoło
poleguje z nóżką wyciągniętą aluzyjnie, a w treści preferencje rozliczne i
nie zawsze możliwe dla laika (jak ja) do rozszyfrowania. Erotyka w wodzie?
Może, morze, ale chyba prysznic o tej porze. A np. dominacja - czy to anty
demokracja? A z jedzeniem? Czy w trakcie spotkania jemy, czy przed - lepiej
się najeść, a może jednak po. Wymagania jakie Panie stawiają Panom są
niewielkie i z reguły łatwe do spełnienia: dowcipny, fajny, inteligentny,
kochający, lojalny, na poziomie, niezależny, odpowiedzialny, otwarty,
przyjazny, przystojny, rodzinny, rozmowny, rozważny, seksowny, spontaniczny,
szarmancki, troskliwy, uprzejmy, wiarygodny, wspierający, zadbany,
zdecydowany, zdumiewający.
Ja znalazłem od razu dwie cechy do mnie pasujące; zdumiewająco rozmowny i
na poziomie fajny, w pionie niestety ziewa (dyskretnie) i przestępuje
z nogi na nogę. Okazało się, że żyjąc w ciemnocie zapieckowej - nie wiem
nawet, jak życie towarzyskie kwitnie. Słyszałem jednak o pewnym burmistrzu
czy innym urzędniku bez humoru, co zwolnił swoją podwładną z pracy, tylko
dlatego, ze ośmieliła się zamieścić, gdzieś tam swoją ofertę. A co? Miała
czekać na mobing, sponsoring, czy molestowanie u szefa na dywanie? Sam
by zamieścił pewnie, ale boi się nawet królika teściowej, bo ten głośno
tupie podobno w trakcie kochania futrzanej żony. Niestety władze co
poniektóre, humor mają jak "chómor" znaleziony w lesie pod postacią
purchawki. I tylko głos sprawiedliwego z ambony przywraca im wiarę, że
całowanie chłopców w usta należy do dawnego rytuału. Ale już całowanie
kobiety niestety, grzech pewnie jaki. Jasne że grzech okropny wielce, gdy
dentystkę zaniedba i czar oddechu jeno siwuchą poprawia.
Naszło i mnie na stomatologiczne ekscesy, co jako tchórz prawdziwy
odnotowuję, bo wielkiej dowagi trzeba, by na ugiętych kończynach na ten
fotel boleści się dowlec. I jak zwykle okazało się, że uśmiech Pani Grażyny
Ż. + trochę perswazji chemicznej - pozwalają na szczęśliwe dobrniecie do
finału.
Czekałem ponad 10 dni października na wesoły akcent początku jesieni i
wyszło mi takie moralne i porządne stwierdzenie: Szukajmy drugiej połowy,
szczęścia, radości, a dentystkę też odwiedzajmy, bo żyć z czegoś przecież
musi.
Dla
porządku - zamierzenia na najbliższą przyszłość. W przyszłym tygodniu targi
turystyczne w Poznaniu - poważny pretekst do jazdy. Wkrótce miłe spotkania z
przyjaciółmi i jakieś zdjęcia reklamowe podgórskie. Na razie więcej nie
zdradzę, bo a nóż nie wyjdzie? Szczegóły zapewne będą na nowej wersji
strony o noclegach w Polsce
www.123noclegi.info . Ahoj przygodo! Jadę i
cieszy mnie to niezmiernie.. Wszelkie konsultacje w sprawach randkowych po
powrocie. No - musze się nareszcie dowiedzieć o co chodzi.. - opowiem żonie
i wam mili. Na listy odpowiadam, za życzenia dziękuje - Wagi niech żyją, bom
sam WAGA. Poczytać można na załączonej do Zapiecka stronie horoskopowej.
|
do góry, do
góry...
|