styczeń    2004

      data 

                                              dziennikczylinocnik               
25 stycznia
2004
niedziela

Nie potrafię pisać nic na zamówienie. No, ale to też, nie jest cała prawda. Napiszę na każdy dowolny temat i w dowolnej tonacji, ale nie lubię tego i jeżę się przeokropnie
 i wykręcam, odkładam w czasie i marudzę. Mili przyjaciele piszą mi, że za rzadko i za mało, moich tu zwierzeń i marudzeń, i za mało o polityce, ale też za dużo czasem. Że o Paniach mało i że ciągle  do jakiejś wzdycham, a taka jedna pisze, że co mi po głowie bez przerwy chodzi - wiosna dopiero w marcu. Cicho wiem. Już wszyscy piszą o mękach tworzenia, a ja się nie męczę tylko wolę mieć "swój" temat. Bo jak mnie coś wkurzy, rozśmieszy albo wzruszy to można odnotować, reszta to ble-ble.
Na Starym Mieście zaczynam bywać już służbowo, co oznacza, że stosowne podania
i załączniki zostały złożone. Ubiegam się o zgodę na pracę tak samo jak co roku od prawie 10 lat, tak jak i o teren do sprzedaży książek w postaci kostki brukowej. Są wiadomości dobre, bo w planie zagospodarowania "handlowego" w wielkim planie władz miasta - znajduję się, choć wyznaczono mi tylko 2 metry kwadratowe. Ale złożyłem podanie o cztery czyli planuję wzrost o 1 metr. Jak pisało niedawno "Życie Warszawy" opłaty targowe mogą wzrosnąć z 5 do 30 zł za metr dziennie co oznacza dla mnie plajtę totalną, albo okaże się że te opłaty to ceny "karne" dla nielegalnych handlarzy. Czyli w zasadzie jest dobrze ale.. bez przesady. Zmieniły się przepisy - więc, zgodę na moją pracę podpisze być może sam Pan Burmistrz - jak mnie poinformowano (powinienem wbić się w dumę, ale sadzę, że władze miasta maja ważniejsze zajęcia). W zeszłym roku też było wszystko cacy, a nie miał kto podpisać i zacząłem karierę pod koniec kwietnia.

No, nie będziemy się martwić na zapas - zmartwienie większe mają kupcy wynajmujący lokale od miasta na restauracje, kawiarnie, galerie czy sklepy. Miasto szuka pieniędzy tak więc może ustalić czynsze "przetargowe" na takim poziomie, że tylko zakłady "pralnicze" przetrwają lub inne mniej lub bardziej "towarzyskie". Właśnie niedawno zawrzało w tym środowisku, bo w internecie opublikowano pełen wykaz wszystkich lokali użytkowych w stolicy - z podaniem nazwisk (podnajemców) i powierzchniami lokalu, piwnicy i piętra jeśli tylko kto posiada. Niby cel jasny - przeciwdziałanie korupcji, ale kijek ten ma tez drugi koniec - dość łatwo można sobie wyrobić zdanie (nie zawsze prawdziwe) o stanie majątkowym "wymienionego". W każdym razie ja sprawdziłem ile sklepów posiada Pan .... i Pani... i wiem że część na żonę, część na syna, a część na tego Kazia, co w rodzinie robi za człowieka od podpisów.. Może lepiej było firmy wymienić, a nie nazwiska... Ja tam nikomu nie zazdroszczę - mam swoje 2 metry w planie.

Zimę spędzam przed ekranem monitora, choć mróz na dworze i grypa w domu. Przy okazji dowiedziałem się, że nawet jak synek ma 40 stopni to lekarz nie przyjdzie, a wiec go zawiozłem mało przytomnego. Dopiero jak się okazało, ze antybiotyk nie ten, bo coś mu serce wali, miła Pani dała się dowieźć i przepisała inny. Za tamten oczywiście apteka (haha EUROPA  się nazywa) pieniędzy nie zwróci bo to 50 zł i jest zarządzenie ministra od 10 lat. Ale w końcu gorączka mu spadła, co się objawia głośnym wołaniem o dostęp do klawiszy i Gadu gadu.. Dla zmiany nastroju do lekcji gonię i garbić się zabraniam. No to w końcu Marta dobiła mnie życzeniem - tata wiersze pisz bo mam zadane - o przyrodzie do szkoły ma być 6 - może 10 sztuk. Jedna zwrotka czy dwie, ale ma się rymować. No mamy różne zadania jako te biedne rodzice (w tej edukacyjnej misji) ale wolę się wygłupiać rymem częstochowskim jak szopki kleić. W każdej klasie szopka, a ile klas? Cicho, wiem budownictwo sakralne popieram.. Oto wierszyk:

Żuczek

Żuczek mały szedł po lesie,
coś tam znalazł, coś tam niesie.
Ciągnie, taszczy, dźwiga, targa
i nie znana jest mu skarga.

Takie życie, przeznaczenie,
los i fatum, czy - zmartwienie?
Żadne takie; chodzi - wraca,
to po prostu jego praca.

Jak widać zawarłem tu pewne elementy autobiograficzne, udało mi się również "brzechwiąc" uniknąć elementów roszczeniowych i z właściwym sobie optymizmem wyrazić oczekiwanie na ..pracę.

Zdecydowanie na poprawę mojego nastroju zimowego wpłynęła ostatnia praca, którą na prośbę i zlecenie miłej Pani ... (i tak nie powiem - tajemnica handlowa) właśnie wykonuję. Jest to zbiór stroniczek internetowych poświęconych horoskopom urodzeniowym, czyli jaki wpływ na charakter człowieka ma data jego urodzenia. Opieram się na źródłach przedwojennych, a więc nie skażonych jeszcze wzajemnym przepisywaniem i podkradaniem. Dojechałem na razie do maja. Trochę poezji też będzie, bo zamiast po raz 20-ty tłumaczyć, co jakie imię znaczy i skąd się wywodzi (jest takich stron dość sporo), to zaczynając od Mickiewicza, Iłłakowiczówny, wiążemy imiona z ich nosicieli losem, według tego jak podpowiadają poeci. Tak więc na tych łamach apeluję i proszę jak kto ma jaki wiersz o Cecylii to niech nie traci ani chwilli - tylko przyśle. A jak o Kazi to też niech zdradzi. (Oto skutki pomagania w lekcjach..)
Jak będziecie sprawdzać szefa horoskop to negatywów tam sporo, a jak żony, czy narzeczonej - to same dobre rzeczy.. http://przepowiednia.webpark.pl/

19 stycznia
2004
poniedziałek

Niemen nie żyje. Czesław Niemen: "Dziwny jest ten świat", "Wspomnienie" nazywaliśmy tan utwór zawsze "Mimozami..", "Czy mnie jeszcze pamiętasz".. "Pod papugami", "Wiem że nie wrócisz", "Płonąca stodoła" dziesiątki innych.. Nie ma już Czesia, nie powie nic już swoim nieco kresowym akcentem. Zmarł w sobotę, po ciężkiej chorobie. Wychowaliśmy się na jego muzyce, wzruszał kiedy kochaliśmy po raz pierwszy i kiedy przeżywaliśmy pierwsze rozstania. Jego teksty towarzyszyły nam w listach, słowach weszły do języka codziennego. Od Niemena zaczął się Norwid, to On odkrył nam tego poetę, to On prowadził  przez początki muzyki elektronicznej. W latach 60-tych rozpoczynała się jego sława. Ale nie wśród ówczesnych krytyków muzycznych, komunistycznych znawców i wszystkowiedzących durniów aparatu partyjnego.
Co ja mogę napisać więcej. Nic.  To jego Asnyk.. którego czytam słysząc tę muzykę..
i ten wspaniały głos, który brzmi mi w uszach..


Jednego serca! Tak mało, tak mało,
Jednego serca trzeba mi na ziemi!
Co by przy moim miłością zadrżało,
A byłbym cichym pomiędzy cichemi.

Jednych ust trzeba! Skąd bym wieczność całą
Pił napój szczęścia ustami mojemi,
I oczu dwoje, gdzie bym patrzał śmiało
Widząc się świętym pomiędzy świętymi.

Jednego serca i rąk białych dwoje!
Co by mi oczy zasłoniły moje,
Bym zasnął słodko marząc o aniele,

Który mnie niesie w objęciach do nieba...
Jednego serca! Tak mało mi trzeba,
A jednak widzę, że żądam za wiele!

8 stycznia
czwartek
2004

Tak. Aby zacząć ten rok pozytywnie muszę stwierdzić, że idzie ku lepszemu, a nawet jedzie. Poprawa jest wyraźna, zadowolenie rośnie, spożycie też. Tyle żeby nie zapeszyć, dalej będzie już jak zwykle, czyli spokojnie i uśmiechem, bo podobno wszystko już było i wszystko przerabialiśmy.
Przykład pierwszy z brzegu. Rząd jaki jest każdy widzi, tylko każdy trochę inaczej. Od czasu pewnych zmian ustrojowych,  każdy rządzący bierze udział w rankingu czyli olimpiadzie fizycznej. Dość prosta to olimpiada bo polega na wykorzystaniu czegoś co w fizyce określa się jako równia pochyła. Moje techniczne wykształcenie zakończyło się na tej figurze, ponieważ budowa dzwonka budziła już pewien niepokój. Jeszcze wspomnieć muszę, że niektórzy moi wychowawcy, wskazywali mi tę równię - jako moje miejsce stałe. Nie wiem czy miałem zjeżdżać tylko, czy staczać się w końcu, co na stare lata ułatwia mi budowa ciała, własnego zresztą. Dość dywagacji osobistych, bowiem z rządem każdym jest tak właśnie, że zamiast prowadzić nas (no mnie, i jeszcze parę nawiedzonych) ku górze, ku świetlanej przyszłości - od razu na początku zasiada i czasem nawet obraduje. Jak już zasiądzie, to potem wstać ciężko (jakoś nie zaobserwowałem na przykład osobistego odejścia), a jak już się siedzi i nogi troszkę wyciągnie, to zaczyna się ten zjazd powolny. I koniec wywodu bo..

Filozofuję tu sobie spokojnie, aż tu nagle słyszę jak żona w oknie krzyczy:
- A zostawisz ten samochód łobuzie!!!!!
Podbiegłem kobietę ratować co ją jaki omam napadł, a to prawda czysta. Faktycznie spora grupka małolatów chodziła sobie po podwóreczkach szarpiąc tablice rejestracyjne. W końcu i moje brudne, białe auto tez dopadli. A tablica nie na śruby do blachy żywej przykręcona, a nowocześnie w ramkach eleganckich. No i myk chłopczyk najmniejszy, tablice schwycił, a tu kobita w oknie woła i policje, i niebo na pomoc wzywa. Za moment już nikogo nie ma, cisza wieczorna (17:40-18) i mroźna (-10). Policję telefonicznie powiadomiłem, bo przez okno nie doszło. Okazało się ze trzeba osobiście, nawet można z jedna tablicą podjechać i zgłosić. Wychodząc, wstąpiłem do szkoły obok, która mi na parking kawałek oświatowego terenu udziela. Okazało się, że sympatyczny wielce Pan Dozorca, chłopaków też przez okno wypatrzył, nakrzyczał osobiście i postraszył. Na tyle skutecznie, że po chwili tablice odnieśli, niby w śniegu leżała. Coś tam naderwane, fachowiec wiertarką poprawi.
W ten oto sposób całkowicie przypadkowo, stało się zadość pozytywnemu wydźwiękowi, jaki miały mieć pierwsze zdania tu pisane, w Nowym 2004 Roku. Pozytywny jest to wydźwięk "w zasadzie", bo kłopotu z wyrabianiem nowych tablic nie ma, ale fachowiec zarobi parę złotych, samochód 4 nowe dziury. A rdza żre, oj żre. Kieszeń też.

Co do dywagacji rządowych, to wszyscy zdrowi "w zasadzie", a zjeżdżają nie dosłownie, ale w rankingach sond i badań przeróżnych. Każden jeden, jak mawiają starzy warszawiacy, tak ma.  W telewizji plotą, że Prezydent sugerował coś Premierowi żeby odszedł, ale on przecież nie może, bo po wypadku helikopterowym lekarze zabronili mu chodzić. Po co się czepiać rządu, jak on tylko wykonuje ustawy. A jakie ustawy są, każdy widzi. Do list posłów (na użytek prasy) dołącza się teraz "w nawiasie" informację określającą miejsce afery (np. Strachowice) lub nazwisko (Rywin, itd.) i od razu wiadomo jakie lobby, kto reprezentuje przy danej ustawie. Ustawy są wszystkie do bani, bo albo głosowane na dwie ręce, a bez głowy, albo mają chronić interesy tych co je kupili. Niestety często poseł taki ma  kilka zleceń i potem mu się wszystko miesza jakich słów może użyć, a jakich nie powinien. Trybunał Konstytucyjny właśnie orzekł, że Narodowy Fundusz Zdrowia jest sprzeczny (... tu wpisujemy co kto chce). Ustawa o radiofonii i telewizji nie zapłacona, paść musiała, za to jak już uchwalono tą o biopaliwach, to nie działa, bo kto by tam pisał przepisy jakieś wykonawcze (a ostrzegałem ha, ha). Ministrowie niektórzy nawet sympatyczni, ale cóż mogą zrobić, skoro reprezentują jedyną, słuszną linię. A ta linia - prosta - jak sznurek w chłopięcej kieszeni.

Pozytywnie patrząc to można powiedzieć, że dobrze też się dzieje w innych wybranych dziedzinach. Działania zmierzające do uzyskania środków (dziury budżetowej już nie ma, bo otchłań określa się inaczej) owocują na przykład nałożeniem akcyzy na kosmetyki. Tak więc jesteśmy jedynym krajem w Europie, gdzie taki podatek wymyślono. Maseczki wszak, czy kremu pod oczy minister nie nakłada, a posłanka z masarni nie musi, ma środki naturalne.
Spokojnie będzie też z "małyszo-manią". Skoczył sobie Pan Adam na 20 miejsce i spokój, a co nie może? Całe życie ma orać na tych co ryczą pod skocznią? 
Radosnym przejawem postępu jest też wynik sondy popularności kobiety polskiej. Joanna Brodzik wyprzedziła podobno w rankingach Marię Konopnicką. I słusznie. Mnie się kojarzy Pani Joanna, a Pani Konopnicka niby też, ale bardziej historycznie; no bo ile można żyć Naszą Szkapą, czy tym słynnym wierszem: "idzie droga pachole, łzy mu lecą po czole". A z czym mi się kojarzy? Obie blondynki. Polskie. Nasze.

Póki co, to zdążyłem zaliczyć "Powrót Króla" ostatnia część trylogii Tolkiena. Film robi wrażenie niesamowite, choć już niby przywykłem przy drugiej części. Nawet ziąb w kinie mi nie przeszkadzał, owinąłem sobie nogi kurtką, a dopiero w czasie przerwy w seansie zauważyłem obok jakąś śliczną młodą damę. W czasie drugiej części projekcji, zapomniałem o niej zupełnie, tak więc, albo ja już mam swoje lata, albo film świetny. Pewnie i jedno i drugie.. I tym pozytywnym akcentem nie starzejąc się, a bogatsi jedynie o kolejny rok doświadczeń, patrzmy ufnie w przyszłość, zamgloną jedynie trochę.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian