czerwiec 

      data 

  dziennikczylinocnik                   

25 czerwca
2005
sobota

Dziwnym trafem w czerwcu piszę tylko w soboty. Albo jakiś zegar wewnętrzny, atawistyczny pewnie, albo przypadek. Jak zwykle ze znaków na niebie, fusów i ..teczek można u nas wywróżyć wszystko. Dlaczego teczek? Od czasu czarnej teczki Tymińskiego co ją miał na Wałęsę, teczki nie schodzą z pierwszych stron gazet. Powołano nawet specjalny instytut do ich otwierania i zamykania, ale największy spór trwa o to które otwierać pierwsze, te na kokardkę wiązane czy te zasupłane sumiennie. Jest teczka na każdego, na premiera Belkę też i na mnie też. Sam premier twierdzi że w teczce ma jabłko, które zaraz zje co i uczynił - z czystej tylko elegancji i dyplomacji nie spluwając robakiem co pierwszy degustację rozpoczął. Toczy nasze jabłuszka ten robaczek, a im bardziej mordę drze tym bardziej rodzinny i polski sam sobie się wydaje. No tak to jest, że rekiny płyną w milczeniu, a wrzodaki węszą za prawdziwym Polakiem, co tylko ...starszym bratem w wierze. W mojej teczce papierów nie przybywa, bo mogłoby się okazać że moje odwołania i protesty prawnie słuszne, a moralnie właściwe. Więc i ja nie kandyduję nigdzie, bo mnie zlustrują, a tylko czoło mam brązowe, a łydy jeszcze jak od piekarza.

Wróćmy do literatury, bo choć i tu świat czasem w krzywym zwierciadle, to świat którego dzieje jednym ruchem zamknąć można. Wczoraj przyniesiono mi karton książek zapomnianych i kwalifikujących się zdaniem byłego właściciela na śmietnik historii, ale spójrzmy co to za cuda wydawano. Konwickiego - "Władza", gdzie dobry sekretarz Korejwa z jakimś Mątwą musi współpracować, a młody gniewny bohater aż do powiatowego komitetu jedzie bo ten Korejwa coś nie po partyjnemu dobry. Druga książeczka Mariana Brandysa "Początek opowieści" - gdzie w stopce czytamy: - manuskrypt otrzymano 4.8.1952, druk ukończono 29.8.1952. To było tempo socjalistyczne, w drodze do komunizmu oczywiście. Egzemplarz z pieczątką - cena zniżona zł 6 (było 10), a i tak nie rozcięty. Zachowam albo dam kiedyś na jakąś licytację pamiątek. A oto cytacik smakowity; ".Wieczorem zachodził (Piotr Kulbar) do sekretarza Partii, dzieląc się z nim spostrzeżeniami i prosił o wyjaśnienie spraw, których nie rozumiał". No i niechcący jakoś wniosek śmieszny wyszedł. Inne czasy inna literatura. Tak jak w każdym okresie inne papiery do różnych teczek wkładano, tylko czasem warto spojrzeć na datę kiedy to było.. A czy nie lubimy tych pisarzy, bo taki był czas ich pisania? Mogli milczeć, ale jak talent pierś rozsadzał i był to jakiś sposób na życie. W końcu pisali "po polsku" wszyscy; wiedzieliśmy jak jest, a pisać było trzeba tak jak to władzy może się podobać, do dziś w niektórych podaniach stosuję ta metodę. A co.. Jeszcze ostatni cytat z książki E. Kazakiewicza "Wiosna nad Odrą". Rzecz dzieje się w 1945 roku, wojna itp, itd.  "...Dzieci wędrowały do najbliższej wsi - i z reguły - wracały zawsze z chlebem, słoniną, konserwami: żołnierze radzieccy nie skąpili niczego i chętnie zaopatrywali dzieci w żywność. Starzy też chodzili na wieś do Rosjan i prosili o tytoń, a potem krztusząc się i kaszląc rozkoszowali się prawdziwą rosyjską machorką." Prawda, że ładne? I jakie ludzkie.  Brrrrrrr.
Wśród papierów karteczka mała - lista imienna ofiarodawców pewnego albumu z podpisami osobistymi. Wszyscy właściciele autografów, to pracownicy Komitetu ważnego, a partyjnego. No i co będzie jak ujawnię? A nie ujawnię bo mam to w ..teczce, a teczka w łóżku. I nikt nie znajdzie, chyba że jakiś półgłówek bawiący się grą półsłówek.

Dosyć żartów z literatury. Uśmiech ślę damie miłej i mądrej, z która spędziłem chwil dłuższych parę, przekopując domowe zasoby biblioteczne - do filozofii, przez historię, do Italio Calvino i Babla. Juz dawno tak miło nie rozmawiało mi się o książkach i o ludziach, a z kim? Nikt nie zgadł bo i ja na krawędzi gafy .. Kiedy doszliśmy do spraw wydawniczych okazało się, że miła Pani, która mnie gości to ..Krystyna Siesicka. Która z dziewczyn nie pamięta: "Bethowen i dżinsy", "Zapałka na zakręcie" i dziesiątki innych takich fajnych książek, co to i chłopaki też czytają. W domu kocica czarna, nie przedstawiła się za pierwszym razem - słusznie nieufna. I Pani domu roześmiana, dowcipna i pogodna. To było miłe spotkanie, ale nie ostatnie. Pani Krystyna mieszka blisko Barbakanu to i widujemy się teraz czasem. Pogody ducha, energii i radości Pani Krystyno na jeszcze dłuuugie pisanie. Dopiero od 1966 wychodzą Pani książki, a  więc czasu mamy, a czasu.

Dziś nie pracuję, czas ślubu i wesela. Młodzi ludzie postanowili zgodnie i mam to jeszcze ładnie sfotografować. Pamięć zakupiona do aparatu nowego na 300 zdjęć starczy, ale pewna presja jest, bo muszą się udać. Potem napiszę, że tam byłem, miód i wino piłem.. Ale jadę samochodzikiem, a jak się ma całkiem nowe 69 kilo to i wielkie żarcie, zostawiam ..no dla paru smakowitych kąsków się poświęcę. Czego i Państwu życzę. A czego? Na progu tego lata? Teczki oddać do Ligii, oni do Legii chyba Cudzoziemskiej, potem zakopią w piaskach pustyni i będzie spokój. Sami pogrzejmy się w słoneczku wolni od wiadomości komisji wszelkich i radośni uśmiechem innych ..niezrzeszonych, najlepiej jeśli płeć odmienna (ale wg. gustu).

18 czerwca
2005
sobota

69. Liczba nie tylko intrygująca, bo się kojarzy z ...multilotkiem, ale na tyle ważna, że ją tu odnotowuję. Dziś, a może wczoraj jeszcze, osiągnąłem ten poziom wagi schodząc sukcesywnie od 85. Jeszcze przedwczoraj widziałem że już blisko, choćby dla zmylenia tylko jednym okiem, ale dziś (po goleniu) wskazówka wyraźnie zatrzymuje się tam, gdzie powinna. Żadne cuda, a zawsze radość, choćby z czystego egoizmu, że się postawiło na swoim. Druga radość jeszcze większa, dzięki koledze co pomógł wejść w system ratalny, krótki, a efektywny - w jeden dzień załatwił i odebrałem ...Olympus C-55. Aparacik zgrabny, miły w obsłudze i jak tu u Olympusów bywa; ładne, ostre zdjęcia robi. Awansowałem  z 1 miliona 300 tyś pikseli, na 5 milionów 100 i od razu inny efekt w ostrości i głębi obrazu. Chłopcy muszą mieć swoje zabawki i cieszy mnie zarówno 69 jak i te 5 milionów. Szybko do pracy trzeba, choć dziś wiatr drzewa gnie mi za oknem, bo i akcesoriów trochę trzeba dokupić, i na ratę zbierać.
Dwa dni temu burza nad Warszawą upodobała sobie akurat Stare Miasto. Stanęła chmura nad Zapieckiem i ..została zlekceważona, bo dookoła jasno, a nawet niebiesko czasem. No i zaczęło kropić, a potem lać. Zdążyłem tylko schować pocztówki, nakryć stoisko folią i ..leje coraz gwałtowniej. W pewnym momencie wicher taki się zerwał, że na Starym Rynku parasole zaczęły się wywracać, a moje zabezpieczenie zdradzało tendencje ulotne. Jedyny ratunek to dodatkowa plandeka na książki i ..ciężar 4 krzeseł metalowych z pobliskiego ogródka, który całą ta konstrukcję musiał trzymać. Oczywiście zmokłem tak, że musiałem do depozytu w galerii oddać pieniądze, telefon i dokumenty. Spodnie nabrały jednolitej ciemnej barwy, koszulka nieco chłodząca, a eleganckie półbuty jasne onegdaj - do dziś się suszą. Pomimo emocji burzowych i ratunkowych zrobiło się chłodno, ale miłe sąsiadki ratowały mnie gorącą herbatą - tez mokrą. Po ponad 2 godzinach takiego chłodzenia przestało padać, jakoś tam się spakowałem (strat nie było), ale jak tu wsiąść w mokrych portkach do samochodu? Już chciałem zdjąć, ale reszta też mokra, a tak do końca nie wypada, bo to lada dzień konferencja episkopatu. Ledwo wpadłem do domu od razu pod gorący prysznic, nawet kataru nie złapałem. W Warszawie łatwiej o mandat jak o katar.
Dziś jadę wcześniej, bo ta konferencja właśnie się odbywa i mają zamykać niektóre ulice. A jutro wyłączyć z ruchu też niektóre. Z całym szacunkiem i atencją, ale czy już ruch wstrzymywać trzeba i oddech też?
Co chwilę parady, przemarsze, protesty i manifestacje, konferencje, spotkania i inne takie, a obywatel? A niech siedzi w domu, a jak już musi do pracy to niech się liczy, że do sklepu mu nie przyjdą,  zastawią dojazd, albo zawiadomią, 3 dni po terminie, że manifestacja była nielegalna.

Ciekawostka jeszcze w biegu.. Dorożki na Starówce też okazują się ..nielegalne. Koń jak stoi to miejsce zajmuje, że o dorożce nie wspomnę, a może tylko do pół godziny postać, jak ma jeszcze zezwolenie na .."zajęcie pasa ruchu". Coś nowego wymyślono właśnie, wkrótce myto pobierać zaczną. Bo teren zajmujesz - urząd rujnujesz. A dziura na Zapiecku od 2 tygodni straszy, bruk na środku placyku wyrwany i żaden urząd nie może się pochylić nad tym zagadnieniem.

Czyli, 69 na złe nastoje, zawsze jakaś odmiana.

11 czerwca
2005
sobota

Czerwiec nie rozpieszcza; śnieg w górach, powodzie wiosenne dopiera mają się zacząć, a na Zapiecku wieje jak by jakiego księgarza powiesili. Pocztówki łopoczą na wietrze, a niżej podpisany - jak żeglarz ogorzały, co za kołem sterowym z burzą się zmaga. Zimne poranki, za to rozmowy gorące. I w ten sposób zawsze  średnia - interesująca. Rozmowy o pogodzie konieczne jak kto na wietrze stoi, bo jak kto w internecie siedzi to i głupie pomysły go nachodzą. Wczoraj sensacja niebywała dotarła i do Zapiecka, że bomba z sarinem podłożona pod "Rotundą" i gdyby nie ten ten gaz trujący, to pewnie tłum popędził by ratować gotówkę, co może wylecieć w powietrze. Okazało się, że człowieka aresztowano wcześniej niż podłożył cokolwiek, a więc była to tylko domniemana świnia podłożona służbom odpowiedzialnym i tym co ich ewakuowano, i tym co stali w korkach parę godzin. Wracam na nasze podwórko do rozmów miłych, które wspomnieć trzeba, bo jak wszystko ulotne. Ostatnie spotkanie "na szczycie" czyli przy zapieckowych książkach - prawie literackie, bo dyskusja rozgorzała o literaturze współczesnej - dwóch miłych panów, którzy wpadli na siebie, przy mnie właśnie. Włodzimierz Odojewski z małżonką i mój miły sąsiad z Piwnej - Aleksander Wieczorkowski. Obaj ucieszyli się ze spotkania bo sławny autor "Zasypie wszystko, zawieje" nie wydawany jest w kraju dość długo i nikt nie zgadnie dlaczego. Mieszka na stałe w Niemczech, małżonka urocza - podobno Amerykanka, ale świetnie nam się rozmawiało w języku dosyć mi znanym, bo miejscowym. Na dodatek rozmowa uwieńczona została zakupem biografii Corota - jednego z francuskich impresjonistów. Z dyskusji zawsze coś wynika. Ale smutny to wynik, skoro nie wznawia się klasyki, zapomina o rodzimych dobrych pisarzach spychając ich w zapomnienie. Kiedy to wznawiano choćby Dygata, Jasienicę, Bunscha to tylko kilka nazwisk o które pytano mnie w ostatnim tygodniu. Na topie Masłowska - odkrycie i nominacja do nagrody NIKE. Niech z Nike ..znika, bo to tylko dowód jak można książkę wylansować na tydzień. Może to taki teraz trend wydawniczy - poszukiwanie hitu, bez względu na rodzaj literatury, aby sprzedać w tydzień i szukać nowego. Przypomina to zakupy przez w telewizyjną reklamę. Kup dziś - wyrzucisz jutro, pojutrze nowa propozycja. I o to chodzi.
Odwiedzili mnie niedawno, malarze przyjaciele. Najpierw Grzesiu Bialik ze swoim sympatycznym, płci nadobnej - natchnieniem , a kilka dni później Jurek Obrodzki z poetyczną (dosłownie, bo wiersze ciekawe pisze) małżonką. Grzegorz przywiózł mi reprodukcję swojego najnowszego obrazu "Nostalgia" - wisi już na honorowym miejscu. Wkrótce najnowsze obrazy Grzesia pokażę na jego stronach tu zamieszczonych. Jurek maluje inaczej, a równie ciekawie - ale czy nie na różnorodności ta fascynacja barwą, światłem i pięknem polega? Chyba i w tych obrazach jest dużo psychologii, bo zamknięte to przeżycie twórcy i nasze myślenie i skojarzenia prowokujące do zadumy. Tu dumnie pierś wypinam, bo pierwszy zamieściłem na tych stronach Bialikowe malarstwo, a dziś jego obrazy wiszą w "Downey Gallery" w USA i oferowane są w cenach "odpowiednich". To samo z malarstwem pani Sławy Kowalskiej od której zaczynałem malarskie opowieści na zapieckowych stronach. Wybierałem się do miłej Pani na zdjęcia nowych obrazów, a tu nic nie ma, bo albo muzeum z Płocka "chapnęło", albo też na wystawie za oceanem.
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o miłych i zaskakujących spotkaniach z płcią miłą sercu i oku. Czasem jest tak, że odpowiadam na jakieś pytanie, list, a potem z okazji wycieczki czy jakiegoś wypadu do stolicy - miło jest porozmawiać przy książkach właśnie. No i człowieku bądź mądry - co masz powiedzieć sieroto, kiedy Pani mówi; - Ewa jestem, pamiętasz mnie? Jakiej szybkiej pracy umysłowej trzeba i dyplomacji trochę też, żeby nie wypaść na gbura, co tej rozmowy sprzed roku o wysyłce książek na Litwę nie pamięta.

Czas pędzi, jak policja po Starówce nowym meleksem. Odnotować więc muszę jeszcze dla pamięci dwa ostatnie wernisaże, z których zdjęcia zamieszczam na stronach Zapiecka i stronach staromiejskich. Jeden wernisaż niemieckiego malarza Waltera Liggesmeyer'a - niezwykle bogaty i ciekawy - osobowością twórcy. Malarz ten mieszkający w Dortmundzie, ofiarował swoje obrazy na aukcję i na sprzedaż, aby cały dochód przeznaczyć dla szpitala w Tworkach, gdzie jedną z form terapii jest sztuka. Zaskoczył wszystkich opowiadaniem o oddziale niemieckim, pochodzącym z jego miasta, który dokonywał zbrodni w Warszawie. Zaskakujące, otwarte i przyjazne nam słowa i gesty. Czyżby przy otwartych granicach prędzej porozumieją się kulturalne społeczności? Politycy są od polityki i grają na nastrojach potrzebnych im do tego, żeby wybrano ich na następną kadencję, dlatego może warto czasem posłuchać tych od kultury, bardziej jak tych głośniej krzyczących, bo od polityki.
Drugi wernisaż - fotografii, na Freta, w piwnicach "U Pana Michała". Młody fotografik prezentował ciekawe ujęcia podwórek i bram w nostalgicznych czarno-białych ujęciach. I tu analogia w "przemówieniu" inauguracyjnym nasunęła mi się do malarstwa Jacka Rykały. Piękno jest różnorodne i może odbijać się nawet w wiosennej kałuży. Chyba ważne jest, żebyśmy je dostrzegli czasem.

Wracam do prozy życia, czyli korespondencji. Wścieka mnie, rozśmiesza i potem powoduje "rąk opadanie" - pisanie do mnie dzielnicowej, a śródmiejskiej księgowości. Kolejne dochodzenie jakie prowadzi ten dział przedziwny, to wezwanie do zapłaty ...dawno zapłaconej. Po prostu nikt nie zadano sobie trudu, żeby sprawdzić na odpowiednich kontach, gdzie i kwota, i tytuł wpłaty widnieje. Łatwiej postraszyć sądem, doliczyć odsetki niż zajrzeć do segregatora, czy komputera. Odpowiedziałem szybko i ochoczo, proponując skorzystanie czasem z urządzenia zwanego telefonem. Już by miasto zaoszczędziło na znaczkach "poleconych", a może w końcu i na zbędnym etacie.

Wspomniałem wyżej o policji pędzącej elektrycznym wózeczkiem po Starówce. Co raz to nowe odkrycia i fascynacje. Były patrole rowerowe, ale coś ich nie widać ostatnio, bo albo chłopaków z gołymi udami dziewczyny podszczypywały albo marzli nieco, do ramy się przytulając. Były i końskie patrole na dorodnych rumakach, ale konik czasem ogon podniósł w nieodpowiednim momencie i powstawał spór prawny - czyje to po owsie wspomnienie pachnące? Czy dorożkarskie sprzątnie z szufelką, czy służby miejskie wzywać należy? Policja, straż, urzędnicy, a i skarbowe służby podobno - wszyscy zespół w zespół - likwidują handel uliczny. W stołecznej "Wyborczej' już stałe odcinki z frontu walki i liczne reportaże zdjęciowe. Akcja. Zupełnie jak na planie filmowym. Klaps - akcja. Wolę klapsy zaczepno, żartobliwe niż początek akcji, która dużo kosztuje, nic nie daje, ale wykazać się trzeba - tylko śmieszny to okolicznych mieszkańców. Wystarczą jasne przepisy (a są, tylko czytać trzeba - jak ustawa o wolności gospodarczej) i jeden strażnik co uprzejmie sprawdzi czy działalność gospodarcza zgłoszona i ..po herbacie.

Uff rozpisałem się o poranku. I znów dylemat - chwilowo nie pada, a zapowiadają - może jechać daleko, a może blisko? A może by tak na dzień ..do Tomaszowa? Tuwim już był - warto sprawdzić.

4 czerwca
2005
sobota

Wiem, wiem. Poddaję się nastrojom zupełnie niepotrzebnie. Jak już się coś zaczęło, to dalej trzeba. Ale czy opisywać stan pogody czy ducha, jak oba nijakie. Albo upał sakramencki albo zimno i mokro. Albo wojnę urzędową ze mną toczą, albo udają, że nie widzą i nie słyszą. Przyjaciołom dziękuję za wsparcie i opieprz niewielki. Proza dziennikowa nie zanika, tylko duch i wena czasem.. Koniec wspomnień czasów smutnych, w końcu już jesteśmy po maturach (zreformowanych), wakacyjny czas radości... Pisze do mnie miła dama, że czyta mnie czasem, a tu o miłości i wiośnie mało, czasem coś zamarudzę i w sumie czytać nie ma co. Już siadam, piszę, choć jak tu się kochać i wzdychać, jak dziewczynka po Starym Mieście chodzi (choć bez zapałek) i ręce zaciera bo jej zmarzły. Na biało ubrana z dużym kartonem na szyjce - reklamuje aspirynę Bayerowską. Czyli wszystko jak w życiu. Zamiast łyknąć na te chłody aspirynkę i przytulić się do miłego..., "bayeruje" chodząc i ulotki rozdając.
Dziś sobota, nadzieja na duży ruch i ...zapłacenie rachunków, a w prognozie internetowej widzę, że szykuje się 30 stopni ciepła, ale po 1400 opady mają być gwałtowne z burzą w tle. Czyli, skoro wstałem o 530 to właściwa pora na myślenie, potem już tylko biegiem. Tydzień temu upały były takie, że w poniedziałek ostatni po prostu nie poszedłem do pracy. Wyszedłem z domu po napoje, a tu jak bym z klatki do kotłowni jakiej wszedł, a nie na stare podwórko. Po południu w ten ciepły dzionek, można było się domyślać tylko temperatury bo  na termometrze skala się skończyła, a doliczając kąt wychylenia strzałki wyszło mi 60 stopni w słońcu i to o 1530 po południu.
Więc i sam się nie wychylam bo mi się podziałka skończy. Jeszcze nie wiem jaka, ale działam jak w latach ubiegłych. Książki sprzedaję nadal, choć teoretycznie nielegalnie bo napisali mi że z obrazkami mogę, natomiast o tych z tekstem mówią że zabronione. A na kwitach jakie dostaję za opłaty targowe, piszą upominki, a czasem pamiątki. I tak w większości książek widnieje  napis - "Warszawa" więc nawet jak to dotyczy tylko wydawcy czy oprawcy, to zawsze ze stolicą się wiąże. Zupełnie jak temu co się kojarzy. Wczoraj pani z TV 3 pyta mnie o ciastko warszawskie, nie zdążyłem poprawić kołnierzyka, bo tu odpowiedź błyskawiczna konieczna, więc .. mi się kojarzy z babeczką (z owocami). No bo dlaczego ma mi się nie kojarzyć jak poglądy mam ustalone, zgodnie z zaleceniami magistratu, babeczki piękne wokół, że o tych z cukierni Stykowskich nie wspomnę.
Na paradę równości nie pójdę, bo ten boa z piór mnie się wytarł nieco, a jak Pan Prezydent mówi że nie będzie to i lepiej przy babeczkach zostać. Podobno to niedemokratycznie zakazywać, ale argumenty i takie się słyszy, że nikt nie demonstruje miłości do żony własnej, ani do cudzej też nie. Ważne żeby płeć preferować właściwą, choć nigdzie nie czytam czy można być obojętnym? Jednak nie można, bo jak mówi piosenka - ... wesołe jest życie staruszka (tu biuścik zachwyci, tam nóżka). Z zeznań znanych mi 70-cio i 80-cio latków wynika, że moda miła nastała i zawsze przyjemnie na goły brzuszek popatrzeć, choćby wspomnieniem zamglonym.
Na własny brzusio już nie patrzę, bo to egoizmu dowodzi, więc jak zapowiedziałem tak zrzuciłem ...cha , cha - tak, tak 14 kilogramów w trzy miesiące mi ubyło. Dwie dziurki w szerokim pasie minąłem. Dowcip i mądrość żydowska zwyciężyły. Jak masz ciasno i Ci źle, kup sobie kozę. Na kłopoty i zmartwienia można zamiast obgryzać lodówkę, zafundować sobie zdrowy tryb życia. A co...

Miła Pani - w odpowiedzi na list - zamówienie spełnione. O miłości do babeczek z owocami było, optymistycznie także, bo nie trzeba konsumować zaraz, a pozachwycać się trochę. Bez preludium "kancierta nie budiet" jak mawiali starożytni. Ciąg dalszy, a nieustający wkrótce, bo życie nas goni zamiast pieścić. Jednak o żadnych pieszczotach nie zapominajmy. Nawet ten owoc, też sugeruję  ...delikatnie języczkiem i ząbkami czule. Inny smak inne życie, jak z uśmiechem.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian