grudzień 2005

      data 

  dziennikczylinocnik                   

31 grudnia
2005

R
A
D
O
Ś
C
I

M
I
Ł
O
Ś
C
I

M
O
C
 

Ulżyjmy sobie jeszcze w starym roku. Przy odśnieżaniu samochodziku pomyślmy "życzliwie" o tej cholerze co nam życie zatruwa, a przy trzepaniu dywanu przed sylwestrem, o tym łobuzie co nas jeszcze popamięta. Kopnijmy gdzie w zaspę albo jaki garnek stary (skąd wsiąść garnek, jak pod śniegiem tylko puszki i butelki); żeby odreagować wszystkie stare i całkiem świeże stresy, czy inne nerwówki. Na pohybel złym myślom, nudnym i głupim marudom, co w niebieskie okienko swoje pyszczysko z niewyraźną mową ładują. A niech ich... W końcu to już nie nasza sprawa. To jakieś stare dawne i mamy to ooo.. tam właśnie.

Nowy rok malutki, okrąglutki (bo i zera, i szóstka) więc pomóżmy sami sobie; uśmiechem, radosnym powitaniem, śmiałym spojrzeniem w piękne oczy Pani z przeciwka.  Po co mamy się denerwować, to już nie nasza  sprawa, zaczynamy Nowy Rok. I nie samymi nadziejami będziemy żyli, a myślą wesołą, czasem rubaszną nawet. Krokiem lekko tanecznym,  podejdziemy do spraw niby trudnych czy uciążliwych. Nie damy sobie zepsuć humoru, nastroju ani zdrowia, przedkładając kabaret nad mowę-trawę, czy sejmową debatę...  Dni będziemy mieli miłe, noce ...niech będą gorące. Przyjaciele bliscy, a bardzo bliscy - tuż i obok. Forsa, niech będzie w kasie czy banku, a wszelkie płatności nieuciążliwe. Promocje, wyprzedaże i inne takie okazje nie będą nas interesować, tak samo jak wszelkie pożyczki na próg domu - bez zgody teściowej także. To nie będzie nasza sprawa. Jak coś już musimy mieć, to sobie kupimy i cześć!   Do lekarza pójdziemy zasięgnąć porady, czy na katar lepsze wyspy Bahama, czy miły pensjonat w Sudetach. Nie będziemy dumni i bladzi, a opaleni i weseli - no bo czy mamy inne wyjście, albo coś mądrzejszego do roboty - jak ten kawałek życia przeżyć radośniej...
I tym optymistycznym akcentem - zacznijmy coś nowego...

29 grudnia
2005
czwartek

Dostaniemy "becikowe". No może ja nie koniecznie, choć pewne działania w tym kierunku wspominam miło (nie napiszę przecież żartownisiu, że "z łezką w oku", jeszcze nie pora). Młode mamy niech się cieszą, a w Sejmie jak dzieci w przedszkolu - "zyg, zyg marcheweczka". Czyli PiS chciał uchwalić troszeczkę, a reszta zrobiła właśnie ten gest pro-rodzinny i przegłosowała, że nie tylko biedna mama, ale my wszyscy biedni. Sejmem nie będę się zajmował, bo nie ta pora..
Podobno pod koniec roku należy ocenić czas miniony i jakieś postanowienia przyjąć na rok następny. Pobożne życzenia i mniej pobożne będą na końcu tego pisania, więc teraz remanent. Rok udany niby... ale jak już chłopu dobrze w polu urośnie to mu albo grad wybije, albo jaka gadzina wejdzie i zadepce. Dla purystów językowych wyjaśniam, że zadepcze tylko kawałek, a zadepce to znaczy - caluśki urodzaj. No więc jak już wiadomo było, że może uda się odłożyć kilka złotych na jesienno - zimowy wyjazd w góry, to cholery jakieś narkotyczne włamały się, aparaty pokradły i wydatki nowe przetrzebiły kasę. Straty nie były wielkie ale na miarę i wściekłość sprzedawcy co mu dali z łaski na uciechę 2 metry do handlu narożnego. Z kolei zakończenie roku też miłe i dusza się raduje, że jest zgoda na pracę na cały sezon, aż do połowy października 2006. Ale ile to wymagało pism, odwoływań się i tak nikogo nie obchodzi, że na mniejszym stole, mniej można sprzedać. Trochę żal, że nasza spółka poznańska od reklamowania noclegów, sama usnęła ..naturalną śmiercią, ale tak bywa kiedy koszty i opłaty przekraczają wpływy. Widać trzeba samodzielnie, a człowiek leni się, czy linieje i tak w totka nie wygra. No więc na nowy rok - trzeba podwijać rękawy (zakasać - mawiało się), a może po prostu od razu wiosennie przejść na koszule z krótkimi rękawami? Mniej się brudzą mankiety, wietrzenie lepsze i w ogóle taniej.
Za mało zdjęć zrobiłem, za mało wyjazdów po kraju, za mało taniej benzynki. Ale pocieszam się że kiedyś koszty wydadzą się mniejsze, jak tylko wpływy urosną. Więc znów te rękawy... Zastanawiam się czy może nie powołać jakiejś rady bardzo ważnej nadzorczo-doradczej, co pomoże w codziennych ekonomicznych dylematach. Ale widomo, że powołam samych swoich, więc zaraz mnie zaskarży byle kundel, co na swojego nogi nie podniesie, ale na obcym swój teren zaznaczy. Może tak jak prezydent pewnego ciepłego kraju powołać radę Pań, miłe to bardzo, ale za czym cokolwiek się uzgodni, to mnie zwolnią, wykopią albo w prasie obsmarują za brak molestowania - na przykład. A chciało by się czasem zapytać .. co dalej, albo skąd wsiąść tą chuć, albo choć chęć... Zimowy nastrój za oknem do kołderkowych rozważań nastraja stąd sam się z siebie czasem naśmiewam, że staromodny to taki co od rączki do szyjki wędruje, a jak w telewizji pokazują, to żwawsi już dawno poszli na piwo, razem z góralami oczywiście.

Z literaturą miałem w grudniu kontakt znacznie ograniczony, więc z zainteresowaniem wysłuchałem informacji właśnie w tym ekranowym medium, że jest nowe tłumaczenie przygód Krecika. A jest to tłumaczenie z niemieckiego. Bajka czeska, więc czemu z niemieckiego się tłumaczy nie wiem. Problem nowej książeczki polega na tym, że Krecik poznaje jak różne zwierzęta robią ..kupę. Bardzo to odkrywcze i szalenie porywające jak ktoś wpadł na pomysł tej przyrodniczej lekcji. Cieszę się, że kiedy ponad dwadzieścia lat temu czytałem synkowi, o dzielnym Kreciku choć już znał na pamięć - nie miałem takich dylematów. Dla naszego kształcenia zupełnie wystarczyła informacja, którą podano nam już w późniejszym wieku, że po ciepłocie tego co słoń zostawia, poznać możemy jak szybko się oddala. Pani psycholog powiedziała w komentarzu, że idziemy do lasu poznawać przyrodę, a ja swoje od początku, ze harcerze mieli lepiej. Wszyscy wiedzą, ze harcerz kocha przyrodę i dziewczynki też... I skoro przyjdzie dziadkowi wnuczkę powitać, a może do jakiego lasu pójść na spacer, to będziemy szukać tradycyjne kwiatków, listków, jagódek i może jakiś leśnych krasnoludków. Znajoma dama co z kuchni podsłuchuje też tych literackich wiadomości, twierdzi, że jak są takie problemy to już dobrze. Większych zmartwień nie ma. W końcu pewnie prawda. Inne wydawnictwo przetłumaczy przygody Rumcajsa z portugalskiego, a my będziemy wiedzieć, że to tylko nowe psychologiczne spojrzenie na brodę rozbójnika co pokochał Izaurę, tfu.. Hankę. Edukacji nigdy za wiele, byle nie nachalnie, bo jak nudzi i zniechęca, to co maja powiedzieć Ci co im się ferie zaraz skończą.

Ogólnie rzecz biorąc jest wesoło, miło i radośnie. I tak ma być dalej, i dalej, i dalej.
Co nudne, głupie, złe i smutne należy zapomnieć, zakopać i wymazać. Nowy Rok będzie tylko umownym nowym numerem, a żyć trzeba, czasem tyć także troszeczkę. Więcej luzu ale w pasku, ciaśniej, ale w portfelu.

Ponieważ życzeń noworocznych nie będę wysyłać sms-ami, za dwa dni najdalej jeszcze tu wrócę... Mam nadzieję, zawsze mam jakąś nadzieję i Ty też miej.. No i już wyszło piękne życzenie. Buźka.

15 grudnia
2005
czwartek
(padało, teraz leje)

Toczy się postępowanie w sprawie, a więc personalnie nie toczy się przeciwko nikomu. Tylko w sprawie. Co do meritum samej sprawy, wypowiadać się nie można ponieważ toczy się postępowanie. Prasa, wszelkie media i społeczeństwo (bez względu na nakrycie głowy lub brak takowego) zostały poinformowane o domniemanym gwałcie na kobiecie, która za zawód obrała sobie właśnie to gwałcenie. Tak uważał przez chwilę Pan marszałek Sejmu, ale zmienił zdanie - również na wesoło.
Gwałt odbywa się wtedy gdy brak woli do określonego zachowania. Jak mi się nie chciało do szkoły, to byłem gwałcony psychicznie i teraz odczuwam skutki. Poeta mówi, że gwałt się gwałtem odciska, ale teraz to nie jest takie pewne, poza samymi odciskami nabytymi przy produkcji pieczątek oczywiście. Narzędzie gwałtu, nie zostało określone, albowiem toczy się postępowanie, a ta prawda, niby naga jak niewiarygodnie oświadczyła strona przymuszana, nie może być brana pod uwagę na tym etapie. Niedopowiedziane pytanie zawisło na wargach licznych pytających, ale dobro śledztwa nie pozwala wyśledzić, czy zgodnie z oświadczeniem stosuje środki czy odrzuca jako niegodne słuchacza określonych kół (na wodzie). Jak się okazuje w niektórych krajach zachodu, stosunki określane jako bezpieczne, są dla naszych nacji niegodne. Tyle powstań przegraliśmy, że żadne stosunki bezpieczne nas nie interesują. Tak więc spojrzenie na każde zagadnienie musi mieć kontekst historyczny i psychologiczny; jak w tym szpitalu co mnie ciągle pytają, czy rodzice bili sznurem od żelazka, czy tylko ścierą. Kłopot w tym że nasz lekarz nie ma gotowej recepty na takiego, co to go wcale nie bito, bo rodzice byli zajęci czym innym. Oczywiste jest określenie i zbadanie, czy prowokatorka, co zgłosiła fakt zgwałcenia, ma świadomość innych obyczajów, tradycji i rozumienia prawa w krajach nieco na wschód oddalonych.
W każdym razie główny nurt życia politycznego i górnych warstw wybrańców narodu toczy się na konferencjach prasowych. Ciekawe tam tematy elektryzują wyroby wełniane szczególnie, co się rozumie samo przez się, jako prawo fizyczne zresztą. Ogólnie rzecz biorąc zgodnie z oświadczeniem poszkodowanego, przez prowokacje polityczną prostytutki, legło w gruzach jego życie. W sprawach tu poruszonych odbędą się jeszcze 3-4 konferencje prasowe w tygodniu przedświątecznym, ponieważ istnieją poważne obawy co do skutków tej prowokacji na tym Panu. Od razu wiadomo, że to tylko pretekst, żeby nie dać nam na te autostrady, bo trzeba by obciąć Anglikom. Oni sobie obciąć nie dadzą, stąd i niejasne dla naszych deputowanych - co zakładać, czy zdejmować i kiedy? Ponieważ ustalono ostatecznie, że Pan marszałek (kiedy jeszcze nim nie był) wykrył słusznie i trafnie, na Mazurach specjalne miejsca lądowań. Agenci "służb" nie mogli jednak przeniknąć do społeczeństwa, napotykając na niezrozumiały język tubylczych pgr-owców, ujędrniany wyrobami określanymi jako proporcje zaklęte w dacie bitwy Pod Grunwaldem (sporządzane sposobami domowymi) i zdrowym winem siarkowym. Potwierdzają to dziennikarskie śledztwa amerykańskich gazet i byli ministrowie służb różnych. Tak więc nie tylko nikogo nie więziono u nas tajnie, nawet nie wiązano - stąd powiedzenie znane w jednostkach budżetowych - jak się zwiąże koniec z końcem, to będzie ..koniec. Świata oczywiście. Bo tylko ujemny bilans i ujemne saldo jak mówią w telewizji, są impulsem do odbicia się. Nasi deputowani, wybrani czy wysłani - będą więc szkoleni w tych tajnych ośrodkach z udziałem przekręcanych na naszą stronę agentek zachodnich. Oczywiście rekrutacją zajmą się panie mające już pewne doświadczenia w pracy z naszymi delegatami. Już nigdy nie damy się narazić na śmieszne oskarżenia, a i tradycje nasze szerszy wydźwięk znajdą, ..we świecie.
Nie będę omawiał konferencji prasowych w sprawie śledztwa przeciwko prokuraturze (gdzieś z południa), ani dochodzenia karnego, w sprawie podłączenia wanny do sieci energetycznej. Powód jest prosty. Sam uczestniczę w takiej konferencji wkrótce. Pod pretekstem Świąt, choinki, Mikołaja, itp., zwołujemy konferencję aktywu, albo  aktywnego kierownictwa z moim głosem donośnym (nie doradczym). Ponieważ alkohol  w postaci czystej uznaje się za potrawę postną, spożywany będzie tylko po udzieleniu głosu każdemu z uczestników tej konferencji. Śledź nie ryba, ale przykryty cebulką białą, przypomni nam, że zawsze gdzieś pod spodem, coś znaleźć można. Karp jako ryba mało mówna, też będzie podany, ale ponieważ jest teraz w opozycji, zamknie się mu gębę zalewając galaretą. Reszta jest milczeniem, ponieważ bezustannie prowadzi się wielorakie i wielokanałowe śledztwo z tzw. odpryskami. W miarę wygłaszania poszczególnych oświadczeń tych odprysków będzie zapewne więcej. Ja osobiście "robię tam" za jedyne medium, przygotowując gazetkę świąteczną, mogę więc niektóre głosy uwzględnić, uwypuklić i właściwie naświetlić.
Jest to często konieczne, bo nie zawsze mówca układając wypowiedź ma możliwość pełnej prezentacji swoich myśli. Nazywamy to na ogół zakłóceniem transmisji, więc na potrzeby niezbyt przygotowanego odbiorcy podamy to, co mówca miał na myśli - i choć w pewnym skrócie, ale za to ze sprawiedliwą i prawdziwą słusznością. Jeśli nasza konferencja znajdzie uznanie i poklask środowiska, warto pewne sprawdzone wzorce podać do rozpropagowania. Być może wtedy konferencje poświęcimy afirmacji naszych słusznych dokonań, a sprawy agentek - prowokatorek zejdą na plan dalszy. Jednym z czynników nas łączących będą tzw. pobożne życzenia, które ze znakiem pokoju przekazywać sobie będziemy. Oprawa w postaci świec, aniołów, zieleni iglastej zapewni atmosferę i nowe spojrzenie na nadchodzący rok. Nigdy nic tak się nie bilansuje świetnie, jak dodatni wynik toastów serdecznych, uściski gorące, męskie, przyjazne, ale i nie stroniące od wyzwań.
Nazywanie tych konferencji "śledzikiem" uważam za nieporozumienie i celowe obniżanie rangi spotkania. Analogiczne konferencje, już szerzej będziemy propagować wiosną, kiedy odstrzał zajęcy zapewni właściwe proporcje w stosunku do wilków. Wszystko od jaja się zaczyna, więc konferencje wiosenne trzeba uznać za wiodące, a te obecne za bilansujące, lub balansujące.
Na zakończenie komunikat;
- życzenia obowiazujące i wzorcowe podamy do stosowania w przyszłym tygodniu,
- dodatnie i pozytywne podsumowanie roku, w tygodniu następnym.
Ogólnie oświadczamy, że trzymamy się litery prawa, a szczególnie Aaaaaaaaaa oraz
Oooooo, a cyfry dodamy w styczniu.
Z ostatniej chwili; ze wzruszeniem i w patriotycznym uniesieniu podziwialiśmy spotkanie pierwszych dam i naszych prezydentów, czym budują też nową tradycję przekazywania władzy. Elegancko i szarmancko. Podajemy to na własną odpowiedzialność, bo nie było jeszcze komunikatu z konferencji prasowej.

11 grudnia
2005
niedziela

 

Od rana śnieg, potem zmiana opadów na deszcz. Czyli kolejna (trzecia) niedziela bez pracy. Choć bywam ostatnio dość często na Starówce i jakoś tęsknie spoglądam na moje miejsce narożne, to co nadejdzie niedziela - zamiast mrozu i słoneczka - chlapa. Poproszę o troszkę mrozu na Święta i trochę przed...
Już jutro kolejny wernisaż, tym razem połączony ze sprzedażą artystycznej biżuterii. Tylko żeby ją nabyć okazyjnie dla Pań godnych i pięknych, jakieś środki płatnicze są nadal wymagane. Bank już nawet pokwitowań nie wypluwa o stanie debetu, za to świąteczne i noworoczne horoskopy zapowiadają liczne "interesa" korzystne, finanse stabilne i rosnące, sympatię i życzliwość haaa ...urzędów wszelkich. Póki co, to zaproszenia się sypią na rauty, bale i śledziki przed-wigilijne, tylko drobiazg taki, co nieco trzeba wpłacić ..przed. Propozycje te traktuję luźno, tak jak to, co w skrzynce codziennie mi wpada, czyli niezwykle korzystny kredyt albo pożyczka natychmiastowa. Wiem też ile oszczędzam, gdy kupię nowy model forda, i aż mi się śmieje morda (rym sam się prosił) na takie propozycje. Jeden totolotek naciąga mnie nieodmiennie na swoje kumulacje, ale jakieś zboczenie trzeba mieć, bo jak kiedyś sprawdzą, to się jeszcze okazać może, że nie słucham Radia Maryja. Na jedną wyżerkę przedświąteczną wyruszam za tydzień, bo jako pisarz narożny i wydawca kupieckiej gazetki - z racji tych zasług grafomańskich nieco - do stołów obfitych i bufetów pełnych dopuszczony będę. Nie pijam procentowych, swawolę z umiarem, hołubce wycinam bez bólu, to i o talii szczupłej zapomnieć przyjdzie na dni parę. W styczniu ruszymy do odśnieżania, a jako cieć przedgaleryjny mam już wprawę, więc i linię przywrócić się zdoła.

Zbliża się okres pisania listów i układania miłych życzeń, ale współcześnie - zdając się na media internetowe nie wysilamy się zbytnio. Jeden Grzesiu Bialik co jeszcze listy ręcznie wiecznym piórem pisze, ale to artysta. Ja talenty mam znikome, więc po prostu kilka słów wystukam - może za pośrednictwem tych stroniczek.  Nie będę wysyłał pocztówek żadnych - mam tu na myśli kartki ilustrowane pięknie i "pieknie" , grające, śpiewające i ogromnie życzliwe, ale takie których treść stanowi dla mnie zagadkę nieodgadnioną. Pisze do mnie na przykład Zenon Ry.. albo Katrzyna Wu... , e tam nie oni piszą, ale komputer jakiś mnie zawiadamia: - jest do ciebie kartka - kliknij na link. Klikam, otwiera się powoli strona serwera w Hong Kongu, albo w Łodzi i po obowiązkowej dawce reklam, dostaję polecenie wpisania kilkunastu liczb jakie dostałem w powiadomieniu. Jak umiem to sobie skopiuję i wkleję, bo i tak się pomylę. Po dłuższym oczekiwaniu zaczyna grać i buczeć i są życzenia od Maji i Lutka, a ja zachodzę w głowę po co tych operacji tyle, zamiast napisać - Buźka stary,  trzymaj się ... (no, może bez rymów). Ech, pomarudziłem i starczy i tak będą. I w końcu czasem warto kilka chwil poświęcić tej korespondencji, egoisto jeden - mówię sobie - oni pamiętają czasem, a Ty wcale.  Jeszcze trochę tylko dodam - nie odpowiadam na łańcuszki wszelkie, nie podaję i nie przekazuję dalej, znajomym i nieznajomym, żadnych adresów stron - "podnoszących na duchu", żadnych misiów, serduszek, fioletów i koronek. Fioletowe majteczki z koronką są do przyjęcia w pewnych okolicznościach, wtedy i serduszko ma swoje uzasadnienie bo bije mocniej, ale sentencje typu - okaż serce i patrz (tfu ...w telewizor), jakoś brrrrrrrrr.
O gustach się nie dyskutuje, bo to kwestia smaku, ale jak życzliwie, to się nie liczy i w smutny wieczór każde mruuu, mruuu na wagę złota, nawet z czerwoną kokardką.
Od koleżanki z krakowskich okolic dostałem adres chłopca, chorego bardzo, ale mały się nie poddaje i ...pocztówki zbiera dla poznania kraju i świata, i dla rekordu zbierackiego także. Tu żadnego naciągania nie ma, a prośba o dodanie otuchy i odrobiny uśmiechu dla Wiktora. Chłopiec nazywa się Wiktor Piwowarczyk, a jego adres to Ulina Wielka 94 : 32-075 Gołcza. Przekopałem trochę domek i znalazłem całkiem spora paczuszkę widokówek jeszcze z turystycznych targów, jeśli dadzą mu chwilę zajęcia, jutro poślę. Jak ktoś chce niech też tak zrobi.

Pierwsze świąteczne życzenia już na Zapiecku były, a to z powodu wernisażu rzeźby Piotra Michnikowskiego (tak, tak, nazwisko się zgadza). Przyjemnie było spotkać się z aktorami, którzy w czasach dla mnie wesołych, zażywali zasłużonej sławy. Dziś starsi Panowie, zachowali humor i głos rozpoznawalny zawsze jak choćby Wieńczysław Gliński. Ewa Wiśniewska roześmiana, miła, niezapomniana dla wielu panów od czasu serialu "Dr Ewa", potem mogąc każdego jak cielę za krawat prowadzić, przez sztukę poważniejszą i na innych poziomach. Pretekstem do kilku zdań zamienionych z artystką, było moje krótkie zamieszkiwanie w okolicach ulicy Wołoskiej, wtedy Komarowa, gdzie jej dom rodzinny. Jak widać, każdy pretekst jest dobry dla wywołania uśmiechu. Młodsi nieco podrywacze, nie zapomnijcie czasem dam swych rozśmieszyć, bo mogą się i rozczulić. Kiedyś mawiano podobno, że lekkim dowcipem i gorsety rozwiązywać można. Coś w tym jest, nie wiem tylko czy chodziło o zrywanie boków, czy politykę pro-rodzinną. Jak czasem zagapię się za długo w telewizor, to wszystko mi się miesza.
Toasty wznośmy, w ten czas przedświątecznych przyjęć, przemowy miłe głosząc. Zawsze to lepsze od szybkich przechyłów przy podnoszeniu 50-tek. Polowanie trwa - na posłów i senatorów o zachwianej równowadze, uważajmy zatem, żeby i nas za takich nie wzięto. Czy 20-tki, czy 50-tki podnośmy śmiało, niekoniecznie te szklane, kobieta też człowiek, a czasem i was podniesie .. na duchu.

1 grudnia
2005
czwartek
 

Bezrobotny jestem w zasadzie, a z niczym nie mogę zdążyć. Dzień za krótki, nie tylko marnym słoneczkiem, ciemnym porankiem i wczesnym zmierzchem - za krótki na wszystkie plany. Wszystko zaczynam równocześnie, a koniec.. wiosną, jak naprawdę praca się zacznie. Przestają mi się podobać niektóre strony staromiejskie, więc wyrzucam plany ulic wstawiając grafikę z teki konserwatorskiej Starego Miasta. Zdjęcia starzeją się szybciej niż przypuszczałem. Niektóre kamieniczki odremontowano i nieco zmieniły kolory, ale na ładniejsze, jaśniejsze, no a najszybciej znikają szyldy, napisy i reklamy. Chyba wolę fotografować dziewczyny w każdym wieku, jak architekturę, no i pogadać o miłej buzi łatwiej i weselej jak o cegle gotyckiej. Przerabiam zatem, poprawiam co nieco i mam koncepcje.. Spółka sławna co ją zakładałem z moim poznańskim przyjacielem skonała cichutko, kiedy przychody pokryły koszty. Non profit - to się podobno nazywa. Ale sam też mogę dalej... może taniej.
Jeden z moich miłych korespondentów nieco marudzi, że mało  w tym dziennikunocniku dowcipnych komentarzy do sytuacji politycznej. Odpowiem tak; - sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Nie zawsze kredyt zaufania należy kojarzyć z naiwnością. Wszytko wymaga czasu. Czy zakochując się od pierwszego wejrzenia, myślimy o podziale majątku? Nawet w polityce - to tylko gra. Czekamy na koncert, a serwują nam na ogół przeboje jednego tygodnia. W zasadzie rytm się tylko utrwalił - dzwonów. Ale wszystko co podniosłe z czasem normalnieje. Były takie spodnie (dzwony) modne kiedyś i to ze dwa razy co najmniej. Ja słucham znowu Łez. Lubię Anię Wyszkoni, chciało by się zaśpiewać - "uczę się Ciebie na pamięć". Ale w TYM wieku kogo się tu uczyć?  Cokolwiek wysłucham zatem nowego i jak piękne perspektywy roztaczają przede mną (za pośrednictwem telewizora oczywiście) - podśpiewuję sobie "mówisz do mnie mój kwiatuszku...", i dalej ".. a gdy słówka szepczesz czule, ja nie słucham Cię w ogóle". No tak, piosenek o miłości do politycznej rzeczywistości przyrównać trudno.
Mój wrodzony optymizm każe mi słuchać dziś piosenki "Łzy szczęścia" ; posłuchajcie ze mną:... to niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić, to niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić i niewiarygodne aby słowa mogły ranić.....". Włączanie takich sentymentów  w czasie dziennika, przypomina mi nasze dziecięce zabawy, kiedy każdy czytał inny tom dzieł Lenina, Stalina, Mao i co tam było w tych czasach pod ręką, ale tylko po fragmencie. Jeden wskazywał, kto czyta i zaraz wskakiwało się z tekstem z innej półki. Powstawały teksty niebywale śmieszne i ubaw był po pachy. No coś trzeba było robić na tych wagarach. A mówili, że nam tylko seks w głowie i używki.
Dla równowagi czytam dziś też Mrożka Sławomira - DONOSY. Donos 8 skierowany do Dyrekcji Szpitala Wariatów.
"Donoszę uprzejmie, że mój współtowarzysz w celi udaje zdrowego.
Wczoraj powiedział, że Nasz Rząd i Partia są do dupy, a na moje pytanie czy on rzeczywiście tak myśli - on potwierdził.
Ale on mnie tym nie zmyli. Proszę Dyrekcję, żeby też nie dała się zmylić.
Z psychiatrycznym pozdrowieniem. Pacjent nr 267658391."
Jaka partia, każdy może sobie wpisać, teraz to się skomplikowało. Kiedyś była jedna i tak słuszna, że śmiać się było łatwiej nawet gówniarzom, przy drzwiach dokładnie zamkniętych.
Dziennikarze niby opisują rzeczywistość, i to co dziś nie bardzo rozumiem, jutro w nieco bardziej skomplikowanej formie dostaję do strawienia. Może dlatego częściej ostatnio sięgam do muzyki czy literatury. Przykład z dnia dzisiejszego to cztery konferencje prasowe: premier u górników o święcie i trudzie, oraz o Prezydencie co ma ułaskawić, były minister spraw.. też o prawie Prezydenta do łaski, potem obecny minister sprawiedliwości o tymże. Jedyna konferencja na inny temat - była dość znanej firmy - o ...komputeryzacji i wydatkach na daszek nad boiskiem.  Czy Pan dziennikarz co musi już mi streszczać niuanse prawnych zawiłości ma czas na zadanie pytania - Co słychać? No jak Pan Prezydent ma takie królewskie i konstytucyjne prawo do aktu łaski - to będą wszyscy mówić co powinien, a co nie powinien. Ja też "tak" uważnie słuchałem, jak mamusia mówiła, nie garb się, odrób lekcje, nie kop dziewczynki. Dlaczego ja mam rozważać czyjeś racje, wolę łososia na kolację.
Znalazł się temat zastępczy, nie ma czasu pytać; - jak tam Panie moja renta, czy za 2 lata dojdzie do tygodniówki tego młodego, co rwie winogrona na południowym stoku Prowansji czy innej Kapadocji.
W piosence - "Miłość, czy nie może być prosta, wolna od łez i rozstań..? Może.., polityka Panie redaktorze - nie może.
Już wyłączam bo teraz Ania śpiewa: "Gdy na was patrzę, ogarnia mnie stres, gdy na was patrzę czuję się źle" .
Optymistycznie, powiem tak: złotówka się umacnia, Balcerowicz nie musi odejść, znowu przytyłem 2 kilo, zaraz Basi imieniny, potem święta.
"A jednak są łzy szczęścia...kiedy w ramionach jestem Twych"..panie Premierze.
Władza szczęścia nie daje, no chyba że ...mnie zatrudni. Donosy piszę znacznie dłuższe niż mistrz Mrożek. Ale się nie wywyższam, dlatego pasuję...

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian