|
|
maj 2005 |
|
data |
dziennikczylinocnik
|
|
20 maja
2005
piątek |
Wszelkie doniesienia i wiadomości są w
zasadzie nieprawdziwe. Szczególnie jak kto pyta o książki na
Zapiecku. Książek nie ma, ale są upominki w postaci broszur,
zszytych lub posklejanych kartek, są też pamiątki z zakresu
literatury różnej, klasycznej, historycznej czy varsavianistycznej.
Jakie miasto, jaki urząd, taki towar. Na razie Kolegium Odwoławcze
pracuje, mój wniosek rozpatruje pilnie, a ja co poniedziałek dzwonię
i uzyskuję ta sama informację... - Pan mecenas jeszcze nie
dostarczył orzeczenia. Widać produkuję same skomplikowane
zagadnienia. I wpuść taki "pomiot" gospodarczy na 2 metry stoiska. A
co by było, jakby się jaki poważny przedsiębiorca odwołał? Pan
Kluska chciał składać komputery, ja chciałem książki sprzedawać,
chyba to dziwne niektórym, skoro na takie trudności trzeba
napotykać.. Nic to, słoneczko wraca, może i cieplej będzie, bo
wczoraj donośnym kichaniem informowałem wszystkich, że stoisko
czynne. Starówka odetchnęła, bo jak nie deszcze to ..jeszcze
zamkniętych było trochę ulic, dojazd żaden, straty spore. Prezydenci
się spotkali i pojechali, tylko jakaś babinka miła pytała czy to
nowy Układ Warszawski, pocieszyli ją że tak, ale teraz to juz będzie
zlot następny aż w Portugalii, więc na Starówce juz życie wraca do
normy.
Stolica ma wypięknieć czyli pieski stop! Nie kucać byle gdzie, nogę
tez podnosić w odpowiednim miejscu. Straż będzie tropić tych co nie
idą tropem swojego węszącego czworonoga i nie sprzątają, jak już
gdzie tam kucnie na chodniczku czy jezdni. Specjalne kosze,
specjalne łopatki, specjalne patrole, mądre to i potrzebne, ale czy
Dr. Doolitle albo jaki jego zastępca powiadomi pieski, że już czas
na psi sedes. Na kampanię psią przeznaczono kwotę 800 tyś zł i pod
hasłem "W kupie raźniej" firma reklamowa, zapewni informację w
prasie, na bilbordach czy w telewizji. Pies, jest pies i nie musi
jak my oglądać ani czytać, więc jak do naszego przyjaciela dotrzeć?
Pochylmy się wspólnie nad tą..., e tam, ja nie mam psa tylko jakiś
pieski nastrój czasem. Pewnie dlatego nie piszę i dzienniczek zdechł
jakby troszkę w tym maju. "Mondo cane".
Idę do pracy, samochodzik wymaga przeglądu, parę rachunków czujnego
oglądu, który pierwszy zapłacić. Póki co, zapraszam.. |
|
7 maja
2005 |
Zimno i mokro. I tak już od 4 maja, a
zapowiedzi marne. Idzie front, potem niż, a potem też "tyż" nici z
tego wiosennego handlu. Książeczki deszczu nie lubią, szczególnie te
albumowe na kredowym papierze. Klienci rączek z kieszeni nie wyjmują
bo zimno i kto by tam coś kupował w taka porę. Za tydzień pewnie się
coś zmieni, ale marna to pociecha dla sezonowych sprzedawców.
Na Starówce handel stolikowy zamarł. Po proteście kupców ze
Świętojańskiej i Rynku, tak się Straż Miejska zawzięła, ze i moje
"papiery" trzy razu sprawdzano - może dlatego, że to był 3 maja. Sam
się w końcu wydaję sobie podejrzany, bo jakieś ksiązki o Warszawie
sprzedaję, a inkasenci co po codzienną opłatę przychodzą i piszą
permanentnie na kwitkach - upominki. No ze dwa razy napisali
pamiątki, ale to nie zmienia postaci rzeczy. Tymczasem żadnych "pamiątów
- niet" - choć mam kilka breloczków, więc dzieciakom rozdać można.
Wszystko w tym kraju polega na "przymykaniu oka". Aby już ze mną nie
walczyć "przymykają oko", tak jak ja mam chyba przymknąć na to, że
albumy to upominki, a książek sprzedawać nie wolno. Z tego
"przymykania oka" czy oczu nawet - ogólna ciemnota się szerzy i
obywatele po omacku krążyć muszą. Szczególnie gdy zechce im się
badać jakie to interesujące prawa stanowi lokalna władza. Niewiele
ma to czasem wspólnego z ustawami, za to długość płotka przy
kawiarnianym ogródku albo kolor sukna na stoisku określa ściśle.
W ramach walki z nielegalnym handlem - co słuszne, pogoniono także
babcinki wszelkie, które kwieciem ciętym lub polnym handlują. A i
popcorn i watę na patyku też wywożono w 4 samochody i zastęp
mundurowy znaczny. Mało to było śmieszne, bo akurat "waciarz"
działalność gospodarczą prowadzi, podatki opłaca, zgodę konserwatora
zabytków na estetyczne wózki ma. Ale nie płaci za dzierżawę terenu.
No jak ma płacić, jak nie chcą mu wydać decyzji, a z kolej handel
obwoźny takiej lokalizacji nie potrzebuje. Proste wyjścia dla
urzędników są zwykle niepojęte, bo jak książek nie pozwalają
sprzedawać, to skąd mają wiedzieć, że już Drzymała wygrał w sądzie
pruskim sprawę też z gruntem związaną.
Wystarczyło powiedzieć - chłopie kręć dzieciakom tą watę jak już tak
lubią, ale zmień miejsce postoju chwilowego. A tu afera wielka -
tłum ludzi brzydkie słowa pod adresem straży posyła, że o władzy
warszawskiej nie wspomnę. W końcu niedzielna atmosfera została
przywrócona, kukurydza i wata na kółkach stanęły gdzie indziej, a
szarpaniny i krzyki - że niewinnych wywożą w 4 samochody, bo wata
taka ciężka - zbędne się okazały.
Jak się nie da zgłębiać otaczającej
rzeczywistości, to trzeba sięgnąć do wnętrza. Jako człowiek
handlowy, a więc praktycznie mający nakusić klienta na zakup czy też
skorzystanie z jakiejś usługi - wziąłem się za namową przyjaciół -
za reklamę internetową gabinetu hipnozy. Nieznana mi to zupełnie
dziedzina, ale pisząc różne teksty, można i tu spróbować zrobić
projekt taki, żeby i pacjent, i wykonawca wiedzieli o co chodzi. Tak
więc poznaję niechcący meandry hipnozy ericksonowskiej, która z
żadnym popularnie znanym usypianiem medium nie ma wiele wspólnego.
Więcej tu psychologii niż magii, czy jakiś "czarów-marów". Dali mi
literatury trochę "w temacie" i mam czytać, a nie tylko sprzedawać.
Okazuje się, że często ludzie mogą sami sobie pomóc, o ile tylko
dobrze poprowadzeni przez lekarza, odnajdą przyczynę stresu, braku
snu, fobii czy natręctw, a nawet zbytniego przywiązania do byłej
narzeczonej. Podobno i nadwagę tak leczyć można, wpływając na zmianę
przyzwyczajeń żywieniowych. Ha - i ja ma tutaj swoje sukcesy.
Pisałem juz po świętach Bożego Narodzenia, że czas wielki coś
zrzucić i faktycznie... Z 84 kilo udało mi się zjechać do ..74. Może
jeszcze by tak jeszcze te 4 kilo?
Rodzina patrzy co z tego będzie, a tu "oszczędności" wielkie.
Chlebka malutko i jak już to żytni, kluseczek, ciasteczek itp. w
ogóle, kawy też nie. Ale łosoś, czy rybka maślana (najdroższa) to
owszem. Chyba pójdę sam łowić, bo z tych "oszczędności" można
splajtować. Ale żarty na bok - spodenki dżinsowe sobie kupiłem
dopasowane i już do starej wagi nie mogę wrócić, bo jak bym
wyglądał? Tak to jest, jak się człowiek wda w tą psychologię, to
potem albo schudnie, albo ma jeszcze więcej wątpliwości. Na ogól
takich, że jak ja myślę, to myślę, że innym też ten proces jest
znajomy. Szukanie logiki ma wielką przyszłość, bo nigdy się nie
kończy (zupełnie jak praca kowboja - w starej piosence). Ciekawe
były by badania na temat logicznego prawa, ale i jak widać właśnie,
Ci co je ustanawiają - logiczni są dosyć. Sejm się nie rozwiąże, bo
nielogicznym było by dawanie sobie samemu wypowiedzenia, z tak
miłego i dobrze opłacanego zajęcia. No i Polska czeka na nowe prawa,
a i stare poprawiać można i trzeba.
Jeśli Sejm ma własne kruczki prawne to i obywatel musi. Tylko czy
potem nie wychodzi znowu, że znów wszyscy "przymykamy oko"?
Lepiej usiądź wygodnie, odpręż się, zrelaksuj, włącz cicha muzyczkę
i posłuchaj spokojnego głosu. Rachunki, psiakrew i tak musza
poczekać. |
do góry, do
góry...
|