marzec 2005

      data 

                                              dziennikczylinocnik               

29 marca
2005
wtorek

 

zdania
na brązowo
to wierne
cytaty

Święta Wielkiej Nocy za nami, a życzeń jajeczno - zajączkowych brak. Oczywiście to jawna prowokacja i obraza miłych tej witrynce uczuć. Wierni czytelnicy i goście zawiedzeni, a prowokator główny jak jajo strusie zakopał się i milczy. A milczy ten przeklętnik, bo i co ma pisać, skoro pozostaje w stanie frustracji wielkiej. Oto przyczyna. Urząd co książek czytać nie musi, przed świętami samymi dla poprawienia nastroju narożnemu bukiniście - pisze, że podniesione przezeń argumenty, pozostają bez znaczenia, a zatem (cytuję) ...odwołanie strony nie zasługuje na uznanie.
Pismo o którym mowa, to komentarz Urzędu Dzielnicy do mojego odwołania się od "zezwolenia na handel" jakie złożyłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Jak ktoś nie wie że takie istnieje, to teraz wie, że i samorząd demokrację swoją ma.

No więc szanowny Panie Ryszardzie Modzelewski Zastępco Burmistrza Dzielnicy Śródmieście oświadczam niniejszym, że Pańskie pismo do mnie spotkało się ze szczerym uznaniem co postaram się poniżej wyłożyć.
Odwołałem się od decyzji (dotyczącej zajęcia pasa drogi o wielkości 2 m2 na Zapiecku) jaką mi wręczono i nakazano pilnie opłacić, bo była niezgodna z tym, o co wnioskowałem. Opisałem to niżej 4 marca. A teraz w przeddzień radosnych świąt, mniej radosna twórczość urzędowa. Powołując się na różnorodne przepisy dotyczące drogownictwa, uchwały Zarządu Dzielnicy, czy też nieznane mi zupełnie "zasady postępowania z wnioskami o wskazanie miejsc do handlu sezonowego i okolicznościowego" Pan Burmistrz nazwiskiem swym szlachetnym firmuje stwierdzenie takie, że wszystkie te przepisy ...nie dopuszczają do sprzedaży na sezonowych stoiskach handlowych na terenie dzielnicy Śródmieście, asortymentu wnioskowanego przez stronę (różnego rodzaju książek antykwarycznych). Aby tych stwierdzeń moc potwierdzić i uprawdopodobnić pisze się w cytowanym dokumencie, że wydana decyzja uwzględnia wniosek strony w przedmiocie lokalizacji, powierzchni oraz terminu zajęcia pasa drogowego oraz ogólnie - celu na jaki dokonane zostało zajęcie, tj. pod stoisko handlowe. Ponieważ oczywiście "cel ogólny" został zafałszowany dopisaniem mi sprzedaży folderów, których sprzedawać się nie da, bo się je rozdaje - urząd znalazł wyjście osobliwe. Napisano z podpisem Burmistrza tak; ..Cenną inicjatywą byłoby również udostępnianie turystom folderów z informacjami o Warszawie, które mogłoby odbywać się w porozumieniu z Warszawskim Centrum Informacji Turystycznej mieszczącym się przy Placu Zamkowym. Dlatego też w wymienionym w decyzji asortymencie znalazły się tego typu publikacje. Natomiast w świetle obowiązujących przepisów nie było podstaw do wydania zgody na prowadzenie sprzedaży książek antykwarycznych. Tu mały komentarz ciśnie się na usta; czyżby Urząd Dzielnicy Śródmieście sugerował mi nieśmiało i to w ramach "Decyzji o zajęciu pasa drogi..", abym rozpoczął współpracę z Informacją Turystyczną? Czy zatem tak wydzieloną mi mikroskopijną powierzchnię, mam jeszcze zajmować folderami z Placu Zamkowego. No wygląda mi to na nieporozumienie i może jakąś prywatę. Na Placu Zamkowym mieści się firma prywatna, którą lubię i szanuję, a mieni się ona - Centrum Informacji i jest to Agencja "MUFA". Tak więc pisanie w decyzji administracyjnej o współpracy dwu firm prywatnych jest jakimś nowym, a ciekawym jednak krokiem ..donikąd. Dla informacji ogólnej podam, że Stołeczne Biuro Informacji i Promocji Turystycznej mieści się ul. Rozbrat 26 i ma swoje filie na dworcu Centralnym PKP, w porcie lotniczym Okęcie i na dworcu Zachodnim PKS i nigdzie więcej.

Jak widać z powyższego, książek na ulicach nie powinno być. Książek o Warszawie także, choć albumy się dopuszcza. Tak jakby album z obrazkami czy zdjęciami nie był publikacją książkową. No to czym jest album? Zeszytem, a może folderem jakże ulubionym przez nasze śródmiejskie władze. Moim zdaniem takie pisanie nie zasługuje na uznanie, tak jak moje odwołanie nie zasługuje na uznanie. Pierwszy raz w życiu czytam w piśmie urzędowym, że nie zasługuje na uznanie. Zabiegać jednak dalej będę o uznanie, ale nie moich racji a ..dla mojej pracy. Nie jest ona potrzebna miastu, którym usiłują kierować właściciele dwóch książek; spisu telefonów (bo dają za dramo) i książeczki czekowej (bo dają za darmo i przelewają tam nasze podatki). Kiedyś napisał bym jeszcze o książeczce do nabożeństwa, ale jak się tu modlić, kiedy o pomstę do nieba wołać trzeba.

Z tej całej urzędowej pisaniny stres się rodzi, ciśnienie rośnie, aż mi narosło do 190/110 i pan doktór zalecił spokojny tryb życia, dietę i małe tabletki. Z tego najłatwiej o te ostatnie.

Przepraszam, raz jeszcze i bez względu na urzędowe boje,  życzę i dziękuję;
- Pani J. szczęśliwego bycia babcią (babciństwa?) - sobie bym musiał napisać dziadostwa,
- Pani G. najpiękniejsze imieninowe i urodzinowe - dat oczywiście nie pomnę,
- Pani doktór E. - za wygonienie mnie do "specjalisty" - samych uroczych wizyt i pacjentów zasobnych,
- Panu J. życzę odwagi - pisz do Basi bo już wolna,
- Pani H. genealogii rodu pełnej od Krzywoustego,
- Pszczółce? Maji - Gucia - od gumy do żucia,
- Pani doktór B. - zadowolonej młodzieży bez frustracji,
- Przyjaciołom malującym - znawców - nabywców.
- Przyjaciołom piszącym - znawców - wydawców.
Wszystkim korespondentom dziękuję i cierpliwości życzę, bom też urzędowo szkolony i  na pytania wszelkie odpowiadam nie na temat, ale z uwzględnieniem przemyśleń własnych.
Z uwagi na przeżycia wyżej opisane - poszukuję pomocy prawnej w zakresie podatków lokalnych, decyzji administracyjnych, oraz malowania jaj strusich - akurat zdążę na następne święta.

15 marca
2005
wtorek

Kto jest przeciwny, kto się wstrzymał... Tymi słowy buduje się u nas nową rzeczywistość polityczną. Komisja do spraw stacji Orlen przegłosowała, żeby wezwać prezydenta Polski do stawienia się przed jej obliczem. No i jak się nie stawił natychmiast, to przegłosowano, żeby stawił się wtedy, kiedy będzie z wizytą w Izraelu. Słusznie, przecież siedząc w białych gaciach nad morzem Czerwonym, można czekać na to, aż się wody rozstąpią, czas jest - do końca kadencji. I przelocik jakiś miły byłby i przesłuchanie w obliczu tablic mojżeszowych. Pewne narodowe fobie można na miejscu zweryfikować i nikt już z zasłużonej polskiej rodziny jarmułkowej nie musiałby się wstydzić, że słucha grzybowego radia  "przetrwam". Samobójczym skokiem jak podpalacz starożytnej biblioteki, do historii chciał wskoczyć działacz pewien, co to szantażyk założył - jak prezydent nie przyjdzie to wezwiemy Pierwszą Damę, a jak przyjdzie to nie wezwiemy. Niestety nazwiska nie znam nie zacytuję i pójdzie w niepamięć. Na wypadek zaś, gdyby Pani J. K. nie mogła się stawić, szykuje się podobno wezwanie córki, a w konsekwencji pewnej lali i misia, bo byli niemymi świadkami i z min ich zdziwionych wiele wyczytać można. Same tam chłopaki siedzą w tej benzynowej aferze i mówią ustami pięknymi, a zmysłowymi i z wysoka - stanęliśmy pod murem. No i po co to mówić w telewizorze do wszystkich? Wiadomo co chłopaki pod murem robią, stoją sobie spokojnie, czasem który tylko lekko podskoczy, a potem pójdzie w swoją stronę. Ale żeby od razu, tak o tym opowiadać. Dziewczyny się dowiedzą i będą chichotać.

Na Starym Mieście chichot mniejszy jakby, bo czas nadszedł liczenia pieniędzy. Już żaden restaurator z urzędem umowy nie zawrze, a tylko dostanie decyzję (na przykład na prowadzenie ogródka letniego). Masz pracuj i płać. Od razu do końca sezonu. no to czynione są próby, aby wydać kilka decyzji dla tej samej knajpy, żeby właściciel mógł zapłacić w kilku ratach. Jakoś nikt nie rozważa możliwości prawnego dialogu ze społeczeństwem - nawet gastronomicznym. I nikt nie myśli że ta umowa, to nie było wcale takie głupie. Ale co tam, demokracja urzędnicza ma inny wymiar, obraz i znaczenie. Jak sobie który umyśli że folder, to to samo co książka, to potem trzeba by nowe słowniki pisać. Wystarczy zapytać kto za , kto się wstrzymał - w jakimś małym własnym gronie. Nowym zjawiskiem w administracji stołecznej jest tłok wielki, ale statystycznie mały. Ten cud mniemany, a etatowy, osiąga się wysiłkiem niewielkim, mnożąc umowy z różnymi firmami. I wtedy nie urząd zatrudnia, a zleca i juz kasa leci z innego konta. Sprzątanie, ochrona, doradztwo, a ostatnio ...kancelaria. Nie wiem gdzie, albo nie powiem, ale jest takie curiosum, w urzędzie znanym. Do kancelarii zanosisz papier, tam przyjmują uprzejmie, a ty lekko do kasy z należna opłatą. Czekasz, dzwonisz decyzji ważnej - brak. Nie było i nie będzie, bo to TA "inna" firma, co kancelarię trzyma wzięła i zgubiła, a opłatą możesz sobie paznokietki przeczyścić.

Pisze do mnie pięknie - niepocieszona M. czy taka kobieta jak Ona, nie mogła by wspomóc komisji. Wszystko jedno jakiej, bo w telewizorze co chwilę nową widać i już się jej nazwy mieszają. Mogła by zastąpić np. posła Wrzodaka, co choć uczesanie ma coraz ładniejsze, ale o prywatyzację męczy - tego miłego Pana, co był kiedyś  premierem. Pytania zadaje takie ogólne, jak w tej przykościelnej gazetce. Wynika z nich sugestia, że ukradli jakaś fabrykę, czy też sprzedali gazetę, co o tym pisała. Kobieta wnikliwa od razu problem postawi jasno. Lekko brew muśnie, zapomni o jednym guziczku i już wywlecze z przesłuchiwanego, co tylko trzeba i nie trzeba. Oczywiście Mario miła, powinnaś kandydować, wyborów wkrótce będzie dostatek. I Ty weźmiesz sprawy w swoje ręce, żeby żaden nie czuł się jak pod tym murem,  tylko w oczy Twe wpatrzony wołał - ja się nie wstrzymuję, jestem za... A za czym, to już mu się powie potem. Może przejdzie jaka umowa społeczna.

7 marca
2005
poniedziałek


Czy w
wigilię
Dnia
Kobiet
można
składać
życzenia?

Można;
dywan
na śnieg, kwiaty
na stół,
prezent
pod
poduszkę.

Zęby
umyć.
 
 

Na co dzień kochamy Kobiety,  na co dzień lubimy Kobiety, nawet uśmiechamy się do nich "prawie" codziennie.
Zawsze jest okazja do tego lubienia, bo; - nie mam wyprasowanej koszuli, bo guzik ..przy kurtce dynda, bo zrób mi jedną z szynka i jedną z serem, jadę pa. Bądź miła, poprawisz mi nastrój, uśmiechnij się - wróciłem i tak przed północą, popraw włosy,  szef wpadnie na drinka. A Ona, powie tak; - jutro 8 marca -  wyprasuj sam, kanapki  weź, guzik sekretarka Ci przyszyje. I guzik mnie to obchodzi, że szef ma problemy z żoną do wypłakania w Twoim barku.
Ten prawie codzienny dialog domowy wystarczy tylko lekko przystosować do naszych realiów (ja nie mam barku) i obyczajowy serial jak na żywo. Ale czy wszyscy lubimy seriale?
Jutro pięknie i biało wszędzie, to jakiś Pan Anioł z góry sypie, co ma wyrzuty sumienia. Teraz sprząta i czyści chmury, na ziemi nie miał czasu. Zawał go posłał w niebiosa - za młoda była dla domowego herosa, (ta kocica co za nią polazł na drzewo).

Dlatego Panowie mili, jeszcze dziś wieczorem, śmieci wynieść cichcem, psa przegonić nieco, a rankiem jakiej śnieżnej róży poszukać trzeba. Docencie (!), doceńcie trud domowy, bo i ja cieć też doceniam, co rano szuflując śniegi okropne, bo się kiedyś jednemu nie chciało posprzątać.

Kobieto miła, mądra i piękna - bądź szczęśliwa choć czasem, oderwij się od garów, rzuć kłopoty za płoty. Zrób coś dla siebie samej, odpocznij, pośmiej się z byle czego. Spróbuj czasem coś zmienić skutecznie, nie poddawaj się chandrze. Pobaw się czasem z innym chłopcem, co też zgubił łopatkę. Idź na wagary, wydaj rozkazy, uśmiechnij się do siebie samej. Uwierz, że po 50-tce, kobiety też bywają szczęśliwe.

Wszystkim Paniom życzę, żeby nie były same, ze swoimi kłopotami, zmartwieniami, bachorami (dużymi czasem). Życzliwych serc, miłości wielkiej i przyjaźni szczerej na każdy dzień po tym święcie, na każdy dzień roku.

4 marca
2005
piątek

Premier Belka powiedział w Sejmie wczoraj różne rzeczy. Nic się posłom nie podobało, ani z prawa, ani z lewa. A w środku Lepper. Mnie się podobało. Poniosły go emocje i słusznie. Spełni co miał spełnić, w określonym terminie. Udało się czy nie; - nie trzymaczom ław poselskich oceniać. Termin wyborów parlamentarnych ustalono na czerwiec, a tu jakoś szkoda się rozstać z dietami, legitymacyjką i kierowcą służbowym, że o dodatkach na spinacze nie wspomnę. Będą rozważać problemy aborcji, eutanazji nawet, czy też dostępu do właściwego ustępu tego tekstu, co to go już wykradziono i stanowi on podstawę do odwołania prezydenta - no choćby jakiego Wąchocka. Wszystko po to, aby trwać. Każdy poczytać prasę może, więc nie będę obszernie cytował. Byliśmy kiedyś z premierem na jednym wernisażu i są to wystarczające powody aby się lubić. A że nas nie przedstawiono, cóż tłok był wielki i Dama Pierwsza. W końcu człowiek jak zna wiewiórki i Panią Lopez - pieśniarkę, nie musi zaraz kolegować się z jedynie słusznym rodzinie i wzrostem Panem G-ie. Niestety żadne zastępy zakonników nie zastąpią Jeniffer i jest to prawda tak oczywista, jak wkładane w cudzysłów "poparcie społeczne" dla obradujących na ulicy Wiejskiej.

Słowa Pana Premiera cytuję nabożnie, acz wybiórczo; "Problemem nie jest przerost biurokracji, a jej upolitycznienie i brak kompetencji". Święte słowa. Na sobie samym doświadczam, że prawem wiodącym nie jest ustawa, ani konstytucja, a uchwała jakiegoś ciała samorządowego czy innego, co głosowaniem rzeczywistości nagina do swoich wyobrażeń. Prawo w formie rozporządzeń, decyzji dotyka nas wszystkich, a interpretacja prawniczych bubli poraża. Pisałem już w zeszłym roku o dziwnej interpretacji słów, które w słowniku języka polskiego można znaleźć. Ale chętnie powtórzę znowu bo fala nabiera rozpędu i potem dziwi się jakiś poseł, że premier ma lepsze o kraju pojęcie, jak zastępy głosujących inaczej.
Co znaczy słowo folder? Ogólnie i w skrócie:  druk reklamowy rozdawany za darmo. Co oznacza słowo varsaviana? Nawet stary komputer nie podkreśla że błędne, a urząd nie wie. Dziś 4 marca odebrałem; .. decyzję numer  ... na podstawie .. artykułów, paragrafów itp. po rozpatrzeniu wniosku złożonego 6 grudnia 2004, uzupełnionego 28 lutego 2005  w sprawie wydania zezwolenia na zajęcie (w okresie..) jezdni o powierzchni 2 m w celu sprzedaży pocztówek, map, przewodników, folderów oraz albumów o Polsce i Warszawie orzekam:.. udzielić zezwolenia na zajęcie pasa drogowego ... w celu
sprzedaży pocztówek, map, przewodników, folderów oraz albumów o Polsce i Warszawie. Podpisał Burmistrz Dzielnicy Śródmieście.

Decyzja ta zawiera brednie, kłamstwa i przeinaczenia.

Złożyłem wniosek (jeszcze w grudniu 2004) jak co roku od 10 lat to czynię, na sprzedaż książek antykwarycznych (varsaviana, klasyka polska i obca, nauki humanistyczne), albumów dotyczących sztuki i  historii Warszawy, przewodników,  map, pocztówek tematycznych. Wezwano mnie kilka dni temu żebym wypisał wniosek od nowa bo teraz druczek jest potrzebny. Zmuszono mnie przy okazji do wpisania 2 metrów zamiast 3 bo nie będą rozpatrywać tylko odpowiedzą negatywnie. Napisałem to samo co wyżej, ale już na specjalnym druczku i dziś czytam ...zupełnie co innego w otrzymanym dokumencie.

W decyzji ktoś mi wmawia jak jakiemu kretynowi, że prosiłem o handel folderami,  mapami. Czyli powyższą decyzją, urząd daje mi zgodę na to - o co nie prosiłem. (!)  Żeby było smaczniej i ciekawiej, nie ma ani słowa o książkach. Nie ma także słowa; varsaviana.
Kompletna paranoja i próba urzędniczego oszustwa. Prosiłeś baranie o handel folderami, to dajemy ci zgodę na handel folderami. I jak kto czyta decyzję bez załączników czyli moich wniosków to wszystko gra. Sytuacja komediowa, jak bym prosił o bilet na pociąg, a dostał kupon na darmowe żelazko. No i urząd lepiej wie o co ja proszę i zatwierdza to całą powagą decyzji.
Przez wszystkie lata zawierano z kupcami umowy dzierżawy terenu. Ale w umowie są dwie strony i każda się do czegoś zobowiązuje. Decyzja to jak nakaz - płacisz z góry za cały okres domniemanego handlu, a jeszcze wmówią ci o co prosisz i każą sprzedawać to co się rozdaje za darmo (foldery).

To swoiste curiosum prawnicze jest tym smaczniejsze, że ma wyeliminować z warszawskich ulic handel książkami. Tak mi powiedziano wprost - handlu książkami na ulicach nie będzie. Nie rozumiem, nie mogę zrozumieć i nie chcę nawet. Żyję w mieście, którego się wstydzę. Czy czapkę mam miąć przed urzędem, którego nie szanuję?

W Krakowie można, w Paryżu czy Londynie można. Tu w stolicy nie. Jeszcze jacyś mądrzy się porobią od tego czytania. I ja nawet nie walczę o handel dobra książką, słownikiem czy albumem, ale nie pojmę nigdy dlaczego nie mogę sprzedawać historii Warszawy, książek o Warszawskim Powstaniu, o zabytkach, serii z Syrenką i wielu innych, które tak poszukiwali u mnie zawsze piloci miejskich wycieczek. Dziwowali się ludzie, że zdecydowałem się lata temu, na handel klasyką polska i obcą, ale też wiedzieli wszyscy, co można u mnie znaleźć. Kto szukał historii czy rozmówek tylko, dzienników Prusa, czy wierszy Szybmorskiej niech spada (!) - mocą warszawskiego prawa.

Pozostaje jeszcze pytanie bardzo zasadnicze. Czy to co od lat zgromadziłem wyrzucić do Wisły czy na śmietnik, a może posłać tym co decyzyjnie chcą ustanawiać porządek i  zasady handlowania. Co mam zrobić z książkami - bo dopiero jeden dzień (!) przed ewentualnym przystąpieniem do pracy - dowiaduję się, że w decyzji otrzymanej, nie ma ani jednego słowa o książkach, albo jakiś tam varsavianach.

Niedawno dwie młode, trochę pewnie kształcone panie, odpytywały się z trendów jakie w  modzie panują. Prowadząca, a więc telewizyjna diva pyta -  czy tą kolekcją dała ciała? Ta druga w emocji powtarza, że ta co szyła ..dała. No i co powicie oczytani i światli? Albo mowa o najstarszym zawodzie, albo nowej interpretacji takiego zwrotu: - dałeś d... Jasiek bo zepsułeś traktor. Czy wkrótce urząd szanowny kupi ten słownik? Czy źle kształcony będzie mi wmawiał, że zamawiałem jajko do kawy. Mowa o śniadaniu à la fourchette oczywiście. I to wszystko jedno czy to urzędnik bezmięsny czy wegetariańska telemaruda.
Rząd zmienić łatwo, sejm rozwiązać też, ale może już nie wybierać na złość, albo  najcwańszego z całej wsi, bo potem będzie trzeba zupełnie nowe słowniki pisać do tego nowego prawa.

Przyjaciołom z za oceanów i krańców Afryki powiem tak jak zwykle; kochani nadal istnieją poważne powody do emigracji.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian