styczeń 2005

      data 

                                              dziennikczylinocnik               

31 stycznia
poniedziałek
2005

Jaki poniedziałek taki cały tydzień, tak podobno mówi przysłowie. Inne porzekadło twierdzi, że dobre chwile pomagają zapomnieć o smutnych. W każdym razie bilans i tak na zero. Albo jak w starej piosence "mniej niż zero". Dostałem dwa listy właśnie dziś, czyli w poniedziałek. Zacznę oczywiście od tego przyjemnego. Pani Marysia z miasta Z. napisała mi podziękowanie za dzinnikczylinocnik, bo czyta i lubi, dołączając zdjęcie Syriusza. Dziękuję serdecznie, ale nie obiecuję że się postaram czy coś w tym guście. Piszę sobie tutaj, bo już przywykłem trochę, a i czasem lżej na wątrobie. Syriusza światło niech mnie oświeci, choć ciemnota jestem zadawniona i w związku z tym ..pasująca do sporej reszty. Czasem mnie ta ciemnota bawi, ale częściej martwi, bo przystosować się już nie dam do jedynie słusznych racji. Drugi list dotyczył moich zimowych zajęć, czyli nieustającego poprawiania i doskonalenia portalu informacyjnego o noclegach w Polsce czyli www.123noclegi.info Pani pisze do mnie (ma się to szczęście do kobiet), podpisująca się jako Co-ordinator, a dokładnie Marketing Co-ordinator. Co to znaczy nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. W każdym razie na moją sugestię, ze zamieszczę bezpłatnie miniaturę zdjęcia hotelu (podobno renomowanego), dostałem do wiadomości i stosowania warunki na jakich może być to zdjęcie zamieszczone. Czyli mam się zobowiązać i to w określonym terminie do; uzgadniania z osobą odpowiedzialną, do nawiązywania raz w roku kontaktów celem sprawdzenia danych oraz potwierdzenia, że wszystkie informacje o tym hotelu są bezpłatne. Najpierw się zdenerwowałem bo inni korespondenci dziękują, zapraszają na kawę, na odwiedziny z rodziną lub bez, sugerują jakie zdjęcie wybrać itp. Ale potem pomyślałem, że co hotel to inne obyczaje. Może dlatego, że to obcy kapitał - to się zabezpieczają umową od wszystkiego, aby w razie wątpliwości móc podać do sądu. Nie ma to nic wspólnego ani ze sztuką pisania listów handlowych, ani etyką kupiecką. W każdym razie noga moja tam nie postanie cha, cha, a dlaczego? Bo mnie po prostu nie wpuszczą, od razu widać, że taki solniczkę rąbnie, albo powie, że w zupie żółwiowej za dużo rekinów.
Poniedziałek to też dzień mojego pisania, więc w ramach nieustającej współpracy z Głównym Księgowym Dzielnicy Śródmieście złożyłem kolejne pismo wyjaśniające. Z moich obliczeń wynika ze od września złożyłem ich już 4 (cztery). Nabieram po prostu pewnej wprawy. Na zadane mi na piśmie pytanie kiedy handlowałem na Starówce i jaki towar był sprzedawany odpowiedziałem, że już ten temat poruszaliśmy i stosowne wyjaśnienia i obliczenia były w dniu pamiętnym, na piśmie z datą odpowiednią złożone. A co sprzedawałem  mówi umowa dzierżawy, która co roku dostawałem. Dochodzenie trwa, a właściwie postępowanie - bo tak się ten proces ("Proces" nomen omen) nazywa. Są już na mnie teczki dwie (za sierpień grubsza), zapewne powstanie trzecia, za kilka dni pracy w październiku. Dzieci moich dzieci zapewne dostaną zgodę na czytanie tego w jakimś Instytucie Pamięci, o ile jakiś dziennikarz nie wyniesie danych chyłkiem, celem pokazania światu byłego agenta narożnego co to róg Zapiecka i Świętojańskiej z psem się kumał. Dochodzenie wykaże, który nogę podnosił, a który tylko do rzeczywistości się odnosił.

Przed chwilą przyszedł kolejny list i miły mi wielce. Właśnie Pan redaktor Żuliński który sytuacje zapieckowej książki w prasie opisał jeszcze w  zeszłym roku - upoważnia mnie do cytowania i drukowania swego artykułu. I w ten sposób nawiązaliśmy pierwszy kontakt dopiero. Zacytuję obszernie na specjalnej stronie, gdzie i korespondencję "księgową" umieszczę, bo końca nie widać sprawom wydawało by się, dawno wyjaśnionym. Nieco rubaszny tytuł "Zadupie na Zapiecku" tego artykułu, ma jednak sens głębszy, bo każdy ma jakiś swój ..Zapiecek.

26 stycznia
wtorek
2005

Zmarł Jan Nowak Jeziorański wybitny i prawy Polak. Rocznik 1913. Dziś msza w katedrze św. Jana na Starym Mieście i pogrzeb na starych Powązkach. Słuchałem jego głosu jako młody chłopak, szukając wśród trzasków, pisków i zagłuszań Radia Wolnej Europy. Do końca swych dni z niezwykłą troską mówił o losie kraju, o naszych możliwościach i perspektywach. Ile wspomnień Kuriera z Warszawy sprzedałem nie zliczę. Jedno z jego powiedzeń cytowała dziś Gazeta Wyborcza; "...największym niebezpieczeństwem dla Polski bywają sami Polacy".
Straciliśmy patriotę, człowieka który poświęcił całe swoje życie ukochanej Ojczyźnie. Jak dziś zdania te brzmią anachronicznie i jak trącą myszką wiemy, bo nie sposób znaleźć nam współczesnych, do których można te słowa stosować. Czy czas współczesny może dać nam tylko bohatera który .."sypie" jako świadek koronny? Jaki kraj, jakie czasy - tacy bohaterowie. Młody synek rozbija po pijanemu samochód rodziców, nie tylko z młodzieńczej brawury czy głupoty, ale też z bezbrzeżnej pogardy, dla pracy czy wiedzy. Patriotycznie jest ukraść, zakombinować na dole. Na górze tej polskiej drabiny po prostu zmienia się prawo tak, aby zabezpieczyć siebie i partyjnych kolesiów. Wystarczy podnieść np. o kilka groszy cenę paliwa i już są środki na gigantyczne pensje, premie i odprawy tylko w jednej paliwowej firmie. Twierdzenie, że kontrakty menedżerskie są zgodne z prawem - zapewne odpowiada prawdzie. Ale kto takie prawo stanowi? I jakie ma z tego korzyści? Miliony zapewne należą się temu co z wody zrobi paliwo alternatywne, a nie temu, co wpisuje pracowicie we wszystkie ankiety - zawód: dyrektor. Zima przyszła i czas "sypania" ale nie tylko śniegu, pewnie dlatego skompromitowana lewica skończyć nie może i drgawki śmiertelne do jesieni przedłuża. Nic z tego - gdyby wybory wyznaczyć nawet na 30 grudnia, to tylko więcej się dowiemy ile kolesie załatwili sobie kasy czy podejrzanych kontraktów. O patriotyzmie mówią nam rządzący, ale to ich nie dotyczy, bo oni maja misję do spełnienia. A może misę do napełnienia. To tylko gra półsłówek - a ten tam na dole półgłówek - może, no co on  może? Może wsiąść pożyczkę z Pseudo-Banku, przywiozą do domu, bez zgody rodzica czy małżonka - wystarczy dowód osobisty i jeden podpis. Dostałem dziś ulotkę i czytam: oprocentowanie od 291,7% do 499,7% (rocznie) a więc "całkiem przystępnie" bo nawet niecałe 500 %. Podobno przed wojną była jakaś ustawa o lichwie, ale teraz ... komuś się opłaca.
W starych kryminałach, Pan detektyw działał według logicznemu schematu; kto zyskał na śmierci denata. Dziś komisja śledcza zastanawia się; nie nad mechanizmem który doprowadził do katastrofy, ale czy ujawnienie czegokolwiek, będzie sprzyjać kompromitacji przeciwników politycznych. Powołajmy zatem komisję do badania komisji - w Sejmie wszyscy podejrzani, a wybrał ich jakiś Kowalski pewnie i sam ...pojechał do pracy w zupełnie innym kraju. Skoro w telewizji mówią że lekarz w weekend zarobi w Londynie tyle co tu w miesiąc? To smutek nas ogarnia i gorzka refleksja żegna Wielkiego Polaka.
Ojciec mój nie żyje już dawno, był 2 lata młodszy od Jana Nowaka. Przypadkiem zapewne nie rozstrzelała go "ludowa władza" i chyba dobrze, że nie musi myśleć o kolejnych straconych pokoleniach. Co mamy powiedzieć dzieciom kiedy On odszedł - emigrujcie? Tak, to nadal jest właściwa odpowiedź.

13 stycznia
czwartek
2005

Przed kolacją poszedłem się zważyć. Faktycznie szpinak uzasadniony i nie mam co wydziwiać, bo co roku o tej porze mam ten sam stres. Zimowe podjadanie, parę godzin przed ekranem komputera, a to herbatniczek prawie dietetyczny, a to pączek prawie odchudzający. No to zaczynam boje o powrót do normy, bo niskopienni i grubi nie w modzie, a poza tym czeka mnie bojowy tydzień i żaden łagodny nastrój nie jest mi potrzebny. Rozliczenia podatkowe tak mnie nie stresują jak sama myśl, że gdybym miał nieco głupszą pracę, może większe pieniądze przyszło by rozliczać. Sprzedawanie książek też nie w modzie, co mi usiłowano urzędowo wmówić od sierpnia. A i teraz jeszcze postępowanie się toczy jakieś, w sprawie dawno wyjaśnionej, chyba tylko żeby człowiekowi życie uprzykrzyć. Księgowy był miły, ale czy ma dla mnie miłe słowo nie wiem, bo zagadką jest dla mnie czemu mam się stawić, a nie przeczytać o co Panom tym chodzi. Pewnie jak bym dostał na piśmie, to bym się zaraz odwołał, w internecie umieścił i draka gotowa. A tak i marchewka i kijek będą w używaniu. Ale co tam uprzedzać fakty. I tak opiszę ku przestrodze, albo dla śmiechu, albo z rozpaczy.
Pojadam śledzika mało kalorycznego i pieczywko mocno ciemne, a dziecko nuci melodię jakąś, więc pytam jak w tym teleturnieju - co to za melodia? O oleju pierwszego tłoczenia. A wszystko przez "Krzyżaków", co to w lekturze obowiązkowej więc i film też zaliczony. Na filmie właśnie Danusia śpiewa tą melodię "pierwszego tłoczenia". Jasne że to wszystko przez olej kujawski co taką reklamę puszcza i dziecko przez telewizor  edukuje przerabiając "Gdybym Ci ja miała skrzydełka jak gąska...". Musiałem tłumaczyć co jest pierwsze, a co wtórne i wyszło że ...Danusia jest "pierwszego tłoczenia". Tak to mi nieuprawnione dywagacje zapętliły wywód, że dziecko zmartwiło się jakby, a matka dziecka onego parskać zaczęła, udając konny poczet posłów, co to ich Zbyszko chciał zarżnąć za wiarę i ojczyne miłą, że o ukochanej nie wspomnę. A w ogóle to Zbyszko był głupi, opisy nudne, jakaś staropolszczyzna i koniec. Po kolacji dyskusja zaczęła się pedagogiczna, że z klasyki śmiechów się nie robi, tylko trzeba zwrócić dziecku uwagę, na co ma zwrócić uwagę. W tym momencie powróciłem do komputera czyli zrejterowałem - dając pola jak to się onegdaj mawiało. Bo dziewczątko miłe zwróci może uwagę na wątek romansowy, chłopię miłe na to, że daliśmy im w d..., a mamusia na dobre wychowanie i szacunek dla białogłów. Ja już nie przeczytam za dopłatą,  bo Winetou też nie mogę i już. Od dziś wszakże Danusia z "Krzyżaków" będzie mi się kojarzyć .. jak wyżej.

Uśmiech krzyżacki ciężkozbrojny zmienimy na lekkość pióra czy piórek co to polatują na internetowych stronach. Przelatuję ich dziesiątki szukając jakiś tam turystycznych danych,  a tu czytam ofertę taką: "...mam dziś państwu do zaoferowania wspaniałe radyjko ... Radio było używane niestety, coś się uszkodziło gdyż nie wciąga płyt , ani ich nie oddaje". Prawda, że pięknie napisane? Wspaniałe bo i nie wciąga, i nie oddaje.
Inna oferta turystyczna bardzo - wieść taką niesie: " ...całodobowy dostęp do napojów. Oczko wodne". I już jesteśmy radośni i weseli, i dobrze poinformowani. Pić można całą noc, oczko wodne czeka - doczołgamy się. I jak tam nie jechać?
Mam też sezonową informację ze stoku: "...narciarze gdy spadają nie powodują tylu problemów, ponieważ nie odjeżdżają w bok". Trzymam się za oba boki udając szus ..po dywanie i wyobrażam sobie, jak nie odjechać w bok, żeby nie robić problemów. Trudne.
Na zakończenie wyznanie pewnej damy, która napisała że szuka Pana. No jasne, że zaraz przeczytałem: "...Włosy - naturalne, loki farbowane na rudo. Trochę zapracowana". Nie wszystko rozumiem i nie będę interpretował, kobieta choć zapracowana lepiej wie kiedy naturalnie, a kiedy na rudo.
Ale ogólnie jest wesoło i tak trzymać, nawet jeśli to jest 13-ty. I co to ma za znaczenie. że 13-ty, żadnych wypłat nie ma. A nie ma, bo mi Pani znowu pisze: "..chętnie skorzystamy z darmowej reklamy, pod warunkiem że będzie ona bezpłatna".

8 stycznia
sobota
2005

Pogoda wiosenna w styczniu? 20 stopni w Przemyślu. Na plusie. Znajoma spod Opola opala się na balkonie i twierdzi że różnicę pokaże. Zwariowała, no pogoda oczywiście, bo badaniem różnic zajmuję się od przedszkola. Przecież bez badania różnic, nie tylko nie byłoby postępu w naukach wszelkich, ale i o przyrost należało by się obawiać, jakkolwiek go rozumieć będziemy. Zależy co komu przyrasta. Mnie przyrasta wszerz. Lodówka blisko, a komputerowa praca apetyt wzmaga, bo przez ten napływ wiadomości coś człowiekiem targa. Złe wiadomości o głodzie, wojnie i kataklizmach - trzeba coś zjeść póki jest. Dobre wiadomości, bo w totku trójka, bo dziecko na III rok studiowania się wdrapało, bo trzy listy przyszły - apetyt rośnie. Przeszedłem na jabłuszka. Może lepiej byłoby na Calvados? Ale piję ostatnio piwo Karmi, co daje się młodej mamusi i ona karmi - stad nazwa.
No jak tu nie być żarłokiem, jak od rana w telewizorze młody człowiek francusko-polskim dialektem gada i łososia boczkiem masując w ciasto francuskie wkłada. Podobno pycha.
Ryb nikt w domu polskim nie jada, bo jak wiadomo śledzie jadła tylko biedota, a teraz sromota być biednym. Bogatym też niedobrze, oj niedobrze. Trzecią komisję Sejm powołał co zaowocuje ozdrowieniem jednego posła, a chorobą kilku innych. Z tego bogactwa chorują bo są ambitni, a komisja im wypomina. Dopiero co Pani Kulczykowa opowiadała, że z kolegą małżonkiem, są poznaniakami i siedzą patriotycznie na wielkopolskiej ziemi, a tu nagle mecenas pełnomocny informuje że szałowy Pan małżonek juz nie jest miejscowy. Po chorobie znów niedomaga i pracuje w Berlinie i Londynie, i Nowym Yorku, i .. bo tam mieszka i ma interesy.

Komisja kolejna będzie badać czy warto było się ubezpieczać i komu i od czego. Ja już wiem że nie warto było. Lat temu parę synek samochód rozbił, a raczej Pani mu rozbiła, jak wjechała weń nocą. I PZU wypłaciło połowę wartości autka złomowanego, za co kara jest taka, ze gdyby znów się tam ubezpieczyć, to płacić się będzie 100 % więcej. No to muszą to zbadać komisyjnie. Ale efekty są. Komisja do spraw stacji benzynowych tak zadziałała, że ceny spadły gwałtownie, ale nie na Orlenie. Na stacji jednej na ulicy Solidarności w stolicy - kartka wisiała na dystrybutorze, że już nie będą sprowadzać tej 95-oktanowej bez ołowiu. Ostatnio jadę jakoś wolniej - paliwo oszczędzam bo mi debet na koncie robiło, to nie nalałem tej co była - 98. Pojechałem sobie do BP z zielonym słoneczkiem i kupiłem taniej. Zaoszczędziłem chyba 4 złote z hakiem na 20 litrach, no ale za to juz 3 zakłady w totolotka i jaka perspektywa, że o emocjach nie wspomnę.

O polityce nie lubię, ale czasem coś tam posłucham, bo zawsze to jakaś wojenka w tym pokojowym czasie. Nie bardzo tylko rozumiem po co w ramach SLD powołano Platformę jakąś? Przecież już jedna jest; od Krakowa do Gdańska. Teoria spiskowa mówi, że platformę się popiera, bo jakoś buja się  na fali, a beton z natury rzeczy tonie, a jak nie tonie, to mu dadzą wyrok ośmieszający za współprace z kłamliwymi organami. Potem to się nazywa kłamca lustracyjna.

Wracam do wiosny i wiosennych żartów starszych panów. Do eleganckich, jak na ten Sejm żartów, zalicza się wystąpienie posła Zycha. W erudycyjnym ferworze stwierdził niebanalnie, że "...nie po raz pierwszy staje mi". Po czym głos zawiesił jakby skonfundowany, ale i nie bez filuternego błysku w oku. Sala sejmowa ryknęła śmiechem, ale falowym. Niektórym trzeba było szybko tłumaczyć w czym się rzecz ma cała. Jednak po chwili ryczeli wszyscy zgodnie - aplauz sędziwemu wicemarszałkowi dając. Kiedyś podobno Pan ten rolnikom patronując, rzucił w mikrofon jakieś zdanie o paniach lekkiego prowadzenia co mu okulary schowały. W każdym razie tamtego nie pamiętamy dokładnie, a to zdarzenie widziałem sam, na własnym telewizorze i to przed 13-tą. Nauczony stanem wojennym, przed 13-ta nawet piwo karmelkowe nie wypiję. Zakończenie cytowanej przygody było takie, że miły nasz mówca próbował dokończyć; ".. staje mi w pamięci ...poseł Iwiński". Nowy śmiech na sali, bo przecież każdy pamięta jak tego posła molestowała tłumaczka żeby ją nie szczypał, bo ona dobrze tłumaczy.
Waga żartu i finezja dowcipu, jak te ustawy co je sąd musi obalać co chwilę, bo niezgodne albo z konstytucją albo zdrowym i rozsądnym. Jedna ustawa przeszła szybko bo była jednozdaniowa, więc prawie wszyscy zrozumieli; poseł co siedzi to nie dostaje diet i nie głosuje na posiedzeniach.  Wiadomo - Ci co siedzą na sali i tak leżą, bo albo ich nie wybiorą albo posadzą. W jakiej radzie nadzorczej - oczywiście. Teraz moda ubezpieczeniowa właśnie. Przed oddaniem władzy w ręce obce, zawiera się kontrakty na lat kilkanaście, bo jak zwolnią - to dadzą milion odszkodowania. Dzwoniłem, prosiłem choć ćwiartkę etatu - nie ma mowy, cała energia juz wyczerpana. A jak nie piję to o ćwiartce nawet marzyć nie mogę.

Cieszmy się wiosną nawet w styczniu, choć to złuda i omam - jak ta obietnica, że mi Pani spod Opola pokaże. Jeden księgowy powiedział, że mi pokaże i to na piśmie - temu wierzę bo on ma pieczątkę i może. Chyba ze wygram w totka, to powiem jak w tej reklamie, że mi to ...lotto. Koleżanka małżonka pyta właśnie, czy podgrzać mi szpinaku - wiosna czy ja dziecinnieję.. szpinak o 18;31 i to 8 stycznia. Wolę tego łososia po francusku, ale czy ja cos mówię..

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian