|
|
wrzesień
2005 |
|
data |
dziennikczylinocnik
|
|
30 września
piątek
2005 |
Wernisaże już
za mną obydwa obfotografowane w
Zapiecku i u
"Pana Michała". Zdesperowany wielce
utratą Olympusa kupiłem na giełdzie fotograficznej Pansonica Lumix
FZ-10. Właściwie to do tego zakupu namówił mnie kolega, który
pasjonuje się od lat fotografią i ..tradycyjnymi lustrzankami. To
oczywiście aparat cyfrowy, ale chyba jak zrobię z 1000 zdjęć będę
miał może większe pojęcie o jego możliwościach. Dziesiątki ustawień,
niesamowity zoom, rozbudowane menu - a za oknem szaro i brzydko. Na
razie więc zdjęcia we wnętrzach. Aby nie zapomnieć jak świeciło
słoneczko, poszukałem letnich zdjęć, których mały przegląd można
zobaczyć na stronach
Starego Miasta. Dużo zdjęć na
jednej stronie, więc chwilę trzeba odczekać, aż się wczytają, ale
chciałem ten przegląd mieć na jednej stronie. Są tam "handlowcy"
oblepieni wycieczkami szkolnymi, kilka ujęć z pozycji
"zapieckowych", odrestaurowane i całkiem nowe ruchome schody,
postacie dziwne i wesołe jakie spotykamy na Starym Mieście. O
śmiesznych sprawach na Starówce "wcale" głośno, nie tylko za sprawa
krów pasących się pod murami jako wyraz artystyczny. W poniedziałek
o godzinie 10 rano, ma być "gorąco" w Zarządzie Terenów Starówkowych,
bo na ten dzień wyznaczono termin składania podań - o zajęcie pasa
drogi na rok 2006 - dla przyszłych handlowców. Jako ciekawostkę
należy podać, że zgodnie z informacją na stronie internetowej urzędu
- o kolejności rozpatrzenia ma zdecydować ... kolejność złożenia.
Sprawdź. Jeśli znam
trochę język nasz ojczysty to zrozumiałem, że chyba trzeba by zająć
kolejkę o 5 rano i nikogo do drzwi nie dopuszczać, a przynajmniej
nie dać się wypchać z kolejki. O tym poniedziałku dowiedziałem się
przypadkiem, bo urząd zaprasza 1 października, czyli w sobotę
..wolną i swobodnie weekendową.
Zatem i ja spróbuję złożyć, choć już dawno składałem i pisemnie też,
i decyzją prawomocną mnie powiadomiono, że rozpatrzą po ..1
października. No to śpię niespokojnie.
Jak tu spać spokojnie jak rządu nie ma, prawo w poniewierce, a w
gazecie piszą, że na Marszałkowskiej i w Alejach Jerozolimskich nowa
koncepcja ruchu. Mają powstać nowe skrzyżowania ze światłami, tunel
od domów Centrum do pałacu się zasypie, bo już nie pasuje i ruch się
poprawi ...pieszych. Korki totalne oczywiście będą, ale wymuszą ruch
po obwodnicach, nie przez centrum (tak sadzą projektanci nowej
koncepcji). No to najpierw te obwodnice zbudujcie mili Panowie i
równouprawnione Panie, bo ja już drugi wahacz wymieniłem, że o
innych elementach zawieszenia nie wspomnę. Może ta koncepcja jest
trafna w małym mazowieckim czy podlaskim miasteczku, ale ja jeżdżę
po Warszawie tylko 3 lata i już widzę, że to wymaga niezłych
umiejętności i raczej gąsienic jak normalnych 4 kółek. Drogi jakie
są każdy widzi. Cieszymy się oczywiście że juz trochę zrobiono jak
tunel pod Starówką i kawałek Solidarności, ale jak jadę tą sama
ulicą od Poznania czy tylko z Woli, to na Towarowej dzwonią mi zęby.
Jak by co mam znajomą dentystkę na Bemowie, tam drogi lepsze.
Rewitalizacja Krakowskiego Przedmieścia jakby ucichła, a koncepcja
spacerów w centrum niezła, ale najpierw do tego Centrum trzeba
dojechać.
Do rządu się nie wtrącam, wiadomo przepychanki partyjne przed
wyborami prezydenta. Ale coś mi głupio. Zdaje się że niektórzy
zapominają, że w głosowaniu nie wzięło udziału prawie 60 %
uprawnionych obywateli, a wg. pobieżnych obliczeń na partię
"wygrywającą" głosowało coś ok. 10% uprawnionych, czyli 26 % tych co
poszli. To co mają powiedzieć inne partyjki? Więc żadna partia nie
będzie przewodzić wszystkim i z tym się musi liczyć. Na zaufanie
społeczne trzeba zasłużyć, bo jak nie, to do spowiedzi was wezwą i
to wg nowego przekładu Biblii. Podobno w nowym tłumaczeniu będzie
"odpuść nam nasze długi". Czyżby i tu niektórzy palce maczali. A ja
myślałem że tylko przy ustawach się majstruje. Do czego to doszło.
Na ostatnich wyborach stanąłem przed komisją jako 4-ty, miła dama
powiedziała mi że na podium miejsca już nie ma. Zupełnie jak w
życiu. Złóż podanie o odpowiedniej godzinie, w odpowiednim pokoju i
wg odpowiedniego wzoru. Odpowiedź uzyskasz po 30 dniach i możesz
modlić się o miejsce pod staromiejskim murem. Nowy Sejm już wybrany,
choć nie szkoleni w zawiłościach obliczeń dziwią się, jak do Sejmu
weszli - przyszli posłowie - wybrani liczbą poniżej 2000 głosów.
Na prezydenckie wybory też pójdę. Dla samej statystyki. Krytykować
nie godzi się. Ani mój wzrost, ani wymowa do tego mnie nie
uprawniają. Dziś widziałem jednego kandydata w telewizji, miał
trudności z akcentem, wymową i argumentacją, a tytuł naukowy miał. U
mnie odwrotnie. Ja tylko rrrrrrrrrr nie wymawiam, ale to nadaje mi
pewna tajemniczość - tak twierdzą damy, żeby nie powiedzieć wprost,
że nie zawsze wiedzą o co mi chodzi. |
|
25 września
niedziela
2005 |
Cisza przedwyborcza, więc nie będę
agitował, opowiadał się za... i wypowiadał przeciw. Krzyżyk pójdę
postawić w odpowiedniej kratce i to całkiem wcześnie rano. Jest 4:35
w niedzielny ciemny jeszcze poranek, a ja już snuje plany. Jednemu
krzyżyk (może jednej bo ładna i pełni obowiązki), a innym krzyż na
drogę. Nie myślę o nawiedzonych kandydatach do Sejmu czy Senatu, ale
gościach niespodziewanych od których chroń nas Panie.
W czwartek, ostatni dzień lata, dzień biały bo między 1220
a 1600 weszli do mnie przez okno. Dzień ciepły, więc okno
otwarte uchylnie do mojego pokoju. On przytrzymał ją, aby zejść z
okna klatki schodowej na parapet biegnący wokół bloku. Podważenie
ramy, okno się otwiera szeroko i już w środku. Ciuchy z szaf na
ziemię, może coś tam chowają, papiery, kwity, dokumenty z szuflad na
jedna kupę. Odklejony papier z kratki wentylacyjnej - może coś tam
schowali? Pościel z wersalek i kanap wywalona, książki na podłodze
też. Całe zdarzenie odkryła Martusia wracając ze szkoły, dziecko
dzielne, widząc bałagan większy niż tata zazwyczaj robi, dzwoni po
mamę, mama po tatę i policję. Chłopcy (po cywilnemu) byli w ciągu
kilku minut. Po kilku godzinach dojechała potem cała ekipa śledcza.
Zabezpieczanie śladów, odciski butów, dłoni itp. Po północy
zakończyli. Ile trzeba było odwalić dobytku, żeby przespać się kilka
godzin, a jeszcze pospieszna segregacja co można wyrzucić, bo i tak
leży lat kilka bez potrzeby. Dwie torby dokumentów do przejrzenia i
poukładania. Rano wizyta fachowca od zamków, wymiana oczywista i
sugerowana przez policję. Wyszli złodzieje oknem tak jak przyszli,
ale klucze zapasowe znaleźliśmy dopiero po wielu godzinach, na
podłodze pod kanapą. Strata największa dla mnie to moje aparaty
cyfrowe Olympusa. Jeden dopiero spłacony z trudem (raty), drugi
kupiony kilka lat temu dzięki pomocy przyjaciela ze Stanów.
Biżuteria wszelka, może nie o wielkiej wartości, ale po rodzicach
pamiątki, wojenne obrączki itp. Telefony komórkowe stare też wzięli,
raczej rzeczy małe do poupychania po kieszeniach. Obecność
dziewczyny w ekipie złodziejskiej, potwierdza się w piątek rankiem,
kiedy panie moje szukają jakiejś pianki do włosów, świeżo kupionej.
Wpadła w oko i w rękę. W sumie straty na miarę majątku ...cha, cha.
Dopiero człowiek sobie uświadamia, jaki to bogacz. Więc włamanie
"przez przypadek", okazjonalne - podobno szli w stronę okien
sąsiadów, ale Ci starsi państwo słabo słyszą i głośno grał
telewizor, więc wybrali moje okno. Głupie to uczucie, upokarzające i
trochę wściekłe, i bezsilne. Ale cóż, starych komputerów nie kradną,
DVD już tanie, nikt nie został napadnięty, czy pobity. Pieniędzy w
domu po półkach brak. Niby nic, ale chyba w łeb bym walnął, bez
względu na płeć i poglądy, i czymkolwiek co w ręce by wpadło,
gdybyśmy tak się oko w oko spotkali. Acha, ekipa kradnąca -
niepijąca, albo dziewczyna penetrująca pokój pań, nie wzięła. Koniak
stoi juz 3 lata, do jakiejś łapówki chyba dojrzewa. Ale kto teraz
bierze w łapę alkohol, chyba ...w szyję tylko. Nawet złodziej woli
gotóweczkę.
Ogólnie jest wesoło, przyjemnie i słonecznie, ale ile dni czy
miesięcy pracowałem na marny złodziejki łup? Trochę stania na rogu
Zapiecka za darmo. Może jednak nie tak całkiem. Gdybym tych książek
nie sprzedawał, pan Tomek z Gazety Wyborczej (Stołecznej) nie opisał
by nieco prześmiesznie - warszawskich antykwariuszy. W tym i mojej
osoby. Kilka drobnych błędów wkradło mi się w życiorys, ale ogólnie
niech będzie. Adres strony gdzie ten reportaż znalazłem w sieci:
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,2933089.html?as=2&ias=4
. Tak więc świt blisko, po kwiatek (czy jeszcze dają
pierwszemu głosującemu) - nie pójdę. Jadę na Wolumen, złodziejskie
zagłębie, gdzie o świcie podobno pozbywają się aparatów
telefonicznych z zdjętym "simlokiem" i odciskami palców
poprzedniego właściciela. Może jaki aparat też wypatrzę, ktoś
sugerował, ze może mój znajdę, ale już mnie nie stać na taki. Pojadę
na giełdę fotograficzną do Stodoły, jak nie odwołana z powodu
wyborów, to muszę coś kupić. Może na razie pożyczę od życzliwych
przyjaciół. W poniedziałek czeka mnie wernisaż w Galerii Zapiecek, a
w środę w "Piwnicy u Pana Michała".
No i kogo tu wybrać, żeby mieć
nadzieję na inna pracę dla złodziei. I jeszcze takiego co nam nie
będzie przeszkadzał pracować, za wysokimi opłatami, podatkami czy
zwykłą nieznajomością przepisów tylko. Żyjemy, ale co to za życie?
Smutno nie jest, ale głupio czasem. |
|
17 września
sobota |
brrr.. zimno. Północny wiatr
przyspiesza dziś kroku, dla rozgrzewki oczywiście. Choć wczoraj
krokiem taneczno-pośpiesznym nie dla rozgrzewki obiegałem jeden z
kandelabrów na MDM-ie. Siła natury to sprawiła czyli wychlane
bezczelnie i rano - półtora litra wody czystej. Tak mi zaleciła miła
Pani z przychodni spółdzielczej, aby przygotować się do badania pod
tytułem "prosty tata". Obiegałem ten kandelabr na środku placu
Konstytucji w oczekiwaniu na zielone światło, a do tego deszcz
siąpił jeszcze. Wpadłem do przychodni i proszę o dopuszczenie przed
oblicze lekarza - bo będzie nieszczęście. Nie takich zbolałych tam
widziano, co to dziwne ruchy nogami wykonywali, spokojnie musiałem
opłacić 72 złote i czekać. Napięcie rosło, ale.. skoro juz
zapłaciłem, cierpieć muszę. W końcu wpadam, lu na kozetkę, a tu mi
brzuch uciskają - ciągle miałem przed oczami posążek chłopca
Manneken Pis z Brukseli. Jemu to dobrze, może kiedy chce. Ufff.
Okazało się, że zalecenie wypicia takiej ilości z rana było nieco
przesadzone. Wyniki odebrałem, średni facet, średni wzrost, średni
wiek i wszystkie normy średnie - nigdzie się nie wychylam. Idealny
kandydat do ...żeniaczki jak by co. Na szczęście wielożeństwo i
wielkie kłopoty, prawo nam oszczędza. Wystarczy każdemu to co ma.
Aby tylko mieścił się w średniej, nawet odszczekiwanie się z pod
stołu, wymaga pewnego umiaru.
Wstęp zupełnie jak do rozprawy
politycznej - czas wyborów już nadszedł, a ja nakręcany sondażami,
reklamową papką i bełkotem mało logicznym daje się coraz bardziej
wpuszczać w myślenie negatywne. Wyjdzie z tego że zamiast głosować
na wybranego kandydata, oddam głos na tego najmniej podpadniętego.
Uśrednione to do średniej krajowej ulicznej i zapieckowej. Jeden
mądrala przekonywał mnie dziś, że w pierwszej turze będzie głosował
na Leppera "dla jaj", a w drugiej na Kalinowskiego - pewnie też dla
drobiu, albo zboża po którym niedoszły ojciec narodu kroczy z
Pawlakiem. W ogóle i w szczególe miętolenie kłosów znów modne jak za
komuny, tylko wytopu surówki brak mi okropnie.
Pan Kaczyński przysłał mi list pocztą elektroniczną, zawsze to
ładniej brzmi jak mailem. Pisze mi, że przekroczyłem próg
dojrzałości (czy czas już spadać?) i że lepiej zrozumiem to (... niż
starsi). W cytowanym zdaniu chodzi o siłę jaką dysponuje człowiek w
demokratycznym kraju stojąc przy urnie. Komitet kandydata widać
uznał mnie za ten młodociany elektorat, co mnie cieszy, ale i smuci
zarazem, bo dojrzeć w moim wieku to trochę głupio, bez względu czy o
dojrzałość czy o siłę wzroku chodzi. Na Panią Bochniarz nie będę
głosował, bo mi jednego B. brakuje. Zatrzymałem się na BB mając lat
kilkanaście i wtedy wybór był wiadomy - to była Kobieta! Lepper
traci z minuty na minutę, bo jak wszystkich rozliczy to i do mnie
dojdzie, a czy ktoś lubi być rozliczany? Już pisałem - jedna żona
wystarczy: do rozliczeń kasy i przeszłości także. W sumie chyba
wolał bym żeby to żenujące widowisko trwało krócej - niech się
rozstrzygnie w pierwszej turze, będzie taniej. Ale prezydenta
wybieramy w październiku, posłów za tydzień. Metoda wielokrotnych
skreśleń prowadzi do ..unieważnienia głosu, więc kilku zostawmy, co
tylko rokują jakieś nadzieje. Nie obiecujcie mi już drugiej
młodości, nie obiecujcie, że coś będzie za darmo albo tanio. Nich
ktoś przeczyta np ustawę o wolności gospodarczej, kodeks cywilny
albo nawet konstytucję, może się okazać że nie o cały naród trzeba
się martwić, ale o ..Kowalskiego czy Wiśniewską. Nie potrzeba mi
władzy, która chce rozstrzygać jaki kolor sukna i jakiej długości ma
przykrywać stoisko, a dba o wielkość wpływów do budżetu w kontekście
udzielonych kar, mandatów i podatków wielokrotnych.
Przyszli i ..poszli? Niech choć jeden
z tych co mamy ich wybierać, zasłuży na miano męża przy którym nawet
pies nogi nie podniesie. Jak w starym napisie na pomniku "tu stoi
wieszcz, przechodniu nie s..z". A póki co Panowie mammografii nie
musicie robić, ale zadbajcie o zdrowie nawet w kontekście mojego
przydługiego wstępu. Warto wiedzieć czy jeszcze jestem w klasie
średniej i mieszczę się w widełkach.
Na Starówce jutro zaczyna się maraton
- jak ktoś nie dojedzie bo ulice zamknięte, albo nie zakupi, niech
wie, że to o naród się dba, a Kowalski niech znaczek kupi sobie w
poniedziałek, w niedziele nie musi. |
|
8 września
czwartek |
Jak na wrzesień, to całkiem ładny
sierpień. Piękne lato trwa, jakby pokpiwając z tych co muszą; i do
szkoły, i do pracy. Pracuję już 14 dni "na okrągło" czyli po 700
wypadam z domu, aby wolniej nieco powrócić w porze dziennika, który
właśnie kończy się jakimiś dykteryjkami. W ten sposób unikam
stresów, nie słuchając bieżących wiadomości, a poranne czytanie
gazety i tak na szczęście zakłócają klienci. Póki jeszcze są. Ruch
zmalał zdecydowanie, wycieczek mniej, klient bardziej dojrzały, taki
co to dzieci ma odchowane i spokojnie może sobie pozwiedzać.
Oczywiście nie mówimy tu o krajowcach, bo ci nawet jak na
emeryturze, a jeszcze by pracowali. Taki mamy naród zawzięty na
robotę.
Każdy poranek bezchmurny cieszy
nieodmiennie. Nawet tradycyjne przepychanki urzędowe już mi nie
straszne, bo jak zacznie padać to niech się wtedy ...przepychają.
Abym nie był taki dumny i blady, że niby wydano mi już dokument
odpowiedni do sprzedaży książek - przeprowadzono u mnie kontrolę.
Zapewne nie z własnej woli ale delegowani przez kierownictwo -
pracownicy Zarządu od Terenów Starówkowych przybyli i ..zmierzyli mi
stoisko. Wyszło im że ma 160 cm na 80 cm. Nie dali się namówić na
wpisanie ile to w metrach kwadratowych, bo policzą w biurze. Mnie
wyszło, że bezczelnie wystaję jakimś rogiem, chyba nieco
zaokrąglonym, i to na jakieś 8 centymetrów kwadratowych. O pomstę to
do nieba woła, ale na swoje usprawiedliwienie mam, że choć stoły
miarę żądaną trzymają, to im się nóżki "rozeszli" nieco, pod tak
intelektualnym ciężarem. Protokół sporządzono w dwóch egzemplarzach.
Napisano tam także w skrócie, że kolor nakrycia stołów mam
dostosować. Ale jako prawie daltonista, co to koperku od asparagusa
nie odróżnia, nie mogłem się zgodzić z sugerowanym mi wzorcem.
Zaproponowano mi kupienie sukna koloru takiego jak koszula ..tego
Pana. Stał taki obok, ale się przemieszcza i koszule zmienia, więc
jak ma mi służyć za wzorzec? A jakie tu kupić materiałów ze 3 łokcie
albo innej miary słusznej jak mi miesiąc pracy został. Widać trzeba
było się do czegoś przyczepić aby powstała tzw. podkładka. Jeszcze
nie wiem do czego ale nikt nie chciał mnie mierzyć w marcu, może
jesienią dopiero trzeba. Dla sprawdzenia czy to tylko ja jestem
..specjalnej troski - obszedłem pozostałe handlarskie stoiska od
Barbakany po Plac Zamkowy i ..nikt nic o żadnej kontroli nie wie.
Nigdzie nic nie było mierzone i kolory są wszędzie odpowiednie. Ale
tam mi dopiero zabili klina. Mają fajne zielone parasole -
naliczyłem 6 (sześć) i każdy w innym odcieniu. Wiadomo słoneczne
lata bywają, a i wiatry i deszcze też się zdarzą, co na barwę każdą
wpływa, tym bardziej na zieloną. Choć na początku padło zdanie
(protokołu onego), że asortyment zgodny z zezwoleniem, to na końcu
padło inne, że mam dostosować wygląd do zawartego w decyzji, a tam
cisza.... Ale dostosuję się, zawsze to robię. Przecież inaczej bym
nie przeżył. Powszechna to cecha nasza, że dostosowujemy się, władza
każda musi żądać, a my musimy się dostosować. Ale jak nie ma racji
to ... za rok wybory samorządowe i znów nam obiecają że skonsultują,
potem znów będziemy musieli się dostosować.
Ciekawostka czy plotka, ale warto się
nią zająć bliżej. Kupcy staromiejscy dowiedzieli się właśnie, że
Zarząd Terenów ..wspomnianych - nie ma pieniędzy na oświetlenie
katedry. Świętego Jana na Świętojańskiej dodam dla ułatwienia. Nie
wiem czy to miała być sugestia czy wprost wyrażona myśl taka, że
kupcy jakoś tam zasponorują czy będą partycypować. Ale naród mamy
już rozbisurmaniony tą demokracją (choć stosowaną z umiarem) i padło
pytanie; - Dlaczego wydaje się "horrrendalne" pieniądze na bruk
uliczny, a na oświetlenie katedry nie ma?
Podobno za milon złotych trwają prace przy układaniu kostki
granitowej na ul. Kilińskiego - (ok. 50 metrowa uliczka od Podwala
czyli mniej więcej pomnika Małego Powstańca - do ul. Długiej) oraz
na Placu Zamkowym gdzie pas biały wyznacza kawałek podjazdu do Zamku
od jezdni przed Zygmusiem na kolumnie. Kostka sprowadzana jest z
Niemiec, pewnie nasz granit do niczego, albo się komuś nie opłaca.
Fajnie wyglądają torby na kostkę granitową, takie "reklamówki"
wielkości malucha, pewnie o te opakowania chodziło, że tak
estetyczne. Kostka biała granitowa wygląda idiotycznie w części
podjazdu do Zamku, ale z czasem się przybrudzi i będzie ok. Na
Kilińskiego ciemno-czerwona, może ma to być nawiązanie do krwi
przelanej? Ale to jednak cena!!!
Mechanik od mojego autka, sugerował
nieśmiało, że może by tak je sprzedać a kupić jakieś nowsze? Myśl
przednia, ale ..mam modernizować stoisko, sukna piędzi kilka nabyć,
a tu zima idzie, choć może jesień przedtem. Już myślałem, że to moje
do niczego, ale okazuje się, że Pan Leszek ma do sprzedania, jedno
ze sprowadzonych z tych co to ich półtora miliona już przyjechało.
Nawet z uprzejmości i skłonności do fantastyki nie tylko naukowej -
pojechałem zobaczyć i... cóż. Kupić można, tylko jak sprzedać stary,
pożyczkę załatwi się - propozycje są, ale.. Tyle używanych
przyjechało i jedzie jeszcze, że chyba sam swoje wywiozę i wrócę,
wtedy może łatwiej będzie. Pomarzyć, dobra rzecz, nawet 3 kolory
sukna zielonego kupię, tylko niech ten sierpień we wrześniu jeszcze
trwa. Na listy wszelkie, uśmiechy i sugestie odpowiem w czasie
nieco pochmurnym. Czyli za dni parę, bo to już koniec sezonu
wkrótce. Szkoda, ale ciekawi nas zawsze, co tam nam los przyniesie
..i za ile tą benzynkę przyjdzie kupić. |
do góry, do
góry...
|