|
|
kwiecień 2006 |
|
data |
dziennikczylinocnik
|
|
30 kwietnia
2006
niedziela skoro świt |
Piękne słowa
nie zawsze są prawdziwe, a prawdziwe nie zawsze są piękne. Aforyzm
od kogoś ściągnięty, ale oddaje sens serii zdjęć "kolejowych" jakie
zrobiłem na trasie.
http://www.zapiecek.com/podroze/2006/kolej2006.html
Są tam zdjęcia miłe dla oka, ale i prawdziwe choć
okropną przedstawiają rzeczywistość.
Ale od początku. Gnany bezinteresowną chęcią zarobku, a i sympatią
do miasta Poznania - pojechałem w środę rano. Wróciłem w czwartek po
południu. Dla odmiany i "oszczędności" - pojechałem pociągiem. I tu
popełniłem błąd tradycyjny i permanentny polegający na nie czytaniu
co na druku urzędowym czyli bilecie napisano. Wsiadam trochę po 6
rano do pociągu nie byle jakiego, bo "inter-city", a tu szok , wagon
składa się z jednego przedziału. Fotele w dwóch rzędach po dwa
miejsca, do połowy wagonu siedzi się tyłem w kierunku jazdy, a od
połowy - przodem. Ja oczywiście miałem miejsce takie, że jechałem
plecami do przodu, a z boku miałem dziwny kaloryfer, który okazał
się nawiewem. Z dziesiątek wąskich okienek wiał zimny wiatr chłodząc
skutecznie moją lewą połowę. Nie wiem czy to celowe schładzanie
lewicy ma jakiś kontekst polityczny, ale moich szczękań zębami nikt
nie chciał słuchać, bo to wieje tak przez cały wagon i jak
stwierdziła drużyna konduktorska - NIE DA SIĘ wyłączyć. Powitanie
przez głośnik zapowiedziało poczęstunek. Panienka przyjechała z
kotłem wrzątku, nalewanego do plastikowych kubeczków - dostałem
herbatę i .. pierniczek (jeden) w foli zgrzewanej. Nieco się
ukruszył, był słodki, ale samotny. Więc jak na luksusy przymusowej
jazdy tyłem, wianie na śniadanie i pierniczek jako poczęstunek - ja
dziękuję. Wszystkie te atrakcje za 81 złotych. Już nigdy nie wsiądę
do takiej nowoczesnej wialni. W drodze powrotnej wybrałem pośpieszny
Szczecin - Lublin, który miał normalne przedziały, korytarz po
którym mogłem pochodzić, nowe dywaniki i obicia zielono-jakieśtam.
Załoga wykrochmalona i miła, a jedyny zgrzyt to ubikacja tradycyjnie
brudna z urwaną deską.
W Poznaniu też tradycyjnie miło i sympatycznie, do tego pogoda
wiosenna i jak tu nie mieć dobrego nastroju. Po załatwieniu
"odmownym" jakiś tam zaległych spraw spółki, postanowiłem z
przyjaciółmi wybrać się na spacer zaczynając od dworca PKP, aby
kupić sobie bilet z jednodniowym wyprzedzeniem. Niestety przed
dworcem - wysiadka z autobusu, bo dalej nie jedzie. Taśmą "leperowską"
zamknięte przejścia, nieczynne perony - przed dworcem cisza, żadnego
ruchu, taksówek, pojazdów wszelkich brak - do hali głównej dostępu
żadnego. Policja, pogotowie, straż pożarna i gapiów na moście nad
dworcem sporo. Było kilka minut po 18, jak szeptana propaganda
niosła - ćwiczenia "bombowe". Na peronach patrole kierowały tam
gdzie pociągi miały być podstawiane, ale biletu na drugi dzień nie
dało się kupić bo do jedynej kasy na Dworcu Zachodnim kolejka
kilometrowa. Spokojnie zatem wobec ćwiczebnego zagrożenia, poszliśmy
na Stare Miasto. Poznań ma wiele jeszcze miejsc, przeze mnie nie
odkrytych. Zaraz za dworcem piękny mały park z oczkiem wodnym, potem
wyjście na bardzo ciekawą ul. Ogrodową spadającą gwałtownie w dół.
Na górce jakby ukryty z boku malutki kościółek, który okazał się
dawną staro-luterańska kaplicą. Co krok to lekcja historii. Na
Starym Rynku byliśmy przed 19 - ogródków letnich moc dookoła i
wszystkie miejsca zajęte. Na tle tej Starówki - warszawska jakąś
małą wschodnią prowincją się zdaje, gdzie ogródki malutkie (podobno
celowo pozmniejszane mniejszym przydziałem metrów). Wolny stolik
znaleźliśmy dopiero w restauracji na piętrze, wszędzie pełno
młodzieży, często płci nadobnej wpatrzonej w swoich przystojnych
młodzieńców. Widać i ceny przystępne i obfitość oferty
gastronomicznej. Kamieniczki piękne, ratusz "jak malowany" podobno
co dwa lata przechodzi kosmetyczne zabiegi, fontanny działają w
każdym narożniku rynkowym. Pięknie, czysto, żaden tynk nie odpada,
papiery nie fruwają po ziemi, to Poznań cały.
Warszawa, nie ma czasu na badanie tynków staromiejskich kamienic, bo
opracowuje plany przebudowy, plany rekonstrukcji, restrukturyzacji
czy tylko doniczkowej rekultywacji. Jedno mamy wspólne - korki
poranne. Ale jak mi zaraz wyjaśniono, kilka ważniejszych ulic w
remoncie. No i działa "zielona linia" - w Warszawie próbuje się od
lat za biurkiem chyba ołówkiem tylko, a może już kredkami, namalować
światła tak, aby płynnie jechać przez miasto. Tam to mają na żywo.
Ponieważ nie wziąłem samochodziku, jazda autobusami bardzo
przyjemna, bo niezwykle punktualna. Kierowcy ustępują autobusom, bo
te musza być o określonej godzinie i minucie na odpowiednim
przystanku. Jak bajki słuchałem, że w Poznaniu działa jakaś opcja
telefonii komórkowej, gdzie po wpisaniu odpowiedniego kodu, można
się dowiedzieć o której podjedzie autobus. Ja znam inna opcję
stołeczną, jak podjedzie to będzie i każdy zobaczy.
Powrót tanim pociągiem, bo już pośpiesznym tylko, relacji Szczecin -
Lublin. Załoga elegancka bardzo, biel z granatem jakże nie kolejowym
bo czystym i świeżym. Przedziały normalne, miłe dla oka obicia,
czysto.. poza oczywiście ubikacją, gdzie wejść juz było trudno.
Podobno jacyś sportowcy jechali, deskę urwali i w Kole wysiedli.
Zawsze jak wracam z zachodu to im bliżej stolicy tym krajobraz
biedniejszy. Ale juz zdecydowanie lepiej jak niegdyś, choć
nieużywanych budynków się nie rozbiera, tylko straszą dziurami,
wyrwanymi futrynami i co tylko się może narodkowi przebiegłemu
przydać.
Ogólne wrażenia komunikacyjne bardzo dobre poza ostrzeżeniem, przed
jazdą jedno-przedziałowym dziwadłem.
W Warszawie od razu do pracy, i stad te kontrastowe porównania. Od
wczoraj pada czasem siąpi, ale dziś rano jakby się przejaśniło.
Latam co chwilę do okna sprawdzać prognozę pogody, ale cienkie
chmureczki jakby zsiniały nieco, a już zaczynałem się szykować do
pracy. Weekend 5-cio dniowy a przez większość dni ma padać, w
Poznaniu jeszcze gorzej bo "o dziwo" tam zimniej i leje równo.
Wygrał jeden z przyjaciół co rodzinkę zabrał nad Solinę.
Podkarpackie w słońcu. Dziewczyny moje nabrały wiosennego rozpędu
remontowego, wiec jak przystało na męską pomoc, powinienem być
pilnie zajęty obsługą klientów daleko od domu, ale jak w tych
warunkach - nie wymigam się. Żarty, to tylko - a życie nie pieści.
Wczoraj odbierając z Powiśla spory rulon wykładziny, wjechałem
prawie na powłóczącego nogami osobnika, który chyba chciał za
pawilonem handlowym kierować ruchem na parkingu, licząc pewnie na
jakiś grosik na kieliszek chleba. Zarośnięty, ogorzały (od słońca i
gorzały) okazał się znanym niegdyś handlarzem książek, który majątek
podobno przegrał na wyścigach konnych stąd jego pseudonim, który tu
przemilczę. Należało do niego kiedyś kilka doskonale prosperujących
stoisk na Świętokrzyskiej i Krakowskim Przedmieściu, a teraz
zaczepia ludzi o parę groszy. Koszmar. Na wódkę nie daję, na chleb
może jeszcze zarobić bez żebrania, ale nałóg silniejszy.
Po dwóch dniach korespondencji obfitość wielka. Najwięcej czasu
zajęło mi kasowanie spamu, zagranicznego wyłącznie. Wolne dni nie
sprzyjają korespondencji krajowej.
I co chcą ode mnie te zagraniczne małpy, co zaśmiecają mi skrzynki?
Najpierw mam sobie wydłużyć co nieco aby osiągnąć pełnię
zadowolenia. Potem w najniższych możliwych cenach mam nabyć i łykać
tabletki żółte, niebieskie, okrągłe, trapezowe i jajowate, też dla
ogromnej satysfakcji bliżej mi nieznanej partnerki (do tenisa
zapewne). Inna mniej seksowna oferta, to dyplom uniwersytecki, który
mogę nabyć, co rozumiem doskonale, ale adresat niewłaściwy. Skoro
Samodzierżawne towarzystwo wykształcone pobieżnie, acz w paragrafach
biegłe do rządu wchodzi to dyplomy jak znalazł. Po co fałszować
podpisy czy robić jakieś tam cuda, skoro dyplom do domu przyślą. A
na dodatek dla przewodniczącego i władz wszelkich szczebla każdego,
po rolexie. Jakiś wysyp złotych zegarków mam w skrzynce i to po
bardzo przystępnej cenie - ledwo ponad 200 dolarów. Chińczycy piszą
bez przerwy, zdaje się, że o konstrukcjach stalowych też. List jest
w formie malutkiego pliku graficznego, więc nie da się tak ustawić
programu do odchłamiania korespondencji, który po wyrazach w liście
użytych rozpoznaje niechcianą korespondencję. Cwane to niesłychanie,
ale nie będę inwestował w Chinach, ani nic tam kupował. Wole
pojechać po drożdżówki do Poznania.
Jak tylko gdzieś wyjadę zaraz coś się w rządzie dzieje, ale nie będę
komentował. Niby mógłbym nawet przyjąć jakąś posadę rządową, bo
zapytania o karalności nie wymagają, ale co ja mogę startować z
jednym mandatem czy łapówką malutką taką, nieporadnie wręczoną.
Odpadł bym w przedbiegach wobec konkurencji poważnej. Podobno rząd
ma upaść, a sejm się rozwiązać się, po wizycie papieża Benedykta
XVI. Największy przebój na rynku - modlitwa za nadleśniczego w
modlitewniku dla leśników. I to jest właściwy kierunek. Na kolana,
pokory trochę, choćby wobec drzew, bo ludzi i tak się wymieni -
choćby jako warchołów, co nie wierzą we właściwy kierunek zmian.
Gdzieś juz to czytałem. Stara skleroza - tfu.
Tylko Damy są piękne, a ich uśmiechy prawdziwe tej wiosny i tym
podlizującym się pseudo-aforyzmem kończę. Ach do pracy, do pracy i
znów gdzieś na wycieczkę z aparatem koniecznie. Jak obiecałem że
gdzieś przyjadę, to znaczy że mnie znów "suszy" wyjazdowo. |
|
22 kwietnia
2006
sobota |
Dziś rocznica
powstania kościuszkowskiego, choć nie wiem która, ale jak rano o 9
zamykają Podwale dla vip-ów, a o dwunastej w południe słychać "bum",
a raczej "BUM", to jednak jest rocznica. Z mojego punktu widzenia
(narożnik Zapiecka i Świętojańskiej) to jest rocznica chodzona, bo
uroczyste przemarsze miałem co najmniej trzykrotnie w różnych
kierunkach. Stroje z epoki podobno, ale jakoś kosynierów brak. Widać
nie zaproszeni, albo w naszym mieście z kosą to tylko do bramy.
Ogólnie sympatycznie, bo mimo zimnego wiatru północnego i
przelotnych opadów, gawiedzi jednak sporo.
Dziś na Starówce i armia szwedzka też była, ale jakaś dziwna bo
Szweda murzyna jeszcze nie widziałem, a był tez sympatyczny chłopak
w mundurze. Japończyki tylko jakieś dociekliwe, bo jeden usiłował
oderwać kawał tynku w kamienicy pod Lwem, w miejscu gdzie już
całkiem sporo odpadło. Lew się na kamienicy trzyma dobrze, bo jak
rypnie, to ..i zegar słoneczny wskazówki straci. Jacyś konserwatorzy
w tygodniu byli, przetarli dzwon na poczcie rękawem i pojechali.
Dzwoni, więc widać konserwowany dobrze. Dzwoniło w uszach i owszem
..od plotek. Jak to w lecie staną zakłady wszystkie, sklepy galerie
i knajpy wszelkie i konie dorożkarskie dęba też. Kupcy staromiejscy
wściekli się słusznie całkiem, bo ich na wyrywki wzywano na
negocjacje czynszowe i zwołali Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie,
gdzie uchwalili, że żadnych negocjacji szantażem podpartych nie
będzie, bo to nie tylko niezgodne z kodeksem postępowania
administracyjnego, ale wszelkimi etycznymi kodeksami także. Nie
znamy niestety kodeksu etycznego co rząd podobno otrzymał, ale to
może być tylko kodeks wewnętrzny na własny użytek. Kupcy uchwalili
że żaden z nich nie pójdzie na negocjacje czynszowe, dopóki miasto
nie przedstawi jakiś zasad, czy polityki jaką ma się kierować przy
ustalaniu nowych opłat za lokale. Krótko mówiąc; podwyżki o
300 - 400% nikt nie jest w stanie zrozumieć, podwyżki wyrównującej
czynsze w zależności od lokalizacji, natężenia ruchu, inflacji itp.,
ale w określonych granicach i rozłożone w czasie - akceptują. Bo to
jest normalne, ale co u nas jest normalne, wymaga badań, studiów
albo głębokiej ..niewiedzy. Dorożkarskie szkapy zbuntowały się, bo i
od nich zażądano opłat za zajęcie terenu. No stoi i zajmuje, a te,
no jak je tam, na rogu co są czasem, to nie zajmują? Koń stoi
albo jedzie, czasem ogon podniesie, a czasem zarży zdziwiony, jak mu
podatek postojowy do owsa doliczą. Tak więc w ramach kontaktów
ożywionych z władzami - dorożkarska delegacja udała się do
Burmistrza, który anulował żądanie urzędu i mocą swej władzy dla
umocnienia więzi z narodem podarował (jak doniosła wczorajsza prasa)
- worek owsa. Dorożkarzy było w delegacji trzech, jakoś się
podzielą.
Są ludzie mili, dobrzy i życzliwi. Są uśmiechnięci, czasem nawet
radośni, dzielący się z innymi, wiedzą, wspomnieniem, dobrym słowem.
Oczywiste jest, że nie mówię tu o politykach, a o sympatycznych
rozmowach na początek sezonu. Miło wspomniano zapieckową witrynkę
nawet na forum staromiejskiej fotografii w dyskusyjnym portalu
Gazety Wyborczej. Aż mnie zaskoczyli, bo awansem zapewniają, że
strona im się podoba. Siła internetu jest taka, że autorzy pięknych
zdjęć starówkowych piszą do mnie, a pewna dama ... (tu cenzura
wycina żeby były jakieś domysły).
Odwiedził mnie Pan z Francji, który Starówkę ogląda przez Zapiecek
właśnie i zaprosił mnie na wernisaż polskiego emigracyjnego malarza
do Zachęty. Nie byłem, nie mogłem do dziś żałuję. Ciekawie
porozmawialiśmy o historii kina francuskiego i metodach konserwacji
filmów, czym mój rozmówca parał się przez wiele lat. Polacy
potrafią, ale państwo czasem nie dorasta do możliwości swoich
obywateli. Inny mój rozmówca sąsiad ze Świętojańskiej - młody
człowiek przyszedł się przywitać i mówi że dwa dni tylko będzie bo
wraca do pracy .. do Anglii. Tu przyjeżdża jak do starej wsi, gdzie
samochodów więcej, ale przyjaźń władzy do obywatela jakby zanikła.
Opowiadał mi o tym, ze matka wściekła bo za wolne 3 maja - musi brać
urlop. Znowu jakaś radosna twórczość ministerialna - pracownicy
małych zakładów, co nie mają wynegocjowanych układów zbiorowych,
mają ograniczone świętowanie (wolne dni od pracy). Nie znam się na
nowym kodeksie pracy ale pewna miła kadrowa z Torunia zapewniła
mnie, że jak są zmiany, to na gorsze - i co najgorsze dają
oszczędności gramowe, za to niezadowolenie wielotonowe.
Żeby było więcej optymizmu to musze powiedzieć jasno - jutro będzie
dzień słoneczny, humor umiarkowany, nawet złotówka nie opadnie, bo
to niedziela. |
|
14 kwietnia
2006
piątek |
Wszystkim
Przyjaciołom ZAPIECKOWEJ witrynki - Życzę Radosnych Świąt, wiele
miłych chwil, aż do samego poniedziałku. Smakowitej szyneczki,
aromatycznej "białej", jajeczek, babeczek, mazurków, zająca
cukrowego, baranka białego..

Tydzień
następny zacznie się od "ftorku" - mowom żondowom o nowej kolacji
tfu koalicji. Jeden nie karany kryminalnie zobowiązał się nie
polować i ze śrutu nie strzelać do ptasząt, blokad trybun sejmowych,
ani dróg nie robić. Inny nie karany za złudne obietnice, gwarantem
nowej drogi w zamkowym asortymencie, daje gwarancje, choć niejasne
umieszczania dziurek od klucza na wysokości wzroku, aby uniknąć
zbędnego kucania. Sam wiem ile trudu i upokorzenia doznawał człowiek
schylając się głęboko, aby tylko niejasnym, a dalekim zarysem,
męczyć zmysły. Ja patrzyłem czy Ciotka szykuje się do spania, a
polityczny podgląd może dać obraz knucia. Nich żyją dziurki od
klucza, do lepszej przyszłości. Jestem za i przeciw, w zależności
kto jaki dokument mi na dalsze życie przygotuje. Na wszelki wypadek
przejść zawsze mogę w stan zidiocenia, co w mojej sytuacji
rozumienia rzeczywistości - może nie być zauważone wcale.

Kurze to czy
kacze nie nam zgadywać, dowiemy się z nowego orędzia o stanie jaj
polskich. Jajo toczyć - dobra wróżba, robić sobie jaja - nawet
sadzone, czyli oglądać telewizję przez "szkło kontaktowe" - zła
wróżba. Pora zmienić Ośrodek Badania Opinii na Rekolekcje dla
Opóźnionych w rozumieniu Postępu. Niech żyje Postęp i Sława
połączone z Samodzielnością, bo takie nazwy teraz będą obowiązywać.
Całą wielkanocną zadymę oceni komisja wielojajeczna, która jako
Gabinet Cieni zbierze się po zmroku. W związku z nieuzasadnionym
odkryciem przodka małpy, który miał chodzić wyprostowany -
oświadczamy, że Adam już do Ewy rzekł - leż, a ja szarlotkę "na
prędce". Inne nieuzasadnione teorie Makarenki zweryfikuje Pani co
bić dzieci nie każe, ale klapsy pochwala. Nie o gruszki nam chodzi,
a o domniemany "spanking" . Od razu wyjaśnię, że nie o bicie dzieci
tu chodziło wcale jak przekręcili to dziennikarze, a lekko erotyczne
klapsy, co poprawiają nastrój w zupełnie nie dziecięcym wieku. Sami
hołdujemy zasadzie że dwóch miłośników klapsów nigdy się nie dogada,
bo tylko jeden może być "salonowcem". W sumie żarty z dykcji czy
przyrośniętego języka nie wiele warte, a język komunikacji z narodem
prosty i bez ogonków - objąć może szerszy elektorat.
Nie z Dam się śmiejemy, ale Baby jak to z Wielkanocą przystało,
zawsze nas w podziw wprowadzić mogą. Czy to parzone, czy tylko na
drożdżach, powagą zalukrowaną dostojne. Ponieważ fonię ukradli
(słuchawkom nie darujom) obraz mi tylko pozostał, stąd zdaję się na
opinie pisane, a czasem przepisane. Jedynie słuszne opinie
przedstawia Pan co pospiesza tak bardzo po studiu, że aż nie nadążam
za treścią. Wolę oświadczenia z kartki, bo często drukują je
wcześniej i wtedy wiem co to troska o naród, państwo i etyczne,
zdrowe prądy i poglądy. W jednym ze znanych dzienników co staniał
ostatnio podstępnie, wyczytałem jeszcze po starej cenie, że teraz
każdy produkt będzie miał swoja ocenę. Od 7 do 18 a może nawet 21?
Czyli to co zalecane dla dzieci malutkich, ludzików większych, a
średnio wykształconych, niewiele rozumiejących i pozostałych
zostanie usystematyzowane przez odpowiedni Instytut. Dozwolone od
..wieku do emerytalnego zapomnienia. Gacie długie od 12, krótkie od
16, bardzo krótkie od 18, bez gaci - porno - nie dopuszczone do
obrotu. Wulgaryzuję niepotrzebnie tą bielizną, ale zasada słuszna.
Biorę gazetę i wiem juz jakie treści ma synek czytać, a co nie
przystoi młodej panience. Ale jak moje pisanie zakwalifikować.
Zapewne jakieś wzorce będą i odpowiednie wspomnienie minionych
chwil zakwalifikuję: dla pokrzepienia serc, dla jadających inaczej,
dla Ciotki Rozalii, dla Onej.. Albo: dla zakonów nie wskazane, dla
egzorcystów lektura uzupełniająca przed spełnieniem obowiązku.
Wesołych Świąt
kochani - nie dajmy się zwariować - juz dawno jaja narodową potrawą.
Niech żyją święta.. |
|
4 kwietnia
2006
70 |
Kiedy sprawy
idą marnie, kuleją albo leżą - lepiej samemu się położyć i
przeczekać. Niestety nie da się zapaść w sen zimowy, bo ta już za
nami, a człowiek tylko czasem z postury "misiowy". W sumie
czas wszystko niby ma rozwiązać, następny dzień czy poranek bo może
przynieść już lepsze "wieści", ale czasem mamy wrażenie, że
zdarzenia wokół nas nie tylko nas przerastają, ale marnują nasz
czas. Dorastające dzieci mi nie przeszkadzają, dorastające panienki
(mam w domu) rozweselają. To głupota mnie częściej zawstydza, jak
wścieka, ale to ona zabiera nam najwięcej czasu, bezpowrotnie
zmarnowanego.
Ciągle na coś musieliśmy czekać, żeby się stary odczepili, żeby ta
piękna nas pokochała, żeby się wyprowadzić od teściowej. Czekamy
prawie "odwiecznie", na lepsze czasy, na to że będzie kasa (chyba
prędzej z wygranej, jak z podwyżki czy udanego interesu). Czekamy na
wiosnę, lato, wakacje, lepsze jutro. Tfu.. Ileż można czekać? Ulżyło
mi, wymarudziłem się na piśmie, więc oczekiwań na temat polityki nie
muszę już tu umieszczać. Ale co do oczekiwań przyziemnych to są
..administracyjne choćby.
Wyborów żadnych nie będzie, bo i po co. Codziennie czytam, że jakiś
nowy światły i mądry zasiada i zastępuje na stanowisku dyrektora,
prezesa i ważnego członka. Nie wiem czy się jeszcze jaki urząd ostał
bez zmian personalnych. Ponieważ władze miasta gremialnie przeszły
do pałacu prezydenckiego albo na inne wysokie urzędy, koledzy kupcy
mówią, że teraz prowadzi nas władza "po". PO - z małej litery, bo o
pełniących obowiązki chodzi. Taki jak ma "po", to nie ma "przed"
(pierwszy, rozsądny, zarządca, energiczny, dyrektor). Więc jeśli
czytamy czasem jakieś kuriozalne pisma, wydumane zarządzenia, czy
powoływanie się na nie istniejące przepisy, to na pewno na dole
strony widnieje "po".
Na ostatnim spotkaniu z kupcami staromiejskimi czytałem dość
osobliwe pisemko Zarządu
Gospodarki Nieruchomościami, gdzie Pani p.o. daje stanowczo do
zrozumienia, że jeśli obwiony-obwiona czyli właściciele knajpy nie
przystąpią do negocjacji na temat podwyżki czynszu to .. mogą nie
dostać koncesji na sprzedaż alkoholu. Pozornie jedno nic nie ma
wspólnego z drugim, ale jak się jedno biuro z drugim dogada w tym
samym urzędzie to Pan restaurator może zacząć wyświetlać film pod
tytułem "Lemoniadowy Joe" jako reklamę swojego przybytku. Czyli
szantaż w wersji idiotycznie bezprawnej. Pisemko cytowane zawiera
powołanie się na uchwałę rady miasta i jakieś postanowienie zarządu
dzielnicy - które .. o żadnych czynszach nie mówią inaczej - jak
tylko o możliwości obniżki przy podniesieniu standardu. Ale tylko
wnikliwi grzybka znajdą. Tak więc wnikliwie czytając wspomniane
przepisy doszliśmy do wniosku, że zacytowano je tylko po to, żeby
jakiś paragraf wstawić.
Dopiero co mamiono obniżką czynszów za udostępnianie miejsca do
siusiania dla wycieczek, a tu z drugiej strony podwyżki czynszu o
200 i 300 %. Jakby tego nie można było spokojnie przeprowadzić
etapami. Zarząd Nieruchomości wynajął podobno specjalną firmę, która
ma tak przeszkolonych w negocjacjach ludzi, że i psychologowi
wmówią, że powinien zmienić nie tylko lokal ale i zainteresowania. A
co ma zrobić babina handlowo wyedukowana, której po 30 latach pracy
mówią, że zostało jej 3 miesiące bo tak biegnie wypowiedzenie umowy,
jak nie przyjmie nowej stawki.. Podobno na interwencję burmistrza
negocjatorzy już nie są tak agresywni, ale bardziej wyrafinowani.
Tylko jeden cwaniak się wyłamał. Napisał że żadne negocjacje go nie
interesują bo on ma umowę najmu i tam jest napisane pod jakimi
warunkami można ją wypowiedzieć, czy zmienić. Czyli zastosował
zwykły kodeks postępowania administracyjnego. Od października nikt
go na negocjacje nie wzywa, bo o czym z takim gadać jak "czuje
bluesa".
Niezła to przygrywka do wyborów samorządowych jakie nas na jesieni
czekają. Może się jakieś ugrupowanie na tym przejechać, bo poważnie
kupcy się zastanawiają, że jak sobie z mafią od haraczy poradzili to
i z urzędasami też mogą.
Doi się rozsądnie, ciepłą ręką, równomiernie i spokojnie. Ruchem
posuwistym, lekko ugniatając, dobre słowo też warto wypowiedzieć, to
"żywina" i więcej da, i w stan zapalny się ją nie wprowadzi.
Ale jak ktoś dziś jest "po" tu, jutro tam, to się w końcu ludziom
pomyli i różne cuda wyjść mogą. Nawet z głosowaniem na inna partię
włącznie, co się podobnie nazywa.
Czekamy zatem jak zwykle na jakąś odmianę, może na jakieś myślenie
pokątne choćby. Protest dość medialny być może, bo jak stanie 100
zakładów na tak małej powierzchni jaką jest Stare i Nowe Miasto to
wszystkie telewizje i gazety się zjadą, bo tam krowa która się tak
ładnie doi - ryczeć zaczęła.
Patrząc na odpadające tynki, rysy na ścianach młodej przecież
Starówki, czy wyblakłe "sgrafitta", ciężko się słucha o problemie
toalety publicznej, czy wielomilionowych nakładach na rewitalizację
Krakowskiego Przedmieścia. Ma to być wizytówka z wąską jednopasmową
jezdnią, ale czy tylko tego Pana co ma już zaplanowaną miedzianą
tablicę: "Tu spoczywa myśl Ma; świetlana i piękna, co uleciała wraz
z przemijającą koncepcją, z winy wrogów politycznych i knowań
wiadomych kół".
Na pogodę jeszcze nie narzekałem, a należy. Pogoda piękna była
chwilkę, jakby na rocznicę śmierci naszego Papieża. W niedzielę
liczne uroczystości, czuwania, msza na placu Piłsudskiego - i myśmy
tam byli i światło zapalili. Dzwonił do mnie kolega z Wrocławia,
zapalił światełko w oknie i opowiadał przejęty jak w każdym prawie
zapalają się w wielkich blokach, na przeciwko jego domu. Aż musiał
się podzielić swoim wzruszeniem. I za to go lubię też. Pracowałem
tylko w sobotę i był to dowcip zapewne "primaaprilisowy", bo od
poniedziałku temperatury marcowe, wiatr zimny, a książki w
magazynie.
O służbie zdrowia zacznę pewnie pisać, bo syn w szpitalu prosto z
wojska. Sarkoidoza w ostrej, a więc dającej lepsze rokowania formie.
Jedzenie ma na Szaserów lepsze jak przez cała służbę, choć teraz
niezbyt długą. Lekarka miła prowadząca chorych drobną rączką, ale
fachowo, opowiedziała mi o wszystkim. Znów trzeba czekać, bo
bronchoskopia nie wyszła, inny aparat uszkodzony, ale wypuszczą go
prawie zaraz, potem wróci na badania po miesiącu. Może i aparat
naprawią, ale jakby co poważniejsze? Fala strajków medycznych przed
nami.. Po studiach i stażu 800 zł - ostro. Szeregowy zawodowy ma
mieć 1600. Więc jak go zastrzelą, to za połowę tego już młody kolega
nie musi leczyć, wypełni tylko druczek.
Czekam na lepsze czasy - jak szaro to mniej optymizmu. Ale jak tylko
słoneczko wyjdzie na dobre, to nawet poleżeć na trawie lepiej jak
patrzeć w telewizor. No i niech ta śliczna lekarka pochyli się nad
nami, ale już bez słuchawek. To naprawdę lepsze od paktu
destabilizacyjnego, WC okolicznościowego i chorób wszelkich. A kysz,
...maro nieczysta. |
do góry, do
góry...
|