listopad 2006

      data 

  dziennikczylinocnik                   

27 listopada 2006
poniedziałek

Choć na dworze mgła i spod pomnika Słowackiego, srebrnego wieżowca na placu Bankowym nie widać, to jestem na 102! Żadna ciemnota listopadowa nie przesłoni faktu, że już milczeć nie muszę, bo cisza wyborcza skończyła się ostatecznie i okazało się, że 102 głosy uzyskałem w wyborach do Rady Warszawy. Startowałem z łaski na uciechę i bez żadnej kampanii wyborczej, plakatów itp. Po pierwsze - przepraszam tych wszystkich sympatycznych przyjaciół, którzy stracili swój głos, stawiając krzyżyk przy moim nazwisku. Traktuję to jako wyraz sympatii i uśmiech bezradny zarazem, bo z góry było wiadomo i uprzedzałem. Małe partyjki bez znaczenia i z liczbą członków znikomą z racji uczestniczenia w koalicjach większościowych rządzą i dzielą, bulwersują i zadziwiają. I ja uczestniczyłem w tym spektaklu całkiem nowym, gdzie rządzące ugrupowanie rozdaje jak  świeże bułki marzenia o demokracji. Oszustwo oczywiste, bo jak na systemie blokowym poznało się z 20 % głosujących to i tak przesada. Głosując na mnie - wiadomo było niektórym, że partie marginalne nie przechodzą progu wyborczego - może dlatego tak chętnie werbowali ludzi całkiem politycznie dalekich, ale z jakiegoś tam stowarzyszenia kupieckiego, a więc pewnej zbiorowości. Nic z tego nie będzie, żadnego elektoratu się nie wykrzesze z zażenowania, wstydu i zniecierpliwienia w końcu. Dopiero demokratyczne wybory w II turze i co się okazało? Od dawna mówiłem nie pchać się, kobiety mają pierwszeństwo. Nawet przyjezdni powinni to wiedzieć że wizja nie wystarczy, jeszcze trzeba mieć "tele" czyli aparat wydolny, a nie zdolny do ..słuchania radia lampowego (z antenką).

Wielki gratulacje dla Pani prezydent Warszawy. Cóż może i kobieta była by prezydentem Polski (nie musiał bym wtedy czytać w "Wysokich Obcasach" o życiu rodzinnym posłanki B. z okolic Piły) gdyby nie ci okropni faceci, co to tak znają się na polityce, że tylko ręce bolą biedaków od trzymania ..etatów. No i stereotyp lewicy jak i prawicy wyciąga się jakby to spór był Dmowskiego ...z Gomółką. Jeden podobno nawet z nich po nocach straszy "duchem" przemówienia pisze i podrzuca, potem to czytają skracając niewiele. A my cóż - czekamy na zmiany i ...mamy nadzieję. Bo nie z liderem kłopot czy radość, ale trud codzienny z ekipą, która albo kompetentna i prawo czytać umie, albo ambitna i posłuszna. Wybór trudny, ale jakże kłopotliwy dla petenta co musi tłumaczyć, że ustawa jest aktem wyższego rzędu niż uchwała zarządu dzielnicy i interpretacja prawnika na etacie, nie ma wiele wspólnego z orzecznictwem, praktyką i tym co ja już po maturze...
W niedzielę ostatnią słoneczko i ciepło a więc rachunek za internet zapłacę, a i jeszcze na totka starczy. A tu bęc, podnieśli za multilotka o 100% - a ja się dziwię czemu pani w okienku zamiast 1,25 chce ode mnie 2,50 zł. Jasne że jak trafię 10 z 10 i zapłacę za jeden taki trafiony zakład dziesięciokrotnie czyli 25 zł, to wygram dwa i pół miliona. Nikt nie dodał, że szanse na wygraną są te same co za mniejsze pieniądze. No i wpływy muszą usiąść, ale koncepcja była jak zwykle do wypróbowania. Podobno takich głównych wygranych było ze 4 w całej historii multilotka.
Wszystko jest grą, ale czy zaraz musi być hazardem? Bank pisał do mnie co tydzień prawie, niemal podwajając stawki jakie jestem odsetkowo winien, żeby w końcu bez przeprosin żadnych wszystko umorzyć i orzec że umowa bankowa została rozwiązana. Tylko ja z przyjacielem wspólnikiem dawnym prosiłem o to ...już dwa lata temu.
Z tych moich mglistych rozważań wynika chyba tylko tyle, żeby żadnej "ciemnoty" nie dać sobie wciskać i to nie ważne czy z najwyższych trybun, czy od dzieciny co to do szkoły iść jutro nie chce. Sami wciskajmy "jasnotę" gdzie się da. Wtedy i w listopadzie będzie wesoło, serdecznie i miło. Coś odwykłem od takiego patriotyzmu i dobroci powszechnej może to tylko chwilowa niedyspozycja. Idzie nowe, bo stare, to już to ...co było wczoraj. A dziecku zrobię dzień wolny, niech ma. Nie musi się tłumaczyć z uczuć patriotycznych, bo taka lekcja właśnie, ale nie o rodzinie czy podwórku - tylko z orłem na niebie i takie tam orzeszkowo-rodziewiczówne nowości.

18 listopada
2006
sobota

"Jesteśmy na wczasach, ...w tych góralskich lasach". Z piosenki Wojciecha Młynarskiego "prawie" wszystko się zgadza, tyle tylko że wczasy przymusowe. Jechałem z radością i ochotą, żeby w jesiennych promieniach słońca porobić trochę zdjęć, zachęcić kilka osób do reklamowania swoich ośrodków, a tu bęc... Samochodzik jechał zgrabnie, cicho, niemal z gracją na beskidzkich zakrętach - a tu cytowane już: BĘC. Zgrzytnęło coś i stuka. Jadę wolno stuka, jadę do przodu na 1, 2 , 3, 4 biegu i stuka, na wstecznym też. Stanąłem i włażę niechętnie pod tego mojego białego mustanga i cóż? Ciemnota i sromota. Stuka, a nie widać co. Na okolicznych stacjach benzynowych nikt nie wie jaki telefon ma podkarpacka pomoc drogowa. Na szczęście jeden młody człowiek przypomniał sobie, że coś na stacji leży "pod kasą" - jak się okazało, wizytówki krośnieńskiego holownika. Przyjechał duży, żółty i zawiózł mnie do innego fachowca. Tam grupa cała macała, stukała i kręciła kołami - pierwsza diagnoza - poszedł sworzeń na mechanizmie rozrządu. A to już zupełnie  nie wiem skąd to tam się wzięło, widać od nowości. Pojechałem sobie, żeby nie przeszkadzać - dzwonią za czas jakiś - "...oj niedobrze, niedobrze". Wcale nie żadna śrubka czy blaszka, a przy spuszczaniu oleju ze skrzyni biegów - wypadł ząb. Nie mleczak żaden (radość dziecinnego dentysty), ale zmęczony pracą metalowy złom - z trybu jakiegoś się wyrwał. No i dylemat; wymieniać część, której koszt spory i do sprowadzenia z magazynu (Niemcy) czy za zbliżoną ceną wymienić całą skrzynię biegów. No i co miałem wybierać, co skrzynka to nie jeden wałek, zawsze więcej choć używane nieco. Zamówili dostarczyli i mają montować, tylko w tym całym zamieszaniu kalendarz niełaskawy pokazał, że weekend właśnie i czekać trzeba do poniedziałku. II zmiana postara się i zrobi, a ja kursując dzięki uprzejmości rodziny między Krosnem, a Iwoniczem podziwiam jaka tu ładna pogoda i ciepło w słoneczku, choć to polowa listopada. Na drzewach liści juz nie ma, ale miłorząb znalazłem i kilka liści mam - podobno przynoszą pieniądze jak się te liście w portfelu nosi. No to garstka spora powinna na remont starczyć, ale czy tu w liściach biorą? Choć wściekłej piany nie toczę, są momenty zapomnienia, kiedy jaki pień obgryzł bym dla uspokojenia a'la bóbr. No nie przeskoczysz mówię sobie, jedna skrzynia biegów wiosny nie czyni, ale znak to zapewne, że pora zacząć zarabiać na jakiś pojazd miej wrażliwy na "polskie drogi". No i wychodzi mi, że nie musi to być pojazd kołowy, a jeśli już to z jednym koniem a nie setką.
No i co tu robić? Klepię w użyczone klawisze, czytam przedwojenne powieści i kroniki miejscowe. Wszystko dobre, jak działa i radość przynosi. Ostatnie rozdanie tarota nieodmiennie przynosi mi wieści o fortunie, pieniądzach czy majątku - tylko czy to ma być do mnie - czy ode mnie. Bo jak na razie specjalizuję się w wydawaniu pieniędzy jeszcze nie posiadanych - ot tak nasza polska specjalność. Ale czy ja muszę tak patriotycznie się specjalizować? Wracam, oj wracam - za dni parę oczywiście. Równie chętnie jak próbowałem wyjechać. Tylko powód.. Pewna powódka pozwała powoda, bo miała powód. Ja też mam, ...jak go kopnę w zimową oponę..

14 listopada
2006
wtorek

Już po wyborach, choć nie całkiem. Małe partyjki wydały ile im tam naliczono, większe jeszcze będą płacić za druga turę. Najbardziej rozśmieszyła mnie gazetka LPR-u co się zwała kiedyś Gońcem Warszawskim, teraz zaś "Gońcem Wyborczym", jakoś dziwnie i czcionka, i tytuł nawiązywały do ulubionej gazety Młodzieży Wszech-Pro-i-Za czyli Gazety Wyborczej. Nakład na wybory walnęli podobno 500 tyś, no a co mają się oszczędzać. Tylko w środku pomylone numery list, zdjęcia nie tych osób co kandydują i różne dziwactwa, które niestety juz do zawijania śledzi nie posłużą, bo w beczkach nikt już nie sprzedaje. A nie mówiłem.. Teraz każdy mądry - jedno wiadomo, "blokowanie" to marnowanie głosów i wycięcie małych ugrupowań. Dali się przewieźć, elektorat oddadzą i mogą spokojnie oddawać się ulubionemu wychowaniu seksualnemu dzieci i młodzieży, ze szczególnym wskazaniem na szkodliwość lateksu. Podobno mamy mieć nową Panią marszałek sejmu, więc dobry wynik Pana Kononowicza co na prezydenta Białegostoku startował też do prawdy naszych czasów należy. Czasy raków (z powodu cofania) i jak już to szczypania także. Nie wiem czy modny jeszcze prymityw szczypania tyłeczków co zgrabniejszych, ale jak wracać to całą gębą, żeby nie powiedzieć...
Jadę sobie i już. Trzeba coś robić jak niedzielny utarg oparł się na kwocie trzydziestu złotych. Na ulicy podobno nie leży, ale widać biedne jakieś ulice u nas. Wiadomo Warszawa to nie Kraków. Tu tylko turysta wpadnie przelotem, tam się napawa, a to spektaklem jakim, zabytkiem czy jamowym antykwarycznym zbytkiem. Śpiewają ponoć na Rynku także zbiorowo i to nie zawsze nabożnie. No i jak im nie zazdrościć. Nie wiem czy o Kraków zahaczę, ale Bieszczad podnóże liznę trochę. Opony zimowe, benzyna staniała, dziewczyn tyle pięknych, że strach co to będzie pod nieobecność bocianów.
My jesteśmy krasnoludki uchacha, a gamonie do polityki. Odpocznę dni parę od emocji i tłumaczeń, dlaczego głosując na kogokolwiek poza trzema partiami i tak nie wiesz na kogo głos oddałeś. Jadę zdjęcia robić, do turystycznej reklamy namawiać, jak na powrót zarobię to wrócę.
Wrócę do banku miłego, urzędu dzielnego i do pisania różnych tłumaczeń, że chce mi się jeszcze to i owo (np. pracować). Bank mBank jest to taki co ludzi zatrudnia krocie, ale żadnego nie zobaczysz. Jak założysz konto elektroniczne to dadzą, Ci PiN-y, kody i hasła i już się nieboraku nigdy nie wyplączesz. Bo jak coś zapomnisz to zaraz opłata za przypomnienie, jak zechcesz odejść, to kara. Rozwiązanej dawnej spółki z moim udziałem już lat parę w rejestrach żadnych nie widać, a bank przez małe 'm' pisany koszty, odsetki i kary nalicza, strasząc w dodatku rozwiązaniem umowy, najściem kornika itp. Dwa razy posyłane były dokumenty rozwiązujące umowę z tym radosnym więzieniem bankowym, a Ci furt mnie straszą, ze mnie wyrzucą. No właśnie kochani - mnie o nic innego nie chodzi. Ja nawet pochylę się zgrabnie, aby odejście było dla Państwa satysfakcjonujące. Jednym kopem mnie wywalcie, a nie bawcie się w jakieś łechtanie, macanie i szczypanie.
Urząd zaś co drogi miejskiej użycza pod handel sezonowy rozważa jak 4 diabły na końcu szpilki zmieścić. Czyli jak 3 ludzi ma sprzedawać pamiątki i jeden książki w tym samym miejscu i czasie na 2 metrach prawie kwadratowych. Obok księgarnie dwie zlikwidowali, za to w promieniu 30 metrów są 3 sklepy z pamiątkami i co? Będzie jak z ustawą lustracyjną, aż żałuję że się na jakąś tajną współprace nie załapałem. Jak już zacząłem współpracować, to wszyscy wiedzieli, no i to zaraz upadło. Ustroje się zmieniają, ludzie awansują, tylko dlaczego nikt nabytej wiedzy nie próbuje zastosować? Bo jak tak według mniemania, to czas i pustynię Błędowską rewitalizować. Nie wiem co to, ale tak nieładnie brzmi że wszyscy cytują zamiast przekląć tradycyjnie.
Jak wrócę to napiszę pod z góry założoną tezę - tam w powiecie jakby ładniej i mądrzej, a im dalej od stolicy tym bliżej człowieka. Lecę bo się prawie wzruszyłem, szczególnie nad biednym znajomym, co dał się namówić na kandydowanie z listy Samoobrony w Wilanowie. A jednak gamonie i krasnoludki górą, chichocą razem z królem Sobieskim. Dla nie znających Warszawy wyjaśniam, ze to jakby wozem na płozach po lotnisku jeździć i czekać na prądy wznoszące.

9 listopada
2006
 

 

Kiedyś pewien nieco zdenerwowany dziennikarz napisał coś jakby (przepraszam) "zadupie" na Zapiecku. Obawiam się, że to się rozszerza na kraj cały, bo i mamią nas wcale nie śliczne "bo przyjezdne" warszawianki, a różne gamonie, które jeszcze nie wstąpiły do Pomarańczowej Alternatywy majora Frydycha.
A co mi się nie podoba? Wiadomo jaka zawsze była odpowiedź, a teraz po prostu nie podoba mi się ordynacja wyborcza. Rozmawiam z ludźmi różnymi, od oświeconego (wiedzą prawniczą) dorożkarza, po nieco zamulonego docenta, ale zdanie mają wspólne. Jak to ktoś określił, znów nas zrobili "w Kukułę". To kiedyś dość popularne stwierdzenie (w łagodnej wersji) oddaje nastrój zawiedzionych nadziei.
Na kogo byś nie głosował, to wcale nie na niego może pójść twój głos. Oto prosty przykład - staromiejskie stowarzyszenie kupców - zostało zaproszone na kilka list wyborczych, pomimo że większość z nas do żadnej partii nie należy, ba nawet sympatie mamy czasem różne (wiadomo: blondynki czy brunetki). No i te partie co własnych kadr nie mają za wiele, bo nie mają struktur terenowych rozbudowanych - zasilamy. Wszak mamią nas; a to będziesz radnym stolicy albo dzielnicy, albo sejmiku mazowieckiego możesz dostąpić. I co się okazuje? Nie dość że odległe miejsce na liście, to żadną popularnością tego nie nadrobisz, bo po prostu, ugrupowanie czy partyjka zapraszająca - nie przechodzi progu wyborczego, bo oddano na nią za mało głosów. Nasz faworyt przepada bezpowrotnie, najwyżej plakat komisji zwinie sobie na pamiątkę, a głos cenny bo nasz własny, zabiera sobie partia zwycięska (ta co dostała więcej głosów) - bo takie są reguły boków. Blok wyborczy to taka sama zaraza jak betonowa dżungla miejska, bo wyjątkowo wiele analogii. Trybunał nie dopatrzył się niezgodności z konstytucją, ale jak kilku sędziów, tak i sporo obywateli ma zdanie odrębne bardzo. Więc swoje niezadowolenie wyrażą frekwencją - pójdzie nie więcej jak 40 procent, może nawet 35. Na prezydenta Warszawy pewnie głosów będzie więcej, bo i kobieta jest, i warszawiak i gorzowianin, stąd i więcej emocji - pamiętać jednak należy jaki kto będzie miał aparat i z jaką wiedzą i doświadczeniem do sprawowania władzy w mieście. Bo to od całej rzeszy różnych urzędniczych ludków zależy jak miasto funkcjonuje, a nie od uśmiechniętej buzi lidera.
Wszystkie te prawne kruczki zniechęcają ludzi do wyborów wszelkich, albo zmuszają do głosowania - przeciw. Sporo ludzi zadaje sobie pytanie, czy dożyjemy czasów, że można będzie głosować normalnie? Na człowieka takiego, co coś wie, rozumie, umie i chce, a nie na tego co ma słuszne poglądy, raz z lewej, raz z prawej strony. A jasne, jak ktoś ma po środku znaczy liberał.
Poglądy mierzą się chlebem codziennym. Pewien Szwed podobno zgadzał się i na socjalistów nieco skomunizowanych, pod warunkiem jednak, że nie podniosą mu podatku na trzeci samochód w rodzinie. Przenosząc takie myślenie na nasze podwórko, jeśli zaśmierdzi nam tylko lekką poprawą i jakaś miłą perspektywą, to niech to będzie Partia "Pojutrze", a znajdzie spore poparcie.
Jak na razie samorząd wybierze się tak jak powinien, czyli ze wskazania. Oto postęp demokracji "blokowej" - nikt nie musi fałszować wyborów.
Do wyborów zachęcam, bo zawsze to jakiś spacer, a przy okazji emocje opadających słupków sondaży ostatecznych. Sam pójdę głos oddam, może na liście jakiego znajdę co choć kilka lat dzielnicy mojej poświęcił i pracuje czas jakiś w jednym miejscu. Musi być niskiego szczebla i od 4 miejsca w dół bo to będzie mój "kruczek". A niech ma, jak siedzi długo w temacie może dopuszczą go do głosu przez przypadek.

W zasadzie w przedwyborczym czasie obiecać wszystko można i tak zapomną, bo i kiełbasa po tygodniu lekko się zrobi nieświeża. Ale jedno wiem, że książek na Starym Mieście nie chcą konsekwentnie, bo aż 4 podania złożono na moje zapieckowe miejsce i wszyscy poza mną, chcą handlować pamiątkami. Jakoś nie che się urzędom pamiętać, że juz był protest właścicieli okolicznych sklepów jak zimą (2005) dopuszczono kobietę handlową, co baby ruskie sprzedawała i pamiątki wszelkiej maści. W promieniu 30 metrów są 3 sklepy z upominkami ładniejszymi i "na temat", ale i tak im wtedy obroty spadły o 30-40 % . Jak do tej pory dwie księgarnie już zlikwidowano - na Rynku, i Na Freta. Czas przejść na kulturę obrazkową. Już dawno chciałem się nauczyć wróżyć z kart, fusów, albo jeszcze lepiej z ręki. Wtedy mały stoliczek z zielonym (wymaganym) suknem rozłożę, kota jakiego przysposobię czarnego, kula też mile widziana i można gadać o niejasnej przyszłości ile wlezie. Ludzie to kupią.

Ech życie, życie. Patrzmy pozytywnie - przecież w końcu do wiosny coraz bliżej. Zmiany będą, będą, bo jak się nawet partie nie pozamieniają na stołki, to i tak dyrekcje różne się w końcu wymieni bo kadr oczekujących u nas dostatek, załatwiających nieco brak, bo do Irlandii pojechali. Po hucznym otwarciu kibelka (WC) na Piekarskiej - zamknął się z ON z braku kadr właśnie.
Wybory miną ambicje opadną nieco i jak dobry procent dadzą od jednostki siusianej, to i chętni się znajdą.

Zmywam się pisać inne pisma wyjaśniające, że nadal czytam biegle, do sprzedaży nadaję się wyjątkowo, języki posiadam w stopniu umiarkowanym, resztę wydaję dość często, złudzeń brak. Służbę sam pełnię, wywiadów udzielam, współpracuję chętnie nawet jak nie płacą, bo jestem za jawną kolaboracją, byle w słusznej sprawie (ale gdzie ona gdzie...)

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian