|
|
styczeń 2006 |
|
data |
dziennikczylinocnik
|
|
28 stycznia
2006
sobota |
Ach jak
przyjemnie kołysać się wśród fal... Słowa starego przeboju od razu
wprowadzają nas w bardziej słoneczno-wakacyjny nastrój i to w środku
zimy. Dlatego ta piosenka na początku, aby wykazać, że film o
zaginionych wśród lodów, przygoda na Grenlandii czy zdobywamy
Alaskę, lepiej obejrzeć w jakiś upalny dzień, a nie przy - 20
stopniach za oknem. Do mrozu można się przyzwyczaić, do wilgoci
mniej, a najlepiej przyzwyczajać się do Pań lekko i przewiewnie
odzianych, co na pewno oznacza wiosnę dość ciepłą. Śniło mi się, że
pływam na jakimś materacu, ale bardzo blisko brzegu i coś mnie miło
kołysze, ...ale coraz mocniej i mocniej. Już miałem wpaść do
wody, kiedy okazało się że to 630 rano, autobus wczoraj
nawalił więc tego ranka mam odwieźć koleżankę małżonkę do pracy. Kto
to widział żeby pracować po ciemku i przy tak niskiej temperaturze.
Jak znam życie to pół dnia opowiada się przy kawie i herbacie jak to
trudno było zapalić, jak długo nie było autobusu itp. historie.
Bujanie na materacu miło rozmarza, bujanie dam o ile nie mamy
huśtawki pod ręką albo hamaka, też wymaga pewniej odwagi. Za to
bujanie tysięcy ludzi, nabieranie i nabijanie w butelkę to żaden
problem. Żona może i wałkiem zdzielić jak krewka, dziewczyna obrazi
się na pewno, albo i popłacze, za to my biedni słuchacze dostajemy
cholery i wielu z tą chorobą związanych objawów słuchając choćby -
czy ten wariacki Sejm się rozwiąże czy nie. Jedni drugich nabijają w
butelki, zawierają koalicje jednodniowe, potem opluwają się gromko i
z patriotycznym zadęciem. Stanowczo wolę bujanie na materacu choćby
jako marzenie senne, niż to co nam się wmawia na Wiejskiej.
Szczególnie jedno ostatnie, nocne posiedzenie mało czcigodnej izby
spowodowało nie tylko wzrost ciśnienia ale i bezsenność, tych co
jeszcze naiwnie wierzą że "ku lepszemu" idziemy. Nie tylko nie
idziemy w sensie politycznym, ale kręcimy się w kółko. Pies czasem
swój ogon złapie, za to naiwni co wierzą w demokratyczną dyktaturę
załapią się, ale na sesję nazywaną "ręka w nocniku". Kiedyś tupet i
arogancje władzy uosabiał jakiś tam rzecznik, co uważał te gierki,
za element polityki i do dziś z humorem o tym wspomina. Teraz co
mówca bardziej namaszczony wizją awansu i posłannictwem prawym - tym
więcej w nim obłudy, fałszu i infantylnego przeświadczenia, że jak
dziesięć razy powtórzy odpowiedź na zupełnie inne pytanie - to jest
droga i świetlisty szlak odrodzenia moralnego. Fałszywi
chrześcijanie, niedzielni katolicy i radomaryjni posługacze, którym
nie przeszkadza ani lekki antysemityzm, ani kołtuństwo XIX wieczne,
zrobią wszystko dla Ciebie droga maso wyborcza, abyś tylko trwała w
ufności i naiwności wielkiej. Instytut Antykorupcyjny, Naczelna Rada
Wychowania, Rzecznik Etyki i Statystyki, jakie by nowe formy nie
tworzyć to zawsze wyjdzie że za te mury, sekretariaty i tony
komputerowej masy - ciemna masa zapłaci. A jak nawet nie ciemna, a
jasno widząca - to zawsze jakiś posłuszny rzecznik, prokurator
naczelny albo inny nadzorca pogrozi, siedźcie lepiej cicho bo
MY wiemy jaka ma być polska droga do IV zabawienia, jak będzie
potrzeba to i do V-tego. Chodźmy razem, stwórzmy coś, zbudujmy,
tylko jak chcecie to na piśmie, albo całkiem serio, to się
wypchajcie. Głosujecie na nas, wspierajcie, ale wara od
jakiejkolwiek współpracy, doradzania czy może stanowisk jakiś. Kadra
wybrana, wyszczekana, wierna i posłuszna to trzon narodu i choć
prawica to nasza - my wiemy - to już przerabialiśmy. Nieco inny
sztafaż, gęby nagonki podobne, słowa też, a ideologia wymienna.
W sumie wyszło jak zawsze, ale w ekspresowym tempie. W zasadzie
można by jeszcze co nieco obsadzić ale może się okazać - że
mało sprawiedliwe i mało prawe, są już tylko buraki, albo dajmy na
to tzw. pszenżyto.
Nie jest mi smutno ani głupio już się nawet za nikogo nie wstydzę.
Głosowałem za, a teraz też pójdę. Gorzej, innych wzywać będę - nie
róbmy w nowych wyborach 20 procentowej frekwencji, bo margines
naszego dobrego smaku znów nam tą zupę zwarzy. Pójdźmy wszyscy
powiedzmy, że tego konkretnego kandydata chcemy, a innego nie. Może
się okazać że przysłowiowy nocnik, pełen niezadowolenia, przelewa
się zniesmaczeniem tak bardzo, że czas powrócić do zwykłej estetyki
i w miarę zwykłej pracy nad kolejnym naprawianiem kuchennego stołu.
On zawsze będzie taki, że służyć ma całej rodzinie, a żadne
przeróbki na prawo-lewe czy inne "ideolo" narożniki, zaułki czy
zakamarki nic nie da. I nie trzeba w ten stół, ani pięścią walić,
ani nożem kaleczyć. Wystarczy normalnie, z uśmiechem, apetytem
umiarkowanym, elegancją i uprzejmością. Wtedy i skromna potrawa
piękną i dobrą się zdaje. A matce serce rośnie.
Ach bujaj mnie piękny cyganie - coś pokręciłem pewnie, ale jakoś
podobnie śpiewała moja babcia, a więc wybieram i ja bujanie na
huśtawce i w hamaku, jak kolejne bezsensowne i żenujące obrady. Sami
wystrychnijcie się na dudków, odgrywajcie się, ale na patefonie,
żonglujcie ale ..piłeczkami; dla zdrowia i urody. Ja będę głosował,
a jakże, ale już z głębokim namysłem i całą rodziną, sąsiedzi i
przyjaciele pójdą ze mną.
Jako post scriptum - dla asekuracji jeno - stwierdzić muszę, ze
dykcja niektórych mówców idzie w parze z moim przytępionym słuchem.
Więc jak cos pokręciłem, to tylko ku obniżeniu ciśnienia i dla
rozładowania cholerycznego nastroju. Mnie już ulżyło.. obiadek
był lekko... |
|
21 stycznia
2006
c.d. |
Wielkość zasp
na moim przydomowym parkingu szkolnym, zniechęciła mnie skutecznie
do odkopywania samochodu. Spacer na Stare Miasto dość uciążliwy, bo
silny wiatr w oczy od strony Wisły, mimo że kołnierz kożucha
postawiłem pionowo. Ciężkie to odzienie i niewygodne, ale jakie
przydatne. Usiąść sobie na kupie śniegu żeby zrobić fajne zdjęcie -
żaden problem. -150 i silny wiatr no to, powiedzmy
łagodnie - dość ciekawe doświadczenie. A jednak zdjęcia mimo braku
słoneczka i zawiewającego śniegu jakoś wyszły i są już - tym razem
do obejrzenia na stronie aktualności Starego Miasta.
http://www.stare-miasto.com/aktualnosci.html
. Podoba mi się pusty Plac Zamkowy i
pusty Rynek gdzie zza śniegu ledwo mały pomniczek Syrenki widać.
Mając w perspektywie gorące śniadanko, nie poszedłem już nad Wisłę
zobaczyć, czy dużo tam lodu. c.d. niewątpliwie nastąpi. |
|
21 stycznia
2006
sobota |
Dostałem maila
od zięcia... dnia dwudziestego stycznia - "Chciałbym
zawiadomić szanownego Dziadka o przyznaniu mu tytułu Dziadka
oficjalnie i raz na zawsze. Mała Marysia urodziła się wczoraj o 2355".
Dziecina mała, ma już prawie dwa dni, a ja mam powód do świętowania,
bo się na święto dziadka akurat załapałem, dzięki mojej najstarszej
Ani. Dla szukających po kalendarzu dodam, ze święto Babci 21, a
dziadka - 22 stycznia. Kiedy "święto lasu" oczywiście nie wiem.
Radość z przyjścia na świat maleństwa, oczywiście wielka, a
dziadkowe uniesienia, nie tylko jak się okazuje, domeną Pań po
przekroczeniu jakiegoś tam równoleżnika, ale i takiej dzieciny. Jak
wezmę na ręce, to resztę opowiem. Choć dzięki cyfrowym technikom,
zdjęcie młodej mamy i jej córeczki mam już w komputerze.
Rozdzielmy zatem szczęśliwe "dziadkowanie" od dziadowskiej polityki,
dziadowskich dochodów, czy dziadowskiego charakteru i tym podobnych
negatywów.
Małej Marysi nie stanowi ani mróz ani zima sroga, bo życie toczy się
swoim trybem. Mamy całkiem nowego "koziorożca" co zaczyna właśnie
swoje małe boje z życiem. Ponieważ historia toczy się wartko, a
dziadostwo odchodzi w niebyt i zapomnienie - o tym co w rządzie i
sejmie, nawet się dziecku uczyć nie każą.
Za oknem - 200 (na szybie), a więc pewnie nieco zimniej
jeszcze przy moim samochodziku białym (dziadowskim już nieco), który
powoli znika pod białą kołderką, bo zadyma jak się patrzy. Dla
porannej gimnastyki i spaceru - jeździłem dotąd na Stare Miasto po
nowy przewodnik po świecie, jaki wychodzi w soboty z Gazetą
Wyborczą, ale coś mi się widzi, że dziś, te moje nieco oszukańcze
gimnastyki wezmą w łeb. Jak już odpalę to się nie wykopię.. Więc
może jednak wysokie buty i na spacerek piechotką.
Dziadowski zaiste podpisałem cyrograf na opodatkowanie się VAT-em,
jak by już innych rozrywek mi brakło, ale tak trzeba i już 5
rejestrów książkowych nabyłem, a i nauki przede mną moc. Jak widać
styczeń to nie tylko umowny początek roku, ale i w naszym życiu, gdy
coś nowego się zaczyna to nie tylko obawy niesie, ale i nadzieje. Na
lepsze jutro, które podobno było już przedwczoraj. Ciii, dziecko
słucha, więcej ufności zatem, a mniej naiwności.
Dziś żadnych marudzeń, bo przy dziecku nie wypada, ale jak widać,
dziadkowe charaktery zawsze nieco konserwatywne, grunt - że nie
zatwardziałe jak te tam .. niektóre. Ale to już w następnym
dzienniku-nocniku, bo małej Marysi ten odcinek poświęcony być
powinien. Koleżanki miłe i życie znające, nie piszcie i nie
pytajcie; ile dziecko waży i mierzy, bo w tych emocjach to ani
zapytałem, ani mi młody tatuś nie napisał. Wiadomo - te chłopy
zawsze takie same. I dobrze - ważne, że mama uśmiechnięta i
dziewczyny dochodzą do siebie po tych emocjach. Wszystkim babciom i
dziadkom - sto lat w uśmiechu i zdrowiu. Pieluchy zastawmy rodzicom,
każde pokolenie musi mieć swoje radości. Ale jak by co ...pomożemy.
Jasne. |
|
11 stycznia
2006
wtorek |
Słoneczko
wyżej, ciśnienie wyżej, od razu lepszy nastrój. Z rozpędu i zachwytu
nad sprzyjającą aurą, poszedłem do pracy w niedzielę.
Mróz nie przeszkadzał mi wcale, bo Zapiecka nikt nie sprząta, więc
od soboty przygotowywałem sobie stanowisko pracy. Zwalanie śniegu w
jedno miejsce ma sens wtedy, kiedy ktoś ma zamiar to wywieźć. A tak
powstaje osad niemal geologiczny wielowarstwowy i twardy jak życie
nowego premiera. Wiem juz po co oddano do użytku gigantyczny
kompleks handlowy pod nazwą Arkadia, po to właśnie, abym tam mógł
nabyć przedmiot pod nazwą "skuwaczka" za 5 zł i 90 groszy.
Oczywiście zupełnie przy okazji zgubiłem samochód w gigantycznym
podziemnym parkingu, ale juz po 15 minutach udało mi się go wykryć w
sektorze B-6, ja oczywiście szukałem B-26. Brnąc dalej w dywagacje,
musze jeszcze dodać, że znalezienie samochodu to "betka". Jako, że
wizyta to była moja pierwsza, doznałem czegoś co nazwać można
naukowo - syndromem karuzeli. Kręciłem się w kółko, robiąc kilka
okrążeń i to ciągle w lewo, jakbym już wyemigrował na Wyspy
Brytyjskie. Okazuje się, że to wyłącznie wina naiwnego kierowcy,
który czyta oznaczenia kierujące do wyjazdu. Po trzecim okrążeniu
przestałem uważać na strzałki niebieskie, a na samochody, które
wbrew tym znakom skręcały zgodnie w prawo. Kiedy zrobiłem to samo,
ujrzałem światełko w tunelu i byłem uratowany.
Wracam do miejsca pracy, bo tam w pocie czoła do godziny 13 w sobotę
odkułem tyle, że stoły można by rozstawić. Resztę czyli tzw.
powtórkę z rozrywki miałem w niedzielę, bo jak juz skacząc po
górkach lodowych wyłożyłem towar, to czas był na sprzątnięcie
"zaplecza". Od rana trwały wyścigi młodych ludzi z puszkami do mnie
- bo jeden na horyzoncie coś tam grzebie, a serca na piersi nie ma.
Wspomogłem Orkiestrę Świątecznej Pomocy, aby już spokojnie zabrać
się do ciężkiej górniczej roboty. Kilof pomógł by mi bardziej, ale
ze względu na możliwą obrazę uczuć, stosowałem narzędzie opisane
wyżej. Klienci kupujący przeszkadzali umiarkowanie, więc mi
niewprawnemu łapa spuchła, a plecy w poniedziałek "nosiłem" z obawą
przed zbyt serdecznymi powitaniami. Dobrą stroną jest to, że nie
zmarzłem wcale, nawet udało się kilka książek i trochę pocztówek
sprzedać. Tu miałem reklamację i słuszną, że widoków staromiejskich
w zimowej szacie - brak. A taka miała lecieć do Australii dla
ochłody bo tam wielkie upały.
Zła stroną tej głupiej pracy jest to, że formalnie wydzierżawiając
teren od miasta w stanie suchym, powinienem liczyć na to że miejsce
przeznaczone na stoisko, będzie miejscem takim właśnie, a nie kupą
lodu i śniegu, bo od tygodni wszyscy tradycyjnie czekają na odwilż.
I jeszcze poczekają.
W każdym razie jak zwykle pozytywy widzę w moim wysiłku, bo jakoś
uwagę na siebie zwracałem, a przy okazji i "Zły" Tyrmanda poszedł,
że o nieustającej dobrej passie "dowcipów z PRL-u" nie wspomnę.
Ciśnienie mi spadło, spało się nieźle, a apetyt jak u młodego
żołnierza na przepustce, w odwiedzinach u mamy.
Dowcipy też lekcją historii być mogą, a i nie wszyscy eseje
egzystencjalne, czy o życiu przemijającym czytają spokojnie. Życie
dowcip niesie za dowcipem bo i za żart jakiś administracyjny uznać
muszę korespondencje jaką ze mną od dłuższego czasu prowadzi wydział
księgowy śródmiejskiej dzielnicy. Najpierw otrzymywałem wielce
groźnie brzmiące pisma - "O wszczęciu postępowania".. w sprawie.
Potem zawiadamiano mnie, że mam złożyć wyjaśnienia, a następnie
zapoznać się z aktami sprawy, aby po kilku miesiącach rozważań
przysłać mi "Decyzję" o umorzeniu postępowania. Najpierw dochodzono,
czy zapłaciłem podatek w formie opłaty targowej, potem czy
zapłaciłem podatek w formie opłaty za dzierżawę terenu, a wspomniane
dochodzenie ostatnie dotyczyło podatku od nieruchomości. Na wszystko
odpowiedzenie dowody wpłat miałem, więc opisałem ładnie i
dostarczyłem - choć już mają! Za to rozpisuję się o ostatnim
dochodzeniu, bo tu nagle zasugerowano mi, że niepotrzebnie płaciłem
opłatę targową, bo powinienem płacić podatek od nieruchomości. Cały
"wic" polega na tym, że podatek od nieruchomości to grosze jakieś
rocznie, tak więc mamiono mnie zwrotem pokaźnej kwoty. Ja na to -
jak na lato. Ale jako twardy hazardzista i tak nie dowierzałem tym
cudom, bo właśnie w ostatecznej decyzji okazało się, że stoję na
jezdni, a ta nieruchomością nie jest. Chodnik przy budynku pewnie
może być, ale ja się i tak nie znam. 12 lat mówią mi o zajęciu pasa
drogi więc po co to dochodzenie. Wszczęto i zamknięto, a kilku
urzędników miało sporo bezsensownej pracy. Ja miałem najpierw sporo
nerwów, potem pisania, a nawet nadzieję na jakąś kasę. Czyli wyszło
i głupio, i śmiesznie. Rezerwy w administracji są jednak ogromne, a
do tego każdy jakąś rodzinę ma, więc nawet skomplikowane procedury
werbunkowe i tak w końcu pozwolą wybrać "naszego".
Nic tylko się napić. Ja nie piję, bo szkoda mi czasu, a i wzrok
zamglony, i "chuch" w rozmowach z damami nie pomaga, w zrozumieniu
istoty sprawy oczywiście.
Kraj nasz niby mlekiem i miodem "słynący", wymaga zdyscyplinowania
parlamentarzystów bo mleczka to oni nie piją. Jak już do
rozporządzeń i uchwał doszło to znaczy problem pijących posłów jest.
I wcale nie chodzi o to że jeżdżą po pijanemu, bo to jest zjawisko
powszechne. Ale jacyś zestresowani są bardzo, podawani jakimś
emocjom i presjom, a do tego w strachu. Może dlatego sięgają po
"znieczulenie" bo jak już złapało się tak dobry "etat", a tu straszą
nowymi wyborami, to można znów wrócić do ...cholera, tych kochanych
wyborców. A może piją umiarkowanie, tylko "hak" na kogoś potrzebny?
Nie tylko kierowcy piją, bo lekarze też muszą. Pani doktór bada i ma
2 promile, pan chirurg wycina kiszki jakieś zbędne i też walnie
"czysty do analiz". W końcu bez kontraktu mieli ich wsiąść "w
kamasze", a lepiej się napić kieliszek koniaku w zaciszu gabinetu,
jak czystą z metalowego kubka. Niektórzy mając np. lęk przestrzeni
mogą zrozumieć operatora dźwigu co miał 3 promile i zapewne usiłował
pracować. Gorzej zrozumieć 10-laków, który zbyt szybko chcą się
przystosować do standardów rodzinno-społecznych. Dzieci trzeba
chronić. I przed pijanymi rodzicami, i przed nawiedzonymi
"bezdzietnymi".
Po dzisiejszych wydarzenia sejmowych, też policja może zasadzać się
na posłów. Najgoręcej było, kiedy z sali wyszli prawie wszyscy
posłowie poza PiS-em, na znak protestu przeciwko decyzji marszałka
Sejmu obojga imion, że nie przegłosuje wniosku formalnego LPR. Jak
się okazuje, przed chwilą miał miejsce zamach stanu i wicemarszałek
sejmu ten wniosek poddał pod głosowanie. No i teraz klops czy był
uprawniony był, czy nie był. Tylko już nie wiem; poseł, czy wniosek.
Tak więc sprawa budżetu państwa odejdzie na plan dalszy, wobec
sporów proceduralnych. W ogóle temperatura dochodzi do wrzenia, bo
sondaż "Rzeczpospolitej" daje w przyszłym Sejmie całkowitą przewagę
partii rządzącej. Wystarczy nie uchwalić budżetu, a będą nowe wybory
do Sejmu. Jedni liczą że sami będą rządzić, drudzy że odbiją się od
dna. No i bar pełen, a na pewno - dzisiejszej nocy.
Na wszelki wypadek kupiłem piwo karmelkowe, z którego spożycia nic
mnie wynika, poza tym że choć w tak ułamkowym procencie, ja też
uczestniczę w życiu mojego kraju.
Reasumując, Oni niech idą do baru, my musimy do pracy, bo ktoś ten
budżet tworzy. Znów będzie piękna pogoda, lekki mróz, a ja mam do
skucia jeszcze parę metrów. Zapraszam do współpracy. Zapewniam miłą
atmosferę, bez dyskusji o "becikowym" - rolników. |
|
5 stycznia
2006
czwartek
|
Bajeczny,
bajkowy będzie Rok Nowy. Ponieważ pod koniec każdego roku, nikt już
nie pamięta, co tam gaworzono w styczniu, mogę tak spokojnie i
"pobożnie - życzeniowo" napisać; - niech każdy ma kawałek
swojej pięknej bajki i niech choć trochę mu tego aromatu z piernika
zostanie, w jaki staruszek rok się w grudniu zmieni. Każdy może
swoją baśń pisać, nawet jak pióro niewprawne, bo to tylko od woli i
charakteru zależy. Wola jest charakter też, może kraj nie ten i może
społeczeństwo nie to. Ktoś już tak mówił, pewnie niejeden co chciał
nas urabiać na własne "ideolo".
Ten słodko kwaśny wstęp dotyczy także bajek dwóch, a raczej sag
baśniowych jakie dla nas i tych mniej czytających - sfilmowano.
Chodzi oczywiście o "Harry Pottera" i "Opowieści z Narni". Ponieważ
lubimy bajki, baśnie i fantazje wszelkie, co odrywają nas od
szarości powszedniej, kochamy te filmy i książki, przeżywamy, ale
dla ducha, lepszego nastroju, rozrywki czy choćby dla filmowych
efektów specjalnych. Niestety myślicieli mamy sporo, którzy zgrabnie
nam tłumaczą, że Potter jest "be", a Opowieści.. cacy. Pierwsze
diabelsko, czarodziejskie, bałamutnie mogą nas sprowadzić na manowce
magii, czarnej zapewne. Drugie moralnie właściwe, chrześcijańsko
poprawne, choć całe diabelstwo jakie tu występuje dość blade z
twarzy. Lubię jak mi się tłumaczy co mam widzieć pod jaką postacią,
kto będzie Judaszem, a kto zbawicielem. Pod względem marketingowym
to zawsze sukces, bo obojętne co się mówi, ważne żeby było
kontrowersyjnie. Stanowiska nie zajmuję, bo po co. Oba filmy obejrzę
z przyjemnością, bo na powtórkę z czytania jużem za stary. Na
wmawianie mi jedynie słusznego spojrzenia mam pogląd własny. Dama
pewna usiłowała mnie zdzielić ścierą, dość szarą jak i zmywana
podłoga, kiedy swój pogląd kształtowałem przez ogląd i podgląd jej
wspaniałego biustu eksponującego się ślicznie w pozycji tak znanej,
a cudnej. To spojrzenie z czasów nastoletniej młodości do dziś
uważam za słuszne i budujące - co najmniej szacunek dla pracy
kobiet. Wspomniany myśliciel od razu zakwalifikował by mnie na
klienta dusznych spelunek, podejrzanych lupanarów i innych
przybytków grzechu. Wiadomo na ogół taki Pan, co wie lepiej i na
swoje nas nawraca - sam własne kompleksy odreagowuje marząc w
cichości o jakim świństewku znacznym. Duszne spelunki dawno
przewietrzone, lupanary zginęły z cesarzem Franciszkiem, a poza tym,
kogo na to stać. Bez pożyczki ekspresowej ani rusz. Była kiedyś taka
spółdzielnia "Praca Kobiet" i chyba zajmowała się praniem, a tu chcą
mi mózg wyprać, choćby z pięknych wspomnień. Tylko starym świntuchom
królewna Śnieżka się kojarzy z sadystycznym traktowaniem
krasnoludków, we współczesnej zaś bajce, Smerfetce też jakieś figle
się przypisuje. Na szczęście chłoniemy to co w odpowiednim wieku
organizm najchętniej przyswaja, bo jak przedszkole długie i szerokie
nikt złego słowa o Kreciku nie powie. Ponieważ na najwyższym
szczeblu bajek nigdy dosyć - tak teraz w polityce się baje. Mamy
zatem nie tylko "tłumaczy" od słusznych literatur i obrazów, ale
obyczajów, ba tabletek, czy wolnej woli każdej kobiety. Będą nam
wmawiać naiwnie, że tabletka antykoncepcyjna służy do umysłowego
relaksu, bo bez koncepcji oboje weselsi. Antykoncepcyjne te
okropności będą testowane w niektórych ważnych władzy organach, bo
środowisko jest pozbawione wszelkiej koncepcji, poza silnym
instynktem przetrwania. Co i jak słuchać chwilowo nikt nie podpowie,
ani nie zgani, więc Radio Rydzykowe też przecież bajkowe bo z
piernikowego Torunia słuszną rolę pełni. Odwołano nareszcie Krajową
Radę od telewizora i radia, bo i tam bredzono ładnie i kierunkowo
słusznie, choć bez beretu, ale w szafirowym nastroju. Na marginesie
zauważyć trzeba, ze Andrzej Banach pisząc studium o modzie miałby i
dziś piękne przykłady kiedy jakiś fragment stroju, przypisuje się
przemyśleniom jakiejś grupy. Berecik z atenką, berecik moherowy czy
kostium szafirowy, a nawet torebka zabrana niegdyś z telewizji miały
swój wydźwięk, urok i znaczenie godne uwieczniania przez
histerycznych socjologów. Nikt nie musi mi nic wmawiać, ani do
niczego słusznego przekonywać. Iloraz mam umiarkowany, bo nawet nie
wiem za bardzo, czym tak różni się, od iloczynu. Do czynu wzywać
mnie też nie warto bo preferuję pozycję horyzontalną, z tą damą co
do ust mi słodkie winogrono niesie. Ja też Jej coś przyniosę miłego,
żeby było równouprawnienie, a przynajmniej miejsce obok
przysposobię.
Bajeczny rok się zaczyna, nawet Wedel kiedyś miał takie czekoladki.
Więc bajkowo żywot wiedźmy - nie wierząc w bajki żadnej wiedźmy, czy
innego Wiedźmina.
Z okazji urodzin pięknych dam co napisały do mnie o jakże udanych
horoskopach (bo starych - na zapieckowej witrynie) pamiętam i od 3
dni życzenia składam bajkowe. Koziorożce choć niby rogate, uczuciowe
są niezwykle, wrażliwe i kochliwe, a do tego przyjacielskie i
zaradne, bo choć życie je kantuje czasem, one biorą te wszystkie
bajania na rogi i prą naprzód. 100 lat w uśmiechu i radości..
Bajki czytać -
dzieciom, starzy niech na operę idą o fizylierze Woyzecku, bo
wykryli tam paru facetów w gaciach, co spotka się ze słusznym
protestem. Młodzież i dzieci mają się cieszyć, bo wakacje o 2
tygodnie dłuższe, choć ponoć tylko tydzień. Bajka co...
Cieszmy się bajkami, bo zawsze jakiś morał mają, nie koniecznie taki
jak "tłumacz" tłumaczy, nam tłumokom. |
do góry, do
góry...
|