|
|
styczeń 2007
|
|
data |
dziennikczylinocnik
|
|
28 stycznia
2007
niedziela |
Na scenie dym i
jakieś rogate okropnie wielkie, byk jak BYK, już myślałem że zaraz
wyjdzie z tych dymów i mgieł góral z reklamową butelką Żywca.
Ale byka wywieźli, potem wciągnęli jakiegoś mniejszego i Pan
torreador pośpiewał dość głośno nad nim. Rzecz cała dzieje się chyba
w Sewilli, a że to hiszpańskie miasto to wszyscy śpiewają po
francusku. Dlatego coś mi brak było w muzyce, pewnie ktoś w końcu
interweniował, bo w trzecim akcie już włączyli kastaniety.
Żołnierz jakiś starszy (sierżant) dostał zaczarowany kwiat i
zakochał się w cygance (starszej) co miła być młodą dziewczyną (też
zaczarowana?). Jakoś mu z tą miłością nie szło, bo się denerwował,
że nie będzie przemycał skrzynek i ciachnął ją nożem. W końcu po co
mu do cyganów na przemyt, jak z wojska łatwiej nie tylko skrzynkę
wynieść. Ona padła i to był koniec. Ale tak na niby ją ciachnął bo
wstała ukłoniła się kilka razy, potem nie widziałem bo lecieli
wszyscy do szatni. Ja nie musiałem lecieć bo juz widziałem wcześniej
tego leksusa w holu - ładne autko - od sponsora za bilety na operę
(dla załogi chyba).
Fotele podobno mają zmieniać bo zgodnie z normą europejską muszą być
jakieś tam odległości zachowane. Ale i tak powinni, bo jak na Teatr
bardzo wielki to chyba za nowoczesne, jak w jakim domu kultury. A i
ściany tylko obleciane na biało, bez żadnych dekoracji pluszowych,
sececji i procesji jak to w tej sali La Scali widziałem. Carmen jej
było. I choć chwile była tylko w kostiumie jednoczęściowym, to
jednak balet bardziej jakby. No tańczył zgrabnie, rączki, nóżki
równo i elegancko.
Dla niepoznaki kilka osób było w garniturach, ale i dżinsy też były
na panience takiej co chyba jaj właśnie sweter ukrasić chcieli, bo
zwisał raz z jednej, raz z drugiej strony od tych szarpanin.
Wódka w małpkach jak u Grzesiuka na przedwojennym Czerniakowie,
teraz to nazywają reklamówki, ale bufecik jest dla tych co chcą
sobie z gwinta.
Dużo dzieci stało przy gorzale, a sami starsi przy ciastkach - nie
wiem czemu bo chyba tylko na ceny patrzyli.
Żadnego trąconego nie było, jeden mógł być trącony ale przez
rowerzystę bo teraz już w Warszawie wolno mieć 07 ale nie "zgłoście
się 07" tylko 0,7 promila w wydychanym powietrzu na kierownice
roweru.
Carmen podobała mi się ogólnie, ale żwawiej śpiewali jak słuchałem w
samochodzie może to tak w radiu tylko płytę przyspieszą. Na początku
3 aktu kilka osób przysnęło ale bez straty treści, bo tłumaczenie
było na suficie, ktoś tam przewijał i litery się pokazywały
drukowane. Potem dostałem jeden program darmowy gdzie napisali kto
za te litery odpowiada i mam chęć napisać do tej dziewczyny że
zwycięstwo to nie pisze się ZWYCIĘZTWO. Bo to było przed wojną, ale
może miał stare tłumaczeni tego Bizeta. |
|
23 stycznia
2007
wtorek
|
Zima idzie
podobno. Na noc zapowiedź pierwszych śniegów, które tej przedłużonej
jesieni postawią kres, dadzą odpór i będzie nareszcie okropnie jak
to zwykle w stołecznym mieście zimą. Pisanie żartobliwe, też jakby
nie na miejscu, bo wiadomości marnych dużo, okropnych też trochę.
Analogia jak z moim wychodzeniem na słoneczny spacer po Starówce.
Aparat naszykowany baterie nabite, słoneczko jest, dochodzę do palcu
Bankowego, jakby coś szaro, za Hipoteką ciemno prawie, na Zapiecku
kropi, potem leje nawet dobra chwilę. Jak zima łaskawa bo nie
przychodzi to urząd mniej. Jak się należało spodziewać, skoro
wszyscy chętni na stoiska sezonowe na Starym Mieście dostali odmowy
i odwołali się do Kolegium Samorządowego, to znaczy gramy od nowa.
Znów zaczną zbierać chętnych albo rozpisywać konkurs bez kryteriów,
aby do wiosny. Właściwie trudno zgadnąć po co i dlaczego? Pyta mnie
znajomy dziś po co takie intensywne prace na murach staromiejskich,
budują je całkiem od nowa, kilka wagonów dobrej cegły pójdzie. Może
i trzeba bo podsikane solidnie, pieska ich dola. Tylko dziwią się
prostaczkowie i nieznajomi wyzwań - domy się sypią, a bruk piękny
choć krzywy. Mury będą, łatwiej może tą gawiedź się wyłapie, albo
miejsce na murze sprzeda do handlu albo pod leżak?
Dekoracje okropne wiszą jeszcze jak złowieszcze memento, albo kara.
Może to zimowa dekoracja, a nie świąteczna, dlatego dłużej powisi,
jedyny pożytek że po zmroku nie widać, bo nieoświetlona. Dziś
wiadomości sprzed kilku minut, że zmarł Ryszard Kapuściński. Z jaką
uwagą czytało się jego reportaże, szukając przemyśleń czasem nieco
zakmuflowanych. Dwie godziny temu też zły telefon, choć od
przyjaciela. Zmarł Marek Kierbedź z którym usiłowaliśmy razem
studiować jeszcze socjalistyczną ekonomię. Doskonały matematyk,
człowiek pełen humoru i młodszy chyba o 6 lat. Razem we trójkę
pisaliśmy ściągi, uciekając od żon własnych, na kilka nocy przed
egzaminami.
Aby to pasmo
nieszczęścia zakończyć muszę napisać o szaleństwach ulicznych.
Jeździ się ostro w Warszawie, to prawda, często jednak nie ma takiej
sytuacji że trzeba odjechać szybko aby rozładować potencjalny korek.
Jeździ się często slalomem, bez użycia kierunkowskazu i głowy też.
Mały 6-cio klasista Dominik z naszej rodziny z Powiśla szedł sobie
spokojnie do szkoły, i na pasach uderzyła go Pani co jechała pewnie
zbyt szybko i zbyt "rozmownie". Obrażeń wiele, złamań i wstrząsów.
Głupi i nie przygotowani do obecności pieszego, miejcie się na
baczności, bo i taką scenę widziałem jak idąc po pasach panienka
naciska klawisze telefonu i nie wie wcale, że już dawno czerwone ma
światło przed sobą. Pani druga zatrzymała się puściła "wiąchę"
delikatną całkiem ...trzymając telefon, bo właśnie jej przerwano.
Myślenie ma przyszłość w każdym calu, nie wiem czy koniecznie w
szukaniu kruczków prawnych, żeby np. zmienić nam Panią Prezydent, na
...Panią Prezydent, bo w jakimś druczku termin przekroczyła o dwa
dni. Nic nie zmienią bo i tak zostanie wybrana jeszcze większą
przewagą, ale może coś tu ugrać trzeba, bo jaka to szkodliwość
społeczna? Więcej się sprzeda telewizorów, bo że plują to fakt, ale
jak który rzuci wazonem "kryszałowem" co po teściowej się ostał?
Uśmiech wrócić musi, bo i małemu życie darowano, choć na początku
drogi dopiero..
A żebym nie wyszedł na jakiegoś antyfeministę drogowego to zacytuję
koleżankę miłą która w "tlenie" umieściła pod swoim nickiem takie
motto: "Mężczyzna to szowinistyczna świnia, bo nawet kiedy ożeni się
z wdową z trojgiem dzieci, to i tak potem będzie miał pretensję, że
nie była dziewicą". Cytat może nie dosłowny, ale sens oddaje.
Jak pisze inna Pani "Optymista, to Pesymista, który się wziął do
roboty". Jak się tu brać, kiedy nie dają? Ale patrząc optymistycznie
można powiedzieć tak: pociąg z Gdańska do Zakopanego jechał 28
godzin, ale .. dojechał. Sympatyczny aktor na swój jubileusz dostał
złote spinki mówi, - e co tam, wrócę za 20 lat - wolę brylantowe.
Jedź uważniej. Wybieraj dokładnie i długo (gdzie skręcić oczywiście)
światła - więcej światła - i kto to mówił? |
|
6 stycznia
2007
sobota |
Witaj Nowy
Roczku, jeszcze młody 6 dniowy, a już trzej królowie, pędzą do IPN-u.
Poszukują grubej kreski, bo już wszyscy pod nią. Instytut Pamięci
Narodowej to nie panteon bohaterów, herosów i Bogów Ojczyzny, a
skład teczek mało związanych z bohaterską służbą dla kraju. Teczki
majorów, pułkowników i kapitanów służą teraz do znalezienia wroga
ustroju prawie demokratycznego, a przy okazji znaleziono biskupów,
ministrów, posłów i wszelkich mężów specjalizujących się w
donoszeniu na współpracowników, przełożonych, rodzinę czy osoby
zaprzyjaźnione.
Hak na jednego - awansem drugiego, czyli dupa biskupa. Ta popularna
niegdyś gra karciana, skracająca czas oczekiwania na peronie (choćby
w kieleckim) znów wraca do łask. W mediach gra ta się toczy
przy pomocy wykresów z badania opinii, a my tradycyjnie jak w
salonowca. Bo u nas wszystko nazywa się przewrotnie jakoś,
salonowiec - to mocny klaps poniżej pleców, jak podłożenie świni to
nie jest jednak ..dostawa wieprzowiny.
Dlatego też nie należy mylić Wielgusa z Małyszem bo jeden wielki
skokiem, drugi mniejszy
...powiedzmy .. zmianą perspektywy samooceny.
No i po co było się śmiać z premiera Mazowieckiego, który zemdlał w
Sejmie pod grubą kreską? Skreślili byśmy co trzeba i byli nad
kreską. A tak trzeba dodrukować banknotów,
czemu dopomoże nam zapewne "Pan od fizyki".
Ale co tam, grunt że Sylwester minął wesoło, nikt nie
zamarzł bo trzeba by się chyba
zatrzasnąć w lodówce, albo w chłodni znajomej lodziarni. Śnieg był w
Warszawie przez kilkanaście minut jeszcze w listopadzie, za to co do
bałwanów nie będę się wypowiadał. Bałwanienie się jest miłe i
zabawne jak się czyta Wojaka Szwejka, współcześnie zagadnienie to
przedstawia audycja telewizji TVN - "szkło kontaktowe" - gdzie dwóch
redaktorów usiłuje rozbawić dwóch satyryków, a widzowie spisują z
ekranu co dowcipniejsze sms-y.
Pogoda zatem jest jesienno - marcowa, co objawia się
ziewaniem u starych samców, przeciąganiem się warstw średnich i
porykiwaniem młodzieży.
Na ostatnim wernisażu fotografii usiłowałem zapewne nieudolnie
złożyć życzenia noworoczne licznie przybyłej młodzieży, ale kiedy
życzyłem wielu przeżyć duchowych, licznych uniesień związanych ze
sztuką oraz pięknego rozwoju osobowości twórczej - popatrzono w
podłogę z uwagą. Uprzejmie było, bo nikt nie popukał się, ani "mię"
w czoło. Tak więc zaproszenie do napojów, sera i łososia było
szybkie i bezbolesne.
Nie będzie zatem tradycyjnych życzeń noworocznych bo w
końcu to data umowna i jak pisze moja wierna czytelniczka, od tego
witania ciągle jakiegoś nowego roku, to tylko zmarszczek jej
przybywa.
No to do cholery, jak nie kochacie Tuwimowskiego wróbelka (a
należy), to choć odkreślcie grubą kreską te żale, fochy i kwaśne
miny. Choć śnieg i tak spadnie bo mamy zimowe opony, to wiosna
zawsze bliżej i w końcu zwolnią tą głupią .... /(durnego...) co nas
już nie śmieszy. Bo jak nie, to założymy ..teczkę osobistą gdzie
lojalnie donieśliśmy kilka razy.
I kiedyś taki nawet mały dzielnicowy instytucik pamiątkowy wyda
oświadczenie, że jest, figuruje i ...trzeba awansować, tak wysoko,
że już tylko niebo, nieco tylko zachmurzone.
Na koniec kilka pytań - rozwiązań i tak nikt nie
przyniesie, ale szukać trzeba...
Czy można przejść na zasiłek pogrzebowy wielokrotny, bo jakieś
nadzieje pogrzebano?
Czy na życzenia wysłane 13 grudnia, a doręczone 4 stycznia można
odpowiedzieć Wielkanocą?
Czy notowani w Instytucie Pamięci będą mieli osobną kwaterę dla
mniej zasłużonych?
Czy ja dostanę zezwolenie na sprzedaż książek, kiedy zrezygnuję z
parasola, który obrębem mógłby wychodzić poza krawędź stoiska?
I ostatnie ekonomiczne - jakie trzeba mieć obroty (nie przychody) -
ze sprzedaży pamiątek (plastikowych Syrenek, drewnianych pudełek z
kolumną Zygmunta, łańcuszków i z Legii ciuszków) aby płacić 1500 -
1800 zł miesięcznie za metr kwadratowy powierzchni stoiska? |
do góry, do
góry...
|