marzec 2007      

      data 

  dziennikczylinocnik                   

27 marca
2007
wtorek

Już mi się nie chce opisywać kochani dlaczego po raz chyba czwarty wygrałem sprawę od razu w pierwszej instancji, jak to co roku zwykłem czynić. Widocznie moje liceum 44 lepiej mnie przygotowało do prawnych bojów jak ekonomiczny socjalizm nieco po łebkach przestudiowany. Samorządowe Kolegium Odwoławcze napracuje się okropnie nad prawem stanowionym urzędniczo i bez sensu, więc dam sobie już spokój i nie zaśmiecam więcej dziennika-nocnika, bo i o nocnik dbać trzeba.
Czekam jeszcze na werdykt ostateczny - pisma idą. Ksiązki leżą.

Czasy takie, że dzielnością się chwalą Ci działacze, co dla świętego spokoju likwidują całkiem sprzedaż ze stoisk legalnych i dających miastu jakieś tam wpływy. Może o inne wpływy chodzi z handlu nie bardzo legalnego.. tego zapewne dowiemy się wkrótce w TVN, albo w jakiej poczytnej gazecie.

Ja nie stoję w miejscu, ale i nie drepcę w kółko - jadę w Polskę znaną nieco mniej, choć jakże bliską i ciekawą. Robiłem ostatnio zdjęcia w Łomży, Zambrowie, nad Narwią, w gospodarstwie agroturystycznym, gdzie można polatać balonem i w niezwykłym zajeździe zbudowanym na wzór siedziby kasztelana. Czy to nie ciekawsze jak jakieś tam przepychanki warszawskie?
Łomża, niby z perspektywy (zadufanej) stolicy miasto jak dziesiątki innych, a jednak ciekawe i warte poznania. Pojechałem tam z paniami, które instruktor nauki jazdy namówił: - jak zdawać to tylko tam.  Miasta nie znały to i.. do poprawki. A jak poprawiać to najpierw trzeba pojeździć i ulice poznać. Miasto to jeden wielki plac manewrowy, wszystkie ulice z doskonale namalowanymi pasami, znakami drogowymi dokładnie tam gdzie być mają i nawet lustrami ulicznymi do zaglądania co nam zza "winkla" wyskoczyć może. Suną sobie "eL-eczki", czyli autka z niebieskimi tablicami i L na dachu, po kilka na każdym pasie, na skrzyżowaniach każde spotkanie to dawka adrenaliny nie banalna. Rejestracje z trzech sąsiednich województw, a kursanci się martwią jak przejechać dwa ronda obok siebie i to im. Hanki Bielickiej. Miasto na skarpie nad Narwią to i podjazd z ręcznym hamulcem ćwiczą. Co ulica to ośrodek nauki jazdy, a szybkość w mieście to 40 km i piesi zdąża uciec. Czysto i miło. Brak trawników z pustymi butelkami, brak fruwających papierów i plastikowych śmieci. Pewnie sprzątają, a może już nie rzucają gdzie popadnie? Pięknie odnowione domy XIX wieczne, nawet budynek sądu ze złoceniami, a galeria sztuki współczesnej na różowo. Ze skarpy przed hotelem Gromady piękny widok na rozlewiska Narwi i pobliską Piątnicę słynącą z serów i wszelkich mlecznych wyrobów. W Łomży byłem kilka razy i zawsze to samo - najpierw na targ po jabłka - 5 kilo za 5 zł (ostatnio większe już za 7), potem muszę spojrzeć czy ten różowy dywan z kwieciem "pienknym" - już sprzedany i żeby zakończyć wizytę na dworcu PKS, jeszcze do baru pod "1-ką" na kartacze. Doskonałe pierogi dwa, z mięsem, cebulką i boczkiem w kostkę. Nie jest to zbyt dietetyczne, ale po takim choć małym danku można wędrować choćby na wzgórze Królowej Bony, a  skąd piękne widoki i perspektywy dalekie.
Z Łomży pojechałem ostatnio w wiosennym słoneczku nad Biebrzańskie bagna, bo tylko 24 kilometry na wschód i można szukać gdzie to Biebrza do Narwi wpada i jak szeroko się rozlewa po okolicznych łąkach. Podobno żyje tam ponad 260 gatunków ptaków i ornitolodzy amatorzy podglądają. Nie wiem czy to teraz wypada, ale póki ustawy żadnej nie ma, ani poprawki do konstytucji, to warto i na te lęgowe też popatrzeć dyskretnie. Łosie tam siedzą i bardo sobie chwalą. Blisko stamtąd do dawnego miasteczka Wizna. Słynny gród niegdyś na krańcach Mazowsza, dziś choć ma status wioskowo-gminny to w agroturystykę bogaty a i kasztelanię pod postacią zajazdu posiada. Budynki jak twierdze, ale z oknami szerokimi, ogród skalisty z altanami, pokoje drewnem wykładane, sala balowa - warto tę kasztelanię w Wiznej odwiedzić. Jest i kościół, którego historia sięga XV w. odbudowany a przy wejściu na plac przykościelny tablice ku czci bohaterów wojny 1939 roku (kpt. Władysław Ragnis, kpt. Witold Kiewlewicz). Jest tu też ulica Pawła z Wiznej słynnego arianina. Objazdy moje zakończyłem znów pod Łomżą, gdzie znalazłem dwa zajazdy. W jednym niedzielne piwko poranne spragniony konsument dolewał do sobotniego kaca, a widząc mnie z aparatem zapragnął zdjęcia na pamiątkę. Szkoda że Polaroida nie posiadam, bo po powrocie do małżonki, swoją mordeczkę i szklany blask oka, mógłby przekazać na wieczną pamiątkę. Jest i drugi zajazd inny nieco. Młodzi ludzie go prowadzą i usilnie rozbudowują. Piękne terakoty czy inne wykładziny, pokoje jak z romantycznej pocztówki, ale bez szmirowatej nuty. Sympatyczne i ciepłe, czyste i eleganckie. Wiele widziałem czasem nawet gdzieś tam spałem, ale dobry gust młodej gospodyni od razu cieszy. Znów pojadę zdjęcia porobię, może i jaką reklamę zamieszczę.
Na a jak jechać jechać do Łomży to nigdy na Białystok. Od warszawskiego Zacisza kawałek i na Serock uciekam, stamtąd na Różan i Ostrołękę. I tylko w okolicach Pułtuska drogi marne, i dziurawe. A wszędzie gładko, jak trzeba to połatane. Na Białystok pędzą tiry z samochodami dość używanymi i inne kolosy o zawartości nieznanej, a ciężkiej. Pędzą na Litwę, na Łotwę i do Rosji, wracają zaraz bo w obie strony tłok wielki. Ciekawi mnie czy na tym zarabiamy czy dopłacamy dziurami w drogach i spalinami nad biebrzańskimi bobrami, co łosia pilnują. Najgorsza droga i zębów szczęk to wojewódzka nr 677 z Ostrowi Mazowieckiej do Łomży. Dziury, wyrwy, wyłomy i kawa lura tak przeokropna jak jeszcze w podkradanej PRL-owskiej knajpie. Jest taki zajazd dyskoteka po drodze, gdzie dico-polo i lura co zapachem kusi, 6 zł kosztuje i .. do wylania. Omijać.
Czasem myślę, żeby tak samochodzik wytrzymał i na koncie jakieś wpływy małe, to jechać i jechać gdzie ludzie życzliwi, przyroda jeszcze żyje nie szkolona, a drogi czasem gładkie.

14 marca
2007
środa

Nie piszę nie dzwonię, od urzędów stronię, ale do czasu..

Siedziałem do wczoraj cicho jak myszka w oczekiwaniu i nadziei naiwnej, że w końcu Zarząd Terenów Publicznych zacznie coś robić i ogłosi nowe warunki na jakich przydzieli stoiska handlowe na Starym Mieście. Jeszcze w styczniu tego roku wygrałem (trzeci rok z rzędu), kolejną rozprawę przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym, które tym razem nakazało ZTP, przeprowadzenie ponownej postępowania w oparciu o jakieś tam kryteria (jasne i precyzyjne).

Tęgie głowy na Jezuickiej wymyśliły i napisały, a Zarząd Dzielnicy Śródmieście przyklepał, czyli podjął uchwałę ... o usytuowaniu stoisk i ogródków w 2007 roku - ale nie ma tam nikogo, kto wygrał sprawę przed Kolegium. Czyli inaczej - nie ma handlu, stoisk itp. na Starym Mieście poza paskiem małym od Zamkowego do Piekarskiej, czyli na tzw. Międzymurzu.
Ciekawostka taka, że uchwała Zarządu Dzielnicy Śródmieście została podjęta 21 lutego 2007 roku, a jeszcze tydzień temu urzędnicy ZTP wmawiali mi, że nie rozpatruje się żadnych spraw do czasu spłynięcia wszystkich orzeczeń Samorządowego Kolegium.

Wylano dziecko z kąpielą, nawet wody nie zmieniając. Tylko jak Pani dyrektor Kaznowska chciała likwidacji książek na Starówce to musiała w końcu wyrzucić wszystkie stoiska. 4 lata konsekwentnej walki w końcu dały ładny efekt. Handlu oficjalnego z podatkami, ZUS-ami i opłatami targowymi nie będzie, miasto nie musi mieć wpływów takich. Pozostaną malarze i inni artyści (jak kto udowodnił że te figurki to nie przemysłowo, a rękodzielniczo wyrabia), nawet kataryniarz lata jak z pieprzem, bo nie wolno mu stać w jednym miejscu. Wkrótce sezon wycieczek się zacznie i hajda na zwierza bez podatków, opłat i składek, bo nareszcie cały nielegalny handel pozbył się konkurencji.
Okazuje się, że można nie odpowiadać na pisma, olewać kilkanaście orzeczeń (sądu gospodarczego w końcu) bo wystarczy w dzielnicy załatwić sobie odpowiednią uchwałę i z głowy - jest nowe prawo. Pierwsza ciekawostka to nazwa uchwały (uchwała.. w sprawie zaopiniowania lokalizacji i zasad wystroju ogródków gastronomicznych, stoisk handlowych oraz ekspozycji plenerowych usytuowanych na nieruchomościach powierzonych w administrowanie Zarządowi Terenów Publicznych, zlokalizowanych na terenie Starego i Nowego Miasta, Mariensztatu oraz ul. Chmielnej). Druga ciekawostka to logika wywodu  - widać Zarząd Dzielnicy sam nie wie czy ma opiniować czy uchwalać skoro wydaje uchwałę w sprawie zaopiniowania. Ani logicznie ani stylistycznie mi to nie pasuje. Trzecia ciekawostka, że wykonanie uchwały w
§ 4 powierza się Dyrektorowi Zarządu Terenów Publicznych - a jak wieść niesie -ZTP nadal podlega  pod Urząd Miasta Stołecznego, a nie żadną dzielnicę, nawet Śródmiescie.

Napisano też ładnie że nadzór nad uchwałą powierza się Zastępcy Burmistrza Dzielnicy Sródmieście . Ha... rozumiem, ze szef nie ma czasu, ale który to który zastępca i czy jest jeszcze?

To że autorem całej uchwały jest ZTP jest oczywiste i logiczne, dla każdego kto czytał kilkanaście razy powtarzane wywody o braku możności przeprowadzenia weryfikacji wniosków, bo sie kupcy pchali żeby złożyć te wnioski, bo wyszła zła ustawa o drogach, bo wszyscy winni, a kupcy najwiecej. No i najważniejsze zdanie, ktore pozwolę sobie zacytowac: "...wieloletnia praktyka wskazuje, iż nie ma możliwości określenia takich kryteriów, które pozwoliły by jednoznacznie wyłonić podmioty uprawnione do prowadzenia stoisk wolnostojących." i dalej  haha  .. "wnioskodawcy tak dopasowują swoje oferty, iż niemal wszyscy spełniją narzucone im warunki". A to zgagi jedne - te wolnostojące. Koniec z wolnym staniem.

Jednak nie tak do końca jest prawdą, że gospodarka ma się dobrze, bo niektórzy rządzący nie mają na nią wpływu. Mają wpływ, przez indolencję brak znajomości prawa i niechęć do kultury. Łatwiej wezwać patrol i pogonić handlarzy, którzy zaraz z bramy wrócą niż odprowadzać coś tam do kasy miasta, ustalać co dobre i ważne dla turystów i Starówki. A tak spokój cisza, nuda i odpadające tynki,..ale to już nie nasza sprawa.

Zlikwidowano dwie księgarnie na Starówce, teraz małego, siwego na rogu Zapiecka co jakieś tam varsaviana zbierał dla innych ciekawych starych historii. Muzea jeszcze są, zawsze można zjeśc loda czy walnąć setę pod ciepłe nóżki co fikają w "Lochu", czyli kulturalnie, bo i kamera policyjna nad pocztą czuwa.

No powiedzcie sami jak w tych warunkach prowadzić, nawet kulturalny dziennik, czy mniej grzeczny nocnik? Czy na tym koniec?  Nie,  bo z tego bedzie się jeszcze śmiała Polska długo, ja moze nieco krócej.. Idę szukać jakiego dołu nad Wisłą, gdzie ogłoszę przetarg nieograniczony na likwidację ksiegozbiorów niechcianych.
Książka moze się obroni, jak ją gdzie wepchnąc w kąt biblioteki -  ludzie mniej...

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian