maj 2007

      data 

  dziennikczylinocnik                   

31 maja
wklejone, spisane już w czerwcowy
poranek,
a byłem w Kazimierzu
już
ze dwa tygodnie temu,  a
i jeszcze pojadę.

Kazimierz jaki jest, każdy widzi. Ale żeby poznać go bliżej warto tam pojechać w dzień powszedni, nie świąteczny i nie weekendowy. Na sobotę i niedzielę zjeżdża pól Warszawy i mamy deptak jak pod Domami Centrum. Ja pojechałem w poniedziałek, spokojnie, czysto, na Rynku pusto, zatrzymałem się żeby popytać o dalszą drogę (agroturystyka), a już ostrzeżono mnie że w dzień powszedni nie wolno parkować na Rynku i lepiej żebym szybko odjechał. Za to we wtorek wolno, jak się miejsce znajdzie bo to dzień targowy. Wszystkie gospodynie gotujące dla rodziny i przyjezdnych robią zakupy, a kwiatów, sadzonek moc. Tak więc poranny wtorkowy targ, to głownie targ kwiatowy. Dlatego jest jeszcze piękniej i bardziej kolorowo.
Kamieniczki odnowione pięknie, bulwar nad Wisłą śliczny, a najpiękniejszy wcześnie rano, kiedy jeszcze wycieczek nie ma, a turyści szykują się do śniadanka dopiero. Wisła płynie dostojnie - a przy brzegu statków moc wielka. Jest koga Wikingów, statki spacerowe i prawie szkuner, a na pewno piracki. Idealny plener do zdjęć bo z jednej strony Wisła, z drugiej widok na pobliskie pensjonaty, ogrody, a wyżej miasto i ruiny zamku na górze. Jest w Kazimierzu ulica Góry i ulica Doły. Jak sama nazwa wskazuje na ul. Góry wjeżdża się wysoko (kostka brukowa) i tylko myśl taka nachodzi człowieka, jak tu wjechać w zimie, bo zjechać .. W zimie wiadomo - pierzyna na maskę, ogromne poduchy na reflektory i jakoś to będzie. Zabytkom na odsiecz idąc oszczędzałem wydeptane progi, za to odwiedziłem domów i posiadłości bez liku. Z ciekawszych wymienić muszę np. Folwark Wenecja. Dom w stylu dworku szlacheckiego, który służy teraz jako pensjonat. Zachowano klimat lat 20, 30-tych, zdjęcia rodzinne na ścianach a to na polowaniu, a to w ułańskim mundurze, a to portrety dam pięknych. Piece kaflowe, stare zegary, meble jak u babuni, a łazienka - bajka, ale już współczesna jak najbardziej. Piękna jadalnia z kolekcją win w starej szafie i przepięknie malowanym pasem pod sufitem gdzie w okrągłych tondach bukiety polnych kwiatów. Nie policzyłem ale było ich kilkanaście i każdy inny. Niedaleko dom przy tej samej ulicy, cały w drewnie, a w środku akurat studencka wyprawa w sali kominkowej debatuje nad dalszą trasą wędrówki. Dom na zboczu wysoko bo 80 m nad poziomem rzeki, więc widoki wspaniałe i dalekie. Na przeciwko mały domek jak chałupka wiejska, rozbudowany nieco w kierunku podwórka. Niby nic, ale jak tam pięknie w środku. Wielkie kolorowe łoża w gustownych pokoikach, czysto, cicho, pastelowo. Miła gospodyni z córeczką na rękach zaprasza mamy z dziećmi. Idealne miejsce w zieleni, a jest tu takich więcej. Warszawiacy naród stadny, a więc pokoje czy pensjonaty blisko rynku oblegane co widać po rejestracjach samochodów stłoczonych a ciasnych podwórkach. A wystarczy kawałek odjechać jak choćby na ul. Czerniawy, albo Kwaskowej Góry (od kwaśnego wapiennego podłoża), albo na ul. Słoneczną, gdzie wybór pokojów duży i sam tam spałem w wielkim pokoju z wyjściem wprost do ogrodu. Zajazd też jest wielki, ale hotelowe przyjemności zostawmy koneserom, sami lepiej wypoczniemy w pokojach gościnnych, których tu sporo a i grill w każdym ogrodzie się znajdzie jak kto lubi pobiesiadować.
Wystarczy 10 minut jazdy samochodem i już w kilku wsiach pod Kazimierzem można znaleźć gospodarstwa agroturystyczne, gdzie o gości dbają nie tylko łazienkami i telewizorami, ale jedzeniem pysznym, własnym miodem, że o urokach wyrobów masarskich nie wspomnę. W jednym domu gościnnym tak mnie częstowano, że o obiedzie zapomniałem na dwa dni. Masz zwierzaka jakiego miłego - i jemu się nalezą wakacje. Można jechać z psem, kotem, a i z kanarkiem też pewnie jak kto lubi i ptaszysko nie ryczy po nocy. W jednym domu jak się pochwaliła gospodyni było 7 i pół kota. Te pół, to śliczny rudy maluch, który już był zarezerwowany na życie w innym dobrym domu. Jest i taka wieś pod Kazimierzem, gdzie oprócz tubylców wszyscy błądzą. Nazywa się ta wieś Cholewianka i w zasadzie są to trzy wsie, a do każdej inaczej się jedzie. Agroturystyki też tutaj dostatek, ale lepiej zadzwonić i dopytać jak się jedzie dokładnie i wszystko spisać trzeba, bo potem bez ściągawki ani rusz. Cholewianka słynie z "siedliska" zwanego Wiatrakowo. Od wsi do wiejskiej posiadłości prowadzi droga , którą wiatrak na słupie jako drogowskaz wskazuje, Jedziemy wśród pól i sadów, aby po chwili stanąć przed kilkoma domkami zagubionymi w zieleni. W środku bajka, sala jadalna z kominkiem, kuchnia w starym stylu, dawne meble i sprzęty, a nawet konfesjonał stary w ogrodzie. Przy kuchni wianki czosnku, pęki ziół, atmosfera sielska przyjazna i szokująca. Bo to wiejski pensjonat z urokiem dawnych dworów, a z wygodami jak w nowoczesnym hotelu.
Warto pojechać do Kazimierza, ale nie tylko na weekend kiedy festiwali i jarmarków dostatek. Warto na kilka dni zostać, żeby spokojnie zbadać jak popłynąć statkiem do Janowca, wejść na górki wszelkie bo jest i góra Trzech Krzyży i jest Góra Wietrzna, gdzie kiedyś koguta w ofierze składano i jest góra gdzie fragmenty macew i mur pęknięty - wspomnienie po żydowskich mieszkańcach Kazimierza.

29 maja
2007
wtorek

Pojechałem i wróciłem ale opisywać nie będę. Przynajmniej nie tu. Nie żebym się zbuntował albo popadł w marazm jaki czy inną chandrę. Mam pomysł taki żeby jednak dziennik-nocnik zapieckowy pozostawić sprawom tubylczym. Przez lat prawie siedem opisywałem co nieco, z Zapieckowej perspektywy widząc kawałek Rynku przed sobą, czasem nieco szerzej (jak się rozgadałem). Przez różne sprawy staromiejskie i przyjacielskie będę pewnie czas jakiś związany ze Starówką, ale ponieważ więcej wrażeń dostarczać mi będą podróże - powiedzmy, że prawie służbowe, opisy tychże - przeniosę pewnie do mojego portalu "noclegowego". Jeżdżę, za chlebem można powiedzieć, a częściej za benzyną, zastanawiając się jak to autko leciwe wytrzyma. Nic to, spoglądam wczoraj, smętnie nieco, na stan konta służbowego, a tam 6 zł i 16 groszy. Dziś z nadzieją ponawiam ten manewr drogą oczywiście internetową i widzę na ekranie, że może być gorzej bo stan jakby się zmniejszył i środki dostępne to 1 zł i 16 groszy. Ha, niecnoty. Faktury wysyłam, rachunki priorytetem traktuję, a tu .. Cicho, jest, doleciało 50 zł - po 4 godzinach. Na truskawki (uwielbiam) i totka (mniej)  - starczy. Ale powstrzymałem się rozsądnie inwestując jedynie w owoce - no i nagroda mnie nie ominęła, kolejny spóźnialski zapłacił za reklamę nieco zapomnianą. I już mi cieplej, już weselej mogę poszaleć i ..zatankować, aby ruszyć do pracowitej Pani księgowej, która stwierdzi czy utrzymam się na rynku gospodarczym czy tylko warzywnym. Pytają przyjaciele - czy mi nie żal? A co to ja góral żeby ...do hal? Mam Halę Mirowską i od niej zawsze pozdrowienia wszystkim przesyłam.
Żale, gorzkie szczególnie zostawiam na razie, bo jestem bohater pozytywny i do czyjejś głupoty nie mam żalu, bo niektóre sekretarki awansowane zbyt szybko muszą się czymś wykazać. Jak mnie nie chcą to się nie pcham, najwyżej jeszcze ładnie opiszę pismem długim i do wiadomości kto zechce. Satysfakcji z tego nie mam, ale dla własnego zdrowia psychicznego, choć nie chcę to muszę.
Osobliwe pismo czytano mi dzisiaj na zebraniu pewnym, gdzie jeden Pan zły bardzo na drugiego "sypie",  czyli opowiada, jak ten "on" - załatwił sobie za łapówkę znaczną coś tam ...i z jedną Panią coś tam ..przy stole i pod stołem niby. W zasadzie co mnie to obchodzi, ale z drugiej strony trend jest w zasadzie pozytywny. Gdyby to dwaj panowie, coś tam ..pod stołem, to zaraz podda się ich lustracji i bez kolacji będą musieli na tą paradę równości czyli pod walec jedynie sprawiedliwy. Jak już tak nudne i głupie stwory skaczące jak Teletubisie są niepewne, że  aż siwa Pani psychologiczne badania zapowiada w telewizorze, to tylko zdeklarowany gwałciciel pewnym obywatelem jest! Jako zdecydowany zwolennik badań różnic pewnych, lustracji nie podlegam i za margines robię. Podróże uwielbiam, nie że zaraz kształcą, ale czasem warto spojrzeć na to co ja widzę innymi oczyma. I co się często okazuje? Okazuje się, że wiele osób ma to samo co ja. Widzi tym samym zezem, choć jak wiemy białe to czarne, a czarne ...do banku w Szwajcarii na tajne konto. Przez przypadek jak zwykle trafiłem na opis podróży do Chin. I tam opisano powody dla których jakiś ważny parlamentarzysta podobno i rządowy do Państwa Środka się udaje. Czekają nań tam damy skośnookie, brunetki same, co nawet jak koso spojrzą to za małe środki. I z czym się tak kryć i na podróże tyle wydawać. Toż to krew z krwi i kość z kości ludu naszego co się z bratem tylko kłonicą maca. Zatem niech nie szukają daleko wrażeń biedni i zagubieni podróżnicy, bo są słuszni obyczajowo i godnie mogą nieść swój sztandar, czasem tylko rąbkiem tłuszczyk po golonce wycierając.
Podróże zatem opisywać będę o dziurach w drodze tylko czasem napomykając, za to sprawy obyczajowe jako dawny stojak narożny tu zostawię. Chyba, że będę musiał tylko o kulturze, ale mi to łatwo przyjdzie, bo pod galerią nie jedną zimę śnieg odgarniałem. I teraz mam propozycję i to od damy właśnie. Komisja w składzie .. orzekła, ze z 90 przestawionych, 40 się nadaje, czyli pstryknięcia całkiem przypadkowe i całkiem udane będą na wystawie u Pana Michała - całe lato. Jak się turysta spoci i zmęczy łażeniem, to przy piwku - na ścianie nie tylko cegłę zobaczy, ale i trochę Starówki. No i zaliczy co trzeba nie ruszając nogami. W ten sposób trafię na strony pierwsze, telewizorów przenośnych zapewne, ale dorobek się liczy i pewnie z czasem przewód jaki otworzę ..miedzi szukając. Na piedestał można i w piwnicy, jak się człowiek postara, wystarczy tylko innych przekonać. Jakby klapa jaka albo krytyka za duża nie wracam na róg, nie wracam - tylko udaję się w podróż, choćby ekologiczną po parkach prawie narodowych czy agroturystyczną po gumnach i zaściankach. I kto mnie tam znajdzie? Wiać to my umiemy, co i po pogodzie widać, bo choć okno od północy i 28 w cieniu to reklamówki z parteru nad drzewami ptaki straszą.

Na koniec uśmiech z ostatniej podróży. Rozmawiam z właścicielką pewnego pensjonatu, pięknie położonego na stoku zalesionej górki i pełen podziwu wychwalam pod niebiosa jak pięknie mieszka i jeszcze tak wysoko. Pani owa odpowiada mi z nutą goryczy.. Co mi po tych przyrody objawach,  jak ten ...cholerny słowik ryczy po nocach i spać nie daje, tak wyśpiewuje po słowiczemu do ukochanej.
Ależ miła Pani podpowiadam; - Trzeba podejść do okna w odpowiedniej chwili i krzyknąć gromko:
- Ożeń się do cholery!
Czasem zakochanym wstrząs potrzebny, żeby ich do zwykłych przyziemnych spraw sprowadzić i trend wskazać ogólnie przyjęty.
Aby kropkę nad "i" postawić zepsuć żart przyrodniczy muszę, bo nie przystoi krzyczeć na ptaszka. Ale jak się dowiadujemy, to na takiego jednego chcą krzyknąć (tekst jak wyżej) i to z trybuny sejmowej. Ale się trochę boją, więc pewnie ...wyślą anonim z dopiskiem - do wiadomości: "szkło kontaktowe" TVN.

13 maja
2007
niedziela

piątek, Zalew Sulejowski, dochodzi 16... Wichura, pioruny, ulewa, wiatr, jak się potem dowiedziałem z TVN24 - 130 km na godzinę. Jednak spokojnie zacznę "jechać" od początku. Jeszcze nie ma 6 - jadę spokojnie w kierunku Tomaszowa Mazowieckiego. Jak sama nazwa wskazuje Tomaszów "ów" znajduje się w województwie łódzkim. Najważniejsze miejsce w Tomaszowie, to skrzyżowanie Tadeusza Kościuszki, gdzie drogowskazów mnóstwo, jak się dowiadujemy do Warszawy 114, do Łodzi 53, do Opoczna 32, a nad Zalew Sulejowski - nie wiadomo. Oczywiście mam tam jechać, więc badam mapy wszelkie i dzięki cienkiej kreseczce na mojej dwusetce cel podróży znajduję. Nie mogę zajechać za wcześnie, więc najpierw spacer po Tomaszowie. Skoro
sam mistrz Tuwim zachęcał, żeby wpaść na dzień do Tomaszowa, no to koniecznie.. choć godzinę. Szyldy ogromne informują że Zajazd Góralski zaprasza, widomo że górale
emigrowali od wieków, ale żeby za Tuwimem nie wiedziałem. Inny szyld dumny informuje że mieści się tu - chyba na ul. Jerozolimskiej - "Pizzeria Capone". Co to za bohater obok pomnika Kościuszki, że pizzę firmuje, bo chyba to nie ten gangster amerykański, co zmarł chory na kiłę. Jeszcze napisów się czepiając - wracam do drogowskazów. Tu w centrum miasta są, dalej ni du du.. Jak na mapie znalazłem Niebieskie Źródła i biały drogowskaz na ulicy, to wiedziałem gdzie jechać, ale oznakowania z odpowiednimi miejscowościami już za miastem - brak. Mało tego; znalazłem wieś, gdzie żadnej tablicy nie ma z nazwą, a bo pewnie gdzieś wiatr porwał dawno i nie ma - a wieś to duża letniskowa i nazywała się Tresta Rządowa. W Tomaszowie słoneczko miłe to i zdjęć trochę porobiłem, Zaraz na przeciwko kościoła św. Antoniego (od zagubionych turystów też), dom z 1888 roku, potem jeszcze kilka ciekawych starych domów z XIX wieku znalazłem. A kino - nazywa się Mazowsze i jest w stanie ruiny totalnej (przynajmniej z zewnątrz). Kłaniam się Naczelnikowi Kościuszce, pod którym świeże kwiaty. Dochodzi godzina 8, jadę dalej ul. Jerozolimską i Jana Pawła II (czy jest jeszcze jakaś mieścina bez ulicy naszego Papieża?), wyjazd z miasta pozakręcany więc wolno a tu zaraz stop. Na południe od Tomaszowa, ale nie jechać drogą na Opoczno, tylko ta na Skansen - rezerwat przyrody, który nazywa się Niebieskie Źródła i na przeciwko nad rzeką - Skansen Rzeki Pilicy. Czynny od 10 więc jadę dalej, wrócę tu przed 12. Mijam informację że żubry też tu są, sprowadzone z Białowieży, ale nie jadę na te dzikie krowy popatrzeć, bo jak się potem dowiedziałem, to od parkingu piechotą trzeba jeszcze 5 kilometrów... Znaleziono wyjście, dla zmęczonych są bryczki konne. Już nie sprawdzam, jadę dalej, tumany pyłu białego widać z daleka, białe brzegi wśród sosen i woda - kopalnia odkrywkowa. Nie wysiadłem, a żałuję, zdjęcia były by ciekawe. Kopalnia kaolinu (piaski szklarskie) Biała Góra. Podobno największe złoża w Europie. Tak więc nie tylko bicz z piasku można ukręcić, jak ktoś dobre bajki w dzieciństwie czytał.
Po perturbacjach różnych (nawracanie i jazda bez drogowskazów) odnajduję ulicę Wczasową - okazuje się że juz jestem we wsi Tresna (Rządowa - niegdyś pisano). Na domach podwójne numery, bo już nie będzie numerów wiejskich, ale takie jak posesje wzdłuż ulicy. Nie wiem ile tu ulic ale z 5 pewnie będzie. Jedna się liczy najbardziej i "dłuuga" jak Piotrkowska prawie, bo ze 3 sklepy spożywcze przy niej naliczyłem - oczywiście Wczasowa. Kończy się pętlą, bo dojeżdżają tu autobusy miejskie z Tomaszowa, więc połączenie idealne, żeby tylko jeszcze jaki obcy łatwo trafił. Domki różne, jak kogo było stać, ale czysto, posesje zadbane, ogrody w kwiatach, skalniaki ozdobne, psy przyjazne. Co 3, 4 dom to gospodarstwo agroturystyczne, albo pokoje gościnne. Pensjonatów brak, ale łazienki jak pensjonatowe. Często pawilony na podwórkach - czyli pokoje dla letników i nie żadne czworaki ale przestronne, słoneczne z łazienkami, lodówkami i aneksami kuchennymi.
WPiękne lasy sosnowe wokół, brzozą przeplatane. Jeden z pracowników remontowych przy piwku się żalił, że od świtu pracuje, bo tak się te ptaki wydzierają, że spać już nie warto.
Następna za Trestą wieś to Karolinów. Też blisko brzegu Zalewu Sulejowskiego, bo i ośrodek tu wczasowy i gospodarstwo agroturystyczne wszystko wśród ogromnych sosen. Zwiedzam i fotografuję dom państwa Wojtaszków - pokoje z łazieneczkami śliczne, stołówka z kominkiem jak marzenie, pościel, narzuty w pięknych gustownych kolorach. Nieśmiało pytam o ceny. Zastanawiam się właśnie, po co ja to piszę, za rok nie będzie tam można szpilki wetknąć, a jak do tego gospodyni młoda sama gotuje, a mąż jeszcze bryczką po okolicy wozi. Gdy ktoś zechce konno po tych pięknych lasach to podobno też można.
Koniec marzeń o sielskim wczasowaniu, czas na piękno przyrody. Wracam do Tomaszowa, a właściwie pod Tomaszów. Najpierw odwiedzam Skansen czyli Muzeum Rzeki Pilicy. Podobno jedyne takie w Polsce muzeum rzeki, faktycznie pierwszy raz widzę model młyna co po rzece pływał, pomielił pewnie w jednej wsi, a potem do następnej. Jest też model parostatku jaki pływał po Pilicy. Jak się patrzy na warszawską Wisłę, to aż smutno, a tam przed wiekami rzeka przyjazna była ludziom. Wstęp tylko 3 złote, a w starym młynie; broni, modeli, mundurów, wag, a nawet młynków dawnych do kawy wielki dostatek. Trzeba powoli każde piętro bo eksponatów, aż nadmiar. Na zewnątrz stara łódź, pojazd pancerny, fragment przęsła. Obsługa miła i dobrze poinformowana.
Na przeciwko skansenu po drugiej stronie drogi wielka brama z napisem Niebieskie Źródła. Wejście jak do każdego parku, ale już po kilkunastu metrach wiemy, że to nie taki zwykły park - jakby ktoś na nas czar rzucił. Mieni się w słońcu woda, kaczki pływają, łabędź na gnieździe, drugi leci nad czystym prądem - inny świat i tylko ławki za plecami przy alejce przypominają że to jednak cywilizowane miejsce. Pięknie tam i koniecznie trzeba się  zatrzymać, byłem pól godziny tylko, o 3 godziny za mało.
Zdjęcia są na stronie Tomaszowa, albo wejście z woj łódzkiego  www.123noclegi.info. Następna wieś do której trafiam ze sporymi trudnościami to Zakościele. Niegdyś miejsce gdzie budowniczych włoskich król osadził co mu zamek w Inowłodzu budowali. Przed I wojną światową Zakościele zaczęło mieć nieco uzdrowiskowy charakter bo źródło żelazistej wody odkryto. Teraz miejsce gdzie dwa gospodarstwa agroturystyczne, mało tego że nie konkurują to polecają się wzajemnie. Jak mówił mi Pan Sołtys, jak będzie więcej takich gospodarstw w jednej wsi to ludzie chętniej przyjadą. A warto bo okolice tak bogate w miejsca do zwiedzania jak żadne inne. Z miłym sołtysem rozmawiamy o telewizji wysokiej rozdielczości, z sąsiadem wyżej (gospodarstwo na górce) o Tuwimie co bywał tu na wakacjach i Kwiaty Polskie stad podobno. Mili sympatyczni, i ani słowa o polityce, ani o suszach, powodziach i innych klęskach. Widać jak ktoś uśmiecha się do życia to i los mu tym samym odpłaca.
Na koniec dnia ostatnia wizyta umówiona z Panią przewodniczącą Stowarzyszenia Agroturystycznego w Smardzewicach Małych. Pędzę więc z Zakościela, nie zatrzymując się wcale w Spale. A tam pięknie budynki poodnawiane, ośrodek przy ośrodku, dawniej i prezydenci tu bywali od Mościckiego poczynając. W Tomaszowie znów źle skręcam - objazd proponują mi polami prawie, droga dobra ale kończę jazdę w jakiejś dyskotece na uboczu tak wielkim, że tylko zrujnowana cegielnia na przeciwko. Zawracam do Tomaszowa i już wg mapy grzecznie bez skrótów. Ciemno się robi, jakieś chmury czarne, ze smugami do ziemi, trzeba wiać idzie na burzę. Skręcam w drogę na Borki i Swolszewice Małe, ale leje już mocno. Zaczyna silnie wiać, drzewa gną się, gałęzie fruwają. Szukam miejsca gdzie by u stanąć z dala od drzew, a tym czasem widzę przed sobą wąski pas betonowej jezdni wśród wzburzonych fal. Staję jak wryty, wycieraczki w samochodzie na najszybszych obrotach. Z przerażeniem patrzę na fale jakie walą o zaporę, przez którą właśnie miałem przejechać. Za żadne skarby na świecie nie odważę się jechać dalej, zresztą przez kilka minut które trwały okropnie długo nikt nie przejechał po koronie zapory. No i ta głupia myśl jak mnie ten wiatr zdmuchnie z moim blaszanym pudelkiem na kółkach to ...spóźnię się okropnie na umówione spotkanie i przybyć mógłbym w charakterze wodnego ducha, co wyzionął...
Uf... wiatr trochę ustał, deszcz także, jeszcze kropi ale mniej, ruszam w końcu, trzymam się samego środeczka drogi, jadę przez zaporę, mokro wszędzie, na boki nie patrzę nawet. Drugą stronę witam jak zbawienie. W wiadomościach potem same złe wieści, w okolicach Sulejowa ginie chłopiec jadący na rowerze, przygnieciony drzewem, gdzie indziej drzewo spada na samochód nauki jazdy. Ale o tym dowiaduję się dopiero wieczorem. Szybkości wiatru tam doszła podobno do 130 km, tak więc słuchając o cyklonach amerykańskich wiem, że nasz wiaterek się nie umywa, ale dla mnie wystarczy. Dojeżdżam do skrzyżowania - patrzę w lewo - Swolszewice Małe, patrzę w prawą stronę tez tablica - Swolszewice Małe. Wybieram skręt w lewo, okazuje się trafnie. Kilka zakrętów i jestem .. w trakcie wywiadu. Pani redaktor z Łodzi przeprowadza wywiad na temat agroturystyki, towarzyszę zatem, przy głaskaniu klaczy źrebnej, podziwianiu ślicznych małych prosiaczków, obok cielak też do młodzieży się zalicza. Na zakończenie pani redaktor buja się na nowej huśtawce, więc nikt już jej nie musi jej opowiadać o rozwoju agroturystyki. Wśród psiaków przechadza się dumnie kotek czarny, widać ze to kolejne przyjazne gospodarstwo. Za drewnianym płotem sąsiedzi też agroturystykę prowadzą. Popołudnie robi się słoneczne, a ja już nie szukam miejsca na nocleg, bo wolę we własnym.. tylko 140 kilometrów do własnego prysznica kusi. Wracam wiec szosą wrocławską dwupasmową i gładką (w zasadzie). W którymś momencie patrzę na licznik, że coś wolno jadę bo wszyscy mnie mijają a tu 120, zwalniam zatem do 80 i jadę sobie spokojnie prawym pasem. Nie minęło kilka minut i nagle zaczynam wolno doganiać wszystkich co juz dawno uciekli . Kontrola drogowa tak ich spowolniła, kilku czeka na poboczu z dokumentami w dłoniach jak z książeczkami do nabożeństwa. Mijam ich dostojnie, za chwilę znów jadę sam, pozostawiony .., a co mam się spieszyć. Dojechałem na dziennik, jednak nie będą mnie lustrować. Trybunał uznał niektóre zapisy niedoszłej ustawy za niekonstytucyjne, teraz prawnicy z prawicy opozycyjnej do prawicy debatować będą że oni tak to rozumieją ale można i inaczej. Jadę wkrótce dalej już za rogatkami Warszawy zupełnie inne życie się toczy, moze by tak tą politykę najnowszą naszą zesłać gdzie na trawę zieloną, pod sosny szumiące do snu i na sok brzozowy. Może i w Warszawie poprawił by się nastrój co poniektórym?

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian