|
|
listopad 2007 |
|
data |
dziennikczylinocnik
|
29 listopad
czwartek
2007 |
Niewypały nadal groźne... Już dziecko
ręce zaciera, że szkoła wyłączona z ruchu, bo ponad 30 pocisków na
dawnym boisku szkolnym, a tu dzielni saperzy wydobyli, wysadzili i
nawet żadna przerwa nie była dłuższa. Już się cieszyli nowi
ministrowie, całkiem świeżego rządu, że im jedno posiedzenie
odwołają, bo pocisk w suficie, a tu dzielni saperzy wydobyli,
wysadzili i żadnej radości nie ma. Nawet byli ministrowie, byłego
rządu nie mieli żadnej nadziei, że coś spadnie, bo im też wisiało i
tak bardzo, że przeszli do opozycji. Dziś witamy księdza z kolędą bo
parafia duża i nie ma komu oblecieć.. Podoba mi się to zupełnie tak
samo jak wizyta kominiarza w sierpniu, który miał już kalendarz na
rok 2008 i życzenia całkiem do Siego Roku. Kto by chciał podpaść
władzy czy to realnej czy to byłej, czy duchownej albo zadrzeć z
obyczajem? Nikt, bo cenimy sobie spokój, dobry nastrój i te
wspaniałe czasy w których żyjemy juz bez zdziwienia zupełnie. Czasem
jeszcze jakiś drobny wybuch śmiechu odnotujemy, kiedy słuchamy
zapomnianych wypowiedzi o nieustannym ataku wątroby na zdrowe nerki.
Nerki pracują całą parą - wydalą tylko co nieco, bo taka ich rola -
albo nagrodzą za wierność znajome ...oczy co nie mogą kłamać. Nawet
bez zdziwienia odgotowujemy wezwanie byłego prezydenta, który
aktualnie panującego nam, wzywa do wycofania się z Pałacu. O tym
mowy być nie może, bo Krakowskie Przedmieście rozkopane i wycofywać
się można tylko w stronę Wisły, a tam tylko ptaszęta co im i w
zimnej wodzie.. dobrze.
Idą Święta.. idą. Widać wszyscy już na
zakupach, bo po południu na Starówce w mrocznej i mroźnej atmosferze
przemykają tylko nieliczni, używając słów popularnych jak się kto
potknie - szczególnie na nowej niemieckiej kostce, co ja uparcie
kładą na bocznych ulicach. Ale będzie dobrze jasno i wesoło..
Już na Zapiecku restauracja udekorowana, na Rynku CHOINKA taaaaka
duża. Ma już gwiazdę na czubku na wysokości poddaszy - sponsor
słodki to i choinka dorodna, będzie konkurencja na Zamkowym bo tam
stawia miasto. Połowa kafli juz pod kolumną Zygmunta położona, więc
do czerwca położą resztę, a niewypałów nie wykryto.
O innych radościach napiszę w grudniu,
bo wybory to były do Sejmu, a w urzędzie miasta .. ludzie znajomi.
Premier Tusk zapowiada prywatyzację na wielką skalę, a tu kilku
panów ręce zaciera, że będą ..negocjować ceny najmu bo podwyżki mogą
być i 300-procentowe. Po to miasto nasze stołeczne powołało dwie
firmy poważne, żeby zrobiły dwa audyty, z których ma ta
podwyżka niby wynikać. Jak ja zamówię u Pana Henia to mi taki audyt
zrobi że .. jeszcze książki na Zapiecek przywrócą. A dlaczego nic
nie sprywatyzują? Bo się zasłonią całkiem na nowo robionym prawem,
że strefa zabytkowa, że są roszczenia i że kura złote jaja znosi.
Oznacza to że będzie trend pozytywny jak się który odwdzięczy, czyli
bez CBA będzie się umiał zachować. To jest dopiero niewypał, że
władze miasta stołecznego nie słyszały jeszcze o wolnym rynku i
lokali kupcom nie sprzedadzą, bo jak się zaszantażuje czynszami to
będą wdzięczni inaczej, ...aż co wybuchnie w końcu, albo resztki
tynku odpadną, za to na całkiem świeży bruk. |
|
09 listopad
2007
piątek |
Totalne korki w całej Warszawie jak
zwykle w piątek, a więc najlepsza komunikacja tramwajowa z
przesiadkami albo pieszo. Ponieważ pomiędzy Muranowem i Starówką
ledwo dwa przystanki piesze wędrówki umilają mi życie. Drobne
niedogodności jak 21-szy w kolejce do banku, czy opad ciągły, a
mokry to nie powód do złego humoru. Uroczystości poważne związane z
pamięcią ofiar zamordowanych na wschodzie, już bez kapelana Rodzin
Katyńskich prałata Peszkowskiego. Jakoś nie usłyszałem przy tej
okazji o tym człowieku, który część życia poświęcił pamięci oficerów
rozstrzelanych w Katyniu. Zimno i wietrznie, i deszczowo to powody
zapewne pewnego humorystycznego zapędzenia jakie zdarzyło się Panu
naszemu miłościwie panującemu, gdy spod sztandarów wartko ruszył w
kierunku Grobu Nieznanego Żołnierza. Hola, hola zakrzyknął w duchu
pan generał w rogatywce i zręcznie za łokieć ujął i na drogę
wyznaczoną w scenariuszu sprowadził. Zapędzony i zapracowany wręczał
dziś Donaldowi Tuskowi teczkę czerwoną z denominacją czy jak się to
nazywa ...aaa desygnacją na premiera, a było to lewą ręką bo prawą
miał zajętą bo potrząsała prawicą lidera PO. Ładnie to wyglądało jak
teczka wręczona na krzyż, w końcu w katolickim kraju. Wymaga to
pewnej zręczności, tylko może się zdarzyć że jakiś dziennikarz
napisze: - jak się w szkole prawdy nie chciało powiedzieć
wystarczyło za plecami palec za palec założyć. To też umiejętność
dyplomatyczna, ze zaprasza się na desygnację jak do dentysty,
telefonicznie przez sekretariat, mnie tam galeria znajoma zaprasza
na specjalnych kolorowych druczkach składanych, ale to pewnie z
obawy że mogę zapomnieć i różnica poziomów. Ja pracowałem zawsze 3
stopnie niżej.
Rolnicy też niżej. Ja już to
przerabiałem rok temu w mikro skali, a teraz rolnicy w skali makro.
Kilka tysięcy rolników z wnioskami na dotacje unijne koczowało pod
siedzibą Agencji Rehabilitacji i Moderacji Rolnictwa od kilku
tygodni po to żeby złożyć odpowiedni wniosek według zasady - kto
pierwszy ten lepszy. Znany to przykład z piaskownicy, że ten z
bachorów pierwszy łopatkę czy foremkę dopadnie i do ust dumnie
niesie - zastosowano dzięki inwencji urzędniczej według której jak
nie ma kryteriów żadnych albo nie wiadomo jak opracować, bo z
politycznego rozdania się przyszło, to na żywioł. Mogli też wynająć
osiłków, którzy wdarli by się pierwsi. Ale okazało się że to naród
kulturalny i mądrzejszy od siedzących za biurkami - komitet
kolejkowy ustawił wszystkich i kto był 2 tygodnie wcześniej pod
bramą miał wcześniejszy numer. Paranoja. To słowo ma wielkie
powodzenie ale zbyt często stosowane powszednieje, może nadejdą
czasy kiedy pozostanie określeniem medycznym i tylko tyle.
W ramach podróży po okolicy naszej
Stolicy węsząc za jakim zarobkiem, zapuściłem się do Piaseczna, Góry
Kalwarii i jeszcze w stronę Czerska. Drogi jakie są każdy widzi,
modernizuje się Puławska, od Wilanowa jadąc droga szeroka potem to
już normalność, całe szczęście ze jadę z Warszawy, bo do... kolejki
kilometrowe z rana, z powrotem po południu. Okazuje się że nie tylko
okazałe apartamenty, wille na gruntach ze wsi odrolnionych ale całe
piękne osiedla powstają. Hotele, zajazdy także, ale właścicieli
trudno dopaść, co znaczy ze firmy mają się dobrze jak szef zajęty.
Ameryki nie odkrywam, bo tereny zielone w promieniu 30 km a może i
50 będą coraz droższe, bo kto może uciec z bloków i ma na to środki,
wieje aby i jemu troszkę świeżo powiało i jaki ptaszek czasem
zaśpiewał. No i budzą się inne emocje bardziej przyrodnicze, niż te
związane z naszą oczywistą oczywistością niedawno minioną
bezpowrotnie.
Potworne potworności wygadywali w
"szkle kontaktowym" a w internecie to już zupełna sodomia i gomoria..
ciągłe i wściekłe ataki. Teraz kabaret musi znów zakasać rękawy
żadnych gotowych gotowców nie dostaną. A Panu Premierowi Donaldowi
Tuskowi (nie przekręcać ziobrem), życzę spokojnego spaceru po Starym
Mieście bez 8 ochroniarzy przy każdym rękawie. Niepełnosprawni
inaczej mają się ku upadkowi, co przećwiczyła wcześniej partia co
sama się już nie mogła obronić przed prokuratorem, tu wstydliwie
szeregi opuści co drugi, reszta na kanapie zdryfuje na jaki ładny
manowiec. Budynki w śródmieściu mają notarialnie to i mogą nawet w
wyborach się nie wychylać jak niegdyś \ Stronnictwo Demokratyczne
znane z innej bajki. |
01 listopad
2007 |
Nastały dni wspomnień za tych co
odeszli. Ale jak miło mi ktoś napisał, nie musi to być dzień smutku,
bo pamiętać należy tylko zdarzenia piękne, rozmowy miłe i ludzi
radosnych. Ukochana moja babcia, co jeszcze Franciszka Józefa
widziała, zawsze z uśmiechem na twarzy; przez dwie wojny, pożar wschodu,
okupacje wszelkie - odeszła też z uśmiechem. Coś w nas jest z
charakterów naszych bliskich i niech to będzie ta część co daje
nadzieję, siłę do przetrwania i optymizm.
Dlatego też wracam jak stary bumerang
do zapisków na moim dawnym Zapiecku. Choć nie prowadzę tu już
stoiska bukinistycznego, przyjaciele nie zapomnieli o mnie i służę
jak umiem - fotograficznie Galerii, a komputerowo i reklamowo
Zapieckowej restauracji. Nikt nie chciał słyszeć o rezygnacji ze
współpracy ze stowarzyszeniem kupców, które teraz oficjalnie goszczę
na swoich stronach
www.stare-miasto.com . Tak więc pobyt swój tu uważam za
uzasadniony dostatecznie, a że nie stoję na rogu (jak te moje
koleżanki), tylko obiegam - najczęściej z aparatem w ręce -
spojrzenie może być szersze, choć bez wad wrodzonych. Małemu lepiej patrzeć, jak na coś
wejdzie. Ale nie trzeba wchodzić na żadne mury, ani wieże kościelne
czy Zamkowe, żeby zobaczyć Starówkę w wykopkach. W obrębie murów nic
się jeszcze nie dzieje choć mury remontowane są już lat kilka -
dlatego młode drzewka śmiało rosną na dawnym trakcie spacerowym, a
poprzewracane płoty i poskręcane folie ubarwiają krajobraz
szczególnie w okolicach zbiegu Wąskiego Dunaju i Podwala. Król
Zygmunt patrzy na dół i głownię szabli ściska bo tylko trzech ludzi
pod nim w ziemi grzebie, płyty ciągną marmurowe, czasem coś tam
popukają albo przytną. Okoliczni restauratorzy i bywalcy stali
donoszą, że liczba trzy jako magiczna musi być utrzymana, bo nie
zakłóca to cyklu robót, a i porozumieć się łatwiej jakby było
czterech w jednaj koalicji brukarskiej. Z kręgów zbliżonych do tych
co wiedzą, wieść niesie, że roboty trwać będą do czerwca 2008, a
opóźnienie jak mówią przez megafon na dworcu, może ulec
zmianie. Ponieważ granica zarządu placem przebiega przez
część wschodnią Zamkowego, prace zaplanowano tylko do tej
granicy, ale ponieważ spory kawał placu jest jeszcze dalej, ale już w
zarządzie innych urzędników, trzeba było przeprojektować i ..
zapomnijmy o wygodnym dojściu czy dojeździe do Starówki przez cały
przyszły rok. Będzie podobno ładniej, ale jak pamiętamy już też i
było ładnie choć krótko, bo ledwo dwa lata minęły jak bruk
wymieniała firma "Dylemo", ale pewnie według innych koncepcji.
Idą święta następne czyli Bożego
Narodzenia i ciemnotę panującą wśród zaułków znów chcą kupcy
rozświetlić, bo a nóż spodoba się to warszawiakom i liczniej jeszcze
przyjdą na niedzielny spacer. W tygodniu wycieczki szkolne,
izraelskie i japońskie wierne, brną dzielnie i zgodnie z programem,
poza tym wiatr hula. Zespół urzędowy miejski do spraw jasności ulic
świątecznych na Starówce, powołano w styczniu, tak więc w
listopadzie mamy już całkiem nową koncepcję oświetlenia
zeszłorocznymi girlandami, które ohydne z natury (według zboczonego
gustu piszącego) wzmocni się światłami kolorowymi. Haki tylko trzeba
wymienić bo i poprzednie złapawszy trochę śniegu (chyba będzie zima)
urywały się kilkakrotnie. Ale jest koncepcja bodajże francuska co do
"infrastruktury" oświetleniowej, bo opracowanie zrobili koncepcyjne
zapewne darmo, a i polskie firmy coś tam poradzą. Jak mi zapłacą też
poradzę, wyrzucić to wszystko w diabły i zaprosić mądrego sponsora,
choćby takiego co od lat pięknie zimowo dekoruje Nowy Świat.
Koncepcji Ci u nas dostatek, dlatego
opisywać wszystkich się nie da, bo i "szkło kontaktowe" nie nadąża z
tematami, ciekawsze tylko publiczności do śmiania ze stresem
podając. Piszę Jasiu powoli bo wiem, że wolno też czytasz.
Dlatego wyjaśniam, ze śmiejesz się 5 minut, a 20 zastanawiasz się
skąd taka głupota zażarta w jedynie słusznych koncepcjach.
Demokracji widać za mało, bo na ostatnim zebraniu byłem świadkiem
jak wyjaśniano, na czym polegają negocjacje i czym się różnią od
jedynie słusznej polityki. Nie wiem czy uczą znaczenia słów, ale w
końcu po coś zmarły niedawno prof. Kopaliński napisał kilka
kilometrów haseł, z którymi nawet mała władza może się zapoznawać do
woli i upojenia, a czasem nawet udatnie i z sensem zastosować.
Jedną z ciekawszych koncepcji dnia dzisiejszego była wymyślna taka
co miała usprawnić dojazd i powrót z cmentarzy. Informacja o nowych
rozwiązaniach starych tematów była ale w skrytce w tramwaju. W
internecie linie świąteczne są jak najbardziej ale trzeba otworzyć
ze 20 odnośników żeby się dowiedzieć którędy który jedzie. W końcu
rodzinę dowlokłem na Powązki z dwoma liniami, a powrót był taki
śmieszny, że patrzyli wszyscy zdziwieni jak autobus od Towarowej
leciał do bankowego nigdzie się nie zatrzymując bo i po co jakieś
tam marne skrzyżowanie przy Jana Pawła II- do ominięcia. No i poszło
parę wiązanek, nie cmentarnych ale pod adresem pobliskiej
Senatorskiej (była tam siedziba władz komunikacji miejskiej) i to z
ust dam nieco starszych, bo z perspektywą dalszych przesiadek.
Wracam, choć nie wiem kiedy znowu coś
napiszę, ale ponieważ tematów staromiejskich dostatek nie muszę już
na kilka listów odpowiadać. Od uśmiechu zacząłem i tak też zakończę.
Wspomnę jeszcze na koniec dzisiejszych zapisków człowieka z którym
rozmawiałem przez lata mojej bytności na Starówce dziesiątki
razy. Mówię o księdzu prałacie Zdzisławie Peszkowskim, który odszedł
od nas zupełnie niedawno. Przychodził jakby na chwilę, żeby
popatrzeć na stare książki i jedno zdanie wyrwane z tekstu, tytuł
czy ilustracja, były już powodem do długiej często rozmowy. Handel
nasz był dość osobliwy, bo jak nie chciałem pieniędzy za jakąś
pozycję to natychmiast był rewanż w postaci tomiku poezji Papieża
Jana Pawła II albo książka o Katyniu po rosyjsku z dedykacjami
księdza. Ustaliliśmy w końcu kiedyś, ze nasze handlowanie ma
charakter symboliczny i raczej wymienny, bo tylko rozmowa i ciekawa
opowieść się liczyła. Słuchałem o Jego drodze w Armii Andersa, o
dzieciach tułaczych w Kazachstanie, o drodze do Indii, a najbardziej
ciekawe były refleksje ze spotkań z Naszym Papieżem. Ksiądz
Peszkowski był człowiekiem o duszy radosnej, uśmiechnięty i życzliwy
wszystkim ponad wszelką miarę i choć opiekował się tragiczną
historią rozstrzelanych na wschodzie jako kapelan Rodzin Katyńskich,
to nie dane mu było spocząć zgodnie z życzeniem wśród ofiar lub
rodzin, którym tyle lat poświęcił. Jest pochowany na życzenie
kardynała w Świątyni Opatrzności Bożej, która jest w budowie.
Uśmiech i życzliwość tego wielkiego człowieka zawsze będzie w tych z
którymi obcował. I oni podadzą dalej ten uśmiech w każde święto
które może być też radosnym wspomnieniem. |
do góry, do
góry...
|