styczeń 2008

      data 

  dziennikczylinocnik  już ilustrowany             

styczeń
2008

W styczniu zabrakło chyba nastroju, bo z jesienną szarugą ten miesiąc się nigdy nie kojarzył, a mrozu ledwie było przez parę dni. Deszcz i mżawka, błoto i brudne szyby, ledwo na koniec trochę słoneczka. Jak tu mówić o rześkim dziaduniu co na deszczu nie może, w mrozek się ociąga, a wykręca tym .. że może na wiosnę. Będziemy dochodzić,  co tak na nastrój wpływa marnie, bo wesołych chwil trochę zbrakło.

Pożegnałem dobrego przyjaciela, kolegę od serca, takiego co o nim się wie, czasem pomyśli, a czasem też nie widzi latami. Ale zawsze wiedziałem, że gdzieś tam jest, pracuje, boryka się z codziennymi sprawami. Rak gardła udusił Tomeczka, z którym zaczynałem ponad 20 lat temu prowadzić antykwariat, a jeszcze pod koniec lat 70-tych usiłowaliśmy rozweselić razem naszą starą spółdzielczą firmę. Delegacje, szkolenia, obozy, wspólne wyprawy na listopadową rybkę, gdzie 6 wędkarzy jedna płoć niemrawa i zimna wódeczka na krze przybrzeżnej. Najpierw wspólne spotkania kolegów antykwariuszy, rodzinne kolacje, a potem nasze drogi się rozeszły. Pogrzeb w deszczu, przeogromny smutek matki chowającej syna, dzieci już dorosłe, rodzina, kilkoro przyjaciół. Gdzie Ci kumple od wódeczki, gdzie przyjaciele brydżowi, gdzie wędkarze, kilku przyszło - reszta nie znalazła czasu. O zmarłych mówimy tylko dobrze. O Tomku można powiedzieć tylko tyle - żył dla innych. Każdy kto znał Go trochę i o cokolwiek poprosił - Tomek służył, zawiózł, dostarczył, pomógł, załatwił. A potem jakoś kolegów zbrakło. No bo czy na takim bukiniście coś można zarobić, albo czy to się opłaci... Nie ważne, choćby tymi paroma literkami, będę Go pamiętał i na Powązkach odwiedzał. Jak mawiał mój ojciec kiedyś; - jeszcze razem niejednego robra rozegramy, może wyżej nieco.

Politycznie nudno, bo niedawno rządzący w opozycji bardziej tragiczni, mniej śmieszni. Jeszcze tylko była służba zagraniczna czasem koso spojrzy w ekran, na poczynania obecnej ekipy. Jeszcze młodzi stażem wsadzą kuksańca pod "ziobro", jeszcze wódz naczelny też były; zakrzyknie cicho, a tragicznie. Tylko ludzi żal, co w kolejkach kilometrowych stoją u wrót "wschodu", albo jak i my w korkach, bo strajk albo akcja protestacyjna. Najwięcej zbuntowani są związkowcy co i zarobki mają kilkunastotysięczne, więc jest za co zagrzewać naiwnych do boju. Nowy rząd no to jak chciał rządzić, niech płaci, zachęca stara ekipa. Współpraca i miłość bliźniego wygląda jak ten "synek (nie mój ojciec) grzybek" co dotacji nie dostał, a symbolem walki o dobro celne grzywka lakierowana damy onej co pod Przemyślem czy  Dorohuskiem-Hrebennym mówi - że nie odprawi. Jeden odprawia z nawiązką (co do egzorcyzmów - nie wiem), a druga nie chce odprawić nawet ciężarówki..

Miesiąc styczeń bez mrozu, to i robactwo się pleni i głupoty ludziom chodzą związkowe po głowie (no jak nudno pracować, można postrajkować), bo pogoda sprzyja. Przy mrozach odpowiednich do pory roku, poglądy miewa się bardziej patriotyczno-gospodarcze. I mnie to doświadczyło razy kilka, dzwonią do mnie i dzwonią, czy chcę płacić mniej, albo czy przyjdę na darmową degustację koca wielbłądziego, albo pościeli alergicznej. Ponieważ towarzyskich ofert nie było - telefon odciąłem. Nikt nie poprosi jak co tydzień do telefonu mojej mamy, choć od 9 lat spoczywa w spokoju, nikt nie zaproponuje ankiety na temat zadowolenia z usług. Odczepiłem się od jednego monopolisty, a jeszcze drugi mnie gnębi. Poczta Polska podobno spółka dawno zagraniczna, a strajk zapowiadają ci, co pozostali w sortowni i wysyłają tylko priorytety. Na szkoleniu mówili: priorytet taki, priorytet inny, więc żeby zwykły list doszedł w tydzień - marzenie. Jest inna firma i jeszcze parę by się znalazło, ale prawo mamy takie kulawe, że tam list zwykły trzeba dociążyć blaszką, żeby go w dwa dni doręczyć jako zwykły. Do wysyłania lekkich listów ma prawo tylko Poczta Polska, ale za to nie ma do tego serca. No i nawet jak coś tam zrobię i wypiszę fakturę z nadzieją że jakiś księgowy grosz na konto prześle, to nie doręczą i ..podręczą jeszcze wyciągniętą ręką Pana, co jak polecony mi niesie to poniżej 2 złotych skrzywiony bywa. I co - mam krzywdzić człowieka? Burzyć mu nadzieję jak grzywkę celną i sztywną, co chciało by się lubieżnie w jakiś nadgranicznych chaszczach nauczyć kilku słów poprawnej polszczyzny.

Firma komputerowa słynna i zamiejscowa z filią w Warszawie i sławą na kraj cały dziecku obiecała, że komputer złoży. Czas oczekiwania do pięciu dni. Zamawiamy w piątek, we wtorek nie ma w czwartek nie ma, ale w kolejny wtorek już jest. Do domu skrzynię nieś sam człowieku, dziecko rady nie da. Ustawiamy, podłączamy, cicho szumi wiatraczek, łączności - brak. Fachowiec z saloonu nie przyjdzie darmo, bo to po godzinach i tyyyyle pracy. Więc tradycyjnie ustalamy, że przyjdzie prywatnie, przyszedł i zdecydował - z powrotem do sklepu. Nie było już wynagrodzenia bo sam by się zawstydził, że po jego diagnozie jeszcze opłata zwyczajowa. Następnego dnia niosę, podobno w godzinę zrobią (karta sieciowa, sterowniki). Niestety fachowiec w sklepie jest jedyny od serwisu i właśnie chory. Trzeba odesłać 300 kilometrów od Warszawy tam składają, plombują i znów wysyłają. Czekamy...Znów blachę trzeba w objęciach i na piechotę, bo nikt nie dowiezie. Nie ma takiej opcji jak mówią.

Znajomy delikatesy prowadzi. Na są też na świecie szefowie dużych sklepów i mniejszych restauracji, których nieco na wyrost nazywa się przedsiębiorcami. Pewnie do celów podatkowych tylko. 3 lata temu pani kasjerka w delikatesach onych - sprzedała małolatowi piwo. Straż Miejska ochoczo zaskoczyła młodziana jak szedł z butelką czy puszką, zeznał skwapliwie że kupił o tam.. w tym sklepie. I maszyna sprawiedliwości ruszyła. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości nakazuje zabranie koncesji na alkohol bo sprzedali małolatowi. Czy ktoś udowodnił, że pił? Czy ktoś mu zbadał zawartość oddechu? Czy ukarano sprzedawcę co powinien wylegitymować młodego? Nic takiego. Cofa się koncesję na sprzedaż, będzie 10 pracowników do zwolnienia, bo to kraj co mlekiem płynie jak wyleją, a tego za za kołnierz się nie wylewa, trzeba chronić za cenę wszelką. Miasto podatków za sprzedaż alkoholu też nie dostanie. Sam znam co najmniej dwa. No i pytam znajomego - czemu nie chciał być sprzedawcą. Mógłby sprzedać skrzynkę - i na zdrowie.

Nie buntuję się, szukam alternatyw, skoro na medyczne przyrządy zbiera Orkiestra Świąteczna, skoro będziemy dodatkowo się opłacać za ewentualną wyprawę do lekarza, są jak i były ...powody do wyjazdu. Mam znajomego w hurtowni, zawsze  mi jakieś tabletki na ciśnienie mózgownicy załatwi. Przecież nie będę stał od 6:30 po numerek do przychodni, bo zima, w lecie stoją od 5 - też do przychodni, bo czy lekarz będzie nie wiadomo, bo może wyjechał, albo na zwolnieniu od ..akcji protestacyjnej.

Dobrze, że się ten styczeń skończył. Aby nic więcej mnie nie zaskoczyło i żeby smutki jesienne odgonić tej zimy, zamykam styczeń w pierwszą niedzielę lutego. I się nie wróci, dopiero za rok.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian