|
marzec |
Marzec miał zacząć się kulturalnie.
Pewnego dnia ..słoneczko na niebie, mimo ujemnej wiadomości na
termometrze, idziemy na koncert. Torwar, czyli miejsce, które zawsze
kojarzyłem z łyżwami, a nawet z jazdą umiejętną czyli prawie
figurową - był z oczywistych względów - nie dla mnie. Edukacja
łyżwiarska zakończyła się na oderwanym obcasie, bo podobno za mocno
przykręciłem łyżwy z tzw. gwintami. Gwinty służyły głownie do
odpychania się od śliskiej powierzchni, kiedy po kilkunastu
nieporadnych krokach na wewnętrznych stronach stopy - usiłowałem
przejechać kilka metrów na trzęsących się nogach. Butów pewnie by
zabrakło na dalsza edukację, ale jak zawsze z takich dylematów
ratowały nas wiosenne trampki i pepegi jako obuwie prekursorskie dla
adidasów.
Tak więc wracając do tematu. Torwar więcej gromadzi ludzi na
koncertach niż na szaleństwach zimowych, czemu się dziwić nie należy
bo koncert każdy, sponsorują zastępy firm, a łyżwy każdy sam musi.
Koncert o którym usiłuję tu wspomnieć
miał odbyć się pod hasłem "Bezpiecznie na drodze" albo coś w stylu
"Jedź wolniej - żyj dłużej". Z uwagi na porę wyjścia z domu 1700
- samochód pozostawiłem pod domem, kierując wraz z pewną damą w
stronę autobusu. Jak zwykle usiłowałem szukać pasów do zapięcia jak
tylko usiadłem, za co dostało mi się po łapach. Od placu Bankowego
pod Torwar jazda trwała 50 minut. Dopiero na 5-tych światłach udał
się skręt w lewo w Aleje z Marszałkowskiej, co pozwoliło mi na
spokojne studiowanie Rotundy PKO, którą chyba powinni jeszcze raz
wysadzić, bo jak stary beret wygląda. Czerniakowska była
łaskawsza - dotarliśmy. Pytam o numer miejsca, rząd - nic takiego
nie ma na zaproszeniu. Publiczność siada gdzie chce, no to wybrałem
sektor najbliżej estrady czyli pewnie na prawej flance bramki
hokejowej. Udało się w rzędzie drugim co bez lornetki zapewniało
niezłą oglądalność i zbyt mocną słyszalność.
Najpierw konferansjer zapraszał po kolei przedstawicieli kilku
ministerstw, komitetów, stowarzyszeń i organizacji, którzy składali
życzenia miłej zabawy, wspominając mimochodem, że jechać trzeba
ostrożnie i jak ktoś już leży na drodze można nim trochę popompować
bo i tak już nic mu nie pomoże. Dla ilustracji zadymiło ze starego
wraka, wywleczono rannych i martwych nieco. Pogotowie nie bez
trudności wjechało, za to wyjeżdżało do samego skonania pozorantów.
Dziewczynki ratowniczki miłe, pomoc drogowa wyjechała za to bez
trudu. Nie znudzili ale pretekst do koncertu był. Jeszcze odczytano
listę 40? sponsorów, bo ktoś musi za to zapłacić - bilety były
darmowe od firmy znajomej bo kolejowej.
Najpierw kabaret - występ super,
teksty nieco ostrzejsze jak w telewizji ale w granicach osiedlowego
smaku. Potem zespół o dziwacznej nieco nazwie Video - czemu nie
Stereo?
Załamany, spodziewałem się chałtury ryczącej dla zagłuszenia
umiejętności nieznanych, a tymczasem zaskoczenie. Wokalista
słyszalny, ba nawet tekst rozumiem, przytupuję do rytmu, bo
perkusista doskonały. Ogólnie fajne chłopaki, choć piosenki
dostosowane pod skaczące, nie tańczące osoby.
Kolejna frajda - za moment wystąpi
Ania Wyszkoni z zespołem ŁZY. I rzeczywiście, płakać się chciało,
jak dzięki nieopanowanej elektronice występ zamienił się w koszmar.
Wokalistka niesłyszalna prawie wcale. Ryczące i wibrujące kolumny
podkręcał jakiś koleś przy klawiszach. Od muzyki do fabryki z
suwnicą w tle, takie dźwięki są dobre w zepsutym telewizorze bo
jednym palcem go skarcę. Tu po 4 piosence i słabych próbach
wciągnięcia tych pod estradą do wspólnego śpiewania - czuję pukanie
w plecy - ktoś wstaje i wychodzi, potem obok mnie następni. I dla
nas występ się skończył na 5-tej piosence słyszanej już blisko
wyjścia. Oglądam się, a tu nie kilka pojedynczych osób wychodzi, a
spory tłumek i góry schodzą następni. Cieszyłem się na ten występ,
kiedyś w samochodzie słuchałem tych miłych piosenek "Rodziewiczówny"
współczesnej estrady. "Tańcz, zaprosili Cię na bal", a ja mam -
"Oczy szeroko zamknięte" i - "Nie wiem, nie wiem", - "Siedzę i
czekam", - "Przepraszam Cię" - Aniu że tak marnie było.
Grunt, że sponsorzy dopisali a
akustyka - wywal na "Słodkie winogrona" i niech będzie "Ostatni na
dobranoc". Jak dobrze że bez samochodu - parking zapchany do imentu.
W autobusie już uważałem żeby gestu przypięcia pasów nie wykonać. |