Archiwum 001

      data                                                          dziennikczylinocnik               
   
31 stycznia
środa

Aktorzy i aktorzy.... Dziś wiadomość podsłuchana w sklepie (radio) - o śmierci Edmunda Fettinga, w ilu filmach go widziałem.., dopiero pochowano Machowskiego (zawsze kojarzonego z Leninem), Jaremę Stępowskiego (chleb dla konia) jakiś fatalny urodzaj. A co wśród żywych - też smutno. Kilka dni temu w telewizji w ramach wywiadów Marcina Dańca dla HBO - odpytywany był Bogusław Linda. Podobał mi się w "Panu Tadeuszu" - filmie Wajdy, ale co do jego wypowiedzi to odnoszę wrażenie, że jego postacie z filmów (Psy, Sara, i innych) narzucają mu styl swobodno-wulgarny. Jak się gra sześcian, to potem można stwierdzić w swoim opowiadaniu o mieszkaniu w teatrze w Krakowie - za ścianą to się gołębie pie.....ły. Publiczność jakby zarechotała zdawkowo, zażenowana. Ja zamarłem w fotelu, bo akurat obok mnie siedziała mała dziewczynka, a tu najlepiej opłacany polski aktor okazuje swą twardość w słowie. Nie takie rzeczy się słyszało, ale dlaczego ja muszę się wstydzić za niego - wielkość urojona czy ..po prostu sześcian zagrał i powiedział.

O stronach internetowych dyskutuję czasem, bo jest taka, poświęcona właśnie trudem tworzenia swego wizerunku w sieci. Ponieważ kilka razy żartobliwie skrytykowałem witrynki składające się z jednej stroniczki za to z całym arsenałem wodotrysków (liczników, ankiet, banerów itp.), jeden z dyskutantów zapytał - co to za guru - ten Lef, że się tak wymądrza. Na szczęście więcej życzliwości w nas i humoru niż bólu głowy od "nadmiaru" wiedzy. Jest tu właśnie ciekawy aspekt - bo ja wcale nie wstydzę się przyznać, że bez zbędnych ceregieli pytam i uczę się od ludzi młodszych o - bagatela choćby i 30 lat. Jakie to ma znaczenie skoro w sieci wszyscy jesteśmy w jednym wieku (hurrra), a przecież wiadomo, że przy tak błyskawicznym postępie - ludzie młodsi po prostu wiedzą dużo więcej i nie ma się co wstydzić - pytać i też wiedzieć. Podziwiam fantastycznych pasjonatów, którzy "spod palca" piszą coś, co potem wystarczy kliknąć i to-to działa i coś wykonuje. Dla mnie -  czarna magia. Coś mi warczy w komputerze, pewnie jakiś pies wirtualny na to co ja tu wyprawiam, a  po wielu dochodzeniach okazuje się, że zgodnie z diagnozą młodego przyjaciela, po prostu wiatrak, coś tam zakurzył się nieco. Napisał do mnie redaktor naczelny jednego z najbardziej popularnych miesięczników, że teraz młodzież interesuje się bardziej promocjami telefonów niż poważnymi stronami na temat zabytków, poezji i takich tam.. No niestety Panie redaktorze kochany, może za mało Pan siedzi przed ekranem. Najlepsze strony jakie znalazłem o historii starożytnej, astronomii, literaturze i na 100 innych tematów tworzą nie stare dziadki czy babcie, nie profesorowie, ale fantastyczni pasjonaci, którzy często mając 17-20 lat muszą przekopywać spore biblioteki i archiwa aby coś napisać ciekawego. A jak ciekawe strony są o własnej ulicy, czy miasteczku. Są też tony śmieci, ale to już życie zweryfikuje, zresztą więcej jest śmieci papierowych, które tworzyliśmy w ramach "ludowej ojczyzny" i większe szkody wyrządziły niż jakiekolwiek wygłupy w internecie.

 

28 stycznia
niedziela

Poznania ciąg dalszy.. Przed chwilą odebrałem telefon od Cioci Stachy, która dopiero co obchodziła swoje 80-lecie. Jak się nie wzruszyć, gdy dzwoni i dziękuje mi za róże, które przyniosłem do niej na Grunwaldzką. Kogo stać teraz i komu przyjdzie do głowy, że można tak miło i ciepło podziękować za takie nic.. Trzy kwiaty. Tylko stara szkoła poznańska zresztą. Niech żyje długo, długo ostatnia komendantowa (wdowa po znanym poznańskim Komendancie Straży Pożarnej Zygmuncie Bitnerze). Straż to zupełnie osobny temat - jadąc kolejną taksówką po Poznaniu zgadaliśmy się na pożarne tematy i kierowca taksówki zaczął wspominać swoja służbę u komendanta w latach 70-tych. 3 sekundy i byliśmy gotowi, taki był komendant. Rywalizacja była między drużynami, a On tylko się uśmiechał, taki był. Mam stary karton zdjęć i tam właśnie z córka komendanta, na balkonie wielkim jak boisko do siatkówki  chlapiemy się okropnie w dużej wannie, którą napełniano na większe upały..  Wszystko zostało jak dawniej, tylko my jakby starsi nieco ...o te 45 lat.

 

27 stycznia
sobota

Dwa dni w Poznaniu i tak wiele wrażeń, że trudno mi powiedzieć co było ważniejsze. Dla Iwonki i Przemka - pogrzeb ojca i najlepszego doradcy czy opiekuna, który mimo 89 lat zachował do końca wspaniały, żywy i krytyczny umysł. Dla mnie to powrót do lat dziecinnych, milowy krok w tył nawet o 30 i 40 lat. Z najbliższym bratem ciotecznym nie widziałem się ponad 20 lat, nie znałem jego dzieci, a już wnuczka od pół roku na świecie. I w ten sposób znów jakbym zaakcentował swoje miejsce w tej rodzinie, w której niby byłem, ale w oddaleniu. Powroty są dziwne i nieco niepokojące. Nic już nigdy nie będzie takie jak dawniej. Bo i my jesteśmy inni i inny bagaż doświadczeń dźwigamy.
Wyjazd z Warszawy z przygodami - zapomniałem o Targach, biletów na Berolinę już nie ma w kasie, na peronie ok. 30 osób jak i ja chce jechać bez biletu i wszyscy .. muszą. Konduktor też człowiek, więc wszyscy pojechali, chociaż pierwsze dwa wagony z nabitymi korytarzami. Oczywiście wstęp do pociągu mają tylko posiadacze miejscówek. Agnieszka (Brauni) z Poznania ostrzegała mnie - nie wsiadaj do taksówki na dworcu - bo biorą trzy razy więcej. Zadzwoniłem z pociągu i taksówka już na mnie czekała, a jak się okazuje, to na dworcu głównym w Poznaniu postój jest ale mafijny, a taksówki korporacyjne mogą tylko dowozić, albo zabierać umówionych klientów. No i wszystko kwestią postawienia słupka z napisem postój 2. Władze miejskie podobno rozważają ten problem. Komunikacja miejska punktualna, a kasowniki drukują datę zamiast produkować dziurki jak w stolicy. Pani w kiosku na pętli "Ogrody" sprzedając mi bilet na tramwaj pyta: - Chce Pan na 10 minut? . Spojrzałem na sympatyczną buzię i odpowiadam: - Zdecydowanie na dłużej. Dostałem całodniowy. Jej uśmiech świadczył, że żart przyjęła jako komplement i tak miało być. Moja kamienica na Poznańskiej w której mieszkałem w latach 50-tych, zmieniła się nieco bo lat i patyny jej przybyło i sklepów też, ale tynk stary, okna nie malowane latami.. podobno trochę biedni i lokatorzy i zarządcy. Na Dąbrowskiego cały ciąg wspaniałych kamienic z których płatami odpadają tynki, których kolory jeszcze pamiętam. Domy trzymają się wspaniale, ale czy w estetycznym Poznaniu nie zabrakło konserwatora do tych elewacji. Pieniądze poszły jak mówi lud Poznania na nagrody roczne dla Zarządu Miasta. Afera w prasie i mediach i na przystankach. Kino "Rialto" zachowało swój napis, a nawet odkryłem łaźnię miejską w tym samym miejscu co 40 lat temu. Zrobiłem kilka zdjęć mimo prawie jesiennej pogody. Pewnie wrócę do koncepcji moich miejsc ulubionych, konfrontując stare zdjęcia z nowymi. 
Taksówki tanie, co przejadę niby spory kawałek to na liczniku np. 6,70 . Pewnie skróciły się jakoś te odległości. Do szkoły miałem niby daleko, a z Rynku Jeżyckiego doszedłem w 5 minut. Na samym rynku ciekawostka - kwiaty 24 godziny w sprzedaży - wybór wspaniały. 
Poodwiedzałem krewniaków i nie zawiodłem się - czysto pięknie i nowocześnie na ile kogo stać. Od pokoju z kuchnią który ma tak nieco ponad 150 m (pracownia na poddaszu) - kłaniam się Andrzejku, po dwupokojowe z nieco większą rodzinką. 
Powrót w tłoku (Targi) już z miejscówką, za to w towarzystwie nieco pokrzepionym alkoholowo. Dama pewna w stanie podwyższonej wrażliwości gubiła po peronie kilogramy prospektów budowlanych, które pracowicie zbierali uczynni panowie w garniturach. W pociągu już okazało się, że gubione materiały to podstawa do artykułów pani redaktor, która opisuje rodzimych budowlanych biznesmenów. Jak się głośno chwaliła to redakcja jej jest na Placu Starynkiewicza. Kac budowlany może być ciężki, ale dla zaprawionych w bojach..

Po powrocie wiadomość o chorobie Borysa, który nie może nawet usiąść przed monitorem. To był najstarszy internauta jaki gorąco ze wszystkimi dyskutował, począwszy od Forum Czytelników "Superexpresu". Pomagałem mu przy wydaniu jego wspomnień i mieliśmy w kwietniu w zeszłym roku bardzo udane spotkanie zapieckowe - promocja jego książki "Stało się". Teraz ma już chyba 83 lata. Jak widać,  wiek nie jest ograniczeniem żadnym - każdy może... Borysie trzymaj się.

 

21 stycznia
niedziela

Zawziąłem się w sobotę i z tych materiałów, które mi Grzesiu Bialik przywiózł, zmieniłem całkowicie wszystkie strony dotyczące jego malarstwa . Życzył sobie czarne tło, złote napisy - wszystko jest. Zajęło mi to dość dużo czasu i miałem okazję przy obróbce zdjęć - wielokrotnie zastanawiać się co w nim siedzi w środku. Przecież tworząc przelewa swoje uczucia na płótno, a nie są to zawsze  myśli wesołe. Kiedy oddaje tragedię Golgoty, czy zagładę z Organami w tle, albo nędzę i głód we fragmentach "Reklam" musze po chwili wracać do ciepła jakie daje światło jego lamp, świeca zakonnika czy piękno wnętrza arabskiego. Mimo, że  obrazy nazywają się "numerami" każdy właściwie znajdzie i wnętrze arabskie i zakonnika i dziewczynę. Grzesiu jest dla mnie mistrzem detalu - wystarczy popatrzeć na powiększone fragmenty obrazów, a cykl pseudo-reklam robi wrażenie zdjęcia, czy fotomontażu - nieprawda - to wszystko, to olej na płótnie. Niesamowite jest jego malarstwo i może dlatego będę apelował do niego - Grzesiu daj więcej słońca i więcej światła, jakiś zabłąkany, tajemniczy uśmiech, niewielką nadzieję. Jego Portrety "myślą", twarze są pełne zadumy i powagi, a tło jakby oddaje stan wewnętrzny namalowanych postaci. To niesamowite i wspaniałe mieć taki wielki talent, dziękuję Ci, że zechcesz być na zapieckowych stronach.

Z Krzyskiem z Australii umawiałem się żartobliwie na spotkanie w Poznaniu w lutym. Niestety musze jechać już w środę. Zmarł mój wujek który był (chyba w latach 60-tych) Rektorem WSWF, prowadził też katedrę chemii na poznańskim uniwerku. Miał 89 lat. Planowałem spotkanie z moją poznańską familia, a tu spotkanie niejako przymusowe na cmentarzu, na Junikowie. Moich kuzynów nie widziałem od ponad 20 lat, kartki świąteczne, czasem jakiś telefon - właściwie dopiero gdy tak smutne zdarzenie zatrzymuje nas w biegu - zdajemy sobie sprawę, że pędzimy, pędzimy, a zapominamy o tych z którymi się wychowywaliśmy, nie mamy czasu na rozmowę, nie mamy czasu na uczucia. Ktoś mi kiedyś powiedział: - Kiedy odchodzą rodzice nagle zdajemy sobie sprawę, że już nie ma nikogo przed nami w tej kolejce, że w końcu i my odejdziemy, czy dopiero wtedy zaczynamy myśleć o przemijaniu wszystkiego, o tym co w tym pędzie tracimy i o czym zapominamy. Spieszmy się kochać ludzi, .....

Lżejszy akcent?  - Będzie. Dziś 23 rocznica jak pewna śliczna panna powiedziała TAK w rzeszowskim Urzędzie Stanu Cywilnego, nadal to atrakcyjna Pani. Jakoś dzielnie  zniosła drogę do tej rocznicy. Szampan czerwony i lody na deser po pysznym obiedzie - jak tu nie myśleć pozytywnie nawet w środku zimy. No i co ta moja Pani powie jak będzie 25-ta rocznica, samochód czy dom pod miastem? Znam  ją. Zaraz powie, że może być kurna chatka na jednej nóżce, ale żeby tylko był kawałek zielonego ogródka i jakieś malutkie drzewko...I ma rację czego sobie i wszystkim czytelnikom życzę.

 

18 stycznia
2001

Dziś czwartek, a we wtorkowym dodatku do Gazety Wyborczej (Gazeta Komputer) ukazało się w rubryce www.zajrzyj.tu zdjęcie mojej pierwszej strony zapieckowej. Hurra, hurra. No cuda jakieś dzieją się na tym świecie, skoro moje nieudolne wysiłki jakoś dojrzano w tym ogromnym tłumie. Wielokrotnie przeglądając strony fachowców, piękne i funkcjonalne, zastanawiałem się czy kiedykolwiek wykonam coś takiego. No cóż miałem i ja swoje PIĘĆ minut. Dziękuje Velwetowi, że do mnie napisał o tej gazecie, bo nawet bym nie zauważył. Nie dość tego, to Wirtualna Polska wyróżniła mnie znaczkiem "WP - hit" -  co daje mi czołowe miejsca w wyszukiwarce tematycznej. Radość rozpiera mnie okropna. Listów miłych też kilka dostałem od czytelników gazety - nic tylko pracować, dokładać i uzupełniać. Cóż mogę jeszcze powiedzieć? - Dziękuję, chyba miałem jakiś pomysł i dlatego wyszło, ale są lepsi - dzięki temu jest przynajmniej ciekawie. W sobotę siadam na parę godzin do komputera - przepraszam i już. Acha, na koniec  podziękowania dla Pani Moniki, sąsiadki-dentystki, która rwąc trzonowce dzielnie - spogląda czasem na moje starania zapieckowe.

Po porannych uniesieniach i zawrocie głowy od sukcesów - wieczorem zimny prysznic w postaci kilkugodzinnej nasiadówki z ujadającymi na siebie spółdzielcami. Ani potrzeby, ani celu poza własnym końcem nosa. Byś może skacząc sobie do gardeł ludzie odreagowują inne niepowodzenia czy stresy, albo też muszą po prostu zaistnieć. Możemy obciąć premię - no to lu, a powód - byle jaki - np. prezes źle zaplanował termin zebrania. A że to głupie, tragiczne i śmieszne - kogo to obchodzi - damy mu popalić - niech wie, że my dyrektory nad nim. Po tych bojach - o nic, bo o to kto kogo zagada - wyglądam przez okno w suterynie gdzie odbywało się to okropne posiedzenie - i choć ciemna noc - widzę i wołam innych aby im pokazać, patrzcie jaki piękny jest świat poza tymi murami, poza tym pustym gadaniem.  No ulżyło mi, a dla wyjaśnienia dodam, że żadnych uogólnień nie będzie. Sprawa dotyczy małej grupki 70-cio - paro- latków i kilku absolwentów dawnych szkół bardzo zasadniczych, a więc nie może rzutować na wspaniały obraz naszego ......

 

11 stycznia
2001

Dziś mała rocznica (?!) - minął miesiąc od zamontowania na tych stronach licznika odwiedzin. Wynik - dziś rano 793 osoby. Musze odliczyć to, że sam czasem zaglądam - głównie zresztą na początku, kiedy cieszyło mnie to bardzo, że coś tam mojego wisi w sieci. No powiedzmy, że ok. 700 osób mnie odwiedziło, niektórzy po kilka razy - cieszę się strasznie nawet nie spodziewałem się, że tyle będę miał z tym frajdy. Leń jestem okropny i trochę za wolno wprowadzam nowe rzeczy. Znowu dopadły mnie moje społeczne zebrania, uchwały, protokóły itp. nudziarstwa. Przyszły tydzień - do roboty - będą zmiany, a właściwie uzupełnienia na stronach p. Bialika, p. Kwiatkowskiej. Jeszcze nie wiem jak wprowadzę poezję Harasymowicza - każdy wiersz długachny okropnie. A jednak coś wymyślić muszę, bo to piękny komentarz wierszem do Madonn Polskich. Miałem założyć księgę gości, ale każdy jak chce i tak do mnie napisać może, a czy muszę przeglądać się w pochwalnych listach , a wycinać krytyczne czy dowcipne?. To samo ze statystyką oglądalności i informacjami, które mnie śmieszą. No bo po co kogo informować - masz rozdzielczość 800x600 zmień na wyższą lub niższą, lub używasz Eksplorera numer... - czy to on sam nie wie czego używa? 

Pozdrawiam serdecznie Fi (z Finlandii oczywiście) i dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam też Agnieszkę (Brauni) z poznańskich Ogrodów. Z poznaniakami to odrębna historia. Napisałem kilka słów na poznańskiej liście dyskusyjnej (szukam zdjęć z Poznania moich lat dziecinnych), a sympatyczny odzew przeszedł moje oczekiwania. Pyrolandia (jak się sami nazywają czasem) to kraina miłych, kulturalnych i życzliwych korespondentów sieciowych. Czy wiecie mili czytelnicy, że kilka listów wymieniłem tylko w sprawie jednego starego tramwaju. A był to tramwaj szczególny, bo wchodziło się jedynym środkowym wejściem, a po obu stronach na podwyższeniu były galeryjki z drewnianymi ławkami. Poznańscy tramwajarze mówili na to cudo - dwa pokoje z kuchnią. Bo tramwaj to przecież "bimba". Podobno jeździł ten tramwaj jeszcze w latach 70-tych, a teraz jedyny egzemplarz jest w muzeum w Krakowie. Czy to nie wspaniałe powspominać o starych tramwajach, dziękuję za to serdecznie, moim miłym korespondentom - Panu Tomaszowi Gieżyńskiemu i Pawłowi (Pebro). Zapraszam zatem na stronę Pawła o starym Poznaniu http://poznan.terramail.pl

Na scenie politycznej śmiesznie i strasznie. Wyścig szczurów trwa. Donald Tusk występuje z Unii Wolności, Maciej Płażyński z AWS-u, aby wspólnie z Andrzejem Olechowskim tworzyć nową partię - aby tylko zdążyć do wyborów parlamentarnych (październik). Olechowski na prezydenta w następnej kadencji ? - być może. Ale na co chcą się załapać pozostali Panowie - obaj z wymową mało wyraźną (p.Donald nie wymawia "r", a marszałka Sejmu może każdy sam posłuchać, bo najczęściej mówi gdzieś pod mikrofon i trzeba natężać uwagę). Na Olechowskiego głosowali ci, którzy nie chcieli głosować ani na Kwaśniewskiego, ani na Krzaklewskiego - i czy teraz ten sam elektorat rzuci się do nowej partii? Wątpię bardzo. Może chwilowy sukces powstania nowej formacji - nie przełożyć się na głosy w wyborach. Zaskoczenie daje czasem wspaniałe efekty, ale w takim przypadku nowa partia powinna powstać nie wcześniej jak 2 miesiące (jeden) przed wyborami, aby dać szansę wszystkim niezdecydowanym. Jesteśmy hazardziści i polecimy za tym, kto nam ładniejszym szkiełkiem błyśnie, a potem emocje opadną i będziemy mieli kolejną partię kanapową. (Większość członków na jednej kanapie się zmieści). No i dołączyłem do tych co znają się na polityce, cha, cha - przynajmniej jedno mogę obiecać - nie znam się na medycynie, ale...

 

4 stycznia
2001

Nowy Rok 2001. Zawsze data powyżej 2000 wydawała mi się jakaś odległa, jak z powieści fantastyczno-naukowej, a tu nagle jest i już. Życzeń dostałem więcej pewnie niż wysłałem. Borysowi dziękuję za niespodziankę gwiazdkową, Maćkowi za filozoficzno-wesoły telefon, Pani Krystynie za odpowiedź na swojej własnej stronie (ku mojemu zaskoczeniu), Basi, Honorce, poznańskim Australijczykom i wszystkim, których nie wymienię bo i tak o kimś zapomnę. 

Napisał do mnie Pan Roman Antoszewski z Nowej Zelandii - słynny ze swej pasji - umieszczenia w internecie skarbów polskiej literatury. http://homepages.ihug.co.nz/~antora to właśnie ten adres. Najbardziej zafrapował mnie pomysł umieszczenia w sieci całej Encyklopedii Orgelbranda - to ci dopiero robota.
W ten sposób każdy mógłby mieć dostęp do często zapomnianych wiadomości i do książek, których czasem po prostu nie ma w bibliotekach. A więc idąc za ciosem trzeba by umieścić w internecie np. Encyklopedię Staropolską (Glogera lub Brücknera) gdzie najlepiej chyba opisano polskie tradycje i zwyczaje. Inna odchodząca w zapomnienie dziedzina i kawałek naszej tradycji - to polski strój ludowy. Czy jest jeszcze jakaś wieś, gdzie jeszcze z okazji jakiegoś święta wyciąga się z kufrów babcine spódnice, serdaki, korale itp. (poza góralami). Tylu jest entuzjastów etnografii - może kogoś ten temat zainteresuje. 

Dostałem wczoraj koleją ofertę "Świata książki"  http://www.swiatksiazki.pl/  . Magazyn klubowy dostaję od czasu zakupu encyklopedii droga pocztową. Oferta niestety dla mnie uboga niezwykle, ponieważ uwzględnia tzw. większość czytelniczą. Co najmniej 40% w ofercie to tzw. literatura kobieca, co też jest wierutną bzdurą, bo albo jest literatura dobra, albo kiepska. Patrzy na mnie z okładki Daniel Steel z uroczym rozbieżnym zezem dojrzałej damy po przejściach, a w środku - opowieści o:
- porwanej przez Indianina (wodza oczywiście walczącego o prawa swego ludu) - "..roznieca w Indianie pożądanie ...przed zakładniczką otwiera się świat wielkiej i namiętnej miłości.." "Zakładniczka" - Sandry Brown
- o Indianach ciąg dalszy w "Dzikim Raju" Jennifer Blake , gdzie syn indiańskiej księżniczki (pewnie Czardaszy) przeprowadza bohaterkę przez "pożogę wojny" pod warunkiem, że piękna - zostanie jego kochanką,
- kolejne porwanie - już w powieści "Skarb miłości" Katthleen E.Woodwiwiss - rzecz dzieje się w średniowiecznej Anglii, gdzie porwana przez pomyłkę "...szlachetne serca nie uciekną od pisanej im miłości.."
- porwania są na porządku dziennym - "Gwiazda z Nefrytu" Catherine Coulter - Julię porywają piraci, jednak odbija ją  lekarz, zwraca rodzicom, ci nie chcą zhańbionej, potem okazuje się, że była już porwana wcześniej.. 
- równie "porywająca" powinna być powieść Johanny Lidsey "Dziki wiatr" Ona - buntownicza osiemnastolatka, On - smagły brunet. Wezwano go aby ujarzmił piękność..
"Wstrząsające" wyznania, to kolejny wstrząsający dział - znajdujemy tutaj "Wyznania gejszy", wyznania obrzezanej modelki, wyznania zakochanej w ciemnoskórym, itp. itd.
Największy bestseller czyli w serii 50% taniej - najlepsze nowości = wyznania kolejne -czyli cała prawda o porwaniu Polek w Dagestanie - "Nie bój się, nie ufaj, nie proś.." napisała Zofia Fischer-Malanowska i  Magomed R. Magomedow. Największą zagadkę dla mnie stanowił cel i sens tej naukowej wyprawy prowadzonej przez Panie w wieku między 60-70 lat w środku wojny w Dagestanie i Czeczenii. 
Z innych śmieszących mnie nieco publikacji muszę wymienić: 
- "Słońce ma dziewięć promieni" (...Sabrina zawsze malowała słońce z dziewięcioma promieniami, intuicyjnie wiedząc, że nie doczeka dziewiątych urodzin") - autorka doczekała nieco dłużej niestety.
- "Wszystko o snach" - nowoczesna interpretacja snów (co więc znaczy jeśli ciągle śni mi się otwarta szafa, no tak zupełnie jak Freudowi),
- "Wróżby dla zakochanych' , "Nostrodamus", "Fengshui" , "Proroctwa na trzecie tysiąclecie", "Pamięć doskonała w 10 dni", "Moje życie jako medium" .
Dobrze, dobrze - wiem jest kilka książek które warto przeczytać lub trzeba mieć jak np: "Archipelag Gułag" Sołżenicyna, a z powieści: "Pachnidłao", "Lot nad kukułczym gniazdem", "Stowarzyszenie umarłych poetów" może jeszcze dwie, ale to wszystko znamy od 10-lat co najmniej. Ogólnie jest smutno - powoli wraca mi ochota na "Przeklęty statek" Marczyńskiego, czy Rodziewiczówną - zawsze to bardziej patriotyczne.

 

26.XII.2000
Drugie Święto

Nikomu nie składałem życzeń na tych stronach, bo listów i kartek wysłałem kilkadziesiąt. Nie montowałem też choinki i padającego śniegu, bo TOto ma być trochę dłużej, a nie okolicznościowo. Niemniej życzę wszystkim, ktokolwiek tu zabłądzi - dziecinnego oczekiwania, dorosłego zadumania, wszystkiego co serce raduje i do czego się przyznać czasem wstydzimy, na każdy  - nie tylko świąteczny dzień.
Szukając w sieci zdjęć polskich aktorów (no wiem, znam ale jak zapytać o nazwisko - wstyd i tyle), którzy czasem zawędrują na Starówkę - odkryłem wspaniałe strony Krystyny Jandy. No nie mogłem się powstrzymać - stary gaduła, aby nie napisać słów kilka. Śmiało walcie, ale trzeba mieć trochę czasu, bo na chwilę tam się nie da. Pewne teksty znałem zaledwie przelotnie - wstyd po prostu dla księgarza. Ale miałem miłe popołudnie - sprawdzić trzeba = http://www.krystynajanda.com i już.
Tuż przed świętami widziałem się z Panią Sławą Kwiatkowską, maluje już czas jakiś nowy cykl obrazów - ANIOŁY. Do wierszy Harasymowicza, ale będzie też anioł polski, rosyjski czy izraelski (tak właśnie). Wspaniałą recenzję o jej Madonnach zamieściła Trybuna - no czasy jakieś dziwne nastały, że już i biskup i Trybuna  jednym głosem o tym samym mówią. Od prawie 2 lat Pani Sława pertraktuje ze mną - namaluję Panu - proszę przynieść blejtram - a ja ciągle się wykręcam - nie wypada?
Najpierw znajdę pewnie wiersz, potem poproszę o komentarz na płótnie
Mam nowe materiały od Grzesia Bialika na jego nowa stronę, zaraz będę miał od Pani Kwiatkowskiej ANIOŁY i wiersze do nich. Odkryłem też wiersze do Madonn niektórych. Wszystko to wymaga uzupełnień - cały styczeń - roboty moc. Jedno jest pewne jeśli zacytuje jakiegoś poetę, to już nie będę robił drugiej encyklopedii - akurat miałem ciekawe zdjęcia do stron Marii Pawlikowskiej. Bo tak można do znudzenia - w nieskończoność. Pozdrawiam serdecznie wszystkich moich korespondentów i gości.

19.XII.2000
(wtorek)

Dziś dzień emocji - zmiana nazwy domeny. Od dziś już nie będzie lef.pnet.pl - tylko www.zapiecek.com. Hurrrrra. Stare dzieci też muszą mieć swoje zabawki i radości.

18.XII.2000

Zmiana przycisków (czy ktoś powiedział że nie mogą być wklęsłe?). I to raczej było by na tyle o trudach tworzenia. Jak długo można zanudzać tym, że coś tam robię - dla przyjemności w dodatku. Skończyłem czytać "Początek" Andrzeja Szczypiorskiego. Spóźniony o kilkanaście lat. Sprzedawałem ją wielokrotnie, ale dopiero teraz "odkryłem" ją. Cóż za mistrz zwięzłego słowa, trafnej puenty, logicznej obserwacji. 
W moim domu szaleństwo czytelnicze - Marta (9 lat) połknęła już "Harry Potter i kamień filozoficzny" J.K.Rowling. Żona kończy, ja dopiero poznaję rodzinę Dursleyów - największy przebój czytelniczy dla dzieci w każdym wieku!! Nie bądźcie zawzięte MUGOLE - to się czyta z głośnym śmiechem.

10.XII.2000
niedziela

Nawet przez chwilę nie pomyślałem, że moje wlepianie obrazków wywoła tak sympatyczne zainteresowanie. No strasznie mnie wbiliście w dumę drodzy Przyjaciele. Teraz co chwilę będę sprawdzał czy wszystko działa jak należy. Właśnie wykryłem, że jeden link prowadzi do nikąd. Poprawiłem. Na jednej ze stron uciekały mi gdzieś końcówki liter - oczywiście trzeba było ustawić marginesy. No śmiesznie mi się ustawia licznik, bo kod taki jak zalecają ale albo coś źle wklejam, albo ??
Zasada nawigacji jest prosta, jeśli coś nie pokręciłem. Koń przenosi nas do rozdziału głównego lub poprzedniej strony, Pegaz do strony tytułowej i tyle. Bajerów nie wstawiam, bo nie znam się i opóźnia to otwieranie. Marysia z Arizony prosi o ceny w restauracji - będą. Mirku dziękuję za wspaniały list. Ale mi się przygoda trafiła - tą książkę mogę pisać razem z Wami i zawsze coś się będzie działo. 

Na Starówce dekoracje świąteczne, choć pogoda jak na początku października.
Palą się lampki, choinki przed wejściami do galerii i restauracji, w końcu nastrój zakupów udzielił się i moim klientom. 

9.XII.2000

 Nareszcie koniec (?) kłopotów. Od półtora miesiąca walczyłem z telekomunikacją o normalny dostęp do internetu, a od kilkunastu godzin nareszcie działa. SDI jeszcze jako nowość, ale sieć telefoniczna taka jak 20-30 lat temu. Przewody np. aluminiowe. Będzie podobno wymiana. 
Nareszcie skończyłem wstępny projekt tych stroniczek. Zdaje się że wszystkie odnośniki działają. Biedny Grzesiu ręce załamał jak zobaczył jak jego dziewczynę z wachlarzem zrobiłem niechcący na żółto. Jak wynika z tego całego zamieszania to artyście malarzowi trzeba zrobić zupełnie nowe strony - tylko jemu poświęcone. 

3. XII.2000
niedziela

Wiadomości tu publikowane pochodzą z różnych źródeł, większość z opracowań naukowych, a więc konieczna będzie strona dokumentacji (bibliografia) na stronach www nie widziałem, ale czemu nie.

26.XI.2000

Wspaniała wiadomość - Grzesiu Bialik przywiezie mi osobiście cyfrowe zdjęcia swoich obrazów. ALE rozbuduję tą witrynkę. Właściwie nie mam pisemnej zgody Pani Sierko-Filipowskiej na reprodukowanie jej prac (nie dostałem odpowiedzi na list). Jednak anioł obierający ziemniaki, (obraz) który widziałem w galerii "Zapiecek" -prosto z ulicy robił wrażenie - wisiał na wprost wejścia i wszystkich zatrzymywał. 

20.XI.2000

Coś tam poprawiłem, coś zmieniłem a wysłać na serwer moich stron nie mogę. Cały listopad   trwają boje z Telekomunikacją o dostęp do internetu. Niby mam SDI, ale albo nie działa, albo wyświetla jedną stronę kilka minut. Polecam "Pajączka" wspaniały polski program do robienia stron, wszystkie błędy poprawiam przy jego pomocy. Chyba kupię w końcu dostęp satelitarny - szczególnie po środowym losowaniu totolotka (przewidywana wygrana 16 milionów złotych = 4 miliony dolarów) - powinno starczyć.  - .....Okazało się że jednak nie tym razem...

11.XI.2000

Niby to proste, a co otworzę projekt to nic mi się nie podoba. 
Strony za duże, objętość nie ta - znowu od nowa?

9.XI.2000

Już rok minął, a ja nawet zapomniałem jak działa FrontPage. Teraz wstyd, ale właśnie dlatego pozostawiam wszystko prawie w stanie surowym czyli tak jak było rok temu. Trudno.

14.X.1999

Reforma to zmiana urządzeń istniejących za pomocą środków niegwałtownych. Taka jest definicja reformy w dziele posiadanym przeze mnie, a tytuł tego dziełka to Encyklopedya Powszechna Kieszonkowa. Rok wydania to zapewne przełom 19 i 20 wieku, a ponieważ zbliżamy się do przełomu następnego wieku może warto szanując stare księgi powrócić do zapomnianych znaczeń. 

(Powyższy wpis dotyczył prowadzonej rok temu dyskusji - jak wprowadza się w Polsce reformy, ale jakoś nie kontynuowałem tej myśli).

15.X.1999

Dostałem dziś list od Grzegorza Bialika - artysty malarza, któremu poświęcam cześć tej witryny. Chyba jako jeden z nielicznych pisze piórem wiecznym i co dziwniejsze, z łatwością i dużą przyjemnością się to czyta. Ja nie odczytuję często swoich notatek, co czasem rodzi różne komplikacje.

     - Panie Grzesiu, skoro jako pierwszy wywołał mnie Pan do tablicy - to niestety muszę się przyznać. Zdecydowanie przedkładam przyjemność i radość robienia czegoś nowego, ponad zwykłe sprzedawanie i kupowanie książek, z czym walczę na co dzień.
Tak więc zmierzając do utworzenia antykwariatu internetowego (co zapewne w swoich początkach sprowadzi się do zbierania i realizacji zamówień), po drodze niejako zacząłem tą całą ideologię ubierać i przystrajać w swoje, niby poboczne, zainteresowania. No i w ten sposób, powoli, zaczęła mi się tworzyć galeria polskiego malarstwa współczesnego. Panią Kwiatkowską, której najwięcej prac prezentuję poznałem kilka lat temu, a w jej malutkim pokoiku-pracowni przesiedziałem też niejedną chwilę.  Wszystko co nauczyłem się obserwować w jej pracowni, co poznałem dzięki galerii p. Arens na staromiejskim Zapiecku, jak też zamiłowanie do baśni, legend, poezji jakoś samo przełożyło się na tę "radosną" twórczość.
Będę z pomocą przyjaciół starał się, aby moje prezentacje były ciekawe i może z czasem uda się przyciągnąć  i klientów, i sponsorów tak aby te strony mogły się rozwijać i służyć nam wszystkim.

Malarze malują nie tylko dlatego, aby przekazać nam swoje widzenie świata, czasem również chcą zaprezentować swoje prace szerszej publiczności. Oczywiście chleb trzeba rano kupić, farby, blejtramy też, a futro dla ............ , no więc nie samą bajką żyjemy.   A więc poznawajcie, kopiujcie, a gdy ktoś zechce mieć wspaniały obraz czy inne dzieło na własność - to oczywiście czasem będzie to również możliwe.