|
data |
dziennikczylinocnik |
|
27 czerwca |
Jak
tu pisać optymistycznie jak strzyka w krzyżu (rwa kulszowa, psiakrew!),
deszczowy weekend, ratowanie zalanego mieszkania zamiast pracy, a na
dodatek zupełnie nieoczekiwane zniknięcie ważnych dokumentów. Zupełnie
jak w starym kabarecie - co za nuda: żona chuda, zepsuty zlew. A jednak,
a jednak ... W ramach spotkań z przyjaciółmi - miałem dziś ciekawą rozmowę z Jankiem Zerbstem, którego znam od piaskownicy i wspólnych dziecięcych wakacji nad morzem lat temu ... bardzo wiele. Nazwisko jakie Janek odziedziczył po ojcu i swojemu synkowi przekazał z niemieckich rodów sławnych się wywodzi, co w almanachach gotajskich szukać trzeba. Obaj nasi ojcowie jako oficerowie przedwojenni i "zachodni" dzięki wyzwolicielom i władzy ludowej skazani zostali kilkakrotnie na karę śmierci w słynnym procesie oficerów m.in. Tatara, Kirchmajera i in. Kirchmajer przeżył, mój ojciec też, ale Janka tata został rozstrzelany. Wielu z nas nosi w swych życiorysach kawał koszmarnej polskiej historii i chyba na stare lata trzeba będzie wnukom opowiedzieć, to co działo się w tym kraju. Wszak w elektronicznych, może już, pomocach szkolnych, będzie to słów kilka, jeśli będzie to historia dosyć szczegółowa. No cóż, zamiast wspominać stare dzieje, przegadaliśmy z godzinkę o internecie, w czym skutecznie przeszkadzały nam zbyt obcisłe ubranka jakie Panie postanowiły dziś założyć. No bo jeśli Ją tak pije, nawet nie w szyję - to może należało by pomóc kobiecie i rozpiąć - niech tak się nie męczy. I tym optymistycznym akcentem witam wakacyjnych gości. Przyjdźcie na Stare Miasto - właśnie przeczytałem w jednej "podejrzanej" karcie dań - młode ziemniaki -150 gram - cena 8 złotych. prawda, że tanio, a jak się nie podoba, to sam kup obierz, ugotuj i zapłać czynsz 90 zł za 1 metr kwadratowy. I wszystko jasne. Mój ojciec św. pamięci mawiał: - Jak się nie podoba to - 5 złotych i do baru "Praha" (pamiętacie?). |
|
21 czerwca |
To
że mam buźkę niewyparzoną wiedziałem, ale żeby wywoływać święte
oburzenie to doprawdy rozbawiło mnie nieco. Wszystko przez Manuelę z
"Big Brother". Przeczytałem w Gazecie Wyborczej, że szef Unii
Wolności w Wielkopolsce nie wyklucza jej udziału w liście wyborczej z
tego okręgu. Ponieważ postać kreowana przez tą Panią wyróżniała się
dla mnie w sposób niezbyt estetyczny (może zamierzenie?), a sam program
znany jest mi raczej z kilku nieopatrznych zerknięć - dałem temu wyraz
na pewnej liście dyskusyjnej. Lepiej
pomówmy o rzeczach przyjemnych. Do nich zdecydowanie należą
truskawki!!. |
|
18 czerwca |
Minęło
dni dziewięć i już zwrócono mi uwagę, że zaniedbuję wspomnienia z
współczesności. Od razu przypomina mi się dyskusja (półliteracka -
powiedzmy) z czasów niedawno minionych, gdy autor wypacał w trudzie i
znoju, zdań kilkadziesiąt o sztuce tworzenia właśnie. Wkoło było
wiele ochów i achów nad cierpieniem artysty, a ja zastanawiałem się
czemu pisze ta "sława" takie bzdety - po latach odpowiedź jest
prosta - dla pieniążków i dla zajęcia miejsca w felietonie. No i z
"powołania" oczywiście. Dziś jego książki cieszą się popularnością
w składach makulatury, a płacą tylko 50 groszy za kilogram. A co u mnie? Po przeprowadzkowych bojach, przez życzliwość właścicielki "Kmicica" dostałem do użytku 3 metry kwadratowe małej piwniczki, ale życie nie pieści, bo w imieniu "mieszkańców" dama pewna podjęła bój ze mną. A tu okazało się, że ja jestem mało ważny, bo tak przy okazji niejako dama ta chce dla męża lecznicę zwierząt założyć w miejsce dawnej "kulejowej" knajpy. Nie wiem czy to konieczne dla kilku piesków i kotków staromiejskich, ale już władze grożą karami za bezprawny podnajem, choć nikt pieniędzy nie bierze. W piątek właśnie zeszły, usiłowałem wyciągnąć karton z książkami, a jak mnie "siekło", to z trudem wylazłem na powierzchnię. Pani neurolog, sympatyczna zresztą orzekła, żebym się nie martwił zbytnio, bo ona ma to samo. Rwa kulszowa , podobno się to nazywa, ale nieprzyjemne doznania raczej. Dobrze że nie poszedłem do psychiatry, bo jak on by powiedział, że ma to samo, to co wtedy - tylko jak w starej piosence - z brzytwą na poziomki ("Klan"). Na zakończenie pozdrowienia dla Pani z radia - już Ona wie z którego. Niestety aby posłuchać coś dla ducha, raczej należało by zająć się pracą w domu, bo godziny przedpołudniowe - raczej nie sprzyjają. Pani W. co córkę ma nadobną (po mamie) i męża piszącego, zdradziła mi parę ciekawostek z zamierzchłej przeszłości naszej Starówki. Od razu przyszedł mi do głowy pomysł, aby spotkać się kilka razy (każdy pretekst dobry - cha, cha..) i zapisać co nieco historycznych anegdot i ciekawych opowieści. Już mi się taki nowy dział zamarzył w tej "zapieckowej" witrynie. No i niech oburzają się feministki, trudno. Tak niecnie wykorzystywać kobietę?, a trzeba - bo dla ideii, tfu, dla oglądalności i lepszej czytalności przecie. |
|
9 czerwca 2001 |
Dziś
pod wieczór odebrałem wzruszający telefon. Borys Tylewicz (82 lata)
zadzwonił z Izraela z pytaniem jak sobie poradziłem z magazynem na książki
i z pomysłem, aby magazyn do bieżącej sprzedaży przerzucić na samochód
dostawczy. Sam w nienajlepszej formie fizycznej po ciężkiej operacji
czaszki, a przed operacją katarakty na obu oczach. I jeszcze martwi się
o innych - jak tu poradzić znajomemu. Dziękuję Ci Borysie - obyś żył
długo w zdrowiu i jak zwykle ku pomocy innym. Żołądkowa gorzka w lodówce
będzie czekać na Twój przyjazd. Niedługo przyjdzie czas na wesołą
(!) rekonwalescencję - bądź dobrej myśli. Tylko jeszcze prawo jazdy
muszę zrobić. Cha, cha... Niechcący znowu to Opole wylazło, ale w miarę niechętnego słuchania coraz bardziej skłaniam się do mniemania takiego, że po prostu na tym festiwalu ktoś "musiał" zaśpiewać. Mam tu na myśli analogię do naszych drużyn piłkarskich, które też "muszą" mieć odpowiednie miejsce w tabeli. W TV1 - festiwal, a na TVN-ie - "Droga do gwiazd". I mam poważne wątpliwości, gdzie lepiej śpiewają. W Opolu podobno gwiazdy uznane, a w TVN - debiutanci. Próbowałem posłuchać co śpiewa Kasia Kowalska - no nie mogłem się dosłuchać, ani słów, ani melodii. Męczące musiała mieć utwory skoro cały czas biegiem po estradzie, może to takie musi być chodzono-biegane, ale już wolę tańczone. No, nareszcie zrozumiem każde słowo i posłucham starych łysoni jak ja - wchodzi na estradę "Budka Suflera". |
|
8 czerwca |
Siedzę w pozycji paragraf w formie znaku zapytania, bo jak mnie coś siekło dziś o poranku, to ledwo wylazłem z piwnicy, gdzie rzucił mnie los łaskawy. Wszystko przez te książkowe przeprowadzki. Na dodatek nowy mój, tymczasowy magazyn został głośnym krzykiem oprotestowany przez pewną młodą jeszcze damę (?) - na melodię - my lokatorzy (była sama jedna) absolutnie nie zgadzamy się na trzymanie książek w naszym domu (Piwna 27). Wchodząc mogę drzwi popsuć, albo co? Ciekawostka obyczajowa. W każdym razie kobietka ona, siłę oddziaływania ma nielichą, skoro urok jakiś rzuciła na mój sterany kręgosłup i teraz czuję jak mi noga sztywnieje (czemu noga?). Obowiązkowe
leżenie (troska dziatek i żony), przykuły mnie dziś do telewizora na
okoliczność festiwalu piosenki w Opolu. Jednak po wysłuchaniu wiązki
utworów notowanych w rankingu Audio-Tele zerwałem się wyjąc cichutko,
z powodów nie tyle dolegliwości, co wrażeń świeżo nabytych. Konkurs
"premiery" nie bez kozery realizowany przez Audio-Tele
znane z zadawania pytań idiotycznych i na poziomie dolnej listwy, gdzie
kabel od telefonu biegnie. Folklor góralsko-poganiczny jako "Brathanki"
znany i uznany ("Kochaj mnie w kinie w Lublinie"). Po tym występie
mogłem dać sobie spokój. Reszta śpiewa tak, abym nie mógł usłyszeć
wyraźnie o co w piosence chodzi. Młodzi wykonawcy śpiewają z nostalgia
i smutkiem, natomiast starzy estradowi wyjadacze w szalonym rytmie
bezsensownej aranżacji. Jeden solista z kwartetu Vox walczył solo i
efekt taki, że zaśpiewał na 1/4 tamtych możliwości, pewnie dlatego
tytuł utworu powtarzał do upojenia. Czarna mała i smutna - do tego
brzydka (Kowalska), mała starsza nieco, za to w tempie skutecznie niwelującym
jej możliwości głosowe (Ostrowska). Kukulska sympatyczna wizualnie, w
srebrze i włosach pięknych do ... końca pleców - wybrała piosenkę z
końca płyty. Shaza, gwiazda disco polo - lepiej wypada w
nagraniach studyjnych. Najlepsze wrażenie wywarły na mnie kobietki
sympatyczne z zespołu "Orange", tak sympatycznie podskakiwały,
falując tym i owym, że pędzący pociąg towarzyszącej muzyki właściwie
przeszkadzał mi w odbiorze. Oczywiście grający jako przerywnik
satyryczny - kwartet smyczkowy - był poza konkursem w każdym znaczeniu
tego zwrotu.
|
|
5 czerwca |
Wczorajszy wieczór spędziłem w świecie pięknych Pań, eleganckich Panów, dzieci było sześcioro, jeden pies czyli wernisaż Joanny Sierko. O tym, wiekopomnym wydarzeniu piszę z nieustającym entuzjazmem - czemu też dałem "wyraz" na swoich stronach internetowych. Zdjęć zrobiłem niewiele, ale nastrój artystki jakoś udało mi się uchwycić. Na wernisażu towarzyszyła mi Martusia dzielnie przedzierając się przez tłum przeogromny. Równie wielu ludzi kultury widziałem tylko na 25-leciu Galerii "Zapiecek". Mam nadzieję na dalszy sympatyczny kontakt z artystką aby od czasu do czasu uaktualnić jej strony. Dzień dzisiejszy to już powrót do prozy życia. Przeprowadzka magazynu, dźwiganie regałów, książek (czy kilo papieru więcej waży niż kilo wełny?), po schodach - pod górę i z góry. W trakcie tych walk Michał (syn) oberwał po żeberkach 20 kilową paczką książek, a ja wyjąc cichutko w kilku językach odnotowałem kontakt małego palca u nogi z krawędzią spadającej półki. Tylko cztery godziny pracy - trzech dorosłych mężczyzn i wg pobieżnych obliczeń przerzucona prawie tona - tak to można ocenić "wagowo". Ale już poszło i koniec - na czas jakiś spokój zapewne. Aby mieć
kontakt z książką nie tylko fizyczny - sięgnąłem po kolejny
numer "Świata Książki", który otrzymuję co kwartał.
Kolejne rozczarowanie - propozycjami spółki Bertelsmanna. Klasyka - do
policzenia na palcach - 90% to tzw. wyciskacze łez, czyli skrzywdzona i
poniżona u szczytu sławy, albo miłość, namiętność i spełnienie
pragnień dla zmęczonych życiem i zmywaniem. Kolejna porcja w tej
przygniatającej większości to poradniki - jak żyć i nie tyć, jak żyć
i nie pić, jak żyć i osiągnąć pełnię szczęścia, uniknąć raka i
przyrządzić homara. Na pocieszenie kilka przewodników z przewagą
kolorowych zdjęć nad rzeczową historyczną informacją - wszystko pobieżne
i intelektualnie byle jakie, aby tylko kochany czytelnik się nie zmęczył
i zamówił, kupił i zapisał się z rabatem oczywiście. Dostanie kartę
błękitną, srebrną i lekko po kieszeni, a książkę z obrazkami raz
obejrzy i postawi na półce, bo po co kilka razy oglądać te same
obrazki.
|
|
3 czerwca |
Najważniejsze
wydarzenie zeszłego tygodnia to spotkanie z Joanną Sierko i jej mężem.
Ruda (w zasadzie), sympatyczna bardzo, uśmiechnięta, a obrazy... Cóż
ja sierota i analfabeta w sztukach pięknych mam tu powiedzieć?.
Najlepszym dowodem jakie wrażenie na mnie zrobiły obrazy tej malarki -
to umieszczenie jej wspaniałych dzieł na "zapieckowej"
witrynie. I w końcu stało się - w poniedziałek oficjalne otwarcie
wystawy w Galerii ZAPIECEK, czyli wernisaż, a już od soboty obrazy wiszą
i rozświetlają całą galerię. Nie na darmo cała załoga rzuciła
się do malowania ścian - skoro te ogromne płótna kipią barwami,
wspaniałą alegorią, żartem czy ironicznym półuśmiechem. Malarstwo
Joanny Sierko - Filipowskiej jest realistyczne, ale bajkowe, żywe, a
nieziemskie. Ze skrzydłami, ale bliskie naszych ziemskich spraw i pokus.
Wspaniałe postaciami pięknych kobiet, gdzie i rysy autorki wypatrzeć można.
Skąd ta poufałość - moja? Bo od czasu fascynacji aniołem co ziemniaki
obiera, doczekałem się finału tej bajki - anioł zostawił skrzydła,
garnek na ganku i wszedł do domu - a tytuł obrazu - AMORY. Cicho, sza,
przecież nie zadaje się aniołowi pytań ! Jakie to wspaniałe odprężenie po codziennych trudach, wejście choć na chwilę w inny świat. A tu w naszym grajdołku co ? Czytam właśnie wyniki badań Instytutu Książki Biblioteki Narodowej z których wynika, że 46% Polaków w ogóle nie czyta książek, a prawie 60 % ich nie kupuje. No i stoczyłem się na ten margines jak mi przepowiadała dawnymi laty moja wychowawczyni. Nie dość że czytam, to jeszcze usiłuję sprzedawać. A jeszcze większy margines to ten, który mnie czyta. Zna litery, komputery i ten internet nieszczęsny. Tu już naprawdę procenty jakieś takie małe jak na butelkach piwa (bezalkoholowego zapewne). Ile razy próbowałem wysyłać jakieś strony na serwer (krajowy) to ciągle z duszą na ramieniu, że zaraz wszystko się skończy i ktoś otworzy zapiecek.com, a tam dziura czarna na białym tle! Ale za to w sobotę albo jeszcze lepiej w niedzielę wczesnym porankiem szybkość właściwa, strony fruwają jak kormorany nad Śniardwami. Tak, należę do tych zboczeńców co lubią wstać bladym świtem i jeszcze się cieszą jak słoneczko wschodzi, gdy inni tymczasem w odmętach marzeń sennych i ho, ho jeszcze do wstawania. Pewna pani mało mnie nie uszkodziła popielnicą ozdobną wielce, gdy sporo przed 6 rano usiłowałem zatrzeć ślady wczorajszej kolacji. I teraz gdy rodzina pomrukuje z zadowoleniem śniąc o zbliżających się wakacjach - ja spokojnie słucham (słuchawki) porannej prognozy dla rybaków, czy reportażu, który nie udało by się przeforsować w godzinach większej "słyszalności". A tak na zakończenie
tych pierwszych słów czerwcowych pomarudzę też trochę. Na brak
odpowiedzi zwłaszcza. Niby jak firma ma stronę internetową (teraz to
modne mieć), to ma i swój adres z "małpą" w środku. I co -
nic. Ja piszę, pytam, zapytowywuję i dociekam, a tu dalej nic. Telewizja
kablowa (potentat podobno) nie odpowiada - za duży ten potentat? Poseł,
a nawet przewodniczący Komisji bardzo ważnej - też nie odpowiada, bo
nie ma czasu, a właściwie trzyma stołek to ma ręce zajęte. Dawniej
jak się napisało do jakiegoś zamorskiego biura podróży na przykład,
to zaraz przyszła odpowiedź i mapa Bahamów do tego. Teraz piszę do
firmy, której chcę wpłacić pieniądze, pytam kiedy i o ile więcej skłonni
są przyjąć za rozszerzenie usługi. I co? - nic. Może nie rozszerzają?
Czytam wszelkie FAQ, co to wymyślono dla tych głupków co nic nie
rozumieją i pytają o to samo - jak ja - i jak nie znajdę tam to co mam
robić? No jak mawiali kresowiacy - prosto siąść i płacz. |