|
Archiwum 008 - sierpień 2001
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
|
27 sierpnia
(poniedziałek)
2001 |
Muszę przełamać ten syndrom
wtorkowy, bo faktycznie jakoś tak ostatnio wychodzi, że dziennikowe
wpisy pochodzą tylko z wtorków. Jak na zapowiadane opady i ochłodzenia,
to w poniedziałkowy poranek jest całkiem przyjemnie (6:52). Bez
opuszczonych żaluzji nie mógłbym usiąść przy monitorze, tak mi słoneczko
świeci miło od rana.
Moje dziewczyny wróciły z wakacji, a więc koniec słomianego wdowieństwa,
koniec dań błyskawicznych, typu - fasolka po bretońsku, flaki ze słoika
czy pierogi do podgrzania. Okazało się, że od 3 tygodni leżą w zamrażalniku
gotowe mielone kotlety, a ja jakoś nie mogłem ich wypatrzyć. Cały
wieczór poświęciliśmy na oglądanie zdjęć z wesela, panoramy
Niewodnej, widoków Krosna i okolic. Nie ma to jak fotografia cyfrowa do
oglądania na monitorze. Podobno firma Agfa robi zdjęcia z cyfrówek na
papierze fotograficznym w cenie poniżej 2 złotych za odbitkę, ostatnio
robiłem w Kodaku za 2,50, a więc pewnie za czas jakiś ceny te będą
porównywalne z tradycyjną fotografią. Na razie jeszcze to dosyć droga
zabawa. Firma Foto Kwiatek robi doskonałej jakości zdjęcia na drukarce
termo-sublimacyjnej, ale koszt wydruku strony A-4 wynosi 20 zł, czyli nie
mniej niż 5 zł jeśli zmieścimy 4 zdjęcia na stronie.
Wracając do kulinarnych uniesień to z prawdziwą przyjemnością dopadłem
wieczorem kiełbaskę ze Strzyżowa, którą w naszej rodzinie nazywa się
"kiełbasą na zakręcie". Nazwa pochodzi od położenia sklepu
oczywiście.
Przejrzałem swoje strony "zapieckowe"
i widzę, że mam jeszcze dużo pracy w opisywaniu kamieniczek
staromiejskich. Opuściłem się trochę z powodu rozruchu nowej
"noclegowej" witryny. http://noclegi-relax.com
. Musze wykorzystać jeszcze sierpniowo-wrześniowe słoneczko do zdjęć
ze Starego Miasta, bo dawne robione normalnym aparatem już mi się wcale
nie podobają. (wszystko do wymiany).
Wczoraj przemaszerowała Świętojańską
kilkudziesięcioosobowa - 55 pielgrzymka do grobu księdza Popiełuszki.
Odbywa się ta pielgrzymka chyba co tydzień, na trasie od katedry św.
Jana - na Żoliborz - czyli niedaleko, stąd nazwa pielgrzymka wydała mi
się nieco przesadzona. Z całym szacunkiem dla pielgrzymów, piszę tu o
nich tylko z tego powodu, że zawsze śpiewali pieśni religijne, a
wczoraj prowadzący całą grupę przemawiał do mijanych słuchaczy.
Okazało się że przez ręczny megafon wzywał do opamiętania i
zaprzestania pracy w niedzielę, aby ten dzień świąteczny poświęcić
refleksji i zadumie. A dopiero dwa - trzy dni temu w Sejmie "padła"
ustawa o zakazie pracy w niedzielę, produkcji odchodzącej formacji.
Ciekaw jestem jak wyglądała by Starówka, bez ogródków, lodów, pamiątek
i moich książek oczywiście. Chociaż miało to uderzyć w supermarkety
i powstający zwyczaj rodzinnego kupowania zapasów na cały tydzień.
Jednak przy typowej sezonowości handlu staromiejskiego i obecnych
realiach "demokratycznej wolności" - pomysł jest spóźniony
o kilka stuleci. Wojujący katolik (można wpisać każą wiarę), czy
wojujący ideolog zawsze będą budzić reakcję odwrotną od zamierzonej
- ja już jestem wolnym człowiekiem i mam wolny wybór. Często zresztą
jest tak, że rano rodzina idzie do kościoła, co nie przeszkadza jej w
popołudniowych zakupach. Przypomniał mi się film "Lemoniadowy Joe"
czeska parodia westernu, gdzie cudna panienka ze starym ojcem, grą na
skrzypcach nawracała pijących kowbojów.
Przekonywać każdy może do swoich racji, ale ustawa, która ma regulować
co mam robić w niedzielę - jest idiotyzmem. Nie pierwszym i nie
ostatnim. Tylko czy po odejściu dyletantów nie będziemy mieli do
czynienia z przypadkami fachowego cwaniactwa. Ale wszystko już było, więc
trzeba mieć nadzieję. Na lepsze jutro oczywiście. Ja mam, tylko
dlaczego ciągle muszę czekać na coś co będzie za parę lat - wygląda
na to, że już jestem za stary i już nie mam tej nadziei i wiary w
rodaków zamiary. Amen.
Ostatnio zasłyszana wypowiedź mamy
do córki (przy stoisku z książkami):
- Chodź kochanie, dziś nie mamy czasu na myślenie.
Tak trzymać.
|
|
21 sierpnia
wtorek |
Patrzę na ten mój dziennik/nocnik i
jak widać piszę tylko we wtorki. Niby zbieg okoliczności, ale sądząc
po naukach, jakie prawie co dzień otrzymuję od moich światłych współobywateli,
jak nic mamy do czynienia z nową teorią dziejów, światowym wręcz spiskiem i syjonistyczną
zmową - rowerzystów oczywiście. Zapewne pozwalają mi pisać we "ftorki",
bo inne dni poświęcam na szerzenie ... z kagankiem oświaty - ma się
rozumieć.
Sam tego nie mogłem wymyślić, bo nie dalej jak dziś o poranku
dowiedziałem się, że skoro nie mam w sprzedaży nic na temat
"prawdy" o Jedwabnem - to znaczy, że nie mogę mieć na stoisku
tak frapującej lektury (nie pozwalają). Dopiero wczoraj, ktoś równie nawiedzony, robił
mi kuriozalny wykład na temat pożytków płynących z lektury książek
Pana Pająka. Chyba nie muszę tłumaczyć, że mowa oczywiście o człowieku
propagującym myśl taką "światłą", że żydzi sami do pieców
poszli, co zresztą wymysłem jest tylko. Coś mi się zdaje, że to z gorąca,
jaki nam ten miły sierpień funduje i w czaszkach niektórych temperatura
rośnie. Myślenie w ten upał trudności sprawia okrutne, ale żeby tak
co dzień mnie nawracać, może to wygląd mam taki naiwny?
Po czterech dniach urlopu, praca wre codziennie i to dosłownie, bo mimo
braku nabywców, na brak wysokich temperatur nie mogę narzekać. Jak nie
29 to 32 stopnie i w zasadzie zaczynam się przyzwyczajać, pomny
listopadowych zawieruch, gdyby nie te Polaków rozmowy. Sam tym językiem
nieco władam, więc i ja dam tu zaraz upust żółci niewielki, bo jak to
nie zmowa to co? Pewnie spisek jaki.
1. Zakładam dla przyjaciela stroniczkę dość obszerną na tematy
nolegowo - turystyczne i licznika zachciało mi się wymyślnego. Znalazłem.
Na stronie www.team.pl . Ładny
kolorystycznie pasuje do błękitu chmurkowego, który dominuje. Zapisałem
się na hasło bo co mi tam, nie chce darmowego, chcę (naiwny, naiwny)
komercyjnego - taki ładny. Po chwili automat mi list uprzejmy
przysyła, że hasło takie, login, taki, dziękujemy należy się 20 złotych
i masz koleś na wieczność jaki tylko chcesz. Co tam 20 złotych,
wysyłam, czekam teraz że może się hasło zaktywizuje po wpłacie.
Czekam dzień, dwa, tydzień, miesiąc i nic. Napisałem listów parę,
dzwoniłem do tej firmy do Wrocławia i tam też cisza. Myślę sobie;
strona ładna, młodzi tacy, pewnie na wakacjach. Odpuściłem lipiec, ale
w sierpniu ponawiam pukanie i dalej nic. Może ci kolesie po prostu zastawili
takie małe sidła dla naiwnych. Zachęta do wpłaty minimalnej, nikt nic
dochodzić nie będzie, bo dla takiej kwoty szkoda czasu. Jakoś mi głupio,
a mogłem się zorientować, bo promocyjna (!!!) okazja skorzystania z
pakietu usług ważna jest do 31 stycznia 2001 roku. A promocja ta
obejmuje: zaprojektowanie 4 stron witryny z aktualizacją raz na
kwartał za jedyne 350 zł +Vat. I firma śmieszna i oferta śmieszna,
tylko ja po miesiącu zrozumiałem dowcip jak ten milicjant w szpitalu.
2. Nieliczni klienci przerzedzili mi trochę towar, więc daję ogłoszenie
do gazety. Kupię książki w domu klienta i podaję numer domowy. Ogłoszenie
na piątek ekspresowe, na sobotę świąteczne. I co? Nic. W piątek rano
telefon brzęczy, buczy i chrapie. Internetu nie ma, dzwonienia nie ma,
chrobot jeno. Dzwonię do biura napraw (scentralizowanego!!), przyjmują
do wiadomości. Dzwonię po paru godzinach, czy coś zrobiono. Nie nic,
czekają Panie tam gdzieś scentralizowane, aż jaki monter przyjdzie, to
może naprawi. Nagle myśl mi taka błysnęła, mimo gorączki wielkiej.
Jaki idiota w piątek będzie się zgłaszał i pytał komu tam kabelek się
urwał. Przecież w Polsce nic już się nie załatwia w piątek, bo zaraz
weekend i już nie warto. No i tak właśnie było dokładnie. W sobotę
nic, niedziela dzień święty, w poniedziałek po 13, dzwoniąc z komórki
usłyszałem głos mój własny na sekretarce nagrany, co radość mi
sprawiło - najpierw, a ból wątroby za chwilę (w przenośni na szczęście).
W zasadzie, jak mawiał mistrz Fedorowicz, to powinienem być na pewne
oczywiste fakty przygotowany, a ja dalej naiwny jak dziecko we mgle. Myśl
mnie nachodzi teraz taka, może ten cały narodowy antysemityzm to udawany
tak tylko, może kryją się tak niektórzy rodacy i po cichu od piątku
już "szabas" mając, nie zawracają sobie głowy robotą. Tylko jednego nie
rozumiem - zwyczaje przejmujemy, świętujemy od piątku tylko dlaczego
potem nie szanujemy pomysłodawców.
3. O zardzewiałych "Jelczach", które straszą po PRL-owskim
PKS-ie już pisałem. O "sraczach" ekspresowych i pospiesznych
na naszej PKP także, jak jest każdy widzi. To tylko ja zadaję głupie
pytania. Pytam Panią w okienku , czy autobus z Krosna do Warszawy jest
klimatyzowany? Pani odpowiada - o tym decyduje dyspozytor, ja jestem
informacja (!).
4. Pan Premier przekonuje mnie w telewizorze i inni mądrzy panowie, że
musimy ponieść koszty. No - tego budżetu co się zrobił za duży z
nadmiaru pieniędzy, których nie ma (to się nazywa deficyt). Za komuny
to by się dodrukowało i "po ptokach", Pewnie teraz nie mogą,
bo za dużo "prywatnych" się narobiło. Drukarni oczywiście.
Nawet żebym się nie wiem jak wściekał to i tak poniosę, te koszty
oczywiście. Opłata targowa może wzrosnąć, czynsz, dzierżawa,
podatek, ubezpieczenie i inne takie rosnąć też muszą. A jak już nie będzie
co obcinać to zawsze można jeszcze ...obrzezać. W końcu klimat mamy o
dużej wilgotności i upałach niezgorszych - prawie jak nad morzem Martwym.
Dla odprężenia, plotek kilka o miłych
i sympatycznych odwiedzinach. Dziś właśnie dwie damy zatrzymały się
chwilę przy moich książkach i pytają czy to ja robię te Zapieckową
witrynę. Przyznałem się z obawą, a tu miłe i piękne dziewczyny,
jeszcze mnie na duchu podtrzymują, że może być. Wcześniejsza wizyta
nieco to Pani Jaroszyńska, której na wiosnę zrobiłem zdjęcie gdy
spokojnie spacerowała z mężem po Piwnej. Dziś miałem okazję oddać
to zdjęcie i .. zostałem poproszony o wpisanie na odwrocie dedykacji. Świat
wariuje - ja narożny handlarz piszę dedykację (czy pozdrowienia, sam
nie wiedziałem) sławnej aktorce. W mniejsze już zdumienie wprawił
mnie Herr Miller - przewodniczący SLD, który wysiadł z służbowego
wozu i pierwszy mnie pozdrowił, choć już, już ostrożność wrodzona
do ukłonu mnie pochylała. Wszak z przyszłym premierem być może tak kłaniamy
się pięknie. Żarty, żartami, ale człowiek to elegancki i z każdym
pogada. Poglądami możemy się różnić, tylko nie wiem czy jeszcze
jakieś posiadam - żyję tu już dostatecznie długo aby jakiekolwiek poglądy
już mi obrzydły. Witaliśmy się już kiedyś, dziś spieszył się
pewnie na promocję książki. Bo taką dużą widziałem właśnie jak
kierowca przekładał. Ale i minister Kalisz z kancelarii Prezydenta mimo
upału dokądś pędził, może za Szymonem Szurmiejem. Ten mąż
czcigodny łapę mi uścisnął, chociaż też w biegu. Być może
wszyscy Ci Panowie gonili waszmość Pola z Unii Pracy co się z SLD
skonfederował. Wysoki to mąż i długie kroki stawia.
Przypomniała mi się jeszcze jedna wizyta, nie u mnie, a jakby obok
przemknęła. Sam mistrz Waldemar Łysiak zaszczyca czasem jeden z ogródków
na Zapiecku, gdzie w niedzielę w "gronie" rodziny czy przyjaciół
obiad zjada. Właśnie przechodził, gdy na moim stoisku leżała
"Francuzka ścieżka". Rzuciłem więc humorem do mistrza - czy
czasem nie poszukuje "Francuskiej ścieżki" ? Riposta była
błyskawiczna - Już dawno zszedłem z tej ścieżki.
Rozmówca mój błyskawiczny, jak zwykle w obuwiu białym. Pewnie lubi
takie białe mokasyny. Tylko do tego stylowego obuwia jakoś brak mi było
czegoś. Po namyśle - już wiem wąsik, wąsik by się przydał - taki
cienki, "fryzjerski" , na górnej wardze. Nie wiem sam czemu mi
się to tak kojarzy.
Na koniec już sama rozkosz i pienia
anielskie. Z zaskoczenia nagle - szefowa Galerii Zapiecek wzywa mnie
do "apelu" . Załoga cała damska (na szczęście) w
tajemniczych uśmiechach. Wręczają mi papier jakiś ogromny, który jak
się domyślam kryje jakieś dzieło - To za całokształt, internet i
grzebanie w komputerze. Mało nie zemdlałem z wrażenia, co nie przeszkadzało
mi wymacać palcami jakąś ramkę - no to obraz dostałem - myślę
sobie. Z tego wszystkiego jakoś zatkało mnie na trochę. Piękna
akwarela w tonacji rudej. Ach piękny jest świat, pewnie jak jutro
nie będzie burzy, znowu przyjdą mnie nawracać, a ja "krugom durak"
(jak mawiali starożytni rzymianie).
|
|
14 i16 sierpnia
(wtorek i czwartek) |
Jak opisać wakacje, które razem z
podróżami trwały raptem 4 dni ? Najważniejszy powód do tych
"wakacji" to ślub i wesele Dorotki i Andrzeja (lekarka +
informatyk) w rodzinnych (panny młodej) Białobrzegach - dzielnicy
Krosna. A więc po kolei czyli chronologicznie:
1.Podróż tam: czyli PKP - ekspress Warszawa - Kraków,
potem pospieszny do Rzeszowa i osobowy do Strzyżowa n/Wisłokiem.
Punktualność idealna, skoro na przesiadkę w Rzeszowie mieliśmy z synem
tylko 8 minut i zdążyliśmy. Jednak upadek PKP najlepiej ilustrują
tradycyjnie brudne i nie zamykające się "przybytki", oraz
budynki stacyjne niekiedy rozpadające się ruiny. Stacja w Czudcu - kiedyś
urocza, secesyjna architektura drewniana, dziś odrapana rudera z
powybijanymi szybami. To samo w Krośnie - stary dworzec - ruina - obok
nowy czy odnowiony budynek - może stary szykowany do renowacji?. Taksówki
śmiesznie tanie, szczególnie w Krośnie. Korporacja niebieska dobiera
pasażerów - nie lubi krótkich kursów, pomarańczowa zabiera każdego i
wszędzie - polecam. Uroczy piętrowy pociąg Rzeszów - Jasło
pozwala na podziwianie pięknych okolic, przekraczając kilkakrotnie Wisłok.
Aby skończyć z komunikacją - to jeszcze jedno poważne ostrzeżenie.
Nie wolno korzystać z PKS-u z Rzeszowa do Warszawy - tego o 13:35.
Koszmar. Jazda trwa 7 godzin z jakimś dwukrotnym 5-cio minutowym
postojem. Autokar marki JELCZ. Siedzenia pozapadane (moje nr 16!) rury
pordzewiałe, oparcia spawane ordynarnie. Bagaż, każdy sam chowa i każdy
sam sobie wyciąga z pod autobusu, jakoś nasz nikogo nie zainteresował.
Kierowca sympatyczny zatrzymywał się gdzie komu pasowało, jak nie miał
wydać to pisał ile się należy do odbioru na bilecie. Klimatyzacja prze
okno albo dach, jak zaczęło kropić to nie było jak zamknąć, na szczęście
opad zanikł. Jest inny autobus, klimatyzowany, video, kawa, ale pędzi z
Ustrzyk i nie byłem pewien czy zawsze ma wolne miejsca - okazuje się że
najczęściej ma. Już drugi raz nie dam się nabrać.
2. WESELE, to oczywiście najważniejszy i główny powód do
kilkudniowego urlopu. Ślub Dorotki ("będąc młodą lekarką")
i Andrzeja piękny, w małym uroczym drewnianym kościółku pod Krosnem.
Niestety, sympatyczny i nieco rubaszny z postury proboszczunio zakazał
robienia jakichkolwiek zdjęć podczas uroczystości ślubnych i zrobiłem
tylko kilka ujęć przed i po. Zdjęcia mógł robić tylko
"oficjalny" fotograf. Wesele wspaniałe, napoje, ciasta, dań
ciepłych nie zliczę, bo co parę godzin coś wjeżdżało. Zamiast
"weselnej" - Smirnoff, wina czerwone lekkie, szampan przedni.
Pijanych brak. Po 4 rano nieco nogi nam osłabły, więc do zaprzyjaźnionej
cioci w pobliżu na zasłużony odpoczynek. A dziewczyny jakie piękne,
Panowie młodzi przystojni, stroje jak z niedzielnej parady na Starym Mieście.
Oczepiny o północy też były. Na drugi dzień, lekkie śniadanko, potem
coś małego na ciepło i poprawiny. Można było się wytańczyć
wspaniale.
3. wakacje. Specjalnie z małej litery bo te dwa dni zaledwie
poza weselnymi szaleństwami, a za to na łonie przyrody u najlepszej teściowej.
Oddam stoisko na Starówce za łóżko polowe pod gruszą. Las szumi, kury
gdaczą, kot mruczy, a mi zamykają się oczy. Kiedy budzę się -
cudownie zielono, małe chmurki na niebie, a ja już dosłownie w "siódmym".
Zrobiłem kilka zdjęć, można obejrzeć tu: moje
wakacje. Najbardziej podoba mi się panorama, sklejona z 3 zdjęć,
taki to cudak ten mój Olympus. Po udanym weselu na drugi dzień rano,
samotnie popędziłem na "sesję zdjęciową" po Krośnie.
Miasto nieco rozwlekłe, z ciekawą architekturą przełomu wieków. Pięknie
utrzymany stary cmentarz - większość grobów jeszcze z XIX wieku do
dwudziestolecia międzywojennego. Symboliczny pomnik ku czci powstańców
1863 roku. Ach, pojechać tak na dwa tygodnie, może trzy, narobił bym
zdjęć do nowej witryny o noclegach w Polsce. Życie, życie... Przyjeżdżam
do Warszawy, a tu deficyt jakiś okropny, budżetowy. Zostawić ich trochę
bez nadzoru i co..
|
|
7 sierpnia
wtorek
rano |
Wczoraj bardzo miły wernisaż w
Galerii "Zapiecek" . Wystawa rzeźby Doroty Dzikiewicz-Pilch.
Drobna, skromna, miła, a mama już trojga dzieci, które stanowią
natchnienie i główny temat jej wspaniałych statuetek i małych rzeźb.
Nie na każdym wernisażu goście tak miło uśmiechają się do oglądanych
prac. Kamil - jeden z wspaniałej trójki - dzielnie znosił
"nudne" zabawy dorosłych. Wśród gości - Artur Barciś -
znany aktor komediowy - szczególnie kojarzony z serialem "Miodowe
lata".
Szykujemy się powoli do wyjazdu -
nareszcie nadejdzie chwila oddechu. Raptem to 3-4 dni w tym weselisko
ucha, cha - na ok. 150 osób.
Ruch (kupujących) marny, dochody także, tylko jakoś rachunki nieubłaganie
nabierają tendencji wzrostowej. Znowu zapowiadają deszcze i burze - no
bo się wkurzę, czy już nie wystarczy tej wilgoci?
Krzysio mój "szef" od
nowych stron ( http://noclegi-relax.com)
tak nas obu mobilizuje do pracy, że już jesteśmy w połowie
województwa małopolskiego. Jest wklejania co nie miara, na razie bez
opisów, ilustracji itp. czyli tzw. "mięso". Przeglądam ciągle
co tam u konkurencji. I na razie jestem zadowolony. Jeśli nasze zamiary
wypalą to za rok może to być największa baza adresowa noclegów w
Polsce i jeszcze do tego z największą informacją towarzyszącą. Mam tu
na myśli historię, atrakcje turystyczne, mapy itp. Oglądam wspaniale
przygotowane strony od strony technicznej - sam tak długo nie będę umiał,
ale treści brak. Np. reklamowana we "Wprost" witryna ma tylko
"wklepane" jedno województwo - pomorskie i tam kilka dosłownie
miejscowości. Coś mi się wydaje, że mało pracusiów w sieci i cała
para idzie w gwizdek czyli przewaga formy nad treścią - dobra nasza.
|
|