|
Archiwum 010 - październik 2001
|
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
30
październik
wtorek
|
Niby
tydzień minął, a wrażeń moc i nie wiadomo od czego zacząć.
Najlepiej od początku czyli końca jak przystało na dzienniknocnik.
Wczoraj obył się w Galerii "ZAPIECEK" kolejny wernisaż, z którego
ilustrowane sprawozdanie zamieszczam na miejscu stosownym. Wśród gości
Jana Wołka - pieśniarza, ilustratora i malarza m.in. - piękna nasza
Pani Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Minister Belka i minister Kalisz, marszałek
Sejmu Borowski. Aktorzy i artyści, których nie wymienię bo i tak kogoś
pominę, ale wymienić muszę moją ulubioną malarkę Joannę
Sierko-Filipowską. Chwilę rozmawialiśmy tylko o jej motylach i aniołach,
tak optymistycznie nastawiających mnie do życia. No słowem tłumy
straszne i sławne. Zdjęć zrobiłem ok. 50-ciu depcząc się uprzejmie z
tłumem reporterów, kamerzystów i oświetlaczy. A malarstwo same - moim
zdaniem sympatyczne, miłe, mające w sobie tyle słońca, stąd świetna
nazwa wernisażu "Zdarzyło się tego lata". Słońce zatrzymane
dla nas w obrazach z Helu, Zakopanego czy Korsyki oddaje charakter artysty
- człowieka wesołego i serdecznego.
Wracam
do Poznania z którego Krysiaka (pseudonim artystyczny pewnej damy) nie chciała
mnie wypuścić. Żartuję nieco o mojej przyjaciółce z lat dziecięcych
jeszcze, bo należy ona do osób, z którymi każda rozmowa to przyjemność,
a chwila wspólnej kolacji stanowczo za krótka. Nie dość że
inteligentna, to jeszcze ładna, sympatyczna i wesoła. Adresu nie podam,
bo oczekuję na nowe rozwiązania wyznaniowe, gdzie kilka żon mieć można.
Do rozmów i innych intelektualnych uniesień wyłącznie. A ma Krysiaka -
jeszcze kuzynkę o podobnych przymiotach - siostrę moją serdeczną, acz
na szczęście "przyszywaną". A dlaczego puścić mnie nie
chciały?. Bo fluidy jakieś wysyłając popsuły mój pociąg
"Intercity", co w szczerym polu stanął i odmówił dalszej
podróży. Na szczęście sąsiednim torem - "pod prąd"
nadjechał następny i zabrał nas do Warszawy z godzinnym opóźnieniem.
Rozgadałem się o płci pięknej, bo przez trzy dni Targów Turystyki
tylu dziewcząt i pań miłych w jednym miejscu dawno nie widziałem. O
przyszłość turystyki jestem spokojny. Robiłem tam również zdjęcia i
wtedy zwrócono mi uwagę, abym zobaczył stoisko naszego ministerstwa
gospodarki. Poszedłem, zobaczyłem, zapłakałem. Na szczęście nie dosłownie.
Ogromne stoisko puste zupełnie bez jednej gazetki na półce czy ladzie,
a nad tym napis dumny - ALEJA DO EUROPY.
Jak twierdziły znajome "targowiczanki" jakieś dysputy tajemne
odbywały się we wnętrzu tego "pustostanu", bo co jakiś czas
ktoś wybiegał krokiem niespokojnym - w stronę toalet się udając.
Podobno napoje jakieś pędne serwowano. Ale czy po to tylko warto było
jechać do Poznania. Na razie zmiana ministrów, pewnie ciąg dalszy nastąpi.
Poznań
cały ma ubaw nielichy z występów gościnnych Waldemara Łysiaka, "któren"
to zapoznany pisarz miał dar cenny dla biblioteki Kórnickiej przekazać.
Ale obraził się na to, że zamiast gęsi - kaczkę podano i że w
notarialnej umowie na przekazanie "Trenów" Kochanowskiego
niezrozumiałe dla niego zawiłości prawne wstawiono. Jak podaje
"Rzeczpospolita" wyszedł trzaskając drzwiami i odjechał.
Prasa poznańska pisała o tym z humorem, którego jakoś na stare lata
mistrzowi zbrakło. No cóż z pomnika gorzej widać nawet własne białe
buty, a w dali majaczy nie wawrzyn, a tłum roześmiany wielkością
niewielka jak na napoleonistę przystało. |
24 październik
środa
|
Format:
C.
Każdy, kto czasem posługuje się komputerem spotkał się z tym okrutnym
sformułowaniem. Ale czasem trzeba, jak już zupełnie nie ma wyjścia.
Tylko potem jak już wszystko powgrywamy, zainstalujemy i już działa, to
złośliwie okaże się zawsze, że korespondencja "poooszła",
niby adresy są zachowane, ale właśnie miałem odpowiedzieć na ofertę
pewnej Pani miłej zresztą, a tu nie ma jak. I leżę i kwiczę i już.
Kto taki sformułował to słynne prawo? - Jak ma być gorzej to na pewno
będzie!
W każdym razie kłopot i nerrrwy bezz przerrwy. Przepraszam wszystkich.
Dla
poprawy nastroju i dla oderwania się od upiornych spraw bieżących
(jakby to pisał wampir), jadę do Poznania. Dłubiąc przy witrynie www.123noclegi.info
muszę w końcu wejść do tego turystycznego środowiska i zobaczyć skąd
tam biorą się pieniądze. Stąd mój udział w Targach Turystyki.
Odwiedzę miasto mojego dzieciństwa, gdzie ostatnio tylko na pogrzeby
mnie wzywają. Sprawozdanie wkrótce. Ale nazwę wymyśliłem niezłą -
co?. No i pewnie jedna z pierwszych domen z taka końcówką, Jak zrobiłem
rozeznanie, to wszystkie "normalne" nazwy już porezerwowane,
ale witryn podpiętych brak.
Z
nowych pomysłów na życie - naszło mnie natchnienie na małą
przeprowadzkę. Istnieje taka mała możliwość poszerzenia sobie
horyzontu życiowego o parę metrów kwadratowych. Aby myśl wprowadzić w
czyn trzeba pieniędzy, kredytu lub wygranej w totolotka. Dopiero skończyło
się losowanie i to źródło dochodu odpadło mi ...niespodziewanie. Odwiedziła mnie Pani niedawno i może mi udzielić
kredytu na polisę za 32% rocznie. Uśmiałem się jak norka, bo banki dają
za 20 % średnio, za to jak my tam niesiemy, to dostaniemy np. 6 % (np.
tzw. ROR -czyli jak nam co miesiąc pracodawca wpłaca, lub sami).
Dlaczego nie zostałem bankowcem albo chociaż aptekarzem, człowiek
zawsze budzi się nie w tym wcieleniu, które akurat jest bardziej
dochodowe. Czemu tak?
Niespodziewany ciąg dalszy za dni parę. Achoj przygodo. |
14 październik
(niedziela)
|
Piękny słoneczny dzień, czyli
dawno zapomniana złota polska jesień. Dużo sympatycznych klientów
nawet jeden w krótkich gaciach się trafił, pewnie aby zapisać we własnym
kalendarzu, że jeszcze mu się nie zdarzyło tak latać w połowie października.
Pewnie zima idzie ostra bo sekciarze
się aktywizują. W sobotę cichutko zaczęli brzdąkać na gitarach, aby
po godzinie rozedrzeć się z całą siłą. Trzeba było nieco wcześniej
ewakuować się do domu, bo towarzyszył im jeszcze sprzedawca kadzideł,
co już zupełnie mnie rozłożyło. Dziś próbowali rozstawić się tak
samo między moim stoiskiem, a sklepem z pamiątkami. Na mój protest
cichy, zareagował wysoki z byczym karkiem - myśliciel i wyznawca Yogi
(czy Jogi, misia Jogi chyba nie). Krótkim "spierdalaj" (damy
wybaczą, ale muszę oddać klimat) zakończył dyskusję ze mną. Na szczęście
z takim samym zdziwieniem i rozbawieniem to nieznane nam słowo przyjęli
siedzący nieopodal sympatyczni tubylcy. Wrażliwi patriotyzmem
miejscowym, jak można do swojaka z rogu takimi słowy...
Dali wyraz swemu zdziwieniu zwracając się do tych Panów. Jednak nie mogę
zacytować tu słów i argumentów, bo rozmowa była krótka i cicha. Łysonie
skończyli granie i ku czci Prabduphaty śpiewanie. Oddalili się zwolna,
acz zdecydowanie. Jeden tylko przechodząc obok rzucił uwagę taką - A
książki to się nieźle palą!!!. Dałem wyraz zdziwieniu, a głos mam
donośny, bo jak długo książki sprzedaję to nie spotkałem jeszcze
takiego gamonia, co by mi groził spaleniem księgozbioru. Paranoja jakaś
naciągaczy na pseudo hinduizm bo i krysznaici przychodzili czasem pogadać
o książkach i poczęstować orzeszkiem. Ci panowie rozstawiali
tablicę z napisem "Znaczenie jogi" z kwiatem lotosu i wręczali
wszystkim jakieś zaproszenia-ulotki. Zaczepiali młodych na krótkie
rozmowy (czyżby werbunek sektowy??). Jedno jest pewne pojawiła się
kolejna grupa, która zaraz wytłumaczy jak żyć, a że przy okazji okaże
prawdziwe uczucia językiem wulgarnym i zachowaniem chamskim (cha, cha -
nawet z elementami szantażu) to może taka polska specyfika. W każdym
razie ostrzegam przed takimi wiernymi, co chwałę głoszą dość
oryginalnie postępując. Poruszają się samochodem nr WXV 8807, gdyby
ktoś był ciekaw.
UNIA Wolności ma już nowego
przewodniczącego. Nazywa się Frasyniuk, jak podawały media legenda
podziemnej "Solidarności"(?) . Może niepotrzebnie wyłaził z
tych podziemi, bo choć namaścił go sam profesor Geremek, ja byłem
przeciw tej kandydaturze. Zawsze uważałem, że czas reformatorów-mechaników
nawet po technikach dawno minął i jest to historycznie eksperyment nie
udany. Kiedy oglądałem w telewizyjnej "Panoramie" sprawozdanie
z nadzwyczajnego Kongresu Unii - Pani, która weszła na te perły
elokwencji - zadała pytanie - czy to ktoś z "Samoobrony"?. Sam
siebie nazywa barbarzyńcą (dodając że w ogrodzie) czyżby czytał
Herberta?. Ton i sens wypowiedzi nie napawa mnie optymizmem. Żegnaj Unio,
coś mi się zdaje że trafiłem na tonący statek, którym usiłuje
kierować facet z maszynowni. Pewnie dlatego się nie goli.
WOJNA w toku. Dziś, jutro, spodziewane
jest lądowe natarcie komandosów amerykańskich w Afganistanie. Główny terrorysta
światowy z 300 wiernymi talibami siedzi w jakiejś skalnej melinie i tyle
ma że pogada przez telefon satelitarny. Gorzej, ze przez ten telefon może
nadawać do wiernych mu samobójców i to budzi niepokój. Czyżby
amerykanie nie mieli takiej techniki zagłuszania jak nasze rodzime UB z
czasów stalinowskich. Wtedy patriotycznie słuchało się gwizdów i świstów
Wolnej Europy. Zagłuszanie czasem skuteczne, tak słuchaczy wkurzało, że
poznaniacy rozpoczęli strajk, w 1956 roku, właśnie od zwalenia na
ziemię takich zagłuszarek z dużego budynku.
Paranoja związana ze strachem przed zamachami terrorystycznymi potęguje
się dzięki prasie sensacyjnej i wszechobecnej telewizji, która z
pietyzmem pochyla się nad każdym odgłosem po fasolce bretońskiej.
Pisze do mnie Marysia z USA, że przez ta propagandę nie otwierała dwa
dni przesyłki jak nadeszła do jej sklepu. Radzili wezwać FBI, radzili
nie dotykać, ale polska to kobita i odważnie za chałupę poszła i
otworzyła. A tam niespodzianie zapach piękny ciasteczek reklamowych co
może by spróbowała i innych zachęciła? Nasze cwane rodaki już
gips ucierają ze ściany na proszek, lub kredę jaką, aby zaszantażować
niespodzianie tajemniczą przesyłką do teściowej, albo szefa co podwyżki
nie daje. Adresat nie otworzy, ani tej ani innych i spokój. Najwyżej to
co nie miało się załatwić i tak nie będzie załatwione.
RZĄD nowy mamy - koalicyjny. Z
komentarzy na razie optymizm złośliwy wyziera, że paru urzędniczków
poleci ze stołeczków. A tych stołeczków ma być pono kilkanaście
..tysięcy. Po "Solidarnej" niekompetencji i sromocie rysuje się
na zakończenie jakby obraz ładniejszy. Panowie premierzy się spotykają,
ministrowie papiery przekazują z troską o kontynuację, nic tylko ze
spowiedzi przyszli czy cóś (jak mawiał mój australijski przyjaciel).
Ale złudny to obrazeczek, bo niech tylko nowi zasiądą, zaraz wyjmą te
papiery co świadectwem rządzenia są miernym, by wskazać leżących
pokotem - to wy aloty -niemoty. Marianek już nie doradza, może związkowe
medytacje odprawia teraz - ma-ma-dywan taki (nie mylić z ramadywanem i
rumburakiem). Nowi moi faworyci komiksowo-kabaretowi jak na razie
prześcigają się w sądowych przepychankach. Już niby posłowie, więc
póki co nie będą zeznawać, ale rozważą co z tym sądem zrobić. Już
nie tylko Samobrona i Samokosa przed sprawiedliwością do Sejmu uciekli,
ale i Rodzin Polskich kwiat Narodowy co podobno rąbnął tylko nieco
ponad 2 miliony, może na kampanię wyborczą, może tak sobie. No tak
wprost nie rąbnął - przeprowadził udaną operację bankową. Tak się
teraz mówi poprawnie.
Taki prawdziwy katolik jeszcze narodowy to ma dobrze. Rolnikom ciułaczom
wmówi się, że to zachodnie nacje nas tak okradają i bank upaść musiał,
więc co włożył to nie ma. I nawet taki do spowiedzi nie pójdzie bo już
radio z Torunia go rozgrzeszy. Postęp teraz taki, że już radio
rozgrzesza i anatemy rzuca. Ale co będzie jak wyjmiemy wtyczkę z
gniazdka - o kurczę blade - wszyscy !!!. Nie łudźmy się, nie wyłączymy.
Lubimy jak za nas się myśli i gotowe recepty na życie podrzuca. A
prawda? ...to już w niebiesiech. Przed Panem wyznają co trzeba, a tu -
życie wszak doczesne, a żyć (i tyć) trzeba.
Mam problem. Poszukuję lewego poręczenia, aby wsiąść lewy kredyt, na
lewy towar bez rachunku. I mam w związku z tym dylemat taki - czy
jestem już lewicą, czy tylko samobroniącą się narodową i katolicką
Rodziną Polską. Żartuję, bo jako narożny starozakonny, jestem do
pewniejszych interesów skłonny. Czy pamiętacie stare przysłowie
gastronomiczne? - Jedz małą łyżeczką, a będziesz kradł długo i
spokojnie. Dobranoc. 23:20 |
7 październik
(niedziela)
|
WOJNA. Oczekiwana od trzech tygodni
riposta Amerykanów nastąpiła dwie godziny temu. Jeszcze wczoraj, dziś
rano, byliśmy niby w stanie wojny - jako członek NATO, ale wydawało się,
że działań nie ma, więc to tylko tak zgodnie z prawem, ale nie
fizycznie, namacalnie. Już bombardowania trwają, a więc po kilku wiadomościach
jakie miasta, gdzie, mimowolnie myśl taka chyba każdemu się nasuwa. -
Czy w tej innej (jak nas informują) od wszystkich wojnie, gdzie
nowoczesne technologie operują jak chirurg laserem - my możemy jakoś
ucierpieć?, czy nam też coś grozi?
Tak. Może nam grozić kolejny zalew głupoty i dezinformacji.
Kolejne odczytywanie Nostrodamusa, rozważania o winie Ameryki, dobre rady
i ostrzeżenia np. przed wirusami, bakteriami itp. Nie dajmy się
zastraszyć tylko spójrzmy prawdzie w oczy. Mamiono nas "za
komuny", przyjaznymi narodami, które się rozwijają. Rozwinęły się.
Widzimy codziennie w telewizji, gdzie co chwilę morduje się kobiety i
dzieci, i przypadkowych przechodniów, bo ICH broń to szerzenie strachu,
szantaż, wymuszenie. W normalnej walce wieją, jak kilkadziesiąt lat
temu w wojnie sześciodniowej na Synaju (nie słyszałem żeby coś się
zmieniło).
Zginęło śmiercią męczeńską
(dosłownie, zbyt dosłownie) ponad 7 tysięcy ludzi, dla wizji opętanego
pastucha i innych wielbłądzich synów. Bojownicy islamu jak siebie nazywają,
uznali, że zabicie tysięcy niewinnych ludzi to "święta
wojna". Nie wierzę fałszywym prorokom, nawiedzonym szaleńcom, którzy
przekonać mogą tylko swoich analfabetów. Przeczytałem w sobotę
wspaniały artykuł Orlany Falacci (Gazeta Wyborcza) i podzielam jej
stosunek do tego co dziś rozgrywa się na naszych oczach. Kultura arabska
zatrzymała się na XII, XIV wieku, jak pisze słynna reporterka i pisarka
włoska. Miałem niedawno książeczkę taką w ręku o kulturze islamu właśnie.
Nie ma tam żadnych haseł współczesnych, nie ma odniesień do współczesnej
nauki, czy jakiejkolwiek myśli humanistycznej. Są konsumentami. W całym
tego słowa znaczeniu. Pieniądze za ropę dają możliwość opływania
we wszystko co wymyślono i wyprodukowano na zachodzie. Pozostaje tylko błogie
leżenie i oczekiwanie na kolejne wezwanie do modłów. Od czego te stwory
w czarczafach, zasłonach. Od przyjemności cielesnej zapewne, a głównie
od ciężkiej fizycznej pracy, pilnowaniu domu i niewolniczej wierności.
Szanujmy ich wiarę, meczety, dywany i wielbłądy też, ale niech nie
uczy mnie żyć i niech nie nawraca mnie "kałasznikowem" facet
co marzy i śni o wiecznym życiu z hurysami, a tu na ziemi zarżnie babę
(nie człowiek) i najwyżej powie rozwodzę się z Tobą. To tak
tragiczne, że aż śmieszne i jawi się jak w czarnej komedii. Przeciętny
zjadacz chleba może i czasem w duchu zazdrościł tych haremów, hurys i
tym podobnych rozrywek, ale coś nie bardzo wieżę, że jako przeciętny
pastuch mam takie same szanse jak mój kalif.
Jak w każdym reżimie potrzeba motłochu, tysięcy naiwnych i
prymitywnych, którzy ruszą na każde wezwanie nowej obłędnej
ideologii. Już to przerabiamy po raz kolejny, kolejna ideologia tyrana
dla panowania nad światem. A można było pomyśleć, że takie głupoty
to już tylko w kiczowatej produkcji filmowej dla straszenia znudzonych
mieszczuchów.
Islamiści w tym wojennym i totalitarnym wydaniu są szantażystami i kłamcami,
nie liczą się z nikim i niczym poza swoją ideologią. Dopiero kilka lat
temu mieliśmy wyrok śmierci na Rashdiego za "Szatańskie
wersety", Książka trudna, kupowana z zainteresowaniem i odkładana
po kilku przeczytanych stronach. Wtedy pytano mnie czy się nie boję
sprzedawać, i co? To był efekt celowej islamskiej (może ortodoksyjnej)
propagandy. I nas straszono, że coś się stanie, że lepiej nie wykładać
oficjalnie do sprzedaży. Gdybyśmy w takie gadki wierzyli to za
kilkadziesiąt lat może i u nas wprowadzono by szkoły koraniczne zamiast
powszechnych. Szantaż to podły i śmieszny zarazem, widzieliśmy wszyscy
konsula talibów w Pakistanie. Typowa postać z baśni 1000 samych
czarnych nocy. Co kilka godzin wydawał nowe oświadczenia, co chwilę
zmieniał zdanie i co chwilę mamił nową bajeczką.
Jedno mnie tylko zastanawia jaka by
przyszłość czekała wszystkich Arabów, gdyby nie ropa. Może jest to
ich błogosławieństwo i przekleństwo zarazem?.
Czeka wielu bojowników islamu Wielkie zdziwienie. Ani życie doczesne,
ani ewentualne pośmiertne nie polega na (jak mawiali pradawni słowianie)
- chędożeniu li tylko. Zajęcie to któremu (jak czytamy w dziełach)
miłe docześnie, po śmierci może być utrudnione, gdy organ ów
niezbędny zapewne w rozrywkach wojennych zatracon. Nawet obca mi i
szanowana religia nie wmówi mi, że jakiś Najwyższy przywraca członkom
rozerwanym na strzępy sprawność do hurys niezbędną. I co to za
ideologia co obiecuje "one" chędożenie niewolnic oczywiście,
jeszcze po śmierci. Ileż można pieprzyć bez sensu. To już wykracza
poza satyryczne Pana Mleczki rysowanie.
Mamy i my swoich talibów, co to
ortodoksyjnie powołują się na dziadka, pradziadka i innych pra,
pra...co to sztandar narodowy, orzeł biały itp. w ochronie wartości,
polskości i własnej d.... Giertychów rodzinka zacna co weszła jako
Liga Rodzin i powołuje się na ciągłość ideolo - rodzinnej . Ci
"spece" od światowego spisku Żydów i knowań masonów,
myśl narodową pieszczą, jakoś zbieżną z Hitlera i Mussoliniego przesłaniem.
Faszyzm to nasz malutki, co pod płaszczykiem katolickiej miłości bliźniego
pewne radyjko nam przybliża. Mam tylko nadzieję, że nie trzeba im będzie
dawać odporu - wystarczy cytować, cytować i boki zrywać jak świeże
wiśnie. Czego i sobie w ten stan wojenny wkraczając życzę. |
|
4 październik
(czwartek)
|
Rozpoczynając październikowe
narzekania (tradycja narodowa) najpierw muszę walnąć się w pierś własną.
Moja wina, moja - bo po pierwsze - zwracam honor warszawskiej liście
dyskusyjnej Unii Wolności, gdzie dałem wyraz swym frustracjom
powyborczym, a przede wszystkim negowałem (z uzasadnieniem) kandydaturę
Frasyniuka na przewodniczącego. Ukazało się moje narzekanie i to
dwukrotnie choć po dwu dniach zaledwie. Taki niecierpliwy człowiek się
staje, jak go ten internet rozbestwia.
Wydarzeń tyle, że satyrycy nadążyć
nie mogą, życie nasze jako jedno wielkie i śmieszne nieporozumienie czy
inne "kwi pro kwo" się jawi. Mówię oczywiście nie o
naszych przyziemnych dokonaniach, ale o awansie społecznym, takim, że
nawet samemu Leninowi się nie śniło. Kto wie co to kwi, kwi i ko, ko
ten pewnie i nie zdziwi się różnym sejmowym odgłosom. Jeszcze dwa
tygodnie do najbliższego posiedzenia, a już wypowiedzi niektórych
kandydatów na posłów z nóg zwalają i nic tylko boki zrywać. No więc
mamy spór prawny czy przestępca gospodarczy, oszust, albo i złodziej
jaki może stanąć przed sądem, czy nie może. Stanąć może, jak każdy,
na mur popatrzy i pójdzie .. do Sejmu. Ale na sali rozpraw to już jego
fachowi pełnomocnicy spierać się będą, czy po wyborze to poseł
prawdziwy, czy dopiero po zaprzysiężeniu właściwy. Zanim to rozstrzygną,
to jak to się mówi w "Samoobronie" - "już po ptokach".
Jedna Pani niezależnie od swoich finasowo-pożyczkowych przewałów
jeszcze sfałszowała pozwolenie na widzenie z synkiem, który coś tam
odsiaduje. No taki folklor właśnie, stad i obce wyrazy u mnie, bo
dostosować się trzeba, a przynajmniej próby trwają i to coraz
powszechniejsze.
Inny poseł czy też niedoszły jeszcze - usiłował wejść do Sejmu z
pistoletem, no bo musiał pochwalić się telewizji, że ma i wymachuje.
Od razu usłyszałem dykteryjkę taką: ten to właśnie słynny Szerlok
(herbu szlafrok) przypadł do ziemi gwałtownie na ulicy Brackiej (stołecznej)
i z pistoletem (tym właśnie??) skoki jakieś w przysiadzie wykonywał,
podczołgując się żwawo. Osaczał (w swej imaginacji zapewne) postać
jakąś przestępczą, która w samochodzie marki stary fiat duży, miała
ukrywać się zapewne. Dopiero po długim czasie, kiedy kolejny raz z
bronią gotową na wszystko(!!) okrążał w parterze ów pojazd - dotarły
do niego okrzyki Pań z Orbisu sąsiedniego zwabionych tą akcją. -
Panie, Panie krzyczały te panie - nikogo nie ma w tym samochodzie. No bo
stał taki pusty - jak zagadka.
Ale co tam indywidualne wycieczki,
skoro grupy całe deklarują poparcie, gotowość i całkiem świeży
powyborczy animusz. Właśnie "Samoobrona" zgłosiła gotowość
współpracy z rządem (SLD), zaraz po tym jak już Prezydent uścisnął
dłoń Leppera (czy panowie rozmawiali o niedawno wyrażanych opiniach nie
wiadomo). Znów coś ściemniają. Ponieważ PSL widzi konkurencję, to i
z ceny pewnie opuści, w końcu ma tylko niecałe 9% wyborców i to z tych
40% co poszło do urn. Oni też by chcieli znów się załapać. Jedyna
nadzieja, że chociaż Ministerstwo Kultury i Orkiestr Dętych nie dadzą
nikomu z tych "ludowych" opcji. Platforma Obywatelska kryguje się
jak panna, choć po cnocie śladów brak (ale jest po przejściach - przez
tyle partii i ugrupowań). Niby nie ma mowy o współpracy z SLD, a już
list otwarty Pan Goliszewski (biznes to biznes) wali do prasy, że trzeba,
że należy, że przyszłość, że gospodarka. Czarować to my, ale nie
nas mawiał mój tata, żądając dzienniczka szkolnego do wglądu.
Wszyscy wiedzą, albo tak opowiadają, że bez SLD nie było by mowy o stołku
Prezydenta Warszawy. I co tu czarować, że sami, własną drogą ..
tralala. Współpracować trzeba, to się wie, dla dobra ojczyzny, społeczeństwa
i takich tam, no w końcu tylu wolnych stanowisk od lat nie było na
horyzoncie. Bieg rozpoczęty, negocjacje na granicy strażackiej gaśnicy.
Karty jeszcze się tasują, rozdanie za chwilę. Jak w prawdziwym fachowym
pokerze, maxa kto ma wiadomo, ale żeby tak choć parę, a może strita załapać.
Gracze raczej do stukułki, ferbla czy tysiąca dobieranego siedli, bo i
jak jaki kolor zgłaszają to ino wino, czerwa czasem.
Uczta się folkloru, abyśwa pod stołem
się nie ostali.
Ostatecznie to jeszcze Małachowski w
ornat się odzieje i dzwonić zacznie, na sumę do Millera wołając. Na
razie Liga Rodzin Polskich (na pewno) jakoś mało się produkuje, ale i z
opatrzności pomocą i oni wesprą nas swoim staraniem. Amen jak zwykle o
tej porze. |
|