|
Archiwum 011 - listopad 2001
|
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
24 listopad
sobota
|
8 dni,
no może 8 i pół jak u Felinniego, a każdy przelatuje z szybkością północnej
wichury. Wszystko przez moje zapały remontowe, zakupy sprzętowo-meblowe
i inne takie. Ostatecznie do przeprowadzki zostały mi 3 tygodnie, bo równo
za miesiąc wigilia w nowym (mam nadzieję) mieszkaniu.
Przy okazji wędrówek po mieście i rozmów z "tymi co się znają"
można czasem dokonać ciekawych obserwacji. Dziś na przykład wybraliśmy
się do "JUPITERA" na Towarowej - jeden z lepiej zaopatrzonych
wielkich sklepów, gdzie od ogórka do salonu w palisandrze możemy rozważać
możliwości nabycia.. I cóż z tego, bo jeśli przyjdzie ci nagle ochota
na ten gabinet czy inna sypialnię meblową, (a nie na ogórek) to
wyjmujesz swoją kartę bankową (bankomatową) i .. możesz jedynie
oskrobać szybę w nie swoim samochodzie. Bo w całym
"jupiterze" nie ma możliwości zakupu choćbyś miał kartę
np. Visa - gold na przykład, bo nikt nie ma takiej maszynki gdzie się to
uskutecznia. Mało tego, nigdzie w okolicy nawet bankomatu nie ma. No więc
wypatrzywszy 4 krzesła, bo 6-ciu nie da rady (przestali produkować) dałem
niewielką zaliczkę z uskładanych wspólnie papierków. No i w zasadzie
czego się czepiam - procent mi urośnie przez dwa dni taki, że w sezonie
i ogórek też kupię. Dla odprężenia i ulżenia żoninym nerwom
pojechaliśmy niedaleko, bo do meblowej "EMILKI". A tam w głębokiej
piwnicy sympatyczny człowiek nawet nie mając nadziej na sprzedanie -
wyjaśniał nam wszystkie tajniki upinania firan i zasłon na różnych
systemach podsufitowych oczywiście. Na zakończenie oznajmił nam, że
nie trzeba płacić gotówką, karta bankomatowa - to jest to - i do kasy.
Ledwo wróciłem wszystkie rury, prowadnice itp. akcesoria elegancko
zapakowane + krótka instrukcja montażu. W pobliżu jest też duży sklep
meblowy (róg Miedzianej) i tam tylko gotówa się liczy, a więc zalecam
zakupy w większym gronie i w dzień biały.
W
ramach ostrzeżeń - kilka następnych spostrzeżeń. Oto pojawiły się
na mieście (dziś widziałem na Pańskiej) - samochody z napisem -
przewozy osobowe. Wejście do takiego pojazdu tylko na osobiste ryzyko,
jak ostrzegała mnie zaprzyjaźniona korporacja taksówkowa. Ceny
"umowne" tzn. jakie zaproponuje nam kierowca, bo nie musi mieć
licencji, ani nawet licznika, ani koguta (to co miga na dachu) - stąd ci
nowi przebierańcy piszą czasem na takim kogucie - taxi, a z tyłu
mniejszymi literkami - przewozy. Taksiarze wściekają się i twierdzą,
że znów pod kogoś ustawia nowe przepisy, sankcjonujące kolejna grupę
wymuszaczy. W dzisiejszej "WYBORCZEJ" bardzo ciekawy artykuł o
wymuszeniach urzędniczych - niech no tylko spróbuje ktoś świetnie
prosperować - zaraz go dopadną kontrole, które chętnie doprowadzą do
ruinki, niech no tylko Pan właściciel nie będzie odpowiednio
spolegliwy. Wszystko o łapówkach na odpowiednich szczeblach biznesu.
Wynika z tego że im interes mniejszy i im więcej się do niego dokłada,
tym gospodarka nasza lepiej się toczy. Wszystko stoi na głowie ?- może
niepotrzebnie śmiejemy się z Australijczyków, że chodzą do góry
nogami i jeżdżą bez kierowcy, może warto spojrzeć z ich punktu
widzenia.
Niedługo
kronika kryminalna i sejmowa będą już na tych samych stronach, aby się
nie powtarzały te same nudne już wiadomości. Na razie trwają rozważania,
ale tylko wśród filozofów i etyków jak pogodzić stanowienie prawa z
przeszłością nieco wątpliwą. Nic nie wymyślą mądrego, bo przecież
zawsze było wiadomo, że nic tak nie uczy kodeksu jak dobra odsiadka. W
ramach rozgrzewki przed poważniejszymi starciami - lider formacji co się
sama obroni (dawniej taka sama się wyżywiła) wymyśla, w zasadzie
parlamentarnie - bo wszak jest wicemarszałkiem Sejmu, ale za to
ministrowi spraw zagranicznych. I nie ma co się obruszać, co świat na
to powie? Nic nie powie bo ma to w duuuuuuużym poważaniu - jest przecie
normalnie, jak to w Polsce. Ostatnio patrzę, a tu znajoma kobitka leci mi
przez ekran w telewizorze, choć już dawno spikerką nie jest. A jest,
ale wiceministrem kultury. Ciekawe czy znów wyjdzie efektownie zabierając
torebkę, jak to kiedyś w telewizorni bywało. Mnie się podoba z każdej
strony - przynajmniej nie będzie zmarłych artystów na dywanik wzywać.
Zauważyłem
kiedyś, że gdy dama jakowaś zaczynała wstępować po schodach lub
jeszcze lepiej, wspinać się po drabinie, natychmiast wzrok męski -
kierunek zmienia. Śmiało spójrzmy więc w górę Panowie - przyszłość
przed nami różowa zapewne i w koronkach nawet się ściele, ....jeśli
tylko, jeśli tylko chcesz. No i oczywiście gdy nie masz żadnej
firmy, lokaty, czy konta i takich tam innych...
W końcu zawsze możemy pozostać przy tradycyjnych skojarzeniach, gdzie w
jednym przypadku mamy do czynienia z pięknym kształtem, linią gitary wręcz
jak zauważył to Hrabal w "Miłości blondynki", lubo też -
jak w nieco pesymistycznym porzekadle stwierdzeniem dosadnym, a trafnym -
co bladość jej lic przed słońcem ukrytych potwierdza. |
16 listopada
piątek
|
Jak tu
nie kochać ten jesienny miesiąc co mu liść opadł. Dzięki emocjom
remontowym, mnie chociaż ciśnienie się podnosi. Cieszy mnie
perspektywa zamieszkania w całkiem nowym miejscu, nowym bo
odremontowanym, a wprowadzam się tam po raz trzeci. Najpierw z rodzicami,
potem z mamą, na końcu z żoną i dziećmi starymi już nieco. Przecież
wiadomo, że dzieci szybciej od nas się starzeją. Sympatyczne spotkania
z sąsiadami, a szczególnie przyjacielem z dzieciństwa. Szczęśliwy to
był członek rodzinki, która miała telewizor, a onymi czasy (che, che)
- chodziło się na telewizję do sąsiadów. Na Jacka i Agatkę, na myszkę
Miki i Zorra. Powspominaliśmy sobie chwilę z Tomkiem jak to się słuchało
Beatlesów na pocztówce lub plastikowej karcie kręcącej się na urządzeniu
zwanym dumnie "Bambino". To było to, nie żadna coca cola,
chociaż wtedy, oj chyba jednak...
Dziś od rana wpadły aż trzy brygady - dwie dwuosobowe i jedna tak
szybko się przemieszczająca, że nie mogłem policzyć - 4, a w porywach
7-8 chłopa. Nowe drzwi wejściowe - już. Kaloryfery zwane grzejnikami już
we wszystkich pomieszczeniach nowe. Podłogi zerwane, futryny w drebiezgi,
ściany porysowane pod instalacje i podkute po te rure. Sprzęty wszelkie
zbędne wywiezione, nawet piwnica po 50 latach odzyskała nieco
przestrzeni. No i jak tu się nie cieszyć.
Po 12
godzinach zbędnego nadzorowania ludzi, którzy i tak wiedzą lepiej ode
mnie co robić, zasiadłem przed ekranem - podziwiać najpiękniejsze
dziewczyny świata. No i nieco się zawiodłem. Moja zdecydowana faworytka
Szkotka - dopiero 2 vice-miss, a tak piękna dostojnie, za to główna
nagroda myszce o urodzie zbyt dziewczęcej i prostej. Murzynka, czy
mulatka, może być i owszem tak samo jak białowłosa czy kruczoczarna,
ale nie ten typ urody preferuję. Dyskutanci w telewizji stawiali na
naturalność Nikaraguanki i ja bym postawił też ale jako pierwszą
vice-miss. Podobno za niska. Poznałem, kiedyś Pana, a on mówi Niski,
oglądam się bo chłop ma prawie 2 metry, a on potrząsa moja łapą i mówi
Niski jestem - dotarło.
Tańcząc
przy fachowcach, do banku byłem zmuszony, a tu kolejka okropna i - co się
okazuje. Wszyscy uciekają przed oprocentowaniem oszczędności,
przerabiając swoje PKO-wskie zasoby w lokaty długoterminowe z możliwością
skrócenia. Wszystko przez to, że jak zwykle to głupie i źle rządzone
społeczeństwo (tak powiedzieli w Radio co wie wszystko lepiej) znowu
musi zapłacić za tych trutniów co ich tak niebacznie wybrało. Gierka
nikt nie wybierał jeśli nie liczyć ścisłego aktywu, a do dziś spłacamy
jego kredyty, pewnie dlatego syn Edwarda I - Adam - zasiada w Sejmie by
tego popilnować nieco. Buzka wybrał cały naród, no teraz nie gadajcie,
że wy nie, bo to było coś z 70 i parę procent. A teraz za buzkową i
marianową ekipę płacić będziemy nieco trudniej bo w trybie doraźnym.
Stąd pomysły na opodatkowanie co się da i nie da, aby tylko równowagę
przywrócić. A mówili, że nie piją?? Inna rzecz, że sporo ludzi ma to
gdzieś, bo albo ma tę kasę w nieruchomościach, albo na Antylach, lub
choćby w Londynie czy Wiedniu lub choćby w akcjach i obligacjach. Drudzy
nie mają nic i gwiżdżą bo to ich nie dotyczy. Pozostali jak zwykle to
niedoszła klasa średnia co żyje od 1-go do 15-go i odkłada, oszczędza
i ciuła, a tu nagle na nich właśnie cały ciężar spada. No i jak Unia
Wolności miała nie przegrać skoro chciała umacniać klasę średnią,
przecież trzeba ją w zarodku stłumić, w wychodku utopić, niech słucha
Michotka i pogłaszcze kotka dla ukojenia nerwów. A na razie banki prześcigają
się w ofertach obejścia tego podatku, a już ministerstwo od finansów
kombinuje jak to ukręcić, a już prawnicy do Trybunału, że "vacatio
legis" i podatnik nie przygotowany. A ja robię swoje i cieszę się
tą jesienią bo jak mi za bardzo szumią wiertarki, pozostaje mi szum liści
w parku, a w perspektywie szum bąbelków na sylwestra w szampańskim
kieliszku, czego i Tobie Krysiu życzę. (Już ona wie, która). |
10 listopad
2001
|
Listopad
to najmniej wiosenny miesiąc. Ale i on ma swoje radości, bo jako
"chodzący optymista" zawsze gdzieś kawałek słoneczka wypatrzę.
Dziś ledwo 1-2 stopnie, jutro przymrozki przygruntowe pewne, a ja i tak
się cieszę. Czeka mnie gruntowny remont mieszkania, do którego mam się
nadzieję wprowadzić z rodzinką za miesiąc. I z czego tu się cieszyć?
A bo jestem taki typ, co lubi jak się coś dzieje, kiedy trzeba podejmować
decyzje, pertraktować, uzgadniać i ...wydawać pieniądze. W zasadzie
dowolną kwotę potrafię zagospodarować, wystarczy określić cel. Jedno
mnie w tym wszystkim martwi, że kwoty ograniczone, ceny nieumiarkowane, a
wykonawcy oczekiwania maja na ogół większe niż moje możliwości. No i
zupełnie bezsensownie nie jestem członkiem "samoobrony" więc
kredyt przyjdzie spłacać. Póki co, znajduję wiele dusz bratnich, co
tak jak ja potrafią zagospodarować każdą kwotę, tylko ten limit
zawsze jakiś taki malutki.
Coś mi wygląda, że opisuję jakąś znaną cechę narodową, ale pracując
tyle lat w handlu słyszałem zawsze, że w tej dziedzinie życia -
zawsze dokładać trzeba -
i z tego właśnie utrzymuje się znacząca liczba naszych współrodaków.
Ostatnie
dni października i początek listopada to ogromna liczba listów z których
większość dotyczy mojej strony noclegowej (www.123noclegi.info),
a szczególnie gdzie jakiś pensjonat nowy, a z racji podatkowych
przemianowany na pokoje gościnne, albo hotel na "otel" nawet.
Zupełnie osobny dział to listy co po sercu głaszczą, bo ten mój
"zapiecek" zapuszczony i opuszczony, a tu jeszcze czasem jakaś
dusza życzliwa zabłądzi i nawet pochwali nieco. No więc nie zapomnę
ani o Starym Mieście, ani o swoich zaprzyjaźnionych artystach (Sława
Kwiatkowska, Joanna Sierko i Grzesiu Bialik), ani o poezji... W końcu
przeprowadzam się z Mokotowa bliżej Starówki, gdzie nie tylko do pracy,
ale i na spacer z aparatem mogę się wypuścić.
W
kwestii artystycznych uniesień, to po wernisażu z piękną Panią
Prezydentową (w październik trzeba spojrzeć..), czas jakiś muszę -
tak bliżej gruntu, aby na następne wzloty miejsce zostawić i chęci
podostrzyć. Doznania estetyczne skupiam na linii talii .... lodówki,
albo kolanka ... pod umywalkę, nóżki ... stołowej i tak dalej, i tym
podobne. Jak na razie wysłuchuję światłych opinii o linii włoskiej w
stylistyce przemysłowych wyrobów AGD, natomiast notuję pilnie z jakiej
szybkości obrotów pralki można zrezygnować, aby cena nie powodowała
palpitacji serca mojej koleżanki małżonki.
Kuchenne
moje doznania remontowe i przeprowadzkowe uniesienia mają zapewne
uzasadnienie w nowej politycznej debacie nad podatkami, jaką nowy rząd
toczy sam ze sobą i partiami ledwo opozycyjnymi. Może jeszcze nie
pokazali pazurów, ale póki co każdy musi pomyśleć jak tu obronić się
przed stratą jaką nam tu za chwilę zafundują w domowym budżecie. Na
pierwszy ogień mają iść nasze oszczędności (jeśli kto na koncie
posiada). Ja nie posiadam, bo co wpłacę to zaraz mam uzasadnienie do małego
debetu. Ale jak kto posiada, to nieszczęsne konto na "czarną"
godzinę to mu zaraz od spodziewanego procentu ciachną podatek. I kogo to
"rypnie" - oczywiście niedoszłą klasę "średnią".
Bo takie lepsze trochę jak ja średniaki coś tam czasem dla "dziecków"
trzymają po bankach. A chłopaki majętniejsze nieco, to albo nie trzymają
gotówki w tym kraju (bo to zaraz ciekawych tyle) albo w jakie obligacje,
akcje czy nieruchome dobra pakują i gotóweczki do podwójnego
oprocentowania nie ma. Więc jaka to sprawiedliwość? A taka jak zawsze,
wszak jeszcze babcia mówiła, że bogatemu diabeł babę kołysze. No może
nie babę, ale teraz wszystkie przysłowia się przerabia bo np. wiadomo,
że prawdziwy złodziej (u siebie nie kradnie) tylko w Sejmie zasiada.
Albo powiedzenie takie (pijany nie jedzie), też nieaktualne, jedzie -
tylko na immunitecie. No i pyta mnie syn właśnie - po co komu matura,
jak chęć szczera doprowadziła do Sejmu nie tylko Leppera. Ale i innych
krocie przy sejmowym płocie z tych co to dziadek (niejaki ...dziwił, czy
...ojski) z czworaków w pole świtem białym.... No i wychodzi znowu na
to, że Lenin idiota i komunizm do de!, bo to niby prawica do sprawiedliwości
dziejowej "przywiedła" awansując zbyt gwałtownie nauczyciela
na szefa ubezpieczeń, pielęgniarkę na szefa doradców, i innych speców
co to właśnie ustąpili niechętnie i z ociąganiem. A po nich choćby
potop, ale dlaczego mają mi niby z racji ratowania po tym potopie - znów
coś opodatkować, szarwarku dołożyć czy innego podymnego. A kysz,
a kysz (zdaje się że właśnie zacytowałem fragment "Dziadów"
- więc tym optymistycznym akcentem kończę czym prędzej. |
|