Archiwum luty - 2003    

      data 

                                              dziennikczylinocnik               
28 luty 
2003
piątek

Fiku miku, gdzie jesteś króliku. Może to nie ta bajka, ale też ciekawie. Minister finansów powiedział, że nikomu nie daje i nikomu nie odbiera i się w piekle nie poniewiera. Tak więc humor "puchatkowy" zastępuje głęboką troskę, bo ta tak się pochylała nad problemem, aż sama wpadła w dziurę (pewnie budżetową). Bajki ze Świętokrzyskiej (siedziba www.fikumiku) były by przyjemne, albo pouczające, gdyby nie dawały w d.... (no w kuchnię). Miało być z uśmiechem, tylko jak mam się uśmiechać skoro z małżonką nie mogę - no, rozliczać się wspólnie na PIT-cie. Sam minister rzekł był, ze wspólnie nie, bo dyskryminuje się samotnych. Zdaje się, że kiedyś samotni mogli w konkubinacie też wspólnie, teraz nie. No, a w końcu to jakaś ta wspólnota małżeńska dzieciska miewa nawet troje czasem, ale wspólnie rozliczać się nie może, bo to taka pro rodzinne fiku-miku. Była taka bajkowa  Pani co nikomu nie odbierała, temu dała troszeczkę , temu dała na miseczkę, temu dała łyżeczkę, temu łepek urwała i do Polski poleciała. Teraz będzie zeznawała przed Komisją Śledczą, a ten bez łebka też się dobrze czuje i czasem na trybunę wspina. 
Siłą rzeczy mój kabaret abstrakcyjny nieco, bo śmiech w działalności handlowej mało jest przydatny, a tu handel idzie całą parą. Aż dziś w Sejmie krzyczał wicemarszałek Tusk: - Czym handlujecie? Czym handlujecie? Walka o kasę idzie, stąd targi ostre, partyjka pseudo chłopska chce ustawy o biopaliwach, bo chłopcy choć nie bronią a,  tyją, to pola maja duże i inwestycje już poczynili pewne w uprawę jakiejś żółtej rośliny. Dlatego nie poparli ustawy o winietach co nam mieli sprzedawać na dziurawe drogi. Poszedł Rywin do Michnika, chcesz kupić ustawę, daj kasy. Teraz tłumaczą nam, że wcale nie poszedł pewnie, bo w Agorze zniszczyli książkę, gdzie się wpisuje wejścia-wyjścia i nie wiadomo. Tak twierdzi najważniejsza apelacja, choć sama siebie prostuje, że i tak tam nie wpisywano ważnych gości, ale dowód zginął. Nikt nie zapytał czy Pan Rywin odwiedzał toaletę - mogło by to wiele wyjaśniać, mała analiza, próbka powietrza, pochrząkiwania - też w życiu ważne, a w śledztwie przydatne. W każdym razie rząd może upaść, ale się podniesie, najwyżej w ministerstwie kultury nowa kłonica zagości. Serafin - anioł od kółek rolniczych wzywa chłopów do blokowania dróg, bo i tak jeździć po nich nie sposób. Jedyny to zatem sposób dla tego anioła na przetrwanie, bo a nóż zaczną myśleć po co im te kółka - skoro wszyscy je rysują na czole. W każdym razie dogonił Samoobronę, co listy do Saddama pisze. Kupujta chłopaki, handlujta, jak mówią na warszawskiej ulicy, przyjdzie nowa władza i dutki wyjmie z każdej partyjnej pralni. Takie są koszty demokracji i naszej narodowej dumy ze ściągania w dół tych co wyleźli za wysoko. Nie ma to jak za komuny, cisza była i spokój i nikt się nie .........ł.
W sobotę ciąg dalszy najlepszego polskiego serialu - a na zeznania i uroczy uśmiech damy co z torebką wyszła już doczekać się nie mogę. O piersi kształtnej, a dzielnej sam premier dawniej wspominał, więc czekam z niepokojem i napięciem właściwym jeszcze dni parę. Tymczasem doszły dwie damy do Komisji słynnej, jedna zastąpi Pana co to Kalisz, a musiał do Kutna - zupełnie jak w starym dialogu kolejowym. Druga jeszcze nie wie kiedy kto przyszedł do kogo, ale się zapozna. Oj ciężką ma dziś noc.

Przeczytała mi żona w horoskopie, że w pewnych dniach marca nie mam czynić żadnych inwestycji poważnych, bo potem mogę żałować takiego zakupu. Załóżmy że chciałbym kupić jakieś autko używane trochę, a tu nie dość, że benzyna zdrożeje, to jeszcze blokada na drodze. A na koniec to i tak na nie, nie mam, bo choć chciałbym dołożyć honorowo do jednej oponki, to na zezwolenie na pracę czekać muszę. I tak jak to u nas zwykle, tylko w malej kałuży przed domem przegląda się ta bajka.

22 luty
2003
sobota

Dzień piękny słoneczny, trzeci dzień odwilży. Nie trzeba będzie już sprzątać brudnego śniegu, sam się stopi. Puszki i butelki zbiorą bezdomni, a resztę gdzieś się kopnie na bok. Skąd takie refleksje porządkowe? Po kilkunastu odwiedzinach zimowych na Starym Mieście wziąłem w końcu aparat aby uwiecznić stan rzeczy - http://www.stare-miasto.com/kto-posprzata.html . Niestety zamiast 15 lutego, kiedy robiłem zdjęcia, dopiero dziś wszystko widać w sieci. Okazało się, że przez przypadek nazwałem katalog "zdjęcia", a można "zdjecia" - bez ogonka, wtedy działa. Tego samego dnia na Placu Zamkowym odbywała się demonstracja przeciwko wojnie w Iraku. Zapewne przy okazji tego zgromadzenia waleczne emerytki rozwijały transparenty przeciwko wstąpieniu do Unii Europejskiej. Nie wszystko rozumiem, ale czy chcę koniecznie? Niech zachowają sobie tą wiedzę tajemną o "eurosodomie" i co jest w tajemniczym pudełku - widocznym na zdjęciu http://www.stare-miasto.com/zdjecia-zima2003/15luty2003plac-zamkowy3.html .

Wracam do dnia dzisiejszego bo Martusia ma dziś imieniny i cała rodzina w komplecie na uroczystym obiedzie. Miło tak usiąść razem i nawet milcząc nad kotletem pouśmiechać się do siebie. 
W najciekawszym polskim serialu '" O Lwie co łapówkę dawał" dziś nieoczekiwany zwrot akcji. Najgłówniejszy bohater odmówił składania zeznań. Wsparty dwoma pełnomocnikami wygłosił krótkie oświadczenie, aby potem tylko z nimi prowadzić tajne konwersacje szeptane. na wszelkie pytania członków Komisji Śledczej pan Rywin odpowiadał - Wysoka Komisjo - odmawiam udzielenia odpowiedzi. Tak nam się to podobało, ze na wszelkie sugestie mamy w sprawie wyrzucenia śmieci lub mycia talerzy odpowiadamy zgodnie - Wysoka Komisjo odmawiamy udzielenia odpowiedzi. Mama ma na szczęście poczucie humoru, choć czasem ograniczone czasowo. Gorzej z humorem w telewizji, bo choć Prezes onej - wesół, to albo nic nie wie, albo nie słyszał, albo się nie interesował. Na tych szczeblach zarządzania trzeba zdać się na podległych dyrektorów, którzy wiedzą kiedy kogo od pracy odsunąć (trzeba delikatnie, bo mógłby się rękoma chwytać za meble) i nie muszą o tym informować Szefa, choć on w pełni ich zdanie podziela. Dowiedzieliśmy się też dzięki dociekliwym pytaniom posła Kalisza, że współpracę z panem Rywinem rozpoczął były-były Prezes telewizji Walendziak i tak to trwa do tej pory. Wszyscy zgodnie podkreślają w informacjach telewizji za którą płacę abonament, że pan Rywin to wybitna postać kultury czyli producent filmowy i to wielkich liczących się na świecie dzieł. Zastanawiam się czy wybitną postacią kultury, a i sztuki przy okazji mógłbym zostać sam i osobiście. Gdyby ktoś mi dał, pożyczył (zainwestował) kilka milionów dolarów, aby zorganizować wszystko co do wytworzenia dzieła potrzeba. Zdaje się, że gdyby to poszło sprawnie, to raczej byłbym dobrym organizatorem, finansistą, negocjatorem, a nie wybitna postacią kultury. Zostawmy coś reżyserom, aktorom. Mnie wystarczy kasa. No może Kasia, ale też już nie, bo nie wypada, ech..

W czwartek w nocy sąsiad mój młody co nad głową mi koczuje - dał "czadu". O 3:15 uznałem za stosowne zastukać do jego drzwi, bo siła decybeli muzycznych z towarzyszącymi porykiwaniami wykluczała nie tylko spanie, ale nawet przyjęcie pozycji horyzontalnej. Sąsiedzi nieco starsi próbowali nawiązać jakiś kontakt z hulaką, ale usłyszeli tylko przez drzwi co stare mogą baby. Sam bym pohulał w wolnej chacie - marzenie każdego młodego mężczyzny w okresie dojrzewania i chwilę po dojrzeniu (potem spadamy), jednak jakieś pozory człowiek zachowywał. Wszystko wskazuje, że synek ten młody handluje prochami, bo z częstotliwością 20-30 minut, a czasem częściej, odzywał się domofon i winda mijała moje piętro, aby po chwili znów w dół zjechać. Biznesmenem zapewne nie zostanie, bo handel każdy - wymaga skupienia, a w hałasie to i pomylić się można, a przy degustacji towaru całkiem stracić poczucie rzeczywistości. Na policje nie dzwonię na razie, bo po przybyciu najpierw mnie spisuje z personaliów, a potem informuje przez drzwi harcownika, że sąsiad z dołu "się skarży". 
Zupełnie jak w polskim serialu - najpierw przychodzi Rywin do Michnika, a potem okazuje się, że z Woronicza (siedziba TVP) wyraźnie widać, ze to Michnik (Agora) przyszedł/a do Rywina. Może tam też odurzają się jakoś, a społeczeństwo nic nie wie i się nie dowie.

11 luty
2003
wtorek

Wczoraj odwiedziłem mój zimowy Zapiecek, a to z racji wernisażu jaki odbył się w Galerii. Obrazy Ryszarda Pasikowskiego można obejrzeć w krótkim reportażu na stronach Galerii, Kolorystycznie bardzo mi się podobało, a abstrakcji nie rozumiem i nie muszę. Jestem taki cholerny realista, że od pierwszego wrażenia wściekły. Zapiecek wygląda jak śmietnisko, bo jak co roku władze i ich sprzątacze zastygli w oczekiwaniu na odwilż. A tu odwilży nie ma, więc hałdy brudnego śniegu przerzuca się na tzw. ogródek przed galerią przewracając przy okazji kasetony, gdzie zwykle rośnie coś zielonego. Wygląda to, nie jak wejście do galerii sztuki, a fosa przy murach staromiejskich służąca za sraczyk dla piesków i pijaczków. Dziś po Placu Zamkowym jeździła jakaś koparka do śniegu, ale wątpię żeby na Zapiecek dotarła. Piwnej czy Rynku też nikt nie sprząta, a nóż przyjdzie odwilż i samo spłynie.

W telewizji też płynie, ale mowa niewiązana w postaci nowego serialu. Po raz pierwszy serial "gadające głowy" ma niesamowita oglądalność, choć nadaje nie codziennie i to w programie lokalnym od 9 do 16. Chodzi oczywiście o jawne posiedzenia Komisji Śledczej powołanej przez Sejm do zbadania afery łapówkarskiej Rywina. Rozśmieszają mnie do łez komentarze nadawane w przeróżnych wiadomościach programu I i II, kiedy to sugeruje się "ogródkami", że to w zasadzie Gazeta Wyborcza czy Spółka Agora jakoś chciała wpłynąć na ustawę o radiofonii i telewizji. Sam sprawca całej afery - Rywin - przyznał przed premierem, że do Michnika przysłał go Kwiatkowski (szef państwowej telewizji), a teraz trwa wykręcanie kota ogonem. Z Panem Michnikiem nie znamy się (he, he, he), ale im dłużej go słucham tym większy mam dla niego szacunek. Człowiek z natury jąkający się, posiada taką precyzję języka, że nie musi w żaden sposób akcentować swoich wypowiedzi, niekiedy z konieczności ironicznych, czy nawet żartobliwych. Średnio inteligentny przedstawiciel Samoobrony czy Ligi Rodzin może zrozumieć o co chodzi, jeśli oczywiście będzie słuchał, a nie zagłębiał się w spiskową teorię dziejów, czy też rozważał możliwości współpracy "Gazety" z ze służbami specjalnymi. 
Zaskoczony byłem i zbudowany jednomyślnością Komisji w sprawie zawieszenia "owocnej" działalności Prezesa Telewizji Polskiej do czasu wyjaśnienia afery. Ale ten nie da się oderwać od stołka. Ten gatunek tak ma.  Styl starej  komunistycznej nomenklatury w menedżerskim wydaniu. Beton z różą w zębach. No jakże może Pan Kwiatkowski ustąpić, od razu wszyscy pomyślą że winien. A nawet jak nie winien, to może ktoś skoczy na ten złoty stołeczek na ul. Woronicza 17 i potem co? Osobliwą postacią, a szczerym i oddanym przyjacielem (jak dziś mówił w telewizorze) - jest pan Włodzimierz Czarzasty. Jakoś nie wyrażał się pochlebnie o nim red. Michnik. Może nie lubi "gospodarzy". Wszak pokazywany po wielokroć przy pracy Pan Włodzimierz (po Leninie?) często przemykał po korytarzach telewizji w samej koszuli. Zapracowany "gospodarz" bardzo, oddany i poświęcający wszystko dla dobra sprawy, słusznej linii i właściwej dla każdego częstotliwości. Kiedyś po nocy słuchałem jakiś płaczów, a to radiotów, a to słuchaczów, że gdzieś tam odebrano koncesję na radio i przydzielono częstotliwość 0 (zero). Nie nadawali dobrej (słusznej) muzyki, politycznie pewnie niepewni i po co takie mają zatruwać umysły. Sekretarz wie lepiej jak i od wojny bywało. Byłem kiedyś na delegacji w pewnej spółdzielni lat temu wiele i sam prezes siwy jak gołąb, a serca słabego opowiadał jak na niebyt sekretarz go skazał. W pewnym sklepie bułek zabrakło ciepłych, a weszła tam żona sekretarza powiatowego. Winien oczywiście prezes, no to go na dywan wezwano. 2 godziny czekał na "opieprz", a potem usiłował coś tłumaczyć i nie legł plackiem na ziemi, stawiając stopę władcy na swym durnym czole. No więc do zwolnienia. Wniosek poszedł aż do centrali do Warszawy żeby zwolnić za utrzymywanie intymnych stosunków z sekretarką. Biedak wiekowy, po zawałach i w niemocy od lat wielu, poczuł się w tej surrealistycznej sytuacji nawet dumny trochę, że nie za złą gospodarkę piekarską leci, a za chuć. Jedyny ślad po tych latach, to wspomnienie głupoty w postaci czystej, której niewyczerpane pokłady do dziś znajdują wdzięcznych eksploratorów. A wracając do TVP, to właśnie wysłuchałem że Krajowa Rada Telewizji nie może zawiesić Prezesa, bo nie zapoznała się z aktami Komisji Śledczej i nie ma wiedzy o rzekomych winach szefa. A mnie się wydawało, że ta cała Rada to może sobie ustalać porę nadawania dobranocki, albo plan etatów, a nie lekceważyć Sejmową Komisję Śledczą. Ale ta buta i brak pokory jest tak powszechny ja brak szarych do wynajęcia. Dawno zamienili na złote, a te zapisane na teściową. Podobała mi się też niedawno w jakiejś telewizyjnej debacie Pani z Prokuratury Generalnej co krzyczała bardzo i zwracała uwagę posłowi Ziobro, który też jest członkiem tej super komisji. Tak dzielna, taka zażarta, a jak się okazało to rzecznik prasowy tej prokuratury. A ja znów myślałem, że rzecznik tylko tłumaczy co jego szef Kapusta miał na myśli, albo odczyta jakie oświadczenie lub komunikat. A tu jakieś miny, fochy - a może to tylko nieznajomość prawa i brak wiedzy jak usytuowane są różne komisje, organy i tym podobne. Może się czasem okazać, ze Komisja niby nic, a tu minister wraca na kolanach do ministrantury. Dlaczego do ministrantury? Wiadomo, że lewica wywodzi się z kręgów podkościelnych, co już "gospodarz" Stalin mnichem będąc firmował. 
No, a co ja bym zrobił nosząc tak popularne i sympatyczne łąkarskie nazwisko - natychmiast - 5 minut po decyzji komisji (ale lepiej dwa dni przed) zawiesił bym działalność, ogłaszając pod niebiosa, że  jestem jak anioł czysty i moje czyny za moje oddanie świadczyć będą. Od razu połowa by zgłupiała, a 3/4 zmieniło zdanie kilka razy. I o to chodzi. A nie o jakiś tam honor. Ale ja nie jestem od honoru tylko od humoru i to na użytek własnej wątroby. Na razie - amen. Niezwykły ciąg dalszy w sobotę od 9 rano. Na zeznania prezesa TVP niektórzy pewnie wezmą wolne, ale co ja plotę, w robocie obejrzą, jeszcze jakie piwko walną. Ale współczuć to nikt nie będzie, bo złoty sedes do wynajęcia, tfu... saksofon.

8 luty
2003
sobota

Nie ma już pieska, nie ma naszej Łatki. Odeszła do psiego nieba dziś o 4 rano. Kilka dni walki o jej zdrowie i ostatnie dwie noce walki o jej życie, nic nie dały. Piesek przywieziony w sobotę z giełdy nie przeżył u nas całego tygodnia, a wrył nam się w serca tak, że każdy dziś szuka sobie jakiegoś zajęcia, aby tylko nie siedzieć i nie rozpamiętywać. Nie da się zapomnieć sympatycznej psinki, która już nauczyła się, gdzie można było "pójść na gazetę", kto w domu daje jeść, a kto zawsze ma czas na zabawę.
Czyja wina? Lekarze w przychodni, gdzie byliśmy dwa razy dziennie, nie dawali "Łatce" wielkich szans. Dawali kroplówkę, zastrzyk witamin + tzw. dobrą radę. Dowiedzieliśmy się, że pieska nie wolno było zabierać zbyt wcześnie od matki, a potem trzymać w oczekiwaniu na klienta przez czas jakiś z innymi "rasowcami" gdzie wymienią się skutecznie, chorobami, robakami i pchłami. Kupiliśmy w domniemaniu zdrowego i z książeczką, a zostały mu tak zniszczone jelita, że po odrobaczeniu, zjadł tylko jedną kolację i nawet karmienie strzykawką nic nie dało. Galopująca biegunka, wycieńczyła malucha tak, że nawet nie mógł już siadać, a my po kolei - lekarz, zastrzyk, karmienie przez zęby, lekarstwo na zatrzymanie, pojenie, mycie, otulanie i ogrzewanie i nic. Żal taki głupi, do losu i do ludzi, którzy w zasadzie sprzedali psa na śmierć, gdzieś tam. Przychodnia też woli za każą wizytę parę złotych (bez pokwitowania), niż wyraźne stwierdzenie - nie męczmy go - on nie ma już szans. Aby dopaść nieuczciwego handlarza, albo chociaż ostrzec innych żeby nie kupowali u niego chorych psów dokumentacji żadnej nie ma. Pieniądze przyjmuje każdy z ręki do ręki i kto teraz będzie dochodził na co piesek był chory i dlaczego. Pies, jest pies i jest dla nich tyle wart ile można od naiwnych wyciągnąć. Nie ma tu miejsce dla ludzkich czy psich uczuć, nie ma sentymentów, łzy starego, czy dziecka, to tylko sentymentalizm. 
Kochajmy naszych czworonożnych przyjaciół, ale tak, aby mieli szansę przeżyć, a nie byli tylko towarem, którym można pograć na naszych uczuciach.

A pies wam mordę lizał takie syny, za psią dolę małego kundelka.

5 luty 
2003
czwartek

W zeszły czwartek zapowiadałem powitanie pieska w domu, a zaczęło się od powitania grypy. Dziś dopiero drugi dzień bez gorączki co nie znaczy, ze jasność wielka jakoś na mnie spłynęła, bo raczej ciemnota i zamulenie. Ciemnota, nie dziwota, pewnie wrodzona, a zamulenie po 4 nocach z telewizją na TY. Spać nie mogłem, to miedzy jedną aspiryną, a wykręcaniem pościeli - oglądałem co się dało. Dało się niewiele. Choć kilka filmów dokumentalnych ciekawych a m.in. o polskim socrealizmie. Np. jak miałbym synowi wytłumaczyć zamulenie twórców, którzy pisali idiotyczne poematy na cześć Stalina? Czy musieli na kolanach przed tyranem i mordercą dawać tak wielkie "wyznania wiary". Jeden stwierdził na ekranie, że był zauroczony ideą. Moja ciotka była tylko szwaczką w fabryce mundurów i jej nikt nie zauroczył, po prostu żyła w przedwojennym Poznaniu i miała porównanie. Twórca też  miał taką perspektywę czasową, ale widać, żal było nęcącego korytka.  Jerzy Stuhr świetny w sztuce Bałuckiego "Klub Kawalerów". Za to, za nic nie mogłem zrozumieć jego starań o wieczorne odgrzanie "dla kolegi"  jednego ze wspomnień. Tfu .., jednej z dawnych wspomnień, co raz dała, a po latach nie chciała (w filmie "Spis cudzołożnic"). Gość bohatera filmu - (polskiego naukowca?) miesiąc po Krakowie chodzi i żadna za darmo i po znajomości nie daje herbaty nawet się napić - czyżby ten Anglik też z Krakowa jakiego, a.. wiem, szkockiego. Żart pewnie zamierzony, ale nudne. Również wyznania z walki wewnętrznej i współczesnej, co było zaraz gdzieś obok o Panu Jerzym, też nie rozumiem, ale może gorączka. W każdym razie, pewien profesor od malowania, powiedział przy mnie niedawno i osobiście, że malarz maluje i nie objaśnia. Aktor też chyba - gra, a nie objaśnia. Jak objaśnia to znaczy, że albo ja ciemnota, albo to takie trudne i głębokie, ze nikt nie zrozumie. Przekomarzam się się tu bez sensu z Panem Stuhrem, bo i tak go lubię. Sztuka i Aktor i koniec. Za to nic wspólnego ze sztuką nie ma czerwony na łbie chłopina - szef "Ich Troje". Zespołu nie lubię, piosenki marne, facet bredzi we wspomnieniach, pseudo przesłaniu i w ogóle. Szmira. Opłaca się jednak do szkoły chodzić, bo serce na dłoni też podaje się, ale umytej. 

Ale co tam. Pies - piesek, to przyjaciel i wsparcie naszego ego. Wyhoduj choć jednego pieska, bo nikt nie nasika na Twój piedestał.
Przytul do serca choć jedną psinę, bo kto ci na starość poliże łysinę.
I bez tych złotych myśli pies jest pies, choć suka młoda i "Łatka" się nazywa. Miła być foksterierka, a co wyjdzie zobaczymy jak podrośnie nieco i przeżyje leczenie dość intensywne. Tak, trzeba było pieskowi zafundować kroplówkę, tak go odwodniło po cofaniu pożywienia z otworów wszelkich. Szczeniaczek sprzedany z książeczką zdrowia oczywiście, ale zarobaczony totalnie, odpchlony byle jak. Wniosek - nie kupować na giełdach, gdzie dominują handlarze krwi nieczystej. Ja też handlarz, ale książka u mnie leży tak, aby żaden róg się nie zagiął, a piesek w kojcu byle jakim z całą gromadą braciszków i siostrzyczek, badany "zaocznie" przez faceta z pieczątką, ale bez uprawnień. Pieski rodzą się same, krzyżówki takie, aby zbliżone do "rasy", i do klienta. Przebicie na sztuce co najmniej trzykrotne, co akurat pochwalam, bo przynajmniej nie ma fikcji, że ma 2% zysku. Ale już do hodowcy prawdziwego nie pojadę, bo pies jest pies, i w domu, a wymieniać przyjaciela małego co cierpi, nie godzi się.
Żona nawet chciała nazwać psinkę Żabka, bo tak zgrabnie boczkiem podskakiwała radośnie. 

Łatka  skundlona jest zapewne nieco, co jak w każdym szlachetnym rodzie dodaje nieco pieprzu do śmietany. Przynajmniej jest pretekst, aby z perspektywy podłogi spojrzeć na życie, bo i tak piedestałów u nas dostatek. Właśnie przyjechał twórca jeden do prokuratury i rzecze: jakem Rywin - pismo mam dla Was Prokuratorze Kapusta, -  Zdejmijcie jednego z Komisji Specjalnej bo coś moje familie wspomina, a tu na dowód małomówności telefon i słuchawka do obejrzenia oraz komputer o zawartości nieznanej. 

Gra saper podobno jest i okręty też, ale może brakować takiej co to kulka lata jak się na sprężynę naciśnie. Zupełnie jak u Saddama. Nic nie ma, bo na kółkach odjechało jak nikt nie patrzył. A niech się tylko odwrócą, to się na tę sprężynkę naciśnie i jak nie p...oleci. Ostatnia obserwacja telewizyjna i tak z Sejmu. Wniosek się taki nasuwa, że ustawę każdą musi ratować Prezydent i chyba od tego jest. Bo znów cały(?) naród woła, żeby nie podpisywał tej o narodowym funduszu zdrowia, bo funduszy i tak nie ma. A jak Prezydent podpisze to się dopiero rypnie. Przetłumaczyć to można na każdy język, ale na logiczny wywód - nijak się nie da. Na razie Marta nie pyta, ale już się boję. Po co Sejm uchwala, jak potem się modli, żeby nie przeszło. Pewnie głosują na złość sobie nawzajem, a to za niedopłatkę przy wieczornym rachunku, a to za zajęcie stolika w stołówce - jak to w życiu. 
Przez te grypowe czuwania miałem okazję postudiować nocne i dzienne zwyczaje młodego sąsiada, co nade mną odziedziczył po dziadku mieszkanie i "daje czadu". Ryki o różnych porach np. o 3:36 i 15:08 też, powtarzane wielokrotnie lecz o jednym brzmieniu; - Oł jeee, oł jeeeee, oł jeeeeeeeeeeee.
Cytuję dosłownie,  zaśpiew ten oryginalny, a zawsze jednaki. Czasem był nieco krótszy, zdawkowy jakby. Konsultacje z młodzieżą po 20-tce potwierdzają moje przypuszczenia. Tak mu się śpiewa po prochach, zastrzykach czy innych narkotykach. Jak uczył Witkacy dusza się rwie i taki artystyczny wyraz znajduje. Ryki te po chwili milkną, by treść głęboka, mogła zostać poddana jakieś wewnętrznej analizie. W dzień zaś taki, kiedy ryk uprzedza przebieżka jakaś, stukot obcasików lekko wykrzywionych, upadek przedmiotów lub ciał oraz słowa przeplecione polskimi przecinkami jak drutem kolczasty na komunistycznej granicy - oznacza pijaństwo zwykłe. Nudne, męczące i tradycyjne. Torsji niewiele, upadki z okna mogą być niegroźne, bo zima i to 3 piętro tylko. Ale te wieczory już rzadsze - wiadomo postęp kulturowy. Pozostaje "Oł jeeeee" w dzień biały, zmierzch i poranek, jak tylko igłę się wbije lub rurę jaką w nozdrza.
Co do polskiego przecinka objaśniam, że to słowo na "k", częściej podobno słyszane w kuluarach niż autobusach, ale to też postęp, abo podstęp?
Pana Marcina pozdrawiam, za miłe słowa dziękuję, Pannę na D-y też pozdrawiam - za całokształt. Oznacza to - za listy dziękuje - odpiszę, jeno oddech jaki złapię, a wzajemnie też radości samych, nawet jak bez mojego egoistycznego udziału.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian