|
|
marzec 2003
|
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
25 marca
wtorek
2003
|
|
Dla
chronologicznej kolejności doznań muszę cofnąć się do
soboty. Komisja Śledcza miała zaszczyt gościć Panią minister
Jakubowską. Jednak całe czekanie moje na cień, rąbek choćby
czarnej pończoszki runął w otchłań segregatorów, bo Pani
przyszła w spodniach. Jakże miałem się skupić na wystąpieniu
długim co doniosłym. Dwa chłopy sielne doniosły akta wszelkie
i 3 godzinne oświadczenie zostało udokumentowane. Ja niestety z
wyjaśnionych wyżej przyczyn, ani skupić się nie mogłem, ani
uwagę natężyć w stronę tej celulozy faktów oczywistych,
a spornych.
W każdym razie skonstatowałem jedno. Zachowania grupowe powstają
wtedy, gdy jedni zeznają podobnie jak poprzednicy napatrzywszy się
uprzednio. Czyli jaśniej - oświadczenia udokumentowane stertami
pism złożyli i Pan Czarzasty i Pani Jakubowska. Również
podobnie o Pani Rapaczyńskiej podobnie wyrażali się z angielska
"Rapaczyński" i Pan Rywin, i Kwiatkowski, i Czarzasty.
Ale w sumie i tak czerń (raj)stopy damskiej ważniejsza.
Skoro
mowa o radościach i przyjemnościach - wiosna jest i zgodnie z
wcześniejszymi ustaleniami na rodzinnym szczeblu - samochodzik
został kupiony. Banki procenty naliczają, mama zafrasowana
wielce, a tata cieszy się i trenuje pod okiem syna.
Po miesięcznym rozpoznawaniu terenu ostateczny wybór padł na
Suzuki Baleno 1,6. Jest to sympatyczny biały sedanik wielkością
porównywalny do Opla Astry. W ciągu jednego poniedziałku, czyli
wczoraj załatwiono ocenę niezależnych fachowców, kupno,
rejestrację w Wydziale Komunikacji i ubezpieczenie. Samochód
kupiony w autokomisie z "ciężko wchodzącymi" biegami,
poprawiono to jeszcze tego samego dnia. Autko reaguje na każde
dotknięcie gazu czy hamulca, wyskakuje do przodu swoimi prawie
100 konikami mechanicznymi. W końcu "japończyk" ma już
6 lat, przebieg 115 tyś. km, a żwawy jak na filmie kung-fu.
Dotychczas nakręcić się musiałem kółkiem, a tu wspomaganie,
klimatyzacja i elektryczne machanie lusterkami. W sumie gadżety,
ale sympatyczne. Przy okazji poznałem kilku sympatycznych i życzliwych
ludzi. Warsztat Suzuki (okolice Bonifacego) pracował po
godzinach, aby usunąć uciążliwą usterkę, pani od ubezpieczeń
czekała do 18, a o tej porze już klucz przekręca w zamku. Szukałem
po stacjach obsługi instrukcji do Baleno, a dziś jeden telefon
do Suzuki na Jagiellońską i słyszę - proszę przyjechać,
dostanie Pan za darmo. Byłem, dostałem, dziękuję i kłaniam się
wszystkim głęboko i z szacunkiem. Może ci zmotoryzowani widząc
nawiedzonego z obłędem w oku z życzliwością dopuszczają do
swego grona, a nie mają za złe jak pozostałe nacje? W każdym
razie wierzmy, że ludzie są sympatyczni, życzliwi i dobrzy, a
tylko czasem nie chcą ustąpić z zajmowanych foteli, bo zajmują
się też ważna branżą techniczno - humanistyczną jaką jest
"smarowanie". Może to za mocno powiedziane, może właściwsze
było by unikanie tarcia. W każdym razie nie chodziło mi o tarło. |
|
20 marzec
2003
czwartek
I dzień wojny
z Irakiem
|
|
O
330 obudziłem się i włączyłem na chwilę
telewizor, a tu pierwsze uderzenia na Irak.
Drugie uderzenie za chwilę w łazience - walnął piecyk gazowy.
Trzecie uderzenie - Czarzasty - Rokita. Okazuje się, że warto
mieć kolegów co zlecają innym robotę, a nam z tego kapie. Moje
pokolenie ograniczało się do pędzenia bimbru w szafie (śliwki,
ryż itp.), a nie napędzania innym kasy. Inne były realia, co
mam oczywiście za złe. W każdym razie Sekretarz nie widzi nic
zdrożnego, że mu kapie, ze zleceń Telewizji dla firmy, w której
jego firma ma udziały, czy współpracy spory kawałek. My też w
szafie nie widzieliśmy, bo było ciemnawo, a potem to już zupełna
ciemnota. Oto skala w jakiej szary człowiek musi się odnaleźć.
Prezydentowi Francji łatwiej - mimikę ma bogatą i jak nie
rozumiem po francusku (dziecko dopiero się uczy), to chociaż
gestykulacją wywiera na mnie wrażenie. Nie obrażam się za kraj
i społeczeństwo, ale coś nam marnieją jak stare pelargonie,
nasze wyobrażenia o porządku świata, celach wyższych,
dyplomacji itp. Większość, jak mówią badania jest przeciwko
wojnie, większość oburzyło pouczanie Polski przez wysokiego
Francuza. Większość narzeka na piecyki gazowe, podatki i chudą
żonę. Ja jestem mniejszość, przynajmniej we własnym
mniemaniu i zdecydowanie twierdzę, że szereg ogólnoświatowych
i ogólnospołecznych spraw zajmuje mnie umiarkowanie. Mam
przynajmniej tą bezczelną przyjemność patrzeć na świat z
perspektywy piecyka co walnął.
Zajmuję się teraz rynkiem motoryzacyjnym i analizuję rynek samochodów
używanych. Japończyki sprzedają się wspaniale, wszystko poniżej
20 tyś zł, a z roczników po 1995 r znika czasem w ciągu
godziny. Internet jest tu zbawienny, bo z godziny na godzinę można
śledzić pojawiające się i znikające zgłoszenia. Dzwonię w
sprawie Hondy Accord, a tu po godzinie wiszenia w sieci - auto
sprzedane. Duża oferta Fiatów, Renault, ale ruch umiarkowany i
duży spadek wartości. Samochody oferują Ci co mają samochód
na szwagra, sprzedają wóz dziewczyny, a o dokumentach jakoś
trudno się dowiedzieć. Jeden chce lecieć zaraz i już załatwiać,
drugi zastanawia się kiedy mógłbym pod Ełk podjechać. Ale to
wszystko sympatyczne i można się czasem uśmiechnąć mino wojny
i piecyka. Mimo wszystko wiosna będzie, samochód kupię w jakiejś
nieprzewidywalnej przyszłości (opiszę), do pracy się wybieram,
bo już mi nudno bez Starówki. Jeszcze tylko parę pieczątek,
zezwoleń i opłat i jakoś to będzie. To taki program narodowy
zresztą - jakoś to będzie. No najwyżej się rypnie. Wszystko
kwestią skali.
Byłem na targach książki edukacyjnej. Nie było szalonych tłumów
(sobota), ale były dwie sympatyczne Panie. Pani Siesicka
podpisywała swoje książki, miałem też możliwość
porozmawiania chwilę z Marią Ginter. Właśnie wydała grubaśne
wspomnienia. Jedna z niewielu osób, która ma naprawdę o czym
pisać. I może pisać o faktach, a nie jak większość o przemyśleniach
i męce tworzenia.
Pozdrawiam serdecznie moich korespondentów, za zaproszenie do Stępiny
dziękuję - w lecie reportaż z tunelu Hitlera zrobię.
Na razie kupcy staromiejscy zapraszają mnie do opisania
codziennych bojów urzędowych i nie jest to literatura
rozrywkowa. A może? Jakby tak dokładnie opisać, jakiś
przetarg, który się nie odbył, a sklep sprzedany, albo jaki
inny publiczny przybytek, co niszczeje w zapomnieniu. Ale to nie
śmieszne jednak, bo codzienne.
Na razie mgła, opady śniegu, mróz idzie do minus 12 stopni. Aby
do wiosny. |
|
13 marca
2003
czwartek
Krystyny
|
|
Krysiu
słoneczko - z okazji imienin buźka duża. Radości więcej niż
kataru, pieniędzy na opędzenie zmartwień i .. wizyty w
Warszawie Tobie życzę. Bożence też, na wszelki wypadek. Krysia
jeździ wspaniale samochodem Ka, ale do stolicy lepiej pociągiem,
bo drogi Pol-owe.
Drugą najważniejszą wiadomością dzisiejszego poranka, była
nie sytuacja w Iraku czy Serbii, nie debata Sejmowa i nie
rewelacje Życia Warszawy, ale... wyniki totolotka. Sadząc po
niedawnych kolejkach do kolektur można było bez wchodzenia mieć
pewność, że to kolejna kumulacja. 10 milionów złotych do
wygrania - działa na wyobraźnię. Ciekawe, że bardziej się interesowałem
jak było 6 milionów, ale widocznie do dużych pieniędzy szybko
mogę przywyknąć. Jak zwykle balon pękł i okazało się że 5
osób miało "szóstki". Po potraceniu podatku dostaną
ponad milion na pewno, ale co to za emocja?
Zupełnie inne emocje mieliśmy ostatnio z wyborem najmądrzejszej
i naj.., naj.. w Krajowej Radzie Radia i Telewizji. Wybór był ułatwiony
bo kobieta tam chyba tylko jedna sądząc po odzieży. Przekonań
i jakiś tam prerogatyw nie znam. Chodzi oczywiście o Panią dr
Waniek, która złożyła dymisję na prośbę Prezydenta, żeby
Rada ustąpiła. Jej młody kolega też złożył, reszta nie i w
końcu nikt nie rezygnuje. Pensja tam zdaje się nie taka wielka,
bo jak niedosłyszałem w TVN-ie to raptem 13 tyś. Ale z
kolej nie radzą codziennie i częstotliwości nie codziennie przyznają.
Pani doktor wezwała za to do dymisji Przewodniczącego Rady -
Brauna i to chyba z 5-6 razy w czasie jednej konferencji prasowej.
No bo w końcu po co ujawniał, że mataczą. Jak mataczą to nie
na posiedzeniach, a to się już nie liczy. Sensacja dnia
jest też opublikowanie bilingów rozmów telefonicznych (Życie
Warszawy) między Panią Jakubowską, Nikolskim (panem), Prezesem
Kwiatkowskim i Sekretarzem Rady Czarzastym. Dużo rozmawiali i często
szczególnie w okolicach czasowych wizyty Rywina u Michnika. Co to
za emocje o 17 milionów? Zupełnie jak z tym totolotkiem miało
być 10 milionów, a potem ledwo, ledwo. W każdym razie Pani
minister J. już nie zajmuje się ustawą o mediach, ale chętnie
podpowie co trzeba. Zajmuje się teraz jej tłumaczeniem z rządowego
na nasze minister od kultury, bo to w jego resorcie sprawa. Tyle
się dowiedziałem z debaty sejmowej, którą obserwowałem dziś
z mniejszym zainteresowaniem jak posiedzenia Komisji Śledczej.
Lepper nie zawiódł, poparł rząd, bo kiedy rząd chyli się ku
upadkowi, to i sądy mogą się zaktywizować i przypomnieć sobie
że 3/4 członków tej drogowej partii ma tam jakieś papiery
dziwne. Za najciekawsze uważam wystąpienie seniora marszałka
Alexandra Macedońskiego. Głos zachował jeszcze barwę radiową,
chwytną i dźwięczną niegdyś, teraz nieco przytłumioną przez
ten makaron co się w brodę wkręca przy rosole.
Osobliwe rzeczy prawił w imieniu kanapy przy SLD-owskiej czyli
Unii po Pracy. Po pracy wymyślą jakieś winiety, albo narodowy
charakter telewizji. Znaczy to, że idą na lewo od lewicy, aby
zgodnie z ruchem po okręgu (wyborczym) spotkać się z Ligą
Rodzin prawie Maryjnych. Najciekawsza jego wypowiedź dotyczyła
"Gazety Wyborczej" myślałem już, że źle słyszę,
ale powtórzył jeszcze raz na zakończenie. Tam mówią po
angielsku, a nawet się porozumiewają w tym języku!!!! Gazeta
niby profesjonalna, najlepsza jak rzekł z brody, ale gadają po
angielsku? Czyżby to miała być kpina ukryta, bo miał na myśli
inny język? Tak, np. jidysz? Aj, waj Panie Małocodoński, trzeba
się było trzymać nocnych porad, nadal by była największa oglądalność,
po kabarecie oczywiście Olgi Lipińskiej. Kabaret się ostał,
nudny i w kółko to samo. Na Wiejskiej i porady, i kabaret. Najważniejsze
że rząd ma rację. No w końcu kto mam mieć? Ja? Nawet żony
nie rozśmieszam takim gadaniem..
Dziś
analizowaliśmy ranking gimnazjów, bo jedne lepsze inne gorsze, a
jeszcze inne ..droższe. W prywatnym, które nazywa się nie wiem
czemu społeczne - opłata miesięczna wynosi 500 zł. Jak na
prywatną podstawówkę o nazwie zmienionej to przesada. Nie pójdę
i już. Marta ma dylemat, ale za rok. Kobietka rośnie, martwi się
na zapas, widać większych problemów brak. |
|
10 marzec
2003
poniedziałek
|
|
Do
pracy, do pracy - śpiewałem wesoło w piątkowe popołudnie ściskając
w ręku "kamyk zielony". Może nie kamyk, jak mówi
piosenka, a papier stosowny zgodnie z którym kawałek Starego
Miasta na Zapiecku właśnie mi wydzierżawiono. Stosowną opłatę
wniosłem, a tu pogoda bęc! W sobotę słoneczko - więc magazyn
odkurzyłem i do niedzielnego handlu zakupione zimą książki
spakowałem. Ludzi było nie za dużo, a więc w niedzielę... A
tu od rana słoneczko mizerne, potem co raz ciemniej, w samo południe
pada. Nie ma pracy. Ech.
Dziś
w samo południe chciałem usłyszeć jak Pan Prezydent rano
wypowiedział się o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Wezwał
aby jej członkowie podali się do dymisji, w świetle wyjaśnień
Pana Brauna przewodniczącego KRRiT - bo mataczono przy pisaniu
projektu ustawy o rtv. Ciekawostka taka symptomatyczna, jedni
ustalają na naradach, a drudzy zmieniają w komputerze (w czasie
sprzątania pewnie) na własne zapisy do ustawy. No i nie doczekałem
się na żadne informacje, dziennik południowy I programu
telewizji - informuje tylko o spaleniu chatki nad Odrą,
nielegalnym wyrębie i tym podobnych dyrdymałach. Wiadomość tą
od rana w internecie podaje Dziennik PAP(901),
Wirtualna Polska(842), Onet(900) i Gazeta(1007),
a dziennik TV milczy, pewnie prezes Kwiatkowski nic jeszcze nie
wie o tej wiadomości, dopiero po kawce dostarczą na biurko
wydruczki. Komisja Śledcza ponownie wzywa Prezesa do zawieszenia
owocnej działalności, pewnie po tak rzetelnych wiadomościach
wielu. Prezes właśnie rozstrzygnął ciekawy konkurs na nowe
logo TVP, teraz też jest TVP tylko krój czcionki zmienno na wydłużony
o ćwierć milimetra, a ramki pogrubiono.
Komisja ta chce się spotkać z marszałkiem Sejmu aby wstrzymać
prace nad ustawą, premier za to wypowiada się, że trzeba
kontynuować. Jerzy Urban opowiada jak to 9-ciu ministrów pędziło
do niego na wyprzódki, aby dowiedzieć się czy u nich w
resortach jakiś tam afer nie ma, a może coś wie o jakiś łapówkach
nie daj Boże. A tu dzień ledwie mija i grupka ministrów
konferencję zwołuje aby oświadczyć, że wcale nie pytali o
aferę Rywina. No jaki tu dać komentarz do tych wydarzeń i śmiesznych
i dziwnych? Niepewność jakaś się wkrada, portki jakieś dystansują
się od spódnic, wiatr historii pogwizduje znacząco. Jest jedno
wyjście nieśmiało sugerowane - jak się Sejm rozwiąże to i
Komisja padnie i spokój będzie. |
|
8 marca
2003
sobota
Dzień
Kobiet też
|
|
Wszystkim
Paniom tulipana, na dobrą i złą godzinę, czyli takiego
przyjaznego pana co przytuli, utuli i pocieszy w każdym małym i dużym
kłopocie. Takiego co pozmywa czasem, sukienkę pochwali i o
rocznicy pamięta. Niech się spełnią Wasze marzenia Drogie
Panie, wtedy i my sieroty Boże będziemy pewnie - według
oczekiwań.
Mam to szczęście niebywałe (tu szowinizm mój wychodzi), że
Pani domu 8 marca imieniny też ma. Uchwałą małej rady
rodzinnej (Martusia i ja) ustalono, że kupimy patelnię. Choć
podobno dziś modna tylko stal najszlachetniejsza, zdecydowaliśmy
się na teflon francuski, autentyczny. Udałem się w tym celu do
domu dużego z zapasem patelni sporym. "Carerefour" się
mieni i na miejscu dawnego dworca Wileńskiego stoi.
Patelnie znalazłem pod sporą warstwą kurzu. Nie wypadało
przecierać łokciem, ale karton firmowy nie przerwany - znaczy
nie macana, od czasu wyprodukowania. Poprosiłem niewiastę miłą
w stroju służbowym, co obok jakieś kartony ustawiała o pomoc w
przetarciu naczynia, bo dna nie widać i jak tu prezent pakować.
Dama owa nie namyślając się wcale, ręką prawą zgrabnie kurz
usunęła, palcem jeszcze poprawiając pozostałe smugi. Zatkało
mnie nieco bo ręka goła, ale panienka ...zdrowa. W zasadzie było
by weselej i skuteczniej, gdyby wystąpiła bez odzieży za
to w rękawiczkach roboczych. Ileż wdzięku zyskała by jej
praca. Zaproponowałem zaskoczony, pomoc w umyciu rączek miłych.
E, co tam - rzekła panienka - i tak miałam brudne.
Pełen nowych doznań ruszyłem do kasy i tam poinformowano mnie,
że patelnia kosztuje 81 zł 39 gr. na co dostanę stosowny
paragon. Zaskoczyło mnie to nieco, bo na stoisku cena widniała -
73 zł i 10 gr. Oczywiście zapłaciłem cenę wyższą, za co
zostałem nagrodzony informacją , że w dziale obsługi klienta
mogę reklamować cenę i jeśli mam rację to mi zwrócą różnicę.
Zwrócili, przeprosili - czekałem nie dłużej niż 15 minut aż
panienka na wrotkach sprawdzi moje zeznania. Okazuje się, że
cena zakodowana kreskowo jest inna, niż ta co wisi na stoisku, a
nie wszyscy mają czas i ochotę reklamować. Przypadek?
Solenizantka bekhend i forhend patelnią ćwiczy, a łasuchy się
cieszą. Kurtyyyyna. |
|
7 marca
2003
piątek
|
|
Wczoraj
Pan Prezydent, dziś Pan Premier przemawiają do mnie z telewizora
i zachodzę w głowę, skąd ta troska o mój stan świadomości
polityczno-społecznej. Wystąpienia te zapewne nie uzgadniane,
mają mnie zaniepokoić, czy uspokoić, uczulić czy zainteresować?
A może, ja ciemnota, nic nie wiem, a rząd w mniejszości szuka
koalicjanta. Może adresat nie ten, ale rozumiem doceniam i
kolaboruje w sensie pozytywnym wnosząc odpowiednie wartości do
ogólnego wkładu..
Uff. Ulżyło mi. Przede wszystkim jako niezrównany (walcem
angielskim oczywiście) optymista - cieszę się i coraz
pozytywniej nastrajam. Kiedy krętacze pseudo-chłopskiej partyjki
skręcają w inne, ciemne korytarze - sytuacja się przejaśnia.
Znaczy to, że oszukiwanie mieszkańców wsi i judzenie można
przenieść na właściwy szczebel gminny. Głupstwo osiąga
szczebel podstawowy i może rozpłynie się razem z niejaką
Marzanną co się ją topi na wiosnę. Dziwi mnie tylko upór i
brak elastyczności tych buraczanych działaczy. Jeśli ustawa o
biopaliwach powszechnie wyśmiana i krytykowana nie przeszła, to
trzeba szukać innych sformułowań, nowszych myśli, lepszych
propozycji do strawienia. To samo z idiotyczną ustawą o własności
ziemi i zapewne jeszcze paru innych. Jeśli się przechodzi do
opozycji, to nie jest to dla mnie oczywiste, że trzeba bronić własną
piersią obśmianych "wartości". Gwoździem programu byłego
ZSL-u jest ... - A my do Unii nie wejdziemy. A przynajmniej
na takich warunkach co nie gwarantują dopłat do leżenia odłogiem.
Anioł kółek rolniczych, graniastych - Serafin niejaki -
stwierdza, że nie ustały powody do blokowania dróg. A jakby tak
szanownemu Serafinowi jakieś tam Herubiny zatkały sedes i
oczekiwały na miły wyraz twarzy?
Wszystko zależy Panowie, na co rano zakładacie okulary - taka
wtedy perspektywa.
Komisja
Śledcza Sejmowa, co wyjaśnia niestrudzenie jaką łapówkę można
dać za jaką ustawę - nabiera nowego wyrazu. Doszły dwie damy
dociekliwe. Szczególnie cieszą mnie pytania zaskakująca, a
wnikliwe Pani Poseł co bujnym włosem zarzuci czasem. Ileż to
czekał człowiek kiedyś, aby dama jaka zapytała - Co sądzisz o
sobie i swojej osobowości? Ile elokwencji mógłbym rozwinąć
dla celów różnych, a uciesznych. A Pan Prezes z
"Agory" zadziwił się tym miłym molestowaniem i tłumaczył
coś o czarnym notesie, że posiada. Rozumiem - gentleman - przy
ludziach tylu.
Aby nie zawieść wyborców sfałszowano podobno 2000 podpisów na
3000 możliwych, ale w tej sprawie nie toczy się śledztwo
przeciwko Pani Poseł, tylko tak się tam gdzieś w Pile - piłuje
stare dokumenty. Aby dać głos ludowi - przytoczę tu opinię
pewnego znudzonego strażnika, który w korytarzu pewnego
dzielnicowego urzędu na kaloryferze radyjko trzyma i słucha.
- Panie - mówi - czemu one takie dziwne - każden jeden o to samo
pyta. Urbana drugi dzień trzymają i pytają o to samo co
wczoraj.
Z wypowiedzi Pana redaktora NIE jedno zrozumiałem jasno - w
czasach marksistowskich - uszycie garniturów kilku dla działaczy
- tak, koniak - tak, ale pieniądze - nie. No tak, wtedy ONI jak
to pisała p. Torańska - mieli pieniądze, ja nadal oczekuję
..na losowanie totolotka i zezwolenie na pracę.
Totolotek jutro - kumulacja znowu - do wygrania 6 milionów, choć
to nieprawda, bo potrącają 20 %. Lubię oglądać losowania, bo
ten siwy Pan co czyta cyferki myli się częściej niż ja
przewracam się przy jeździe figurowej. Działa na mnie uspokajająco,
bo jak zwykle mam nie te numery co trzeba, ale dzięki niemu uśmiech
nie schodzi mi z pyska.
W sprawie pieniędzy piszą do mnie nieustannie jakieś nawiedzone
w języku tylko nieco zrozumiałym, bo ja nie odpowiadam, a oni
dalej piszą. W każdym razie dziękuję za zainteresowanie i dla
lepszego zrozumienia intencji tych panów proponuje aby część z
proponowanych kwot po prostu przelać na moje konto i może być
to zgodnie z ofertą - od 5 do 15 % proponowanych sum: Mr. Fortune M.
Grote - 21,500 mln dolarów, Barrister Johnson Madu - 7 milonów
$, Muhammed Abacha - 35,5 mln $, MR Franklin Ezenwa - 25, 5 mln.
$, MRS. Eki Omorodion - 12 milionów $, Gerard Hardy - 14.500 mln
$. Czarno widzę, bo to oferty głównie afrykańskie.
Stwierdzić jednak muszę, że jesteśmy jako naród polski
obeznani z tą walutą i akceptujemy wszelkie formy dopłat do
naszej egzystencji. Ja w każdym razie, od czasu dość dawnego,
żadnego prawa nie tworzę i na ustawy wpływu nie mam.
Polska korespondentka - Pani Elżbieta Salwin napisała do mnie
skromnie, że na chleb ma, ale na benzynę już nie i ma stary
samochód, więc jeśli nie odczuję poważnego uszczerbku mogę
coś wpłacić na jej konto w City Banku. Numer konta podano.
Zapewne ulży jej to w bólach reumatycznych, które odczuwa.
Odpowiem tutaj, uprzedzając dalszą korespondencję. Byłem dziś
w banku i dowiedziałem się, że mam dostępnych środków 36 złotych.
Oznacza to dokładnie - debet w wysokości 264 złote. Żadnemu co
na ulicy "zachęca mnie" od 20 groszy do 5 zł też nie
daję i też nie tłumaczę się z posiadanych środków. Planuję
skok i nikomu nic do tego, jaki. Dodam jednak dla ułatwienia, że
rzut kombinerkami na czas, także. Jeśli jeszcze ktoś
zapyta.
|
|
do góry, do
góry...
|