Archiwum - maj 2002

 

      data 

                                              dziennikczylinocnik               
28 maja
2002
wtorek

Przed chwilą połączyłem się z internetem i na stronie Wirtualnej Polski przeczytałem o śmierci Edwarda Wende. Nie było tej wiadomości w żadnym dzienniku, tym większe moje zaskoczenie. Smutno mi żegnać Pana, z którym czasem zamieniłem słów kilka, czasem tylko uśmiechnięte pozdrowienie. Mecenasie Drogi, przyjacielu książek, któż tam w górze chciał Twej rady? Tym większe zaskoczenie, że o żadnej chorobie nic nie wiedziałem. Zdjęcie jakie publikuję na 3 stronie przyjaciół książek http://www.zapiecek.com/przyjaciele3.html zrobiłem przy stoisku z książkami na Zapiecku. Po drugiej stronie Świętojańskiej było stoisko z balonami i na zdjęciu balony fruwały mu nad głową. Wyglądało to nieco niepoważnie, dlatego usiłowałem zdjęcie tak wykadrować, aby tych nieszczęsnych balonów nie było widać. Nie udało się do końca, ale czy to by przeszkadzało mojemu sympatycznemu rozmówcy? Zawsze pogodny, skory do żartów i śmiechu, a jednocześnie poważny w chwilach, gdy miał coś poradzić, skomentować. Mieszkał wiele lat na Piwnej, stąd częste kontakty na Zapiecku. Ostatni raz widziałem Pana Edwarda w Ogrodzie Saskim, gdzie z grupą przyjaciół grał w kule. Oto zdjęcie>>
Wydawało mi się że to kilka tygodni temu, sprawdziłem - to była pogodna niedziela 17 lutego. Żegnaj wspaniały erudyto, obrońco (kiedyś w procesach politycznych, dziś ... zdrowego rozsądku), żegnaj przyjacielu ...ludzi zwykłych. 

20 maja 2002
poniedziałek

13-tka chodzi za mną, stąd pewnie 13 dni przerwy od 7 maja. Dziennik muszą nadać codziennie nawet jak komentarz powtarzany ten sam na kilku kanałach, a ja cóż? Życie szare, żona pięknieje, dzieci się starzeją i cóż tu ludziom wspomnieniem dnia poprzedniego głowę zawracać. Sprawozdanie jednak zapieckowe jakieś być musi skoro się zaczęło, a czasem nawet ktoś list napisze miły.
Krysiaku kochany, pozdrawiam i za ostrogę dziękuję, bo faktycznie jak czytać wiersz Leśmiana o wiośnie jak tu "Kocmołuch" się wyświetla. Poprawione, a jednak symbol jakiś tu widzę ukryty, bo już mi widać nie wiosna w głowie ino jakie kocmołuchy - brewerie myślą wyprawiać.
Zaczniemy od 13-tego maja właśnie, bo w dzień ten pamiętny odwiedziliśmy teatr "Buffo", gdzie monodram, a babodram raczej zaprezentował samotnie na scenie Emilian Kamiński. Babodram - bo o kobietach mowa w monologu ponad godzinnym pod tytułem "W obronie jaskiniowca". Wysiłek to nie lada utrzymać publikę w skupieniu choć temat nośny i może być też nieco sprośny, bo o różnicach między płciami mowa. Okazuje się że my mężczyźni to myśliwi, a kobiety to zbieracki. Myśliwy ma dzidę, zbieraczka koszyczek i bez Freuda jest dla publiki frajda, bo wiadomo, ze będzie mowa jak tą dzidą... ( a nie będę opisywał, sami idźcie). W każdym razie wrażenia mam zmienne, bo początkowa niechęć do tej formy wyrazu (ach jak to ładnie brzmi), przeszła u mnie w zabawne zainteresowanie, aby powrócić do umiarkowanego sceptycyzmu. Rozważania o koszyczkach i paplaninie już mnie specjalnie nie bawią i humor to czasem cienkiej miary. Jest pewna granica między dobrym smakiem rubaszności jak u Rabele'go i lekkim zagraniem pod publiczkę. To chyba jak z winem są roczniki ze wspaniałym bukietem, a jest i wino słabsze nieco. Jedako tylko łeb boli po nadużyciu każdego w nadmiarze. Tym długim wywodem wychodzę według własnego mniemania na optymistę umiarkowanego. Dla uzupełnienia dodać należy, że siedziałem w rzędzie 13-tym i wracając z przesiadką - tramwaj też był linii 13. Idąc za ciosem następnego dnia postawiłem na numerek 13 (odmiana totolotka) i ...wyszło 31 - jak zwykle odwrotnie. 
Na Zapiecku niedziela ostatnia minęła spokojnie mimo Wyścigu Pokoju, co odcięło skutecznie wszelkie dojazdy, wyjazdy i parkowania. Znaczy to, że dawny duch entuzjazmu uleciał, bo teraz zamiast dopingować "naszych" słychać było tylko narzekania na korki i pokręconą komunikację. Za to poprzednia niedziela, którą uwieczniłem fotograficznie (w końcu ma to być dziennik ilustrowany) była pod znakiem ekspansji nawracaczy na kościół prawdziwy co tylko na biblii się opiera i koniec zapowiada rychły i sprawiedliwy. Przeszkadzali mi nieco w pracy, bo to zawsze tłum ciekawskich, a tym razem i większy się zrobił, bo nawracali Amerykanie. Tak, tak - już i oni nauczyli się władać polskim językiem, co brzmiało by sympatycznie z uwagi na akcent, ale z uwagi na pompatyczną treść było śmieszne i upierdliwe nieco. Stosy papieru fruwały bo do rozdawania mieli z tonę broszurek, a jak kto poczytał, że Marii cześć boska nie należy się to wywalał gdzie popadnie.
Wracałem tego dnia do domu jak zwykle przez Plac Zamkowy i tu stosy papierów fruwały i leżały jeszcze większe po coniedzielnej "bibliomanii". Są stoiska z książkami, ale ceny jak w księgarniach albo wyższe. Zapytałem o poezje zebrane ks. Twardowskiego - skąd cena 28 zł - okazało się że to za każdy tom, ale oddzielnie kupić nie można, można sobie tylko przez trzy pomnożyć. No to pomnóżmy, a co by nam nie wyszło to w "merlinie" tylko 69 zł (inaczej mnożą i jeszcze do domu wyślą). O innych wrażeniach krytykancko już się nie będę powtarzał. Konkurencję taką lubię - może być. Z innych obrazków - blisko biblijne sceny rozgrywają się pod katedrą św. Jana, gdzie ruskie odiekałony i inne zapachowe specjały konkurują z paciorkami dla ludu prostego. Tak więc zamiast mnie nawracać na Zapiecku trzeba było ambitnym głosicielom pisma powalczyć z handlarzami u bram świątyni - może jak scena mityczna by się tu rozegrała zamiast smutnej nostalgii straży miejskiej.
Czas na finał tych zapóźnionych rozważań wspomnieć o dziecka starszego sukcesach, bo powoli, acz konsekwentnie, zalicza kolejne maturalne tematy z Tuwimem na czele. Zgodnie z mamową obietnicą i bankową przychylnością czas się za autkiem jakim nieco używanym rozejrzeć, bo syn już prawo jazdy od lat trzech, a piszący tu od 3 tygodni. Są propozycje dwie na razie - Mitsubishi-lancier (czy tak się to pisze? nie sprawdzę) i Peugeot 306. Jeden ma lat 10 i podobno jeszcze jedzie, a drugi cztery i do tego combi - co dla handlowych kombi-zombi ciekawostką jest. Ponieważ stan kasy nie pozwala na BMW z dużymi głośnikami i ładną blondynką, upiorny tata pozostaje na wspólnika, z wyłączeniem blondynki oczywiście. Ma to jednak swoje dobre strony, bo ten kto więcej zarabia - paliwo płaci. No i ile można oszczędzić .. na bilecie miesięcznym. 
I tym optymistycznym akcentem zapraszam na Zapiecek, gdzie życie toczy się w zasadzie poważnie, a śmiesznie czasem - kamera z gmachu poczty już nas obserwuje, choć w internecie jeszcze nie widać. Aby i widać było czasem jakieś zdjęcie wkleję. I tu ponowne ukłony dla Yano z Yanowa USA - przyjeżdżaj piwo zimne dają. (zdjęcia do tego odcinka)

7 maja 2002
wtorek

Święta co chwilę, pogoda wspaniała jak tu nie opisać chwil tak radosnych.
W poniedziałek czyli wczoraj, po dłuższej przerwie - w galerii "Zapiecek" wernisaż Andrzeja Jarodzkiego. Artysta związany z Wrocławiem alias "Futer" maluje m.in. lokomotywy w nostalgicznej zadumie rdzewienia. Czasem taka malutka ulatuje na szynach do nieba, a czasem to radosna "niedziela". Podoba mi się to malarstwo, grafika też. Przynajmniej wiem o co chodzi, a jak nie wiem to sobie dośpiewam na podstawie realiów, a nie pionowych lub poziomych pasków wyrażającą głębię itp., itd. Miałem przyjemność powitania Jerzego Połomskiego, ale dłuższej rozmowy nie było z powodu natłoku artystyczno - telewizyjnego. Ponieważ na wernisażach Pan Jerzy bywa, może się uda jakiś wywiadzik dla Zapieckowego magla, co dumnie dzienniknocnik się nazywa. 
Tego samego dnia wieczorem zakończenie na Placu Zamkowym Święta Niepełnosprawnych Umysłowo. To piękne, że zajmujemy się dziećmi upośledzonymi, ale ja jak zwykle zadam głupie pytanie = dlaczego leki wspomagające leczenie  schizofrenii zdrożały o 80 %??? Na pytanie to odpowiedział mi dziś dowcipnie, choć czarno, zaprzyjaźniony Pan redaktor i wykładowca uczelniany (nazwisko zmilczę - ustawa o ochronie danych osobowych). Otóż według najnowszej teorii równania szans - rząd i sejm też przyjmą zasadę pół na pół. Świętujący pół, kobiety pół (już wywalczyły(?) reszta - się zobaczy, ale też pewnie pół. Wtedy  nareszcie teoria, że bez pół (w Polsce) nic się nie da zrobić znajdzie swoje pełne uzasadnienie. Wynika też z liczenia tych połówek, że matematyka i socjologia, nie są to nauki pokrewne.

Święta lubimy ogromnie. Dziś też było. Kilka minut przed godziną dziesiątą rano na rogu Zapiecka i Rynku (przed pocztą) ustawiono stolik. Na stoliczku flacha spora (szampan, albo też musujące wino), kieliszki - koniakówki, albo szkło do deserów - takie duże oraz wiązanka kwiecia w fiolecie. Wokół panowie w garniturach, dama godna, fotoreporter, kamerzysta i Pani redaktor też na fioletowo. Okazuje się, że z okazji 15-lecia zaprzestania odmierzania czasu przez zegar pocztowy, w zawiązku z jego ponownym uruchomieniem mamy święto nieduże, acz zacne. Zegar chodzi, dzwoni co godzinę i co pół, podobno super dokładnie - zgodnie z czasem atomowym?!! Nie wiem czy Związki jakieś solidarno-pracownico-pocztowe nie oburzą się czasem na możliwość napromieniowania od tego "atomowego" czasu. W każdym razie miła i elegancka gromadka w napięciu oczekiwała na wybicie dziesiątej. Zegar na kościele, czy też Zamkowy wcześniej zaczęły, ale to się nie liczy, bo niedokładne. Panowie czekają, kamera pracuje, mikrofon, szampan zaraz..., dzieci proszę klaszczemy ...uwaga pijemy. Bum, zaczęło się. Szampan strzelił, toast wznosimy, ale co to? Jakaś gawiedź pcha się i po kieliszek wyciąga? No tak, wycieczka jakaś zaplątała się w te obchody i polska zręczna rączka damska cap za kieliszek i już uczestniczy w obchodach. Nie pchać się, proszę odejść, bo jeszcze na księgę pamiątkową kapnie. Aby oddać nastrój uroczego poranka  zdjęć kilka z tej podniosłej uroczystości zamieszczam. (zdjęcia)
A tak po prawdzie to: zegar nie chodził z lat cztery albo pięć i to podobno z powodu jakiegoś magika co przestawiał tak z czasu letniego na zimowy, że zegar odmówił posłuszeństwa. Inna wersja rodzącej się legendy mówi, że naprawcy dawnego cennego zbrakło i nikt nie mógł naprawić. Może i nie dzwonił lat 15, ale teraz za to ucieszy tych co za ścianą mieszkają, bo dzwon - ton ma donośny. i pomyśleć, że przed wojną w tym miejscu był zwyczajny balkon, na który wyjść było można. Świąteczna gala pocztowców kontrastowała nieco z służbowym strojem Pani redaktor, że o nie przygotowanych wcale tubylcach nie wspomnę, ale to w końcu święto zegara na poczcie, a nie telewizji.

5 maja
niedziela

Sezon rozpoczęty pogoda wspaniała i jak się okazuje najlepsza w centralnej Polsce. Nad morzem bryza, zimno, na południu i zachodzie opady gwałtowne choć przelotne, a tu mimo groźnych zapowiedzi słoneczko i błękit paryski. Początek miesiąca i to tak obfitego w święta i dni wolne, a ja tu o pogodzie. Ale jako uzależniony od słoneczka, wyskakuję na Zapiecek z książkami jak ten chłop w starym barometrze. Charakterystyczne jest, ze na złą pogodę baba wychodziła z takiego barometrowego domku, ale te rozważania obyczajowo-socjologiczne zostawmy naukowcom.
Z poziomu Zapiecka czyli fragmentu Startego Miasta z widokiem na Rynek i Świętojańską widać było tylko niektóre przejawy życia świątecznego. Tubylców jakby mniej, przyjezdnych więcej, co się chwali i na finanse wpływa. Na każde finanse, bo w ogródkach od rana już goście piwkiem się raczą i czasem podejmą ryzyko zamówienia czegoś z karty. A tu niespodzianka, nie podaje się już gramatury potraw, oprócz tych których wartość oblicza się "wg. wagi". Miejmy nadzieję, że wraz z miniaturyzacją wszelkich elektronicznych zabawek, kulinarne atrakcje nie zaczną gwałtownie maleć, zachowując cenę starą. Ale miałem pisać świątecznie, więc od pochodu trzeba by zacząć. Podobno ten najważniejszy 1-Majowy zgromadził ok. 1000 osób (tysiąc). Znaczy to, że lewica poszła na prawo, czy już im się chodzić i manifestować "poparcia" nie chce. Z drugiej strony człowiek czuje się nieco zagubiony wobec tylu "jedynie słusznych" racji, stąd i wątpliwości nie tylko już kogo, ale i co popierać. Pewniakiem będzie zawsze darmowe piwo, coś niepotrzebnego, a taniego i wszelkie inne okazje zakupowe, co tak się wryły w pamięć, że i nagabywany byłem czy są jakieś książki po 2 złote. Jest jedna - zbiór dowcipów "Przychodzi baba do lekarza", za 5 zł "Lokomotywa" Tuwima. Baba częściowo sprzedana, stąd drobne do wydawania reszty. Lokomotywy nie czytają.
Wracając do pochodów, to podobno 1 maja najbardziej udał się pochód gejów i lesbijek. Dla uciechy gawiedzi jeden z demonstrantów (przepraszam jedna z demonstrantek) umalowany/a ostro a'la Lolo Ferrari, na wysokich szpilach z odsłoniętym zalotnie ramieniem, (boa pierzaste i nogi owłosione dopełniały reszty) spacerował/a po Świętojańskiej. Będąc przy temacie orientacji seksualnych zastanawiałem się, czy komuś nie przyjdzie w końcu do głowy zademonstrować zapomniany nieco układ z domową heterką. Najlepiej z okazji 20-to lecia szczęśliwego pożycia. A w końcu co mnie obchodzi jakie kto ma poglądy na życie i pożycie. Ja mam na razie "na przeżycie" i musi mi to wystarczyć do jesieni. Moi sympatyczni rodacy chcą ciągle jakiś deklaracji i opowiadania się po stronie. A ja nie chcę już mieć poważnych poglądów, jedynie słusznych racji i wyłączności na cokolwiek. Lubię maj, słoneczko sympatyczne, pogwarki nic nie wnoszące, a serdeczne i takie tam bzdury. 
Goście mili odwiedzają mnie i mówią - nareszcie sezon rozpoczęty skoro i książki na Zapiecek wróciły. Robimy ciche interesy z Panem Zbyszkiem Lengrenem, którego książeczka z żartami, aforyzmami i wszelkimi pogodnymi poglądami na życie, ukazała się w Krakowie. W Warszawie była krótko i w niewielkiej ilości. Więc i u mnie czasem najnowszą pozycję Lengrena znaleźć można. Na marginesie trzeba zauważyć, jak mi niedawno inny Pan Zbigniew podpowiadał (Safian) - książka, której nakład przekroczył 2000 to już sukces niebywały. A największy to taki jak jeszcze autorowi zapłacą w terminie.
Drugi gość mój miły to Janusz Głowacki, właśnie znów powrócił na trochę na Stare Miasto i coś kombinuje ze zbójowaniem. No bo szukał u mnie "Zbójców" Schillera i znalazł, i nabył. Honor stoiska uratowany. 
Wczoraj na Zamku odznaczano strażaków zasłużonych w gaszeniu, wyciąganiu z topieli czy spod pogiętych blach na drogach. W pełnej gali z orderami, ministrem Janikiem, komendantem policji, przemaszerowali uśmiechnięci i zadowoleni. Sympatyczne to zdarzenie uwieczniłem na zdjęciu Odtąd dziennikczylinocnik zaczyna być ilustrowany. 

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian