|
Archiwum - lipiec 2002
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
27 lipca
2002
piątek
|
|
Po dniach chłodnych
znowu zapowiadają falę upałów. Wyjazd rodzinki na wieś to mój
wakacyjny pretekst do ucieczki z Warszawy. Urlop dostałem raptem
- czterodniowy - (tata do roboty się bierz, bo jesień blisko),
ale zawsze to coś!
Wyjazd w niedzielę o 4 rano - jak ich dobudzę? Jeśli zobaczy
kto na trasie wolno jadącego co na znaki się ogląda i usiłuje
stosować - to pewnie ten siwy naiwny co niedawno kurs skończył.
Jakoś może poboczem, poboczem, aby nie przeszkadzać szalejącym
rodakom. Wrażenia wkrótce.
Wczoraj dostałem
ciekawy list - wezwanie do stawienia się na rozprawie w Sądzie
Grodzkim. Oto ciekawy cytat "...zajmował bez wymaganego
zezwolenia drogę publiczną o powierzchni 3 m2 na cele
nie związane z gospodarką i komunikacją drogową - sprzedawał
książki". No bezczelny okropnie!!! Strażnik Maciej
Lisak dopisał na końcu wniosku - o postępowanie zwyczajne -
"Odmówił przyjęcia mandatu karnego w wysokości 100 zł".
Jako świadek figuruje dość biernie - Jarosław Łabędź.
Mandat mi proponowano, ale bez kwoty, może miałem się dogadać?
Nie domyśliłem się. Taka była reakcja "miasta" na
moje starania o zezwolenie na handel - od stycznia podanie leżało.
Dopiero kiedy w przeddzień "zajścia" zawiadomiłem
wszystkie władze, na piśmie, że bezumownie zajmuję teren gdzie
od 8 lat sprzedaję książki, (wobec braku reakcji władz przez 4
miesiące), po kilku dniach dostałem wszystkie stosowne
zezwolenia. Oto typowa reakcja - pokażemy mu, kto tu władza. Oj
nie lubią mnie niektórzy strażnicy, nie lubią. Nie dam zarobić
i legalnie pracuję już tyle lat. A tu jak z nieba spadł
pretekst do dania nauczki takiemu co się szantażować i straszyć
nie daje. Ja tam wojny nie toczę, ale zdjęcia mam jak strażnik
jeden w dziwnej bliskości "sprawdza" jak tam okulary się
sprzedają. I choćby dla śmiechu opublikuję, bo to dreszcz
przechodzi od takich zbliżeń! A sądowe peregrynacje opublikuję,
bo to PROCES wszak ciekawy być może i przyczynek do karania
naiwnych legalnych, przy całkowitej symbiozie straży miejskiej z
handlem np. pod wrotami warszawskiej katedry. Oj jeszcze Pan jaki
przyjdzie i wygoni - jak to w Biblii ładnie opisano. |
|
19 lipca
2002
piątek
|
|
Fala upałów za
nami, a dziś zamiast na posterunku staromiejskim, ćwiczyłem
jazdę po mieście. Oczywiście w lipcu to bajka, ale mimo
wszystko jak w każdy piątek ruch zdecydowanie większy. O ile w największym
tłoku jakoś dawałem sobie radę, to na dalekiej bocznej
uliczce, całkowicie pustej - usiłowałem ruszyć z drugiego
biegu i jakoś ta Astra nie chciała tego zaakceptować. Ale
plama. Pewnie będę musiał przejść na zasilanie ropą - wtedy
to nie jest takie istotne.
Jedyna rada - zagrać w totolotka - właśnie emocje jutro sięgną
zenitu. W historii totka to najwyższa kumulacja wygranej - na
Nowolipkach - kolektura wywiesiła reklamę, że już 12 milionów
czeka. W internecie widnieje "tylko" 11 ale i tak
wystarczy nawet do podziału. Właśnie kraj cały oddaje się rozważaniom,
co by tu z taką forsą zrobić. Z trudem tylko dopuszcza się myśl,
że jeszcze ktoś mógłby trafić "szóstkę" i
wygrana na pół, a może na 4. Tragedia.
Cóż - wobec tak ważnego wydarzenia blednie sprawa ordynacji
wyborczej. Jakoś tak się śmiesznie składa, że w wyborach
samorządowych znów będziemy głosować na partie, a nie na
ludzi. To znaczy, że znów "aktyw" będzie się wybierał,
a ja mam tylko poprzeć właściwą ideolo? A figa z makiem - jak
nie będę wiedział, że głosuję w gminie na Kowalskiego co ma
duży nos i jakąś taką werwę do tej roboty - to będę głosował
nogami - czyli pójdę sobie jak milcząca większość - w
dowolnie dobranym kierunku. I okaże się, że z takim trudem wyślizgane
społeczeństwo na jedynie słuszną metodę głosowania wg."Korkodonta"
- wcale nie pójdzie - bo to nie jego zabawki i nie jego bal.
Od czasu jak wdałem się w motoryzacyjne rozważania - zwróciłem
uwagę, że najlepszą metodą na zdjęcie nadmiaru pieniądza z
rynku jest nowy podatek - najlepiej mały, ale dotyczący dużej
grupy ludzi. Bogaci nie odczują, biedni mogą znów kupić sobie
bilet komunikacji miejskiej. A wszystko pod pretekstem - mamy
marne drogi. Podniesione ceny benzyny miały w części
rekompensować ubytki w asfalcie, ale pewnie komitet jakiś tam
musiał się zbierać, obradować, radzić i to na to poszło.
Teraz proponuje się jednorazowe opłaty od dyszla - osobowy tyle,
ciężarowy - tyle, autokar też. I będą "pieniędze na
ansfalt" jak mawia sąsiad dorabiający kierowaniem na
parking płatny, niestrzeżony. Oczywiście nie trzeba się martwić
o kasę, bo zaraz wejdziemy do Unii i Unia da. Autostradę się
zbuduje koncepcyjnie, najwyżej będą to prace studialne na
wybranym odcinku. przecież wiadomo, że nie dadzą nigdy tyle ile
potrzeba. A ile potrzeba? No mniej więcej tyle co w totka - na
obywatela. Wtedy już nie trzeba się będzie martwić o przyszłe
emerytury, bo zdeponujemy w Szwajcarii i już. Wg. ostatnich
wyliczeń to pracujący dziś, jutro mogą liczyć na 40 %. Słusznie,
naród my trunkowy, ale swój honor mający. 45% to już za mocny
trunek, a taka pejschówka to podobno nawet 70 % ma. Ciekaw jestem
czy czasem to się nie zgadza, że w takim Izraelu emerytura może
mieć 70 % dawnej płacy? Była by to jakaś nowa teoria bezwzględności.
Ale w Japonii co? Sake nie taka mocna, a emeryci jeżdżą po świecie
jak szaleni. Więc teoria ta ma też słabe strony.
Z racji upałów
szalonych myśl leniwa i czyny niespieszne. Kupujących niewielu,
a więc czas na czytanie. Skończyłem właśnie "Bożą
podszewkę" - autorka dwuczłonowa, ale nie zapamiętałem i
nie chcę. Serial nie zainteresował mnie specjalnie - zresztą
nie do oglądania przy dzieciach.
Tak więc słysząc różne opinie sięgnąłem po książkę.
Jakoś miałem takie szczęście, że trafiałem na kresowiaków
kulturalnych, mądrych, serdecznych i jakoś dziwnie nie spotkałem
wśród tych zadumanych staruszków - wulgarnych prostaków, chamów,
lubieżnych dziadów i rozwiązłych latawic. Tymczasem książka
dostarcza takiego odczucia właśnie. W zasadzie treść dzieła
oddaje nastrój autora, ale czy na tylu stronach warto było
oddawać się analizie - jak się której chciało i gdzie się
tarzać musiała? Najbardziej bulwersował ojciec rodu, co tylko
dziewki "psował" i własne dzieci słowem okrutnym
traktował. Czy miała być to przeciwwaga dla
"nawiedzonej" Rodziewiczównej, Konopnickiej,
Orzeszkowej czy innych piewców
kresowych. Jeśli tak, to wolę Rodziewiczównę. Świat "Bożej
podszewki" dotyczy samej podszewki i to takiej co na "nij
w wykodku przysiadwszy". |
|
10 lipca
2002
środa
|
|
Upał
330 no i jak tu wytrzymać - ja już lekko podduszony i
podgotowany, dziś jakby lepiej znosiłem trzeci dzień upałów.
Za to moi klienci wcale - albo pojechali na urlopy, albo nie
chcieli przeszkadzać jego Cesarskiej Mości w planowanej wizycie
na Starym Mieście. Wizyta odbyła się, też klaskałem, machałem
i kłaniałem się odpowiednio. Cesarz Japonii sympatyczny bardzo
- oprowadzany po Rynku przez Pana Kozaka - Prezydenta Warszawy. Tuż
przed tak ważną na Zapiecku wizytą - Pan z grzybkowej rodziny
zdaje się BOR-owik - prosił o przesunięcie mego miejsca pracy.
Przekonywałem, że za mało czasu, abym zdążył wszystko
elegancko sprzątnąć. Ale trafiło na fachowca. Oddelegował
grupę policjantów, każdy chwycił za róg stołu i w pięć
minut znalazłem się z nienaruszoną literaturą 2 metry dalej. W
ten sposób niewątpliwie przyczyniłem się do bliższego zapoznania
się z książką, tej sympatycznej grupie społecznej.
Jeden z Panów uprzejmie stwierdził - ale książki są ciężkie.
Oj tak. Czasem w noszeniu, czasem w odbiorze. Wszystko było
sprawnie i z uśmiechem. Uśmiech również dla pana profesora -
był u fryzjera jak i ja - nie ma to jak łagodna szczecinka na
takie upały. Drugi uśmiech dla Pani premierowej - za sukienkę -
jak pokazali w telewizji TVN z napisem sexy. I to jest to.
Nie to co dawniej - sztywne towarzystwo zapięte pod szyję i
lepiej o nic nie pytać bo jeszcze odpowie. Tak więc miło stwierdzić,
że bez względu jak i dokąd kieruje się nawa państwowa -
jest nowocześniej, weselej i ... tak trzymać. Przecież lato w
pełni.
Winien
jestem przeprosiny i gratulacje. Najpierw przeprosiny. Dwie młode
damy niesłusznie obsobaczyłem lekuchno. (już tłumaczę -
obsobaczyć - znaczy zwrócić uwagę). Zamiast gotować się we własnym
sosie - zmęczony upałem winieniem powiedzieć - kochane panienki
rzućcie sobie jeszcze raz książeczką, wbijcie jak nie wchodzi
w rządek - odreagujcie spokojnie. Nie ma to jak zdrowie
psychiczne. Więcej nie będę i młodzież rozumiem -
przynajmniej powinienem się starać.
Gratulacje dla Dominiki - przyjaciółki Zapiecka (w czerwcowym
dzienniku jest zdjęcie). Dzielna suwalska dziewczyna dostała się
na dziennikarstwo w Krakowie, przy okazji zaliczając uczelnię
olsztyńską (też się dostała) więc niech się Warszawa
wstydzi. Ja też bym chciał się gdzieś dostać, choćby - na
szarą eminencję. Ale gdzie tu złożyć podanie? |
|
7 lipca
2002
niedziela
|
|
Burzowa
niedziela, czy choćby podejrzenie, że może padać to już
pretekst do wycieczki. Wszystko przez to, że się rodzina
zmotoryzowała i jak to bywa z nowymi zabawkami - panowie muszą
pojeździć. Dziewczyny są bardziej racjonalne - ja gdzieś, albo
po coś. A tak jechać 100 km bez celu? Jak się z tego wytłumaczyć?
Jest na razie jedno - tata trenuje - synek doradza. Jeden jedzie
tam - drugi prowadzi z powrotem. Jak na razie zaliczony Kazimierz
nad Wisłą, Nałęczów, zamek w Czersku, a dziś Ciechocinek.
Kto nie ma 4 kółek, ten nie zna tej frajdy jak i ja do tej pory,
że można wsiąść i pojechać i to co kiedyś było okropną
wyprawą z dłuższym przygotowaniem - teraz wymaga trochę
wolnego czasu. Trochę na paliwo (jak niedaleko) i hajda na
zielona trawkę, ruiny pradawne czy inhalacje zdrowotne. Zdjęć
narobiłem w każdym przypadku kilka i w końcu kiedyś pewnie
powstanie nowy temat "zapieckowy" - moje podróże, albo
wędrówki bez celu, ale pod pretekstem. Z dnia dzisiejszego mam
dwie obserwacje - drogi międzynarodowe są czasem gorsze niż
zwykłe krajowe. Trasa Warszawa - Poznań o największym chyba
nasileniu ruchu nawierzchnię ma taką , że co chwilę znak
stosowny - Uwaga koleiny! Garby, rynny i dziury, to atrakcje tej
trasy choć jechaliśmy tylko do Krośniewic, aby dalej ruszyć na
północ szosą łódzką. Druga obserwacja to ceny paliwa. Mieliśmy
nieco więcej niż rezerwa, a więc w perspektywie tankowanie. Im
dalej od Warszawy w kierunku na Poznań tym paliwo tańsze, ale również
od Płocka do Warszawy coraz droższe. Zatankowaliśmy przed
zjechaniem z poznańskiej "fali" za 2,98 - tuż obok
stolicy - 3,24.
Zupełnie
nowy temat "zapieckowy" jest właśnie negocjowany. Z
Panią Dorotą Dziekiewicz-Pilich - której rzeźbiarskie
dokonania będę prezentował. Ta sympatyczna blondynka,
trzykrotna mamusia - portretuje rzeźbą swoje dzieci. Można na
razie zobaczyć kilka prac na stronach Galerii Zapiecek, ale wkrótce
będzie osobny dział. Niewiele osób wie, ze to właśnie Pani
Dorota jest autorka statuetki Fryderyka - nagrody wręczanej
corocznie za najważniejsze dokonania muzyczne. Co do tych
nagradzanych dokonań zdania mogą być różne, ale co do
symbolu-nagrody już nie. Poprzednie jakoś nie przypadły do
gustu i dopiero ta została na stałe zaklepana. Rzeźba kojarzy
się często z czymś wielkim, twardym i zimnym. W przypadku
Dorotki D.-P. kojarzy się z ciepłem, uśmiechem, czymś zabawnym
i zamyślonym jednocześnie. Musze zebrać jeszcze trochę materiałów,
bo ogólny zarys "rozdziałów" tej rzeźbiarskiej
historii już "wisi". Stąd proszę o wybaczenie, że
odnośników brak jeszcze.
O
polityce miałem się kilka razy wypowiedzieć, bo co chwilę coś
nowego, a czekając na nieoczekiwany rozwój wypadków - doczekałem
się zmiany aż 3 ministrów. Wiceministrowie sami ustępują. Chłopięce
dywagacje na temat mężnej piersi Pani wiceminister kultury bledną
wobec pięknego obrazu powrotu lat 60-tych. Właśnie nowo
mianowany, choć po raz wtóry - minister finansów, zaprezentował
fryzurę jaką nosiło się w moich czasach przedmaturalnych. Naśladowało
się wtedy ówczesne szarpidruty, co owłosieniem obfitym i
dyszkantem stosownym zasłaniali nieudolności wokalne. Cieszy
mnie to, że minister przypomina mi o moich młodych latach - sam
młody jak widać. Tylko mój ojciec mówił mi długo - idź do
fryzjera ty baranie. Ale który rodzic miał kiedy rację? |
|
do góry, do
góry...
|