|
Archiwum
- wrzesień 2002
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
30 września
2002
poniedziałek
|
|
Nie wysiliłem się
w tym wrześniu, oj nie. Widać albo nie ma co wspominać, albo..
Oczywiście to drugie, czyli albo.. Bo tematów tyle, że nie sposób
nawet na czas myślą objąć, a jak objąć, to czy jeszcze
komentować i czy zawsze jest po co. Dziennikczylinocnik, miał
niby służyć mi, do takich sobie przemyśleń niespiesznych,
trochę naiwnego Puchatka, a trochę swawolnego Prosiaczka, ze
Starym Miastem w tle. Jednak czas bałwanienia się różnych
nacji przeskoczył dawno swój "szwejkowski" pierwowzór
i co? Mam siedzieć i opisywać to co szaraków wnerwia, a
decydentom w naiwnym śnie o władzy - uchodzi za patriotyczną
misję dziejową? Kabaret nie na moją głowę i "narożne"
problemy. Ale jak siebie znam i tak nie zdzierżę i co tam
"na wątrobie" napiszę. Czekam na początki października,
aby już na jednej, miesięcznej stronie "dać wyraz". A
czemu? A temu żeby zapytać
- dlaczego nie pójdę glosować? - dlaczego skoro 2 kradnie, 100
uznać za złodziei? - dlaczego już jesień?, - dlaczego znów
zegar w kratkę chodzi i bije tylko czasem (na Rynkowej
poczcie)?.
A co na Starym Mieście naszym kochanym? "Gazeta Wyborcza w
stołecznym swym odłamie "ślozy" leje co drugi dzień,
nad brakiem, czy niedostatkiem oczek ...ustępowych. Chodzi oczywiście
- nie o tekst jaki, tylko sraczyk miejski - Wc-tem zwany. I tak
jakoś ogródkami dyskusja się toczy, aby tylko nikogo nie urazić,
a problem naświetlić niby jupiterem, a tam blada świeczka
tylko. Ja sam pamiętam czasy dawne nieco gdy w niecny układ
wszedłem z dzierżawcą i zarządcą pewnego przybytku. Tak, tak,
bywało się w podziemiu, kiedyś przy jednej ścianie stanęliśmy
solidarnie z byłym premierem Mazowieckim. A moja zasługa taka,
że płaciłem wtedy rachunki za prąd osobiście i na własne
nazwisko, bo szef WC miał pragnienie permanentne i co wycieczka
wyszła, nową flaszkę odmykał. Dzięki temu "światłemu"
układowi miałem magazyn niewielki czas jakiś, a każdy chwilę
wytchnienia, ech..
Co tam wspominać, pośmiać się trzeba z ciekawych pomysłów,
jak by tu turystę, który już tupać zaczyna i krzaków szuka -
do knajpy czy kawiarni prywatnej skierować, bo brama już
"pachnieć" zaczyna. Wycofano się wszakże z zobowiązania
restauratorów do "obsługi" wycieczek, ale jak by co,
to niech mają się na baczności.
Jesień już widać coraz bardziej, po stuku młotów, łomocie
rozbieranych palisad, ogrodzeń, dekoracji i podłóg - ogródków
sezonowych. Pusto się jakoś robi, smutno i nudno. Straż Miejska
zaktywizowała się niebywale, co raz zza węgła wypada patrol i
ciach łapie tego samego smętnego handlarza. Biedak już nawet po
bramach nie kryje się wcale, bo co dzień po razy parę z każdej
dziury go dopadną i piszą, i piszą, i piszą. W sezonie, czy
jaką słoneczną niedzielę - spokój, nawet pod drzwiami katedry
handel kwitł w najlepsze, jak na jakim podmiejskim targowisku, a
tu wybory za pasem i jeszcze jakiś tam kandydat odgraża się, że
może już tym panom - podziękować.
Co do kandydatów na Prezydenta Miasta stołecznego naszego - to
jedynie "major" Frydrych był łaskaw osobiście się u
mnie zameldować. Owocnie wymieniliśmy poglądy na krasnoludków
los i rolę pomarańczowej czapeczki w obecnym stadium rozwoju
naszego społeczeństwa. Oczywiście jak zwykle byliśmy podsłuchiwani
i dama pewna rzuciła się do boju z okrzykiem, że nie pójdzie głosować
- bo to wszystko złodzieje i łapówkarze. Staraliśmy się
uspokoić damę, przekonać, że jednak krasnoludki potrzeby mają
mniejsze i jak już biorą to niewiele i jeszcze się podzielą.
Czyż to nie piękne hasło - krasnoludek bierze mniej !!!!
A pomarańczowe czapeczki przyjdzie założyć i tym najbardziej
poważnym, tak będą śmieszni. Ale kto ich wtedy wybierze?
Do usłyszenia i zobaczenia w październiku - słońce jest w
znaku wagi, czyli mam urodziny niedługo i jak to zwykle bywa, wagę
tą trzyma jeszcze jakaś nieznana "kobita", co to
jeszcze ma oczy zawiązane.
Jak tu żyć, jak tu gryźć - w jesiennym odcinku nieustającego
ciągu dalszego... |
|
17 września
2002
wtorek
|
|
W niedzielę
minioną galeria "ZAPIECEK" obchodziła swoje 30-te
urodziny. Też tam byłem, choć nie jadłem i nie piłem (ręce
zajęte fotografowaniem). Pod kierownictwem jednej i tej samej
szefowej - firma działa na rynku sztuki współczesnej od ...30
lat. Reportaż zamieszczam na miejscu właściwym, zdjęcia nie
podpisane, bo i tak setki zdjęć nie zmieszczę, aby wszystkich
usatysfakcjonować. Tłumy nieprzebrane, pewnie ponad 500 osób było.
Po części oficjalnej, pogoda pozwoliła na "wylanie"
się gości na placyk Zapieckiem zwany i .. okazało się, że tłum
w środku taki sam, a na zewnątrz ludzi mnóstwo. Jak miło było
spotkać ulubionych moich artystów, choć pogadać z każdym -
prawie niemożliwe.
Dzisiejszej rocznicy opisywać nie będę, bo każdy wie i w
szkole uczą. Mnie nie uczyli, bo "nie nada". Winnych
nie ma - czyli nic się nie stało. System zawiódł. Pewnie
przyjdzie nam uznać, że byliśmy wtedy strofowani za brak
internacjonalizmu.
A właśnie do rymu mam inne "izmy" zupełnie choć też
"nacjonalne". Mam tu na myśli bojowników o wartości,
patriotów najtwardszych i w końcu antysemitów zajadłych. Na
Rynku Starego Miasta w niedzielę ustawiono namioty cztery. W
jednym "Samoobrona", w drugim Liga Polskich Rodzin
(kilku), w trzecim Ruch Odbudowy Polski (znowu się sypie i odbudowywać
trzeba co chwilę), w czwartym Komisja zasiada i prawybory (?!)
odprawia. Dobrane to grono patriotyczne wielce pod jednym
sztandarem (niebieskim właśnie) skupiło się w idei jednej,
jedynej - jak nie wejść do Unii Europejskiej. Jak nie wejść już
wiedzą, ale jak przekonać? To też łatwe i "sympatyczne",
choć może mało skuteczne. Flaga Unii z gwiazdami (bez naszej?)
z napisem "Nie! dla UE". Pisownię zachowuje oryginalną.
Żeby była jasność - obok napis wielki - "Polskie lobby
przeciwko integracji z "Unią Europejską". A dla
pełnej jasności pod spodem jeszcze jedno wielkie hasło: "O
wspólny front dla: BÓG, HONOR, OJCZYZNA, NARÓD,
RODZINA".
Coś panowie pamiętacie z PRL-u, bo na 1 maja też pisano takie
hasła - wołacze: O wspólny front, O wzmożenie pracy ideowej, O
lepszą przyszłość.. itp. dyrdymały. Tylko po co wzywać Boga
nadaremno i do tego na front wspólny. Przecież to karalne
stosownym przykazaniem.
Na namiocie zwolenników posła Leppera - napis taki: "Naród
Polski nie jest stadem baranów, które idzie ślepo za swoimi
elitami". No właśnie rację piszą - naród nie barany,
Samoobrona - nie elita. Na stoliczkach porozkładane pisemka różne,
a mądre i uczone. Oto tytuły: "Unia Europejska jest zguba
dla Polski", "Złodzieje milionów", "Bestie
końca czasu", "Szatan istnieje naprawdę". Oj jeśli
istnieje to i chichocze pewnie, bo polskie diabły miały poczucie
humoru. Ale to było tylko w bajce. Zainteresowanie mizerne lub żadne.
Ale trochę wstyd.
Nie pisał bym pewnie o tym wcale, gdyby mnie trochę fryzjer dziś
nie zeźlił. Strzyże ładnie, ale i szkolić mnie usiłuje - jak
to Polskę rozkradają, jak to wszystko zaplanowano z góry, a ja
nawet nie wiem co to judeo-polonia. Złe książki czytam i w
ciemnocie żyję.
No więc sączcie w lud nienawiść, tak to łatwo przecie.
"Jam nie winien, wszystkiemu winni ONI". No to człowieku,
właśnie dlatego jesteś ciemny fryzjer, a nie "elita"
co na tobie żeruje udając że się modli, bo w takiej ciemnocie
jak baran będziesz beczał zgodnie te same wyklepane formuły i myśleć
już nie musisz. Jesteś zwolniony. Tylko głosuj jak kazali. Bo
mason przyjdzie i będzie ci żonę masował.
Coś cię dzieje
z zegarem staromiejskim, bo nawet sam byłem indagowany (przez urzędnika
z poczty?) czy dzwoni, czy nie dzwoni. Więc informuję, że nie
dzwoni, a taki był śliczny atomowo się napędzał i pewnie znów
kabelek szlag trafił. Na wiosnę nawet reportaż zamieściłem o
pamiętnym szampanie na ulicy na cześć zegara. Nie pił to nie
chodzi, a jak chodzi to nie dzwoni.
Pod koniec października
wybieram się do Poznania na Targi turystyczne (www.noclegi-relax.com
), a więc oprócz noclegu, poszukuję ciekawych
informacji. W XVII tomie Biblioteki Turystycznej - POZNAŃ. Cena
6,60. W treści czytamy; "Zagranicę reprezentuje Związek
Radziecki, kraje demokracji ludowej i szereg innych państw".
"Kiermasz w parku Targowym zapewnia zwiedzającym pełne wyżywienie
w czasie pobytu na targach MTP, daje również możność nabycia
upominków krajowych i zagranicznych, zwłaszcza z ZSRR, krajów
demokracji Ludowej i NRD". W dziale hotele dowiadujemy się,
ze hotel "Britania" znajduje się przy ul. Armii
Czerwonej 2, hotel "Royal" przy Armii Czerwonej 3 oraz
"Continental" przy tej samej ulicy pod numerem 36. No i
jak nazwy te, nie gryzły się z ulicą?
To tylko najstarsi Poznaniacy wiedzą. A książeczkę śmieszną
teraz, wydano w nie śmiesznym roku - 1951. |
|
10 września
2002
wtorek
|
|
Pogoda trzyma się
wspaniale, klientów co raz mniej, a ja dzielnie od rana do
wieczora... (pracu, pracu, jak mawiała moja córeczka w wieku
bardzo przedszkolnym) potem zupełnie mi się nie chce. No może
nie tak do końca?
Byłem wczoraj na "Pianiście" - i wrażenie
niezapomniane. Na sali cisza absolutna, kiedy akcja przenosi się
do getta, nawet nikt nie chrupnął prażona kukurydzą. A w kinie
w którym byłem nasłuchałem się już ryków, pijanych
komentarzy i śmiechów nie w porę. Film kończy koncert
Szpilmana z orkiestrą symfoniczną. W czasie koncertu powoli
przez ekran przewijane są napisy końcowe. Nikt nie wychodzi do
końca, nawet nikt nie wstaje. Tego nie widziałem na żadnym
filmie. Film jak dokument, chwytający momentami za gardło. Film
naprawdę trzeba zobaczyć - prawie obowiązkowa lektura
szkolna.
Zupełnie w innej tonacji skończyłem dziś "Dziennik roku przestępnego"
Antoniego Marianowicza p.t. "Polska, Żydzi i Cykliści".
Książka świetna i choć dotyczy roku 1996 to komentarze tam
zawarte zaraz cytować będę, bo bohaterowi malowani jak dziś.
Ale oddajmy głos Panu Antoniemu - który dnia 7 marca (str. 54 i
55) zanotował: "- Kołodko tłumaczy się, że nie powiedział
o "Wyborczej" "koszerna", ale
"koszmarna". Ten przymiotnik zarezerwowałbym dla określenia
działalności Kołodki."
I dalej 17 marca (str.62) autor pyta "- Czy Kołodko nie jest
wariat?
I uzasadnia na str. 63 - Od dawna twierdzę, ze przydałoby się
utworzenia nieoficjalnego ciała, złożonego z psychiatrów, którzy
obserwowaliby zachowania naszych dygnitarzy i w razie potrzeby
podnosili alarm. Może uchroniłoby nas to przed przypadkami
ostrej agresji, którą zaprezentował wicepremier w niepojętej
dla ludzi normalnych sprawie darowizn".
Gwoli sprawiedliwości wypada odnotować okrzyk jaki wydał autor
11 kwietnia, zapewne po wypełnieniu PIT-a z zastosowaniem
stosownego odpisu; - " I to wszystko dzięki naszemu Kołodce
- niech żyje!"
Historia kołem się toczy, a więc i wspomnienie Pana
Marianowicza o minister Jakubowskiej brzmi jakoś znajomo. str. 90
- "Wieczorem, w czasie oglądania TV szok: obnażone nogi
pani minister Jakubowskiej. Czy wszystkie panie muszą naprawdę
chodzić w mini?". Zapewne inny już dziejopis będzie mógł
wspomnieć o udziale pani minister w tegorocznej rewii mody, gdzie
biust grał pierwsze skrzypce, tłumiąc wrażenia "nożne".
Biust i skrzypce, czyż nie brzmi to kulturalnie jak przystało właśnie
na ministerstwo od tej dziedziny, gdzie dama o szlachetnym sercu w
ponętnej piersi wicedecyduje. Tu pozwoliłem sobie już na cytat
z ust Pana Premiera. W końcu wie kogo zatrudnia. A co do walorów,
to ja zawsze i wszędzie i na każdym miejscu z należnym podziwem
oczywiście.
Satyryk, a wartości gdańskiej kolegiaty szarga. Dostało się i
księdzu Jankowskiemu. - "...Ciekawe, że księdzu zawsze
chodzi o jedno: o żydokomunę. Przedwojenny ksiądz Trzeciak był
jednak na nieporównywalnie wyższym poziomie, ten jest
prymitywnym wiejskim proboszczem o ptasim móżdżku".
Myślę sobie właśnie, że takie czepianie się sprzed 7 lat
traci na aktualności, bo teraz mamy internet i odpowiednie wyjaśnienia
każdy poczytać może. Podoba mi się bardzo strona http://www.mofnet.gov.pl/prasa_o_mf/wywiady.shtml
gdzie w lipcu z Grzegorzem W. Kołodką Wicepremierem,
Ministrem Finansów rozmawia Kamil Durczok i w sierpniu też, a
jeszcze marek Czyż i Piotr Gębarowski też i inni też. Od
czerwca 12 wywiadów - no i po co pisać w prasie że Wicepremier,
Minister Finasów nie udziela i nie wyjaśnia?
Ponieważ słowa są ulotne i za chwilę znikną z internetu
pozwolę sobie zacytować kilka myśli pięknych i całkowicie
wyrwanych z kontekstu, w porządku chronologicznym zresztą. Od
dziś do tyłu:
- Ludzie z gruntu rzeczy są uczciwi, czasami ktoś zejdzie na manowce albo się pomyli.
- ...niemoralne jest grzeszenie, a nie rozgrzeszanie, i to jeszcze z pewną pokutą.
- ...ci, którzy mają coś na sumieniu, w rzeczywistości nie tylko czasami powinni się wstydzić, ale mogą się także obawiać.
- ...skrupulatnie przyglądajmy się, kto jest przeciwko temu rozwiązaniu, gdyż uczciwi ludzie są za ty rozwiązaniem.
- Proszę Państwa, tutaj chodzi po prostu o to, aby stworzyć mechanizm śledzenia
- Nieuczciwi będą udawali i będą próbowali uczciwych oszukać, że oto to jest wymierzone w uczciwych.
- Dzięki temu, że ja trzeźwy dmucham w ten balonik, to ja wiem, że pijani boją się jeździć..
- Zgniłe to takie, że w końcu można to klepnąć i się na to zgodzić...
- Twórczy kompromis to jest taki, kiedy czasem trzeba ustąpić pola, bo nie można mieć wszystkiego.
- Ja się zgadzam, zgadzam się z Ojcem Świętym.
- No cóż.
- Jest pewne ryzyko, jestem tego świadom, świadom jest tego rząd, natomiast uważam, że ono jest dużo mniejsze, niż w sytuacji, gdybyśmy zostawili to wszystko tak, jak jest, wtedy wielu z nas straciłoby pracę."
Wróćmy na nasze
podwórko Zapieckowe. W niedzielę można było na Świętojańskiej
zaobserwować jakiegoś dziwnego futrzanego człowieka w cekinach
i blachach. Ktoś powiedział "murzyn albinos" i do tego
pomalowany. Ciemny był, coś miał na policzkach, szalik zwiewnie
zarzucał i powiewał znacząco? Do kamery, co w krok za nim. Jak
przeczytałem w poniedziałkowej "Stołecznej" był to
ojciec "rege". Czyj syn nie podano, nazwiska nie pomnę.
Podobno sława muzyczna, wychował zastępy mistrzów muzyki
jamajskiej. Widziałem i naszego takiego z włosami a'la sznurek i
czapą co ten splot ukrywa, a nosi się takie wełniaki w największe
upały. Co kraj to obyczaj. Nasze sprzedawczynie niezwyczajne, więc
odgoniły dziwaka jak chciał kupić jakiś bursztyn w srebrze.
Powiedziały damie towarzyszącej - że to imitacja. Na wysokości
zadania stanęła tylko pani Ala sprzedając gościowi z dalekiego
kraju - kolorowy wiatraczek, który przedmuchiwał z lubością.
Innych nowości brak, poza tym, że zegar na poczcie
staromiejskiej zwariował i o godzinie 13 pokazuje 8 rano. A tak
niedawno opisywałem jak go z szampanem na ulicy uroczyście
powitano - chodzącego. A, jeszcze jedno - dziura jest w chodniku,
kto wdepnie, tańce, łamańce wyprawia. Straż Miejska zgłosiła
w czwartek zeszły do Zarządu Terenów - podobno. W zasadzie, po
co, zima przyjdzie dziurę śniegiem się zapcha, zamarznie i spokój
do wiosny. |
|
do góry, do
góry...
|