|
|
wrzesień
2003 |
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
27 września
2003
sobota
|
|
Ponad
dwadzieścia dni poświęciłem na uzyskanie "nowoczesnego"
połączenia internetowego jaką miała być neostrada i co? Nic.
Według dokumentów 3 września złożyłem wniosek o założenie
- 25 września dowiedziałem się że działa. Co działa? To samo
co miałem wcześniej czyli przed opisanymi niżej zabiegami,
czyli ....SDI. Stary dostęp do internetu. Reklama TP SA
informuje, że 3 dni po złożeniu wniosku - możemy już korzystać
z uroków .. itp. bzdury jak to zwykle w nietrafionych reklamach.
W zeszły piątek jeden z konsultantów podsunął mi szalony
pomysł aby anulować tą pierwszą umowę na neostrady i zawrzeć
nową - wtedy w jeden dzień się wszystko zrobi. Oczywiście
naiwnie się zgodziłem - i .. nic się nie zrobiło -
poinformowano mnie tylko że problemu nie widzą bo linia
skrosowana i port ustawiony. Jak się okazało to linię
przygotowano, tylko nie powiedziano mi pod co. A przygotowano z powrotem
pod SDI czyli tą usługę z której chciałem się przesiąść
na neostradę. Wykrył to znajomy fachowiec, którego wezwałem
jako ostatnia deskę ratunku. Amen.
Sam sobie jestem winien - nie przypuszczałem, że w
telekomunikacji panuje wtórny analfabetyzm czyli czytanie bez
zrozumienia. Zdesperowany napisałem do nich - cytuję: "Proszę zatem uprzejmie o niezwłoczne podłączenie tej usługi
(neostrady) lub poinformowanie mnie o braku takich możliwości – wtedy ponownie będę korzystać z SDI".
Faktycznie - korzystam ponownie.
Dla
mojego zdrowia psychicznego potrzeba mi co najmniej 600 km trasy
aby odreagować stres jaki mi zafundowano. O kosztach nie wspomnę
bo i tak nikt tego nie uwzględni. A niech ich...
Jadę, jadę na południe - start we wtorek o 6 rano - kierunek
Zakopane. Jak ktoś zobaczy białe suzuki baleno może pomachać,
albo popukać się w czoło - zawsze będzie to dla takiego
naiwnego osła - gest przyjaźni. Aparat czyszczę, karty pamięci
zbieram po szufladach - wkrótce z radością sfotografuję każdy
wychodek który mi wskażą i każdy liść jesienny, który z gór
spłynie. A dlaczego wychodek? Bo ośrodki niektóre uparcie się reklamują
i takim zdaniem "pełny węzeł sanitarny". Ma to
oznaczać, że i umywalka i wanna i WC i bidet i prysznic (i tyż
nic). A mnie nieodmiennie myśl dręczy że jak pełny - to opróżnić
i koniecznie wywietrzyć.
Przed poprzednim wyjazdem u znajomej wróżki zapieckowej wyciągnąłem
"kartę śmierci" (tarot) i straciłem wspólnika
pewnego zamierzenia handlowego, które zwyczajnie nie wypaliło.
Nie chciałem ciągnąć dziś, ale do czego kobieta mnie
nie namówi - wyjąłem kartę "płynące strumienie".
Podobno płyną do mnie pieniądze - na wszelki wypadek żeby nie
zwariować z nadmiaru szczęścia muszę wybrać jakiś mały
strumyczek. Strumyczku hej - gdzie jesteś? No widzę, że się uśmiechasz
strumyczku, ok. ja zapłacę wołaj kelnera.
A
tak poważniej to czytam sobie wiersze Barańczaka wydane w Paryżu
w 1981 roku.
Wiersze o betonie, zmęczeniu i śniegu (w podtytule) a właściwie
o kolejkach, prowizorce, tandecie, zaduchu, upodleniu, decyzjach
nieodwołalnych, mieszkaniu kątem, życiu na walizkach, niepewności..
Może dziś kolejek nie ma, reszta zawsze się znajdzie.
Jeden wiersz poruszył mnie swoim pytaniem: czy twórca może...?
7.11.79: NIGDY NAPRAWDĘ
Nigdy naprawdę nie marzłem, nigdy
nie żarły mnie wszy, nigdy nie zaznałem
prawdziwego głodu, poniżenia, strachu o własne życie:
czasami się zastanawiam czy w ogóle mam prawo pisać.
Śpiewać
każdy może, ale czemu nie robi tego u siebie, jak ja - do własnej
samolotowej torebki.
Trzy
dni temu zapieckowa społeczność z dużym fragmentem Piwnej miał
spory ubaw oglądając moje przebieranie krótkimi nóżkami w
pogoni za ...złodziejem. Nie, książek nikt nie kradnie, bo i mało
kto czyta. A jeszcze cen nie nalepiam z tyłu więc po co? Złodziej
ukradł z gablotki w galerii Zapiecek - bransoletę artystyczną,
bursztynową i srebrną zarazem. Poderwał mnie okrzyk "łapać
złodzieja" więc rzuciłem się gwałtownie naprzód - widząc
szybko oddalającego się wysokiego młodziana z plecakiem na
ramieniu. Jakoś głupio wybrał trasę bo popędził w stronę
Piekarskiej, a tam akurat strażnicy miejscy odpytywali jakiegoś
kierowcę po co wjechał na to Stare Miasto. Uciekinier skręcił błyskawicznie
w Piwną i biegł w stronę Wąskiego Dunaju. Dla większej
odwagi, jak ułan bez rumaka - darłem się - łapcie go, łapcie
złodzieja. Akurat z delikatesów "MM" wychodził
znajomy mi chłopak i pewien że to moja strata uskoczył przed
zbiegiem i .. podstawił mu nogę. Ten runął jak Piwna długa i
szeroka - strażnicy już mnie wyprzedzili na końcówce i szybko
rączki do tyłu - kajdanki. Wszyscy się dziwili, że ja niby
taki mały a tak szybko biegam. No i teraz ciśnienie mi skacze,
bo codziennie za te bieganie antyzłodziejskie dostaję kawę z mleczkiem,
która z całym ceremoniałem jest podawana przez miłe Panie z
galerii. A pogromca złodzieja nagrodę dostał, bo dzielny,
a szefowa skargę złożyła na komendzie choć sugerowano, że może
nie koniecznie, bo co trzeba odzyskano - bo mądra ...i tak trzymać.
Zapiecek bezpieczny jest i basta choć podrywają tam podobno, ale
głównie autorytety (wątpliwe). |
|
22 września
2003
poniedziałek
|
|
Wrzesień
taki piękny, że aż szkoda lata. Za kilka godzin się skończy
ta piękna pora i przyjdzie jesień, ale czy zimna i mokra czy też
złota - czasem od nas zależy. I przy kominku (no kaloryferze też,
ale gorzej to brzmi) można mieć złote dni jeśli tylko, jeśli
tylko ...chcesz - jak mówi dziecięca piosenka. Liście opadają
jak złudzenia, szczególnie niektórych naiwnych - tu pokazuję
palcem na lustro. Dziś właśnie po ponad godzinnych próbach (z
przerwą na zupę) połączyłem się bodaj po raz
"dwudziesty - któryś" ze sławetną infolinią T.P. SA
i usłyszałem po wielu minutach oczekiwania na koniec konsultacji
konsultanta z Tym co wyżej - że powinienem się konsultować w
godzinach od 9 do 15 bo potem nic się nie załatwi. Tak więc
moja przygoda z tą śmieszną instytucją trwa już 20 dni. A
wczoraj przyszło olśnienie na mnie - w starych zapomnianych
przewodach, gdzieś tam schowanych na pawlaczu wykryłem modem, który
kiedyś kupiłem okazyjnie. Podłączyłem - działa - nawet
momentami szybciej jak moje zlikwidowane nieopatrznie SDI. Ale złotówki
tłucze - jak za rozmowę miejscową - więc tylko wysłać -
odebrać i żegnaj. A gdzie komfort pogwarki nieśpiesznej, czy choćby
namiętnego szeptu? - O jesiennych liściach oczywiście. Rachunek
przyszedł zgodnie z przewidywaniami - ryczałt za cały miesiąc
naliczony. Ale cóż - widać taka nowa rzeczywistość i jak mi
podpowiedział "życzliwy" w tej nieszczęsnej firmie szykują
się spore zwolnienia i nikt nie chce podjąć jakiejkolwiek
decyzji bojąc się redukcji. Podobny system (komputerowo-myśleniowy)
działa zapewne w PKO SA, bo gdy dziś usiłowałem wpłacić jakąś
kwotę w ramach walki z debetem - usłyszałem podobną piosenkę
jak w zeszłym tygodniu - system nie wpuszcza i nie można się
zalogować. Za 10 minut będzie działać - oznajmiono. O 8:14 usłyszałem,
że już za 15, 20 minut ruszy - ruszyło, ale mnie - do drzwi.
Jak się dowiedziałem w innym oddziale ok. 10 - system padł w całym
mieście. Przynajmniej rozległe miał miejsce do leżenia. A publiczność
jak w teatrze krzyczy: - AUTOR, AUTOR. (Program zmarł czy zamarł
- zdaje się - Proctitis się nazywał, czy jakoś tak).
Dziś udało mi się choć na chwilę zerknąć do mojej dawno
zapomnianej komisji śledczej
co śledzi piękna Panią minister J. i jeszcze jakieś podstępne
pytania zadaje. Dziwne to by damę o jej życie w sztuce pytać
czy jakiejś tam kulturze. Mnie sam widok tej talii i nóżki zgrabnej
wystarcza, tak że zaraz fonię wyłączam. Premier doradcy też
nie musi słuchać, bo Pani minister zdanie ma własne i wie co
czyni, a co się napatrzy (szef rządu), to na kilka kadencji
starczy i mnie tylko zazdrość zżera. Poseł R. czy też Z. pod
płaszczykiem pytań podstępnych swój podziw kryją i co raz na
te rajstopki ciemne spoglądają, jak daleko im tylko ustawa
pozwala. Jeden przewodniczący tylko milknie znacząco i ja się w
tym nieco lubieżnym milczeniu z nim łączę.
Lato się kończy - czas kasztany policzyć, a na barwy drzew
jesiennych też spojrzeć - szczególnie w górach - coś mi się kroi
zapewne wyjazd malutki - ale cicho sza. Może do Zakopanego znowu,
a może do Białki Tatrzańskiej - wspólnik od turystycznych
stron kusi, oj kusi. Żeby tak jaka czarownica pokusiła trochę -
po tym durnym łbie coś łazi, może trzepnąć.. |
|
20 września
2003
sobota
|
|
Nic
się nie zmieniło pomimo "cudownych" porad konsultantów
z infolinii i ich szefów. Znaleziono salomonowe wyjście z
sytuacji - wobec niemożności połączenia mnie z neostradą - anulować
przedni umowę i wg. nowej tego samego dnia ustawić połączenie.
Jak poradzili tak zrobiłem. W biurze obsługi TP SA zawarto nową
umowę (zamieniając datę na starej) bo drukarka źle działa i
wolny jest system wewnętrzny. Po powrocie z pracy - nadal nie mam
połączenia z tym, że teraz wróciłem do stanu z poprzedniego
piątku - 12 09. Linia nie skrosowana, brak sygnału. Koniec. |
|
17 września
2003
środa
|
|
Neostrada
leży w całym kraju (dla nowych abonentów) tak więc nie mam
nadal dostępu do internetu. Nie ma czemu się dziwić, bo choć przyzwyczailiśmy
się już do powszechnej niemocy - nadal jeszcze drzemie w nas jakąś
dziecięca naiwność, że jeśli tak mocno i powszechnie reklamuje
się nowe usługi to są ode dostępne. A nie są.
Najdowcipniejszym elementem opowiedzianej niżej historii jest to,
że jedyną rzeczową odpowiedzią na moje prośby i reklamacje było
stałe informowanie mnie o terminie jaki ma Telekomunikacja na załatwienie
mojej sprawy. Najpierw było to 10 dni , potem dwa tygodnie. Dziś
usłyszałem że termin może być 30-dniowy. Tak więc informacja
otrzymana 2 tygodnie temu, że w dwa-trzy dni wszystko będzie
działać była po prostu kłamstwem. Jakoś zręcznie pomija się
w moich rozmowach, że padł system łączności wewnętrznej w
TPSA bo pracownicy biura obsługi nie mogli przez kilka dni nawet wklepać
zwykłego numeru telefonu by sprawdzić czy taki istnieje. No i
moi biedni konsultanci raz wysyłali e-maile do pionu
technicznego, innym razem notatki na specjalnym formularzu - i to
do pionu technicznego, albo pionu multimediów. Nic nie może
działać jak komunikacji wewnętrznej nie ma. A ja i tak mam wyjście
- to co tu wklepuje - nagram na płytę i wyślę od kolegi. I już.
Serdecznie tym samym przepraszam za brak jakichkolwiek
odpowiedzi na listy, brak odpowiedzi na choćby jedno słowo na
Gadu Gadu. Pozdrawiam najserdeczniej - wybaczcie.
Specjalne pozdrowienia dla sympatycznej grupy
dyskusyjnej, która zaprosiła mnie na swoje pogaduchy - adres ich
pięknej witrynki http://www.pokoj-60.com/
. Pani Tereniu nad projektem pracuję - wiersze zbieram i
przeżywam, przeżywam...
Dedykuję ten wiersz Tadeusza Borowskiego - Tej która wie, a
ja się domyślam..
Myślę o tobie. Twoje oczy,
twój głos, twój uśmiech przypominam,
patrząc na niebo. Zboczem nieba
zsuwa się obłok, jakbyś lekko
profil zwróciła w lewo. Ówdzie
drzewo wplątane w wiatr przechyla
koronę twoim przechyleniem,
a tam w powietrzu ptak się waży -
i wiem, że tak do twarzy wznosisz
dłoń w zamyśleniu. Rozproszona
uroda rzeczy, błysk przelotny
piękna na ziemi wiem, że w tobie
uwiązł i zastygł kształt...
A
skoro coś zacznie działać to:
Pisz do
mnie listy
srebrem potoków
na srebrnożółtych kartach pól,
pisz do mnie listy górnym poświstem,
napisz mi droga, kwiatów ból.
W
chmurnej otchłani skały płaczą.
na górskiej grani
słońca krwią
napisz
mi, droga
napisz na nich,
gdzie słońca Twoich myśli są
Krzysztof Kamil Baczyński
|
|
11 września
2003
czwartek
|
|
Zachciało
mi się szybszej łączności i uwierzyłem w reklamę TPsa - dwa błędy
w jednym rozumowaniu. Dziś nie ma mowy o jakimkolwiek połączeniu
czyli transfer danych na poziomie zerowym, a biorąc pod uwagę
stan ducha - znacznie poniżej zera. Reklama Telekomunikacji powszechnej,
a zdradliwej - ciepłym głosem pewnej znanej Pani namawia na usługę
nową (była) i tanią (tylko przy umowie na jeden rok). Uwierzyłem,
że od 1 września będę miał szybsze połączenie i już nikt
mi nie zarzuci, że podczas poważnych negocjacji internetowych
gram na saksofonie albo ćwiczę chińską gimnastykę. 2 września
(wtorek) popędziłem złożyć zamówienie na ten szybki transfer
i dowiedziałem się, że już w najbliższy piątek (5-tego)
zawrzemy umowę. Zadzwonimy do pana powiedziała pracownica Biura
Obsługi na ul. Twardej w Warszawie. Faktycznie zadzwoniła na
drugi dzień po numer PESEL-u, choć mają go w kilku dokumentach
na miejscu. I potem cisza nikt nie dzwoni, a ja nogami przebieram.
Telefony zajęte, więc osobiście. Informacja śmieszna i tragiczna
zarazem - system padł i nic nie możemy zrobić - nawet sprawdzić
czy Pan jest właścicielem telefonu. Po niedzieli nadal cisza - system
leży. Pracuję sobie spokojnie, czyli kawka, nieśpieszna
pogwarka, gazetka, a tu gdzieś tak koło wtorku czy środy nagle staje
przede mną para poobwieszana łańcuchami, brelokami itp. gadżetami
TPsa. Pani zapytuje czy nie chciał bym skorzystać z promocji
wrześniowej i założyć nowa usługę jaką jest "neostrada".
Nie wiedziałem roześmiać się czy rozpłakać tak się wzruszyłem.
Ja tu czekam i czekam, system leży, a dzielni przedstawiciele znanego
koncernu ...do mnie, ..osobiście. Okazało się że w Muzeum
Historycznym zainstalował się punkt informacji o neostradzie i właśnie
chcą mi pomóc. Jeszcze raz ściągnięto moje wszelkie dane, ale
pudełka z urządzeniem nie dano, bo coś tam trzeba sprawdzić i
zarejestrować. Znów minęło kilka dni - dziś pędzę do
swojego biura obsługi rano i nic - system nie działa. Po kilku
godzinach docieram do moich "obiecywaczy cudów" ze Starówki
i okazuje się po kilku telefonach, że port jest już dla mnie
skonfigurowany, modem czeka na ul. Twardej - tylko podłączyć i
surfować. Faktycznie po prawie półgodzinnym oczekiwaniu (przede
mną była jedna osoba) umowa została podpisana, modem do ręki i
do domu. Instaluję, instaluję i nic - proces przerwano lampka
ADSL na modemie nie pali się. Po kilku telefonach i prawie półgodzinnym
oczekiwaniu na wynik poszukiwań - pada stwierdzenie - nie
skrosowano linii. Ciekawostka taka - pędzę więc TRZECI raz
dzisiaj do wspomnianego biura i dowiaduję się, że nie można
nic zrobić bo Teleportacja ma czas do 10 dni na ustawienie połączenia
od dnia podpisania umowy. Pięknie - nikogo już nie obchodzi że odłączyłem
inne możliwości połączeń - tak kazała instrukcja, i że moja
przygoda z urzędem Tfu-telemele trwa od 2 września. Pani
kierowniczka odpowiedziała że może w poniedziałek ruszy.
Wiadomo że w piątek nikt już nie pracuje, bo wszyscy oczekują
na upragniony weekend, który zakończy się jak zwykle we wtorek
rano. Prośby, błagania i klękanie nic nie dają bo ... w
regulaminie jest 10 dni oczekiwania. A gdzie ten regulamin? - jakoś
nikt mi nie dał do czytania. Ale według druku umowy - regulamin
jest na płycie instalacyjnej
- tylko że nie można go przeczytać dopóki płyty CD nie wsadzi
się do komputera, a do tego trzeba mieć podpisana umowę i pudełko
ze sprzętem. Tak więc umowy nie zawarto wcześniej, bo system
nie działał w komputerach TPsa, a klient kretyn. Kółko
graniaste, czterokanciaste. Nałogowe przebywanie w internecie
szkodzi na głowę i potem są takie efekty i afekty. W związku z
tym nikogo dziś nie pozdrawiam, innych frapujących informacji
czy porad życiowych nie zamieszczam - idę sobie ugryźć ścianę.
Ubytek wapnia wyrównam i ulży mi trochę na uzębieniu zapewne.
Jak widać na tym drobnym przykładzie - powody do emigracji istnieją
nadal.
piątek
12 09: pod tą sama datą bo temat ten sam:
rano - brak połączenia - lampka ADSL na modemie nie świeci się
godz. 10 - w Biurze TPsa na Twardej - jest informacja - połączenie
skrosowane.
Pędzę do domu, faktycznie modem działa - próbuje się
zarejestrować - nic z tego - wyświetla się informacja;
"Instalacja usługi u Państwa jest w trakcie
realizacji".
od 11 do 21:30 - łączę się wielokrotnie z infolinią
0800102102/2 przeciętnie 6-7 próba jest udana czyli jest połączenie
- czas oczekiwania na konsultanta ok. 6 minut.
ok. 12 dostaję wiadomość, że komputer TPsa wyświetla gotowość
połączenia na 13:50 (sami się dziwią) czekam po 14 - nadal
nic. Ten sam komunikat. Po południu do biura TP jeszcze raz -
nareszcie miła dziewczyna chce mi pomóc - dodzwania się do jakiś
super fachowców - uzyskuje mój numer ID i Pin. W domu usiłuję wpisać
podane numery - błędny Pin i ID. Wracam do biura jest już po 17
- nowe poszukiwania właściwego numeru - nic nie dają. Pan
fachowiec obiecuje że do mnie zadzwoni do 23 - nikt oczywiście
nie dzwoni. Ponownie łączę się dwukrotnie z infolinią - po
godzinnych prawie konsultacjach uzyskuję właściwy numer ID i
Pin. Komputer przyjmuje te dane ale.. nie można ściągnąć
pliku rejestracyjnego - komunikat komputera - "wystąpił błąd
krytyczny". Podobno błąd w oprogramowaniu po stronie
serwera TPsa - usiłuję obadać co to za plik tpi.ins (system nie
rozpoznaje nazwy pliku i nie kojarzy go z żadnym programem - i w
pewnym momencie przy kopiowaniu - wydało mi się że widzę, że plik zawiera dwie
kropki "tp..ins". To nie może działać. Ostatnia
informacja - może w poniedziałek coś się poprawi.
Środa - 17 września - rano informacja, ze może wkrótce ruszy
neostrada, o 10 w biurze obsługi klienta kolejne zapewnienie - za
godzinę. Składam reklamację pisemną, której nikt nie chce przyjąć
przez 20 minut. W końcu dostaję pieczątkę że przyjęto. O
16:45 po wielu próbach znów dodzwaniam się do infolinii - tym
razem konsultant nawet nie pyta o mój numer telefonu. Informuje,
że w całej Polsce nie można się załogować do systemu. Czekać.
Ja już nie chcę żadnego systemu. Kolejny dzień zmarnowany i
monopolista górą. Nikt nie przewidział, że system jest do
d...y jak przy wyborach, jak przy ubezpieczeniach, jak w
telekomunikacji. Tylko dlaczego to tyle kosztuje skoro nie działa
- strach pomyśleć ile będzie kosztować jak by tak zadziałało. |
|
2 września
2003
wtorek
|
|
Dzieci
poszły do szkoły i teraz trzeba mówić - młodzież, młodzi
po wakacjach poszli do pracy i to już starzy. Okazuje się że
najlepszy okres w życiu to między 40-tką a 60-tką - do
szkoły może jeszcze zapiszą jak się dobrze zapłaci, ale o
pracy mowy nie ma. Nic tylko byczyć się, obce kraje zwiedzać i
kochać się od nowa - choćby w ojczystej przyrodzie. Biorąc pod
uwagę jakie knoty Sejm rozważa, spokojnie można by jakiś podstępny
projekt podrzucić i odpowiednie lobby zatrudnić. Ustawa o wieku
dojrzałym objęła by Panie, które za takim objęciem tęsknią
i Panów, którzy jeszcze do życia skorzy. Paragrafy różne kazały
by dostrzec pracodawcy - że Ci chłopcy maja jeszcze siły a
dziewczyny chęci do pracy o niebo wydajniejszej i podpartej doświadczeniem
wielkim. Bachory odchowane, poglądy wyrobione, umiejętności
nabyte - nic tylko prosić o konsultacje, porady i twórcze myślenie.
Prawo nasze preferuje tych co mało płacą (bo wtedy mniejsze składki),
prowadzą firmę nie dla zysku, a ku upadłości albo tworzą firmę
do przepływu faktur (piorą kasę). No to jaka fachowa siła im
potrzebna - młoda, naiwna i chętna. Najwyżej po miesiącu
wyrzuci się i nowi przyjdą, a składek żadnych płacić nie
trzeba. Skoro koszty pracy są w Polsce tak wysokie to nie opłaca
się pracować. Tak wiec należy pilnie rozważyć, czy w nowej
ustawie nie przyznać stałych świadczeń i odpraw tym
zwalnianym, którzy odchodzą z nadmiaru wiedzy, doświadczenia i
czasem zbyt dojrzałego patrzenia na świat. Inspiracją do tych
rozważań była ciekawa dyskusja zapieckowa (przy książkowym
stole) o dolach i niedolach zwalnianych po 40-tce i po 50-tce. Bo
do emerytury daleko, renta nie należy się, a żyć trzeba.
Zamknął dyskusje Pan, który z radością obwieścił, że zaczyna
nowe życie. Właśnie zwolniono go z pewnej spółki - na szczęście
polsko-obcojęzycznej. Tam zatrudniano nie wg polskiego prawa, a
prawa jakie obowiązuje w kraju właściciela spółki. Otrzymał właśnie
100.000 euro odprawy i ....przyszedł kupić sobie coś do
poczytania mądrego dla odprężenia po tych kasowych stresach.
Nie pytaliśmy go czy jest szczęśliwy, bo wszyscy mnożyli podaną
kwotę przez cztery i nic im nie mogło mądrego wyjść. Zatem
pilnie poszukuje się partyjnego lobbysty, który za stosowną
korzyść materialną poprowadzi proponowaną ustawę powszechnie
przyjętą ścieżką legislacyjną. Żadnych Rywinów nie
zatrudniamy bo tym razem nie chodzi o podniesienia nakładu
gazety, a o rzecz ważną i pożądaną. A tak nawiązując do
poprzedniego zdania, które z założenia jest żartobliwe -
musimy stwierdzić stanowczo, że jesteśmy przeszkoleni światopoglądowo
i głęboko przekonani że prokurator Kapusta wie lepiej i niech
to wreszcie wszystko umorzy. Żarty
się skończyły - letnich pieszczot czar prysł - pozostaje
liryczny i deliryczny deszczyk w powiewach wichru północnego.
Pod wpływem takiej pogody jaka nam teraz nastała, na koniec
lata, to albo się pisze wiersze albo pije. Ponieważ nie robię
ani jednego ani drugiego - pozostaje mi wzdychanie do tej Pani co
ona już wie. Uprzedzam wszelkie pytania: w domu mam co najmniej
dwie panie - liczę codziennie.
Po ostatniej wyprawie na południe straty jeszcze nie policzone,
bo interes w który zainwestowałem jakoś odpłynął z pomysłodawcą.
Ale to kwota mała i śmieszy mnie bardzo, że ktoś ma na ten
temat - ból głowy większy od mojego. Internet
jak telefon, tylko trochę bardziej rozbudowany. U wszystkich
prawie robak się zagnieździł co się Blaster nazywa. Świnia
nie robak, bo wywala z sieci i resetuje komputer. Udało mi się
ściągnąć łatę ze strony MKS-Vir (polski antywirus) i w
zasadzie po kłopocie. Teraz jakaś inna świnia robaczywa działa
(SobigF) bo dostawałem kilkanaście listów o wirusach w moich
listach, choć żadnych nie wysyłałem. Provider twierdzi ze
lekarstwa na to nie ma i świnek nie trzeba obrażać. Znęcony
(naiwny jak zwykle) reklamą poszedłem do mojego rejonowego biura
telekomunikacji bo można mieć podobno szybszy dostęp do
internetu przy pomocy tzw. "neostrady". Pani musiała z
internetu ściągnąć stronę bo jeszcze chętnych brak i ona nic
nie wie. Tak więc dostałem druczek do wypełnienia i mam czekać
na wiadomość koło piątku. Mam nadzieję ze to nie ta miejscowość
Piątek, ale nie jestem taki pewien. W reklamie pokazali że wezmę
modem i sam zamontuję a tu - piątek. Na wszelki wypadek po przyjściu
przeczytałem regulamin, a tam piszą ,ze skoro zawrę umowę na
rok to po miesiącu za modem doliczą mi 200 zł - no to ja
się pytam gdzie mój tysiąc co wzięli za montaż SDI. Mam na
nim napisane Szybki Dostęp da Internetu a potem zmienili na - stały
dostęp.
Ta sama śpiewka w mojej Idei gdzie mam telefon komórkowy. Pani
dzwoni do mnie i mówi, że naliczają mi wg. minut a nie sekund,
bo nie zmienili mi planu taryfowego. Zaglądam do aneksu jaki
podpisaliśmy w lecie a tam pisze że usługa "sekunda"
wchodzi w życie od dnia obowiązywania umowy. Ech życie, życie
- nic tylko kupmy sobie wreszcie tę ustawę do cholery. Będziemy
mieć czas wtedy na instruowanie tych, co jeszcze muszą pracować,
na ptaszki, gniazdka i inne takie poetyczne rzeczy. |
|
do góry, do
góry...
|