Archiwum - październik 2002

 

      data 

                                              dziennikczylinocnik               
30 październik
środa
2002

Tydzień minął, a wrażeń tyle - jak nie radosne, to prześmieszne - jak na jesienne szarugi przystało.
Od czwartu do soboty na targach turystycznych w Poznaniu - szukamy reklamodawców na strony informatora o noclegach w Polsce. No i odwiedziny u przyjaciół i rodziny. Jak wiadomo przyjemności nigdy nie za wiele.
Na targach miłe rozmowy, że aż zasychało w gardle - liczne stanowiska wód sanatoryjnych ratowały moje zdolności porozumiewania się. Nieco ograniczone możliwości takiego porozumienia, a nawet poruszania się - wykazywali panowie jeszcze bardziej siwi i łysi od piszącego te słowa. Kilku panów próbowało nawet jakiś figur tanecznych w dzień biały, a to za przyczyną zwilżania ust koniakiem popijanym wszelkimi gatunkami piwa. Dziwna prawidłowość, że młodzi zajęci pracą, a starsi nadwyrężali zdrowie reprezentacją. Nie dotrze pewnie do nich już wiadomość, że reprezentacja to już pieśń przeszłości - teraz trzeba szukać, zdobywać i namawiać klientów. Ale to marginalia. Rozmach targów jak zwykle wielki; od turniejów cukierniczych, popisów kuchni regionalnych (2 porcje obiadowe + deser za 20 zł = miłe obżarstwo), prezentacji siodeł, koni, samochodów, a przede wszystkim wczasów, ośrodków itp. 
A po targach miłe sercu spotkania - z płcią przeciwną, a przyjazną. Stąd dziękuję i kiwam łapą jak miś w telewizyjnym okienku, do tych pięknych, a samotnych, które czas swój mi poświęciły. Jako człek wiekowy, zamiast w oczy patrzeć damom, podziwiałem  piękno krajobrazu - nad jeziorem Rusałka i w parku Sołackim. Niewiele jest takich miast w Polsce, że można wsiąść do autobusu i za kilka minut wylądować na skraju lasu. Zamiast wzdychać czule - co pozwala na zachowanie linii (w pasie), a przekroczenie tej, no co to wiecie.. - kulinarnym oddałem się zachwytom - tak przy stole, jak i na wieczornym spacerze po starym Poznaniu. Rynek piękny, Ratusz i Dom Wagi pięknie odnowione, wokół fontanny powstają, a co brama i zaułek - knajpek, pubów, kawiarenek moc niesłychana. Ceny miłe kieszeni, stąd młodych par wiele i grup akademickich mrowie. Zresztą wystarczy wsiąść do taksówki - a po dojechaniu miły kierowca zaczyna wydawać resztę od 50 groszy - w Warszawie nie do pomyślenia.
Niedługo święto Poznania - święty Marcin, kiedy wszyscy rogalami z białym makiem zażerają się. Jest taka cukiernia przy Rynku Jeżyckim (od strony ul. Kraszewskiego, gdzie te rogale "marcińskie" cały rok kupić można. Dosłodziłem się na rok cały. Niby taki zasadniczy ten Poznań, a sercu miły i zawsze mnie czymś zaskoczy. Buźka - miła Krysiu, Kasiu i Krysiu (ha!) - za czas jakiś wracam (odchudzony) - zobaczymy co dalej.. zgotujecie.

Wybory - jak zwykle pobudzają mnie do śmiechu - kiedy już nie ma 99,6 % głosujących, to nijak nie można policzyć, ile ludzi przyszło. Komputerów nakupiono, monitory czarne jednak, klawiatury nietknięte, bo jak się okazało system nawalił. No właśnie jak tyle kosztował (24 miliony) to musiał - przecież kasę liczyli i nie mogli naprawiać. Jak się dowiadujemy to system się zakleszczył bo system Prokomu chiał połknąć system małej firmy z Łodzi i nie dal rady. Już w Biblii podobno pisali jak duży pośliznął się na ..kamyku.  Liczono tradycyjnie "na piechotę" - a jedna Pani nawet miała kalkulator co pokazali w telewizji. I Pan prezydent, też był zdenerwowany. We wtorek zastanawiano się czy nie zastosować systemu awaryjnego - tj dostarczać przez posłańców dyskietki. Mogli się zwrócić do kogokolwiek, poza super fachowcami. Oni wymyślili sieć, co nie działa, a o poczcie elektronicznej - nie słyszeli. Sam bym lepszą bazę danych zrobił - ze szwagrem ma się rozumieć.
Zgodnie z moimi (!!!) przewidywaniami Pan Kaczyński Lech z Sopotu zostaje przezydentem Warszawy. Napisałem niżej 5 października .."
Prorokuję, że do wyborów pójdzie ok. 40 % elektoratu. W Warszawie wygra Pan Kaczyński.."
No czeka nas jeszcze druga tura, bo Panu Lechowi zbrakło 2500 głosów i spotka się z Markiem Balickim kandydatem SLD, co nie jest członkiem tej partii. Przepadl niestety Pan Olechowski, ale jeszcze ruch 50-ciu założy. Jak napisała jedna gazeta - 10 lipca dogrywka, ale czemu zatem taki pośpiech - jeszcze do lata starzy porządzą - jakiś most oddadzą, czy tunel w stanie przedzawałowym, oczywiście, bo czas będzie po temu. Ale jeśli to miał być listopad to Przyjdzie Prawo i Sprawiedliwość i aj, waj... dosłownie???

Po powrocie z wojaży odwiedzilem Bank mój kochany co zaręcza, że 1,5 % nalicza od oszczędności, a jak nie nalicza to dlatego, że ich brak, albo krótko leżą. Zaoferowano mi nowy rodzaj konta, stopień wyżej niż moje, ale za to z ubezpieczeniem i nieco tylko większą opłatą za obsługę. Ubezpieczenie na wypadek... będzie wypełnione i wypłacone jeśli uszczerbek na zdrowiu przekroczy 50% . Czyli jak urwie pół faceta to już. Tylko czy to jeszcze będzie facet czy pół? Ale trzeba jeszcze spełnić 20 warunków, bo inaczej nie dadzą ani dudu. Miła pani z okienka namawiała mnie kika minut, było bardzo przyjemnie, jednak nie słuchałem z należyta uwagą, bo ten warkocz jakoś mnie rozpraszał. Poprosiłem zatem o małą instrukcję do domu, ale nie miała, a taki wielki karton z wszystkimi warunkami które mi coś tm polepszą, dają dopiero po podpisaniu zagody na nowe konto. Jakoś nie miałem serca prosić o spotkanie wieczorem, celem szczegółowych wyjaśnień oczywiście, musiała by pewnie wziąść ten wielki karton z instrukcjami ze sobą, a kobiety oszczędzać należy - nawet w banku. Postanowiłem sprawdzić w internecie, a tam pisze = cytuję: "Eurokonto Plus to bogatsza opcja niż Eurokonto Plus". I wszystko jasne. 

W poniedziałek wycieczka z piąta klasą na Stare Powązki. Dzieci słuchały w miarę uważnie, kopały się nieśpiesznie, czapki zrywały sobie tylko na przystanku. Pani przewodniczka mówiła ciekawie, pokazywała odnowione pomniki i groby. Zadając dzieciom pytanie o rodzaje wiary, nie omieszkała poinformować naszych milusińskich, że Żydzi aby dostąpić zaszczytu pochowania na Powązkach zmianiali wiarę. Ale najpierw na protestantyzm, a potem na katolicką wiarę, co dawało im dostęp do władzy, pieniędzy i .. Powązek. Jakoś małe zainteresowanie wzbudziła ta historia, dzieci szybko zapomną, albo ...już zapamiętają o tym jak chronić nasze narodowe... groby. 

22 październik
wtorek
2002

Dziś na Starym Mieście dzień prawie wiosenny, ciepło przejściowe niestety. Spacerowicze uśmiechnięci, bez czapek i szalików. Wycieczek: wielkie, duże mnóstwo. Młody człowiek z Izraela pokazywał kolegom, dziwny banknot 500 zł. - jaki otrzymał - mam nadzieję, że nie jako resztę. Dawny "brudas" jeszcze w oszukańczym obiegu?
Ja też już niestety jako spacerowicz - stoisko już nie działa - przerwa wakcyjna (a co?) na opady i śnieżyce listopadowe. Może w tygodniu przedświątecznym (Boże Narodzenie) przy sprzyjającej pogodzie - zaproponuję moim klientom jakieś prezenty książkowe. Na utrapienie dzieci, dla znajomych do wypełniania regału "kryształowego", a najczęściej dla własnej przyjemności nabywcy, kiedy to pod pozorem Świąt może się czasem szarpnąć na intelektualny wydatek.
Pożegnania jesienne nie tylko w piosence, nie tylko na Starym Mieście. Pożegnałem wczoraj z żalem samochodzik, o którym z taką sympatią pisałem w miesiącach wakacyjnych. Ubezpieczenie orzekło, że uszkodzenie pojazdu spowodowało utratę jego wartości do poziomu - nie remontowego. Czyli kasacja. Synek nocą został najechany blisko stadionu "Polonii" i brzdęk - poszedł lewy przód, zawieszenie i co tam było do łamania, prowadzący bez szwanku na szczęście. Kobietka, autkiem Toyota Corolla proponowała jakieś porozumienie finansowe, ale młody kierowca zdecydował, że jako najechany niesłusznie -  odda się w ręce sprawiedliwości. Pewnie poczekamy dłuuugo. Niby stara ta Astra była, niby nie wyścigowa, ale szkoda. Odwróciłem się, żeby nie patrzeć jak bidulę na lawetę wciągają. Nauczyła mnie trochę jazdy.
Nic to. Kupię na wiosnę jakieś "4 kółka". Już niestety zdążyłem połknąć tan motoryzacyjny bakcyl. Tą złudną wolność przemierzania przestrzeni. Ufff. I nie dam nikomu - sam do rowu wjadę.

Wybory, wybory - cóż za piękny festiwal - ile miłego sercu bałwaństwa, ile uciechy.
Najbardziej bawią mnie deklaracje i zdjęcia jakie kandydaci na radnych umieszczają na swoich ulotkach i plakatach. Wszyscy nieodmiennie kochają swoją Stolicę przez duże "S" oczywiście. Hasła piękne i dęte nie będę cytował, bo wstyd. Cieszy mnie za to piękne słowo pożądek - TAK - przez "z" z kropką pisane, - "chciałobym" i  inne takie. Równie wspaniałe wrażenie sprawiają zdjęcia
kandydatów - jeden ma typowe objawy żółtaczki, - twarz spocona albo tłusta tak na żółto błyszczy i do tego krawat żółty na słoneczkowym tle. Na innym zdjęciu kandydat tak tajemniczy, że prawie wcale go nie widać - w głębokiej mgle nieostrego ujęcia. Na jeszcze innym zdjęciu kandydująca radna z byłym marszałkiem Sejmu (tak widnieje w podpisie) bo twarzy nie widać - całe w blasku - lampy błyskowej. Wnioskuję z tego, że do ostatniej chwili kandydaci nie wiedzieli, że będą kandydować, stąd te pośpieszne wyczyny ortograficzno - ujęciowe. Jednego pana było mi żal. Pisałem o nim już niżej - że obiecuje mieszkania - teraz pozrywano jego plakaciki, ale tak nie do końca - tylko, żeby widać było tą dezaprobatę. No i ktoś jeszcze napisał mu na czole LELENO ?? Co to znaczy nikt nie wie. Jak wie niech szybko napisze.

Zawsze miałem takie szczęście, że jak były największe demonstracje, strajki itp. zawieruchy - byłem gdzieś poza Warszawą. Teraz wybieram się do Poznania na dni kilka więc rodzinę strofuję, znajomych ostrzegam - najlepiej wolniej, dalej, ciszej - aby do wyborów. Co do frekwencji - nadal jestem przekonany, że jeszcze kandydatów na prezydencki, stołeczny stołek - skreślać będziemy, ale już na radnych - to komu się będzie chciało - wiadomo, że pierwsi z początku listy wejdą. Tak nam przynajmniej jedna Pani radna tłumaczyła w niedzielę. Ale czy ona się zna jak tyle lat jest już radną? Bezradną ...kobietką tylko...

18 październik
piątek
2002

Tylko 2 dni "oficjalnej" pracy przede mną, a ile realnej - niebo jutro pokaże. Na niedzielę zapowiadają opady ciągłe (może deszcz ze śniegiem nawet, w sobotę do południa jeszcze bez deszczu potem przechodzi front).  Tyle prognoza. A rzeczywistość - skrzeczy.
Od polityki uwolnić się nie sposób, bo na poziomie mojej percepcji słowno-muzycznej tylko o polityce (w kontekście wyborów) rozmowy się toczą. Wiatry nachalne, a ludzie namolne z tym gadaniem. Wziąłby tak jeden drugim Goldinga, czy dla rozluźnienia nawet słownik szwedzko-polski, a tu nic tylko na ścianie czytają kto gdzie partyjny i jaki komitet go popiera. Najczęściej własny. A z przynależnością też dziwnie. Kandydat SLD i UP na Prezydenta Warszawy - bezpartyjny, kandydat Ligi Polskich Rodzin - też nie należy. Wstydzą się czy co? Za mało mam oczywiście wiedzy na ten temat, ale jak pamiętam ze żłobka (ochronki u ciotki) to Prezydent Bierut też był bezpartyjny. Oczywiście nie porównuję postaci tylko zbieg okoliczności. Bierut zasłużył się dla sąsiadów, nasi dla naszych. Komitet Pani P. popiera Panią P. i to rozumiem. A kto popiera Waldemara F. - nie napisali - pewnie krasnoludki w czapeczkach pomarańczowych. Ludzie moje kochane, taką wiedzę jaką mam na ulicznym uniwersytecie to nawet w Sejmie nie uświadczysz. Jednej Pani z plakatu dziadek to zakładał w gettcie studia medyczne, ale to nieprawda, bo inny zakładał i była afera. Inny Pan z Plakatu chce dawać wszystkim mieszkania, a lokale już dawał na sklepy, ale nie wszystkim bo nie byli zaprzyjaźnieni. Jeszcze inny miał matkę, co odeszła od ojca i potem on ożenił się po raz drugi, a teraz katolik z komunisty. Normalne. Ale po co ja mam tego słuchać na poważnie, przecież bym umarł ze zgryzoty. Ale to cytaty autentyczne tylko z dzisiejszego piątku.
Na zakończenie cytowania klientów - raczej niedoszłych - rozmowa dorastających panienek na wycieczce w Warszawie (15-16 lat). 
- Zoba - słownik
- Jaki?
- Łaciński
- Nie znam! Coś jak ruski?

Od polityki uciec się nie da, bo żaden kabaret nie wpadł by na to, jaki cyrk z Sejmu można zrobić.  Czyż badań jakiś nie prowadzi się, choćby co do ogólnej psychicznej kondycji. Były szpitale rządowe, przychodnie sejmowe, lekarze wszystkich specjalności, a tu berek kucany, podchody, dwa ognie i tym podobne gry i zabawy Sejmu polskiego. Nie będę opisywał tego co każdy w telewizorze zobaczy jeszcze 20 razy. W każdym razie moja prognoza z dołu strony o frekwencji wyborczej co raz bardziej prawdopodobna. W ciemno wybierać nikt nie będzie, więc lepiej z Panią bliską ciału i koszuli na spacer się udać, urny wszelkie omijając. 

Informacje o kandydatach czerpię tylko z plakatów na ulicy. Na próżno przeszukuję strony internetowe. Nawet na oficjalnej stronie Państwowej Komisji Wyborczej http://pkw.gov.pl/ kandydatów znaleźć nie można. Na stronie http://www.wybory2002.pl/kandydaci.html wymieniono 2 panów (jeden z Krakowa, drugi z Poznania). Nic nie rozumiem, może to tajne albo lokalne. Na stronie Ligi Polskich Rodzin  http://ww2.lpr.pl/    jest zdjęcie ...samochodu (Forda Transita) który ma podobno rejestrację "UE NIE" . Wydział Komunikacji pewnie głęboko przemyślał tę propozycję tygodnika "Nie" aby tak go podstępnie zareklamować w tej Lidze Rodzin Polskich. Tylko p. Urban ma Jerzy na imię, a nie Edward.  

Ponieważ można pozdrawiać przez telewizję np. blokując mównicę sejmową - to ja też, ale na własnej stronie i na własną odpowiedzialność.
- Dominikę (chwilowo) z Krakowa, co się tam dobrze chowa. 
- Panią co nie przyszła po słownik szwedzki - jest - czeka w magazynie na lepsze czasy.
- Panią co zamawiała Estraichera - nie ma.
- Krysię co robi za słoneczko biblioteczne - teraz wiem czemu tak mi czasem karki żółkną.
- Pana aktora co on już wie,  co szuka kryminałów na scenariusz filmowy - nie ma i nie będzie.
- W Poznaniu pozdrawiam Grunwaldzką, Szczęsną i nieobecnych tam przynależnych - oni/one już wiedzą o co chodzi. Przyjadę to się policzymy - na uśmiechy. Kto więcej.
- aptekę w Essen też polecam - w drodze do Francji na przykład. Muzyki Mozarta można tam posłuchać i w znajomym języku, a piękną kierowniczkę pozdrawiam szczególnie z wanny, gdzie kąpiele braliśmy wspólne. Niestety miałem wtedy chyba 4 lata i niezwykle małą wyporność. 
- Na koniec pozdrawiam moich staromiejskich rozmówców, bo do wyborów zawieszam działalność wzorując się na Sejmie. On może się chociaż rozwiązać, ja tylko mogę pomarzyć o jakiejś małej rozwiązłości (głównie w rejonie - sznurowadeł). 

13 październik
niedziela
2002

Dziś 13-ty podobno dzień feralny, ale nie piątek tylko niedziela, więc...

Pogoda pod psem bo deszcz ze śniegiem (pierwszy tej jesieni), ale jednak jakby cieplej niż wczoraj. W sobotę nie padało, za to wiało okrutnie. Na Starówce tylko ja z książkami, obwarzanki, obwarzanki - niestrudzone, jedna kwiaciarka i na środku Rynku (w kożuchach) pamiątki warszawskie dla wycieczek. Jak sympatycznie poinformowała Pani Trzaskalska w najlepszej prognozie telewizyjnej (Puls) przy tym wietrze temperatura odczuwalna mogła wynieść -100 C. No więc po 16 już się poddałem i do domu - brrrrrr.

Właśnie na rogu Zapiecka i Świętojańskiej powieszono wielką białą tablicę do naklejania ogłoszeń (fachowcy i tak wywiercili dziury po uważaniu - omijając zeszłoroczne). A tam ogrom komitetów - jak mi zwróciła uwagę starsza Pani - nawet Antyklerykalny nazywa się - "Racja". Jak się okazuje - moi rozmówcy zupełnie nie interesują się kandydatami na radnych, a głownie śledzą kto kandyduje na Prezydenta Warszawy. W rankingach narożnych - prowadzą Kaczyński i Olechowski. Pewien "polityk" emerytowany twierdzi, że SLD oddaje fotel bo nie może popierać Platformy Obywatelskiej oficjalnie, a dotychczasowa współpraca z Prezydentami PO wymaga pewnej delikatności i tu na jednego Pana liczyć można, bo drugi wygrzebie zaraz jakieś dziwactwa. Ja tam się na tych meandrach nie wyznaję, a nawet nie bardzo chcę posiadać jakąkolwiek wiedzę zbędną,  zresztą większość tubylców też nie wie o co chodzi skoro obecnie - cytuję:  Warszawa jest związkiem komunalnym jedenastu gmin, a największa z nich - gmina Centrum - jest podzielona na siedem dzielnic. W stolicy działają rady miasta i powiatu, rady gmin, dzielnic i sejmik wojewódzki. No i bądź tu mądry. Teraz Warszawa ma być jedną gminą na prawach powiatu, podzieloną na 17 dzielnic. Czyli z 5 szczebli samorządu ostaną się dwa z b. silną pozycją Prezydenta (zlikwidowany będzie urząd starosty i rada powiatu).  Wydawało mi się , że Prezydent i teraz miał co nieco do gadania skoro nakrzyczał na Naczelny Sąd Administracyjny, że na mostach się nie zna i most Siekierkowski nieco bezprawnie otworzył, co spowodowało gigantyczne korki przez dni parę, bo dojazdy i odjazdy ...w budowie. Jeszcze jacyś tam w rurę zaglądają pod mostem, a ona zapchana, ale co tam - przecież od dawna wiadomo, że nie ma takiej rury, której się nie da odetkać. Jedno przy okazji mnie dziwi, skąd ludzie plotą (mają takie przecieki?) , ze przy okazji mostu, sporo kasy kapnęło komu trzeba. Ale jakoś nie wierzę, przecież znowu będą się tłumaczyć z oświadczeń majątkowych, które teraz będziemy wypełniać. Chyba, ze poddadzą się abolicji podatkowej i bijąc się w piersi oddadzą  ministrowi Kołodce -  aż 12 % jako podatek od własnej nieprzemyślanej zaborczości. Tylko z klękaniem u nas kłopot, taka duma w narodzie to i spowiadać się pewnie nie zechcą. Dlatego właśnie minister nasz finansowy konsultuje się z episkopatem, celem zbadania jak naród w cuda wierzy, bo  przyznanie się do grzechu ten cud prawdopodobnym czyni. Niektórzy biskupi nie wierzą w finansowe cuda. Łatwiej wino w wodę jednak zmienić niż odwrotnie. Nie ten kraj, nie ten klimat.

Starówka jesienią wraca do formy. Turystów już niewielu, więc w końcu zdjęto na Rynku idiotyczne reklamy lodów i lodówek zasłaniające 3/4 strony Dekerta i kilka kamienic od Wisły. Oburzali się przybysze, że kamienic nie widać, a tylko dziewuchy ochotnie liżące, na kilka pięter. Stąd do fotografowania został kawałek Syrenki, kataryniarz i dorożkarze przy koniach. Zawsze jakaś tradycja, choć mało architektoniczna. Podobno kasa z reklamy nielicha, jeno poszła na wewnętrzne sprawy, bo kamienice - bez zmian - tylko ślady po hakach od rusztowań. 
Ogródki piwne nad Wisłą już zamknięte i kieszonkowcy przenieśli się na Rynek. Zawsze trzech - czterech rozgląda się spode łba i spod poczty - gdzie jaka wycieczka zmierza. I jako wielbiciele historycznych wieści wkręcają się w grupę, penetrując japońskie czy szwedzkie zawiłości językowe. Dobrze widoczni są dla policji bo zwykle stoją od strony Rynku pod lampą czarną co kamerę udaje i jeśli tylko, ktoś tam siedzi z drugiej strony tego drutu to ma ciekawe widoki. 

W Gazecie Wyborczej Stołecznej wyczytałem niedawno, że grajkowie różni mają otrzymać zgody na swoje produkcje wokalno-muzyczne. Na 99 % jestem pewien że nikt nie zapyta mieszkańców co o tym sądzą (jest Stowarzyszenie Mieszkańców i działa), ani kupców staromiejskich (80 zakładów jest w jednym Stowarzyszeniu na Starym Mieście). A po co te konsultacje, przecież urząd mieści się z dala, nic nie słyszy, to i widzieć nie musi. No i kto rozstrzygnie czy walenie w bębny będzie równoprawne z grą na cichym instrumencie strunowym?
Mieszańcy nie liczą się, zawsze mogą się wyprowadzić, kupcu i restauratorzy albo właściciele galerii - morda w kubeł - płacić i nie gadać - zawsze im czynsz można podnieść, albo rozkazać przyjąć wycieczkę w malutkim sraczyku. Takie granie ma być na czterech rogach Rynku i jeszcze w paru miejscach. Dziwne - Orkiestra z Chmielnej pograła godzinkę i podobno płacić musiała, a teraz co? Coś mi się widzi, że to kolejna kiełbasa wyborcza. Zresztą co obiecają powinniśmy notować, bo to i tak tylko dla miłego wrażenia słuchowego. Jak potem komu wypomnimy, że obiecał - odpowiedź już znamy - zabrakło funduszy!!!
Koleś jeden uświadamiał mnie właśnie, że czas załatwiania wszystkiego pozytywnie szybko minie, więc spieszyć się trzeba. 

5 październik
sobota
2002

Pogoda pod psem, a nawet dwoma. Oznacza to, że niże, wiatry, opady i inne przyjemności zapieckowego księgarstwa muszę odłożyć na lepsze czasy. Pracę mam do 20-tego października, z tego czas spędzony na Starym Mieście może być nieco ograniczony. Ma to swoje dobre strony również. Dziś nareszcie przysiadłem trochę nad poprawkami moich stron staromiejskich = www.stare.miasto.com. Zlikwidowałem ostatecznie dział aktualności, skora sam muszę biegać i uprzejmie dopytywać jaka to wystawa w którym muzeum i od kiedy czynna. Bez przesady powiedział ogrodnik. Muzea żyją własnym życiem, niektóre galerie też. Jak dojdą do wniosku, że warto do mnie list posłać o nowej wystawie to im wklepię ochotniczo. Na razie rzeczy ponadczasowe czyli legendy, piosenki, poezje - skąd je wziąć? Mam pomysł taki - napiszę do grupy dyskusyjnej Warszawa, tam życzliwi zawsze coś podpowiedzą i podeślą. W domu mam trochę "historycznych" materiałów, jak choćby śpiewniki z wczesnych lat 50-tych. Prawda czasu, prawda ekranu - czyta się te teksty jako prekursorskie dla współczesnych "wszystko-wiedzących" i coś w tym jest. Jakaś wspólna nuta się przewija. Już wiem, to teksty dla mas ciemnych, które zwalnia się od myślenia wskazując im jedynie słuszną drogę. I nie ma tu znaczenia czy to głos jedynej "naszej-polskiej" radiostacji z Torunia, czy samoobronionego kandydata na cokolwiek, czy lewicowego poprawiacza finansów. Wszystko to tylko maska i ułuda, co jak bańka mydlana pęknie.
Za trzy tygodnie wybory. Już w tej chwili ruszają orły do boju, spotykają się tłumaczą i bredzą, bredzą, bredzą. Ciekawe zestawienia obiecanek - cacanek drukowała niedawno "Polityka" czy "Gazeta Wyborcza"? W każdym razie ostatnie to dni starej władzy miejsko- gminnej i właśnie w tych dniach zapadnie zapewne rekordowa liczba wspaniałych postanowień i decyzji, które jak zwykle uprzyjemnią nam życie, usprawnią, poprawią, będą służyć jeszcze następnym pokoleniom - a w czym? W spłacaniu długów jak zwykle. I jak zwykle nowi, wspaniali kandydaci, gdy już zasiądą na stołkach i w gabinetach - odetną się, poprawią i usprawnią i nową wizję nam zaprezentują. Duuuużym szacunkiem darząc te dążenia - rozważam poważnie - nie uczestniczenie w kolejnej ortograficznej próbie z licznym Ż i Ó zamknięte. Próby na losowej grupie wskazują, że wielu ma ... co innego do roboty niż chodzenie na wybory. Z takimi konkluzjami wpadają do mnie mili sąsiedzi staromiejscy i to zarówno prężni przedsiębiorcy (broniący się skutecznie przed wszelką pomocą państwa dla małych i średnich inicjatyw) jak też wolni i swobodni emeryci, czy wesołe rencistki  - broniący się także przed kolejnymi podwyżkami świadczeń emerytalno - rentowych. Ha czy Cha-cha - ile jeszcze to wspaniałe Państwo zechce dla nas zrobić? Przecież już wyraźnie nie daje rady osiągając zadłużenie wewnętrzne równe połowie produktu krajowego brutto. Gdzieś to przeczytałem i cytuję bo sam tak mądrego zdania nigdy bym nie wymyślił i całe szczęście, że nie rozumiem, bo może trzeba by ...emigrować?

Konkludując, pokaszlując - kobietki po 60-tce stawiają (w Warszawie) na Pana Kaczyńskiego, co to już sprawiedliwie i do odwołania nam ministrował. Jeszcze inne mówią że wcale nie pójdą, bo Olechowski chce być prezydentem kraju, nie Warszawy i gdzieś musi przeczekać. Jakoś nikt nie chwalił przedstawiciela SLD czy Unii (Bujak), bo pierwszy i drugi sympatyczni, ale jakoś do tej pory specjalnie nie zaistnieli w świadomości moich rozmówców. Ostatni wywiad prasowy Bujaka całkiem ciekawy - pytam się po raz 50-ty - dlaczego mechanik samochodowy co się golić nie lubi, musi prowadzić Unię w granice błędu statystycznego? A Pan B. co celnikami zawiadywał, może mógłby ustalić jakieś nowe granice ...rozsądku. Ano widać tak być musi w partyjce, którą kiedyś szczerym darzyłem szacunkiem, znając tam wielu mądrych i światłych ludzi - tylko - znów się pytam - kto tam światło wyłączył?

Prorokuję, że do wyborów pójdzie ok. 40 % elektoratu. W Warszawie wygra Pan Kaczyński, bo jak mawia pewna staromiejska dama, to kaczorowi i w zimnej wodzie nie brak rezonu. W końcu jesień jakby w pełni. Jednak jak cyganka wróży, to jeden blondyn namiesza i sądem zagrozi, co do czasu rozstrzygnięcia przed najwyższym trybunałem, skutecznie na śmiech nas wystawi.

Póki co zabytki pod młotek, trawniki i parki krajobrazowe pod osiedla, tylko ze sraczykami nadal nic zrobić się nie da. Uwaga obywatelu inwestorze! Dziś i jutro załatwisz szybko i mniejszym niż zwykle nakładem sił i środków. To dni ostatnie i mimo, że niektórym Panom podziękujemy - jak pisała Gazeta, to nie odejdą oni w smutku i żałobie, albowiem satysfakcja i duma będzie ich udziałem. I żony się ucieszą, i ciotki, i wujaszek (bo na ich konto się przepisze nieco), jeno dziateczki jakby mniej radosne, bo do lepszych szkół chodzić każą. No ale samochodzikiem się nagrodzi i gówniarz nie będzie marudził. Potem dla prasy co węszy, pokaże się obraz po babci, co znajomy wyceni tak wysoko, że już wiadomo, że majątek to rodzinne dobra i urząd tylko powołaniem naszym był i posłannictwem. Amen. Inwestorów szkolić nie trzeba, sami wszystko wiedzą lepiej, powoli już obłaskawiają kandydatów, bo jak taki wejdzie, to coś tam przejdzie - dla dobra i na chwałę ma się rozumieć. Ale to nowa droga i może być trudniejsza.

Na szczęście z korupcją przyjmą nas do Unii, bo dodatkowych parę groszy zawsze się przyda. Zadziwił mnie ostatnio młody człowiek, który opowiada jak to go "kanar" w autobusie, bez biletu nakrył. Dokumentów brak, biletu brak - powstaje pytanie - ILE? Nie, nie żaden mandat, kara, czy upomnienie, albo reprymenda jaka. Tylko pytanie kontroler zadaje - ILE MASZ? Dychę, mówi synek młody (10 złotych - w tłumaczeniu). Dawaj i pryskaj. Jednak mnie zatkało.
Tak mało? Deprymująca deprecjacja. Życzliwi dla młodzieży, czy konkurencja tak duża? Nie rozumiem. Ale nie ja jeden.

Poza rankingiem politycznych wyścigowców na stolec (fotel, tron itp.) burmistrza, czy prezydenta, mam ja swój osobisty ranking instytucji pseudo - mundurowych, co o stan większego rozśmieszenia nas wszystkich walczą dosyć skutecznie.
Bezapelacyjnie pierwsze miejsce w stołecznym rankingu zajmują służby WAPARKU, co od miasta w prezencie dostali tak znaczne tereny, że musza własne procedury ustalać i dochodzenia prowadzić względem krnąbrnych i opornych obywateli. Przebojem sezonu są nowe zezwolenia na parkowanie dla inwalidów. Osobniki te, nie dość, ze schorowane, to jeszcze jeździć chcą i zatrzymywać w miejscach różnych. Pokazano mi pasek papieru z wydrukiem tej parkomatowej firmy - który stanowi podpowiedź dla petenta niesprawnego - jakie dokumenty ma przygotować do rozważenia. Dochodzenie jest ścisłe i żadne schorzenie obadane przez inne komisje nie może być pominięte, a ściśle udokumentowane i potwierdzone. To mało. Jeden z warunków jest taki. Jeśli małżonek/ka inwalidy ubiegającego się (o tekturkę na parkowanie) nie jest inwalidą, a jest współwłaścicielem samochodu to trzeba dostarczyć - ŚWIADECTWO ŚLUBU. Paranoja w postaci czystej. Tylko w naszym kraju parkingowy stróż pyta (instytucjonalnie) - czy to legalna ta kobita, co obok kierowcy pasem przypięta. No, a jak po 30-tu latach szczęśliwego pożycia, gdzieś taki akt ważny zaginie, to co robić? Jest wyjście. Rozwieść się, zacząć nowe życie i hopsa-sa, i hopsa-sa. 

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian