|
Archiwum
- październik 2002
|
|
data
|
dziennikczylinocnik
|
30
październik
środa
2002
|
|
Tydzień
minął, a wrażeń tyle -
jak nie radosne, to prześmieszne
- jak na jesienne szarugi
przystało.
Od czwartu do soboty na
targach turystycznych w
Poznaniu - szukamy
reklamodawców na strony
informatora o noclegach w
Polsce. No i odwiedziny u
przyjaciół i rodziny.
Jak wiadomo przyjemności
nigdy nie za wiele.
Na targach miłe rozmowy,
że aż zasychało w
gardle - liczne stanowiska
wód sanatoryjnych ratowały
moje zdolności
porozumiewania się. Nieco
ograniczone możliwości
takiego porozumienia, a
nawet poruszania się -
wykazywali panowie jeszcze
bardziej siwi i łysi od
piszącego te słowa.
Kilku panów próbowało
nawet jakiś figur
tanecznych w dzień biały,
a to za przyczyną zwilżania
ust koniakiem popijanym
wszelkimi gatunkami piwa.
Dziwna prawidłowość, że
młodzi zajęci pracą, a
starsi nadwyrężali
zdrowie reprezentacją.
Nie dotrze pewnie do nich
już wiadomość, że
reprezentacja to już pieśń
przeszłości - teraz
trzeba szukać, zdobywać
i namawiać klientów. Ale
to marginalia. Rozmach
targów jak zwykle wielki;
od turniejów
cukierniczych, popisów
kuchni regionalnych (2
porcje obiadowe + deser za
20 zł = miłe obżarstwo),
prezentacji siodeł, koni,
samochodów, a przede
wszystkim wczasów, ośrodków
itp.
A po targach miłe sercu
spotkania - z płcią
przeciwną, a przyjazną.
Stąd dziękuję i kiwam
łapą jak miś w
telewizyjnym okienku, do
tych pięknych, a
samotnych, które czas swój
mi poświęciły. Jako człek
wiekowy, zamiast w oczy
patrzeć damom, podziwiałem
piękno krajobrazu - nad
jeziorem Rusałka i w
parku Sołackim. Niewiele
jest takich miast w
Polsce, że można wsiąść
do autobusu i za kilka
minut wylądować na
skraju lasu. Zamiast
wzdychać czule - co
pozwala na zachowanie
linii (w pasie), a
przekroczenie tej, no co
to wiecie.. - kulinarnym
oddałem się zachwytom -
tak przy stole, jak i na
wieczornym spacerze po
starym Poznaniu. Rynek piękny,
Ratusz i Dom Wagi pięknie
odnowione, wokół
fontanny powstają, a co
brama i zaułek - knajpek,
pubów, kawiarenek moc
niesłychana. Ceny miłe
kieszeni, stąd młodych
par wiele i grup
akademickich mrowie.
Zresztą wystarczy wsiąść
do taksówki - a po
dojechaniu miły kierowca
zaczyna wydawać resztę
od 50 groszy - w Warszawie
nie do pomyślenia.
Niedługo święto
Poznania - święty
Marcin, kiedy wszyscy
rogalami z białym makiem
zażerają się. Jest taka
cukiernia przy Rynku Jeżyckim
(od strony ul.
Kraszewskiego, gdzie te
rogale "marcińskie"
cały rok kupić można.
Dosłodziłem się na rok
cały. Niby taki
zasadniczy ten Poznań, a
sercu miły i zawsze mnie
czymś zaskoczy. Buźka -
miła Krysiu, Kasiu i
Krysiu (ha!) - za czas
jakiś wracam (odchudzony)
- zobaczymy co dalej..
zgotujecie.
Wybory
- jak zwykle pobudzają
mnie do śmiechu - kiedy
już nie ma 99,6 % głosujących,
to nijak nie można
policzyć, ile ludzi
przyszło. Komputerów
nakupiono, monitory czarne
jednak, klawiatury nietknięte,
bo jak się okazało
system nawalił. No właśnie
jak tyle kosztował (24
miliony) to musiał -
przecież kasę liczyli i
nie mogli naprawiać. Jak
się dowiadujemy to system
się zakleszczył bo
system Prokomu chiał połknąć
system małej firmy z Łodzi
i nie dal rady. Już w
Biblii podobno pisali jak
duży pośliznął się na
..kamyku. Liczono
tradycyjnie "na
piechotę" - a jedna
Pani nawet miała
kalkulator co pokazali w
telewizji. I Pan
prezydent, też był
zdenerwowany. We wtorek
zastanawiano się czy nie
zastosować systemu
awaryjnego - tj dostarczać
przez posłańców
dyskietki. Mogli się zwrócić
do kogokolwiek, poza super
fachowcami. Oni wymyślili
sieć, co nie działa, a o
poczcie elektronicznej -
nie słyszeli. Sam bym
lepszą bazę danych zrobił
- ze szwagrem ma się
rozumieć.
Zgodnie z moimi (!!!)
przewidywaniami Pan Kaczyński
Lech z Sopotu zostaje
przezydentem Warszawy.
Napisałem niżej 5 października
.."Prorokuję,
że do wyborów pójdzie ok. 40 % elektoratu. W Warszawie wygra
Pan Kaczyński.."
No
czeka nas jeszcze druga
tura, bo Panu Lechowi
zbrakło 2500 głosów i
spotka się z Markiem
Balickim kandydatem SLD,
co nie jest członkiem tej
partii. Przepadl niestety
Pan Olechowski, ale
jeszcze ruch 50-ciu założy.
Jak napisała jedna gazeta
- 10 lipca dogrywka, ale
czemu zatem taki pośpiech
- jeszcze do lata starzy
porządzą - jakiś most
oddadzą, czy tunel w
stanie przedzawałowym,
oczywiście, bo czas będzie
po temu. Ale jeśli to miał
być listopad to Przyjdzie
Prawo i Sprawiedliwość i
aj, waj... dosłownie???
Po
powrocie z wojaży
odwiedzilem Bank mój
kochany co zaręcza, że
1,5 % nalicza od oszczędności,
a jak nie nalicza to
dlatego, że ich brak,
albo krótko leżą.
Zaoferowano mi nowy rodzaj
konta, stopień wyżej niż
moje, ale za to z
ubezpieczeniem i nieco
tylko większą opłatą
za obsługę.
Ubezpieczenie na
wypadek... będzie wypełnione
i wypłacone jeśli
uszczerbek na zdrowiu
przekroczy 50% . Czyli jak
urwie pół faceta to już.
Tylko czy to jeszcze będzie
facet czy pół? Ale
trzeba jeszcze spełnić
20 warunków, bo inaczej
nie dadzą ani dudu. Miła
pani z okienka namawiała
mnie kika minut, było
bardzo przyjemnie, jednak
nie słuchałem z należyta
uwagą, bo ten warkocz
jakoś mnie rozpraszał.
Poprosiłem zatem o małą
instrukcję do domu, ale
nie miała, a taki wielki
karton z wszystkimi
warunkami które mi coś
tm polepszą, dają
dopiero po podpisaniu
zagody na nowe konto. Jakoś
nie miałem serca prosić
o spotkanie wieczorem,
celem szczegółowych wyjaśnień
oczywiście, musiała by
pewnie wziąść ten
wielki karton z
instrukcjami ze sobą, a
kobiety oszczędzać należy
- nawet w banku. Postanowiłem
sprawdzić w internecie, a
tam pisze = cytuję:
"Eurokonto Plus to bogatsza opcja niż Eurokonto Plus".
I wszystko jasne.
W
poniedziałek wycieczka z
piąta klasą na Stare Powązki.
Dzieci słuchały w miarę
uważnie, kopały się nieśpiesznie,
czapki zrywały sobie
tylko na przystanku. Pani
przewodniczka mówiła
ciekawie, pokazywała
odnowione pomniki i groby.
Zadając dzieciom pytanie
o rodzaje wiary, nie
omieszkała poinformować
naszych milusińskich, że
Żydzi aby dostąpić
zaszczytu pochowania na
Powązkach zmianiali wiarę.
Ale najpierw na
protestantyzm, a potem na
katolicką wiarę, co dawało
im dostęp do władzy,
pieniędzy i .. Powązek.
Jakoś małe
zainteresowanie wzbudziła
ta historia, dzieci szybko
zapomną, albo ...już
zapamiętają o tym jak
chronić nasze narodowe...
groby. |
|
22 październik
wtorek
2002
|
|
Dziś
na Starym Mieście dzień prawie wiosenny, ciepło przejściowe
niestety. Spacerowicze uśmiechnięci, bez czapek i szalików.
Wycieczek: wielkie, duże mnóstwo. Młody człowiek z Izraela
pokazywał kolegom, dziwny banknot 500 zł. - jaki otrzymał - mam
nadzieję, że nie jako resztę. Dawny "brudas" jeszcze
w oszukańczym obiegu?
Ja też już niestety jako spacerowicz - stoisko już nie działa
- przerwa wakcyjna (a co?) na opady i śnieżyce listopadowe. Może
w tygodniu przedświątecznym (Boże Narodzenie) przy sprzyjającej
pogodzie - zaproponuję moim klientom jakieś prezenty książkowe.
Na utrapienie dzieci, dla znajomych do wypełniania regału "kryształowego",
a najczęściej dla własnej przyjemności nabywcy, kiedy to pod
pozorem Świąt może się czasem szarpnąć na intelektualny
wydatek.
Pożegnania jesienne nie tylko w piosence, nie tylko na Starym Mieście.
Pożegnałem wczoraj z żalem samochodzik, o którym z taką
sympatią pisałem w miesiącach wakacyjnych. Ubezpieczenie orzekło,
że uszkodzenie pojazdu spowodowało utratę jego wartości do
poziomu - nie remontowego. Czyli kasacja. Synek nocą został
najechany blisko stadionu "Polonii" i brzdęk - poszedł
lewy przód, zawieszenie i co tam było do łamania, prowadzący
bez szwanku na szczęście. Kobietka, autkiem Toyota Corolla
proponowała jakieś porozumienie finansowe, ale młody kierowca
zdecydował, że jako najechany niesłusznie - odda się w ręce
sprawiedliwości. Pewnie poczekamy dłuuugo. Niby stara ta Astra
była, niby nie wyścigowa, ale szkoda. Odwróciłem się, żeby
nie patrzeć jak bidulę na lawetę wciągają. Nauczyła mnie
trochę jazdy.
Nic to. Kupię na wiosnę jakieś "4 kółka". Już
niestety zdążyłem połknąć tan motoryzacyjny bakcyl. Tą złudną
wolność przemierzania przestrzeni. Ufff. I nie dam nikomu - sam
do rowu wjadę.
Wybory,
wybory - cóż za piękny festiwal - ile miłego sercu bałwaństwa,
ile uciechy.
Najbardziej bawią mnie deklaracje i zdjęcia jakie kandydaci na
radnych umieszczają na swoich ulotkach i plakatach. Wszyscy
nieodmiennie kochają swoją Stolicę przez duże "S" oczywiście.
Hasła piękne i dęte nie będę cytował, bo wstyd. Cieszy mnie
za to piękne słowo pożądek - TAK - przez "z" z kropką
pisane, - "chciałobym" i inne takie. Równie
wspaniałe wrażenie sprawiają zdjęcia kandydatów
- jeden ma typowe objawy żółtaczki, - twarz spocona albo tłusta
tak na żółto błyszczy i do tego krawat żółty na słoneczkowym
tle. Na innym zdjęciu kandydat tak tajemniczy, że prawie wcale
go nie widać - w głębokiej mgle nieostrego ujęcia. Na jeszcze
innym zdjęciu kandydująca radna z byłym marszałkiem Sejmu (tak
widnieje w podpisie) bo twarzy nie widać - całe w blasku - lampy
błyskowej. Wnioskuję z tego, że do ostatniej chwili kandydaci
nie wiedzieli, że będą kandydować, stąd te pośpieszne
wyczyny ortograficzno - ujęciowe. Jednego pana było mi żal.
Pisałem o nim już niżej - że obiecuje mieszkania - teraz
pozrywano jego plakaciki, ale tak nie do końca - tylko, żeby
widać było tą dezaprobatę. No i ktoś jeszcze napisał mu na
czole LELENO ?? Co to znaczy nikt nie wie. Jak wie niech szybko
napisze.
Zawsze
miałem takie szczęście, że jak były największe demonstracje,
strajki itp. zawieruchy - byłem gdzieś poza Warszawą. Teraz
wybieram się do Poznania na dni kilka więc rodzinę strofuję,
znajomych ostrzegam - najlepiej wolniej, dalej, ciszej - aby do
wyborów. Co do frekwencji - nadal jestem przekonany, że jeszcze
kandydatów na prezydencki, stołeczny stołek - skreślać będziemy,
ale już na radnych - to komu się będzie chciało - wiadomo, że
pierwsi z początku listy wejdą. Tak nam przynajmniej jedna Pani
radna tłumaczyła w niedzielę. Ale czy ona się zna jak tyle lat
jest już radną? Bezradną ...kobietką tylko... |
|
18 październik
piątek
2002
|
|
Tylko
2 dni "oficjalnej" pracy przede mną, a ile realnej -
niebo jutro pokaże. Na niedzielę zapowiadają opady ciągłe (może
deszcz ze śniegiem nawet, w sobotę do południa jeszcze bez
deszczu potem przechodzi front). Tyle prognoza. A
rzeczywistość - skrzeczy.
Od polityki uwolnić się nie sposób, bo na poziomie mojej
percepcji słowno-muzycznej tylko o polityce (w kontekście wyborów)
rozmowy się toczą. Wiatry nachalne, a ludzie namolne z tym
gadaniem. Wziąłby tak jeden drugim Goldinga, czy dla rozluźnienia
nawet słownik szwedzko-polski, a tu nic tylko na ścianie czytają
kto gdzie partyjny i jaki komitet go popiera. Najczęściej własny.
A z przynależnością też dziwnie. Kandydat SLD i UP na
Prezydenta Warszawy - bezpartyjny, kandydat Ligi Polskich Rodzin -
też nie należy. Wstydzą się czy co? Za mało mam oczywiście
wiedzy na ten temat, ale jak pamiętam ze żłobka (ochronki u
ciotki) to Prezydent Bierut też był bezpartyjny. Oczywiście nie
porównuję postaci tylko zbieg okoliczności. Bierut zasłużył
się dla sąsiadów, nasi dla naszych. Komitet Pani P. popiera
Panią P. i to rozumiem. A kto popiera Waldemara F. - nie napisali
- pewnie krasnoludki w czapeczkach pomarańczowych. Ludzie moje
kochane, taką wiedzę jaką mam na ulicznym uniwersytecie to
nawet w Sejmie nie uświadczysz. Jednej Pani z plakatu dziadek to
zakładał w gettcie studia medyczne, ale to nieprawda, bo inny
zakładał i była afera. Inny Pan z Plakatu chce dawać wszystkim
mieszkania, a lokale już dawał na sklepy, ale nie wszystkim bo
nie byli zaprzyjaźnieni. Jeszcze inny miał matkę, co odeszła
od ojca i potem on ożenił się po raz drugi, a teraz katolik z
komunisty. Normalne. Ale po co ja mam tego słuchać na poważnie,
przecież bym umarł ze zgryzoty. Ale to cytaty autentyczne tylko
z dzisiejszego piątku.
Na zakończenie cytowania klientów - raczej niedoszłych -
rozmowa dorastających panienek na wycieczce w Warszawie (15-16
lat).
- Zoba - słownik
- Jaki?
- Łaciński
- Nie znam! Coś jak ruski?
Od
polityki uciec się nie da, bo żaden kabaret nie wpadł by na to,
jaki cyrk z Sejmu można zrobić. Czyż badań jakiś nie
prowadzi się, choćby co do ogólnej psychicznej kondycji. Były
szpitale rządowe, przychodnie sejmowe, lekarze wszystkich
specjalności, a tu berek kucany, podchody, dwa ognie i tym
podobne gry i zabawy Sejmu polskiego. Nie będę opisywał tego co
każdy w telewizorze zobaczy jeszcze 20 razy. W każdym razie moja
prognoza z dołu strony o frekwencji wyborczej co raz bardziej
prawdopodobna. W ciemno wybierać nikt nie będzie, więc lepiej z
Panią bliską ciału i koszuli na spacer się udać, urny
wszelkie omijając.
Informacje
o kandydatach czerpię tylko z plakatów na ulicy. Na próżno
przeszukuję strony internetowe. Nawet na oficjalnej stronie Państwowej
Komisji Wyborczej http://pkw.gov.pl/
kandydatów znaleźć nie można. Na
stronie http://www.wybory2002.pl/kandydaci.html
wymieniono 2 panów (jeden z
Krakowa, drugi z Poznania). Nic nie rozumiem, może to tajne albo
lokalne. Na stronie Ligi Polskich Rodzin http://ww2.lpr.pl/
jest zdjęcie ...samochodu (Forda Transita) który ma podobno
rejestrację "UE NIE" . Wydział Komunikacji pewnie głęboko
przemyślał tę propozycję tygodnika "Nie" aby tak go
podstępnie zareklamować w tej Lidze Rodzin Polskich. Tylko p.
Urban ma Jerzy na imię, a nie Edward.
Ponieważ
można pozdrawiać przez telewizję np. blokując mównicę sejmową
- to ja też, ale na własnej stronie i na własną odpowiedzialność.
- Dominikę (chwilowo) z Krakowa, co się tam dobrze chowa.
- Panią co nie przyszła po słownik szwedzki - jest - czeka w
magazynie na lepsze czasy.
- Panią co zamawiała Estraichera - nie ma.
- Krysię co robi za słoneczko biblioteczne - teraz wiem czemu
tak mi czasem karki żółkną.
- Pana aktora co on już wie, co szuka kryminałów na
scenariusz filmowy - nie ma i nie będzie.
- W Poznaniu pozdrawiam Grunwaldzką, Szczęsną i nieobecnych tam
przynależnych - oni/one już wiedzą o co chodzi. Przyjadę to się
policzymy - na uśmiechy. Kto więcej.
- aptekę w Essen też polecam - w drodze do Francji na przykład.
Muzyki Mozarta można tam posłuchać i w znajomym języku, a piękną
kierowniczkę pozdrawiam szczególnie z wanny, gdzie kąpiele
braliśmy wspólne. Niestety miałem wtedy chyba 4 lata i
niezwykle małą wyporność.
- Na koniec pozdrawiam moich staromiejskich rozmówców, bo do
wyborów zawieszam działalność wzorując się na Sejmie. On może
się chociaż rozwiązać, ja tylko mogę pomarzyć o jakiejś małej
rozwiązłości (głównie w rejonie - sznurowadeł). |
|
13 październik
niedziela
2002
|
|
Dziś
13-ty podobno dzień feralny, ale nie piątek tylko niedziela, więc...
Pogoda
pod psem bo deszcz ze śniegiem (pierwszy tej jesieni), ale jednak
jakby cieplej niż wczoraj. W sobotę nie padało, za to wiało
okrutnie. Na Starówce tylko ja z książkami, obwarzanki,
obwarzanki - niestrudzone, jedna kwiaciarka i na środku Rynku (w
kożuchach) pamiątki warszawskie dla wycieczek. Jak sympatycznie poinformowała
Pani Trzaskalska w najlepszej prognozie telewizyjnej (Puls) przy
tym wietrze temperatura odczuwalna mogła wynieść -100 C.
No więc po 16 już się poddałem i do domu - brrrrrr.
Właśnie
na rogu Zapiecka i Świętojańskiej powieszono wielką białą
tablicę do naklejania ogłoszeń (fachowcy i tak wywiercili
dziury po uważaniu - omijając zeszłoroczne). A tam ogrom
komitetów - jak mi zwróciła uwagę starsza Pani - nawet
Antyklerykalny nazywa się - "Racja". Jak się okazuje -
moi rozmówcy zupełnie nie interesują się kandydatami na
radnych, a głownie śledzą kto kandyduje na Prezydenta Warszawy.
W rankingach narożnych - prowadzą Kaczyński i Olechowski.
Pewien "polityk" emerytowany twierdzi, że SLD oddaje
fotel bo nie może popierać Platformy Obywatelskiej oficjalnie, a
dotychczasowa współpraca z Prezydentami PO wymaga pewnej
delikatności i tu na jednego Pana liczyć można, bo drugi
wygrzebie zaraz jakieś dziwactwa. Ja tam się na tych meandrach
nie wyznaję, a nawet nie bardzo chcę posiadać jakąkolwiek
wiedzę zbędną, zresztą większość tubylców też nie
wie o co chodzi skoro obecnie - cytuję: Warszawa jest związkiem komunalnym jedenastu gmin, a największa z nich - gmina Centrum - jest podzielona na siedem dzielnic. W stolicy działają rady miasta i powiatu, rady gmin, dzielnic i sejmik wojewódzki.
No i bądź tu mądry. Teraz Warszawa ma być jedną gminą na
prawach powiatu, podzieloną na 17 dzielnic. Czyli z 5 szczebli
samorządu ostaną się dwa z b. silną pozycją Prezydenta
(zlikwidowany będzie urząd starosty i rada powiatu).
Wydawało mi się , że Prezydent i teraz miał co nieco do
gadania skoro nakrzyczał na Naczelny Sąd Administracyjny, że na
mostach się nie zna i most Siekierkowski nieco bezprawnie otworzył,
co spowodowało gigantyczne korki przez dni parę, bo dojazdy i
odjazdy ...w budowie. Jeszcze jacyś tam w rurę zaglądają pod
mostem, a ona zapchana, ale co tam - przecież od dawna wiadomo,
że nie ma takiej rury, której się nie da odetkać. Jedno przy
okazji mnie dziwi, skąd ludzie plotą (mają takie przecieki?) ,
ze przy okazji mostu, sporo kasy kapnęło komu trzeba. Ale jakoś
nie wierzę, przecież znowu będą się tłumaczyć z oświadczeń
majątkowych, które teraz będziemy wypełniać. Chyba, ze
poddadzą się abolicji podatkowej i bijąc się w piersi oddadzą
ministrowi Kołodce - aż 12 % jako podatek od własnej nieprzemyślanej
zaborczości. Tylko z klękaniem u nas kłopot, taka duma w
narodzie to i spowiadać się pewnie nie zechcą. Dlatego właśnie
minister nasz finansowy konsultuje się z episkopatem, celem
zbadania jak naród w cuda wierzy, bo przyznanie się do
grzechu ten cud prawdopodobnym czyni. Niektórzy biskupi nie wierzą
w finansowe cuda. Łatwiej wino w wodę jednak zmienić niż
odwrotnie. Nie ten kraj, nie ten klimat.
Starówka
jesienią wraca do formy. Turystów już niewielu, więc w końcu
zdjęto na Rynku idiotyczne reklamy lodów i lodówek zasłaniające
3/4 strony Dekerta i kilka kamienic od Wisły. Oburzali się
przybysze, że kamienic nie widać, a tylko dziewuchy ochotnie liżące,
na kilka pięter. Stąd do fotografowania został kawałek
Syrenki, kataryniarz i dorożkarze przy koniach. Zawsze jakaś
tradycja, choć mało architektoniczna. Podobno kasa z reklamy
nielicha, jeno poszła na wewnętrzne sprawy, bo kamienice - bez
zmian - tylko ślady po hakach od rusztowań.
Ogródki piwne nad Wisłą już zamknięte i kieszonkowcy przenieśli
się na Rynek. Zawsze trzech - czterech rozgląda się spode łba
i spod poczty - gdzie jaka wycieczka zmierza. I jako wielbiciele
historycznych wieści wkręcają się w grupę, penetrując japońskie
czy szwedzkie zawiłości językowe. Dobrze widoczni są dla
policji bo zwykle stoją od strony Rynku pod lampą czarną co
kamerę udaje i jeśli tylko, ktoś tam siedzi z drugiej strony
tego drutu to ma ciekawe widoki.
W
Gazecie Wyborczej Stołecznej wyczytałem niedawno, że grajkowie
różni mają otrzymać zgody na swoje produkcje wokalno-muzyczne.
Na 99 % jestem pewien że nikt nie zapyta mieszkańców co o tym sądzą
(jest Stowarzyszenie Mieszkańców i działa), ani kupców
staromiejskich (80 zakładów jest w jednym Stowarzyszeniu na
Starym Mieście). A po co te konsultacje, przecież urząd mieści
się z dala, nic nie słyszy, to i widzieć nie musi. No i kto rozstrzygnie
czy walenie w bębny będzie równoprawne z grą na cichym
instrumencie strunowym?
Mieszańcy nie liczą się, zawsze mogą się wyprowadzić, kupcu
i restauratorzy albo właściciele galerii - morda w kubeł - płacić
i nie gadać - zawsze im czynsz można podnieść, albo rozkazać
przyjąć wycieczkę w malutkim sraczyku. Takie granie ma być na
czterech rogach Rynku i jeszcze w paru miejscach. Dziwne -
Orkiestra z Chmielnej pograła godzinkę i podobno płacić musiała,
a teraz co? Coś mi się widzi, że to kolejna kiełbasa wyborcza.
Zresztą co obiecają powinniśmy notować, bo to i tak tylko dla
miłego wrażenia słuchowego. Jak potem komu wypomnimy, że
obiecał - odpowiedź już znamy - zabrakło funduszy!!!
Koleś jeden uświadamiał mnie właśnie, że czas załatwiania
wszystkiego pozytywnie szybko minie, więc spieszyć się
trzeba. |
|
5 październik
sobota
2002
|
|
Pogoda
pod psem, a nawet dwoma. Oznacza to, że niże, wiatry, opady i
inne przyjemności zapieckowego księgarstwa muszę odłożyć na
lepsze czasy. Pracę mam do 20-tego października, z tego czas spędzony
na Starym Mieście może być nieco ograniczony. Ma to swoje dobre
strony również. Dziś nareszcie przysiadłem trochę nad
poprawkami moich stron staromiejskich = www.stare.miasto.com.
Zlikwidowałem ostatecznie dział aktualności,
skora sam muszę biegać i uprzejmie dopytywać jaka to wystawa w którym
muzeum i od kiedy czynna. Bez przesady powiedział ogrodnik. Muzea
żyją własnym życiem, niektóre galerie też. Jak dojdą do
wniosku, że warto do mnie list posłać o nowej wystawie to im
wklepię ochotniczo. Na razie rzeczy ponadczasowe czyli legendy,
piosenki, poezje - skąd je wziąć? Mam pomysł taki - napiszę
do grupy dyskusyjnej Warszawa, tam życzliwi zawsze coś
podpowiedzą i podeślą. W domu mam trochę
"historycznych" materiałów, jak choćby śpiewniki z
wczesnych lat 50-tych. Prawda czasu, prawda ekranu - czyta się te
teksty jako prekursorskie dla współczesnych "wszystko-wiedzących"
i coś w tym jest. Jakaś wspólna nuta się przewija. Już wiem,
to teksty dla mas ciemnych, które zwalnia się od myślenia
wskazując im jedynie słuszną drogę. I nie ma tu znaczenia czy
to głos jedynej "naszej-polskiej" radiostacji z
Torunia, czy samoobronionego kandydata na cokolwiek, czy
lewicowego poprawiacza finansów. Wszystko to tylko maska i ułuda,
co jak bańka mydlana pęknie.
Za trzy tygodnie wybory. Już w tej chwili ruszają orły do boju,
spotykają się tłumaczą i bredzą, bredzą, bredzą. Ciekawe
zestawienia obiecanek - cacanek drukowała niedawno
"Polityka" czy "Gazeta Wyborcza"? W każdym
razie ostatnie to dni starej władzy miejsko- gminnej i właśnie
w tych dniach zapadnie zapewne rekordowa liczba wspaniałych
postanowień i decyzji, które jak zwykle uprzyjemnią nam życie,
usprawnią, poprawią, będą służyć jeszcze następnym
pokoleniom - a w czym? W spłacaniu długów jak zwykle. I jak
zwykle nowi, wspaniali kandydaci, gdy już zasiądą na stołkach
i w gabinetach - odetną się, poprawią i usprawnią i nową wizję
nam zaprezentują. Duuuużym szacunkiem darząc te dążenia -
rozważam poważnie - nie uczestniczenie w kolejnej ortograficznej
próbie z licznym Ż i Ó zamknięte. Próby na losowej grupie
wskazują, że wielu ma ... co innego do roboty niż chodzenie na
wybory. Z takimi konkluzjami wpadają do mnie mili sąsiedzi
staromiejscy i to zarówno prężni przedsiębiorcy (broniący się
skutecznie przed wszelką pomocą państwa dla małych i średnich
inicjatyw) jak też wolni i swobodni emeryci, czy wesołe
rencistki - broniący się także przed kolejnymi podwyżkami
świadczeń emerytalno - rentowych. Ha czy Cha-cha - ile jeszcze
to wspaniałe Państwo zechce dla nas zrobić? Przecież już wyraźnie
nie daje rady osiągając zadłużenie wewnętrzne równe połowie
produktu krajowego brutto. Gdzieś to przeczytałem i cytuję bo
sam tak mądrego zdania nigdy bym nie wymyślił i całe szczęście,
że nie rozumiem, bo może trzeba by ...emigrować?
Konkludując,
pokaszlując - kobietki po 60-tce stawiają (w Warszawie) na Pana
Kaczyńskiego, co to już sprawiedliwie i do odwołania nam
ministrował. Jeszcze inne mówią że wcale nie pójdą, bo
Olechowski chce być prezydentem kraju, nie Warszawy i gdzieś
musi przeczekać. Jakoś nikt nie chwalił przedstawiciela SLD czy
Unii (Bujak), bo pierwszy i drugi sympatyczni, ale jakoś do tej
pory specjalnie nie zaistnieli w świadomości moich rozmówców.
Ostatni wywiad prasowy Bujaka całkiem ciekawy - pytam się po raz
50-ty - dlaczego mechanik samochodowy co się golić nie lubi,
musi prowadzić Unię w granice błędu statystycznego? A Pan B.
co celnikami zawiadywał, może mógłby ustalić jakieś nowe
granice ...rozsądku. Ano widać tak być musi w partyjce, którą
kiedyś szczerym darzyłem szacunkiem, znając tam wielu mądrych
i światłych ludzi - tylko - znów się pytam - kto tam światło
wyłączył?
Prorokuję,
że do wyborów pójdzie ok. 40 % elektoratu. W Warszawie wygra
Pan Kaczyński, bo jak mawia pewna staromiejska dama, to kaczorowi
i w zimnej wodzie nie brak rezonu. W końcu jesień jakby w pełni.
Jednak jak cyganka wróży, to jeden blondyn namiesza i sądem
zagrozi, co do czasu rozstrzygnięcia przed najwyższym trybunałem,
skutecznie na śmiech nas wystawi.
Póki
co zabytki pod młotek, trawniki i parki krajobrazowe pod osiedla,
tylko ze sraczykami nadal nic zrobić się nie da. Uwaga obywatelu
inwestorze! Dziś i jutro załatwisz szybko i mniejszym niż
zwykle nakładem sił i środków. To dni ostatnie i mimo, że
niektórym Panom podziękujemy - jak pisała Gazeta, to nie odejdą
oni w smutku i żałobie, albowiem satysfakcja i duma będzie ich
udziałem. I żony się ucieszą, i ciotki, i wujaszek (bo na ich
konto się przepisze nieco), jeno dziateczki jakby mniej radosne,
bo do lepszych szkół chodzić każą. No ale samochodzikiem się
nagrodzi i gówniarz nie będzie marudził. Potem dla prasy co węszy,
pokaże się obraz po babci, co znajomy wyceni tak wysoko, że już
wiadomo, że majątek to rodzinne dobra i urząd tylko powołaniem
naszym był i posłannictwem. Amen. Inwestorów szkolić nie
trzeba, sami wszystko wiedzą lepiej, powoli już obłaskawiają
kandydatów, bo jak taki wejdzie, to coś tam przejdzie - dla
dobra i na chwałę ma się rozumieć. Ale to nowa droga i może
być trudniejsza.
Na
szczęście z korupcją przyjmą nas do Unii, bo dodatkowych parę
groszy zawsze się przyda. Zadziwił mnie ostatnio młody człowiek,
który opowiada jak to go "kanar" w autobusie, bez
biletu nakrył. Dokumentów brak, biletu brak - powstaje pytanie -
ILE? Nie, nie żaden mandat, kara, czy upomnienie, albo reprymenda
jaka. Tylko pytanie kontroler zadaje - ILE MASZ? Dychę, mówi
synek młody (10 złotych - w tłumaczeniu). Dawaj i pryskaj.
Jednak mnie zatkało.
Tak mało? Deprymująca deprecjacja. Życzliwi dla młodzieży,
czy konkurencja tak duża? Nie rozumiem. Ale nie ja jeden.
Poza
rankingiem politycznych wyścigowców na stolec (fotel, tron itp.)
burmistrza, czy prezydenta, mam ja swój osobisty ranking
instytucji pseudo - mundurowych, co o stan większego rozśmieszenia
nas wszystkich walczą dosyć skutecznie.
Bezapelacyjnie pierwsze miejsce w stołecznym rankingu zajmują służby
WAPARKU, co od miasta w prezencie dostali tak znaczne tereny, że
musza własne procedury ustalać i dochodzenia prowadzić względem
krnąbrnych i opornych obywateli. Przebojem sezonu są nowe
zezwolenia na parkowanie dla inwalidów. Osobniki te, nie dość,
ze schorowane, to jeszcze jeździć chcą i zatrzymywać w
miejscach różnych. Pokazano mi pasek papieru z wydrukiem tej
parkomatowej firmy - który stanowi podpowiedź dla petenta
niesprawnego - jakie dokumenty ma przygotować do rozważenia.
Dochodzenie jest ścisłe i żadne schorzenie obadane przez inne
komisje nie może być pominięte, a ściśle udokumentowane i
potwierdzone. To mało. Jeden z warunków jest taki. Jeśli małżonek/ka
inwalidy ubiegającego się (o tekturkę na parkowanie) nie jest
inwalidą, a jest współwłaścicielem samochodu to trzeba
dostarczyć - ŚWIADECTWO ŚLUBU. Paranoja w postaci czystej.
Tylko w naszym kraju parkingowy stróż pyta (instytucjonalnie) -
czy to legalna ta kobita, co obok kierowcy pasem przypięta. No, a
jak po 30-tu latach szczęśliwego pożycia, gdzieś taki akt ważny
zaginie, to co robić? Jest wyjście. Rozwieść się, zacząć
nowe życie i hopsa-sa, i hopsa-sa. |
|
do góry, do
góry...
|