listopad 2003 

      data 

                                              dziennikczylinocnik               
24 listopada
2003
poniedziałek

Siedzę nad atlasem Polski i co chwilę szukam innej miejscowości szykując krótkie opisy dojazdowe. A wszystko to na stronach www.123noclegi.info i dwóch innych podobnych, bo taki czas nastał na poprawki i uzupełnienia szczególnie po targach turystycznych w Poznaniu. Przyjemnie było (nawet bardzo momentami), ale się skończyło, a teraz czarna, codzienna robota. Zastanawiałem się nad nazwami niektórych miejscowości - szczególnie w Wielkopolsce np. Białośliwie czy Śmieszkowo; i piękno przyrody, i humor na codzień. Są też cudowne nazwy do ćwiczeń wymowy szczególnie dla obcokrajowców np. Chrzypsko, Mościszki albo jakże piękne Łężeczki.
Słuchając ostatnio wymowy jednego z Panów w telewizji i na żywo, dochodzę do wniosku, że język trzeba ćwiczyć tak jak Pani od logopedii każe - najlepiej przed lustrem, a nie przed Komisją Śledczą. Mąż stanu, a wymowa taka, jaki zasób słów. Trzaski ani Everta przy tym nie było, że o Michalskim nie wspomę, ale patrząc na skronie i twarz dojrzałą powiedzieć trzeba, że był czas walki i pracy, a nie rozmowy czy wymowy z "tom logopedom". Skoro już wspominam ulubiony serial uświadomionych mas politycznych, to dlatego, że nadano zapewne jeden z ostatnich docinków, przepraszam - odcinków. Pani minister, piękna i hoża (ach ta linia nóg.. że tu poprzestanę..) już bez migreny ze swadą i werwą zwróciła uwagę tym co nie wiedzą, gdzie ich miejsce w szeregu i poziomie. Z dystynkcją, dyskretną i aluzyjną puentą oraz z użyciem właściwych akcentów - zakończyła wielokrotnie powtarzane zeznania. Można było odnieść wrażenie że zamaszysty podpis wieńczy dzieło. Jednak wiadomo, że nie wszyscy mogli zrozumieć, że nie do wszystkich dotarło i że niektórzy nadal będą uparcie wiercić i pytać jeszcze i jeszcze. Perły wymowy i erudycji wobec jakiejś poprawki która nie stanęła "na rządzie". Już niech lepiej zakończy się ten spektakl skoro i tak wyjaśnia się tylko tzw. proces legislacyjny, który nikogo nie obchodzi, a nie jak to było z tymi 17-toma milionami dolarów (to dopiero zapiera dech maluczkim). Kraj mamy zatem spokojny skoro częściej się u nas pierze pieniądze jak pyski jakieś. Żadne procesy legislacyjne nam niestraszne skoro i inne procesy (może poza trawiennymi) tylko dzieciństwem jakim się jawią, bo po to się w końcu prawo się tworzy, żeby człowiek zarobił. Tak jest na ogół, że zarabia mało, a średnia krajowa wysoka. To jest ten właśnie "upiór dzienny" (od pralni oczywiście) który wchodzi w ogół obrotu kasy i stąd ta średnia krajowa wysoka choć niedowarzona. Ja tu o pieniądzach zamiast trzymać się kobiet bo bez nich życia nie ma. Skoro o Komisji sławnej wielce wspomniałem to i o wystąpieniu jakże ciekawym, a uciesznym wielce zapomnieć się nie da. Dziwić się uczuciom wielkim nie wypada, ale skoro Pani poseł publicznie i wobec.. oświadcza że z Prezydentem zatańczy, to albo taneczny dar posiada albo ..serce nie sługa. Rozumiem tą determinację skoro prokurator jakiś uparty głosy wyborców liczy i na poselski immunitet nastaje. Jeszcze dziś tylko ten walc ...ambarassss.

Nowa gazeta się pojawiła - FAKT się nazywa. Faktycznie fakt to wzięty z akt policyjnych głównie, bo mord na mordzie i na twarzy się piętnem odciska. Gwałt i zabójstwo w każdym tytule nawet jak tylko zabili go i uciekł. Może znów jakiś numer mi wpadł taki morderczy, w każdym razie 1 zł kosztuje i naród kupuje bo tanio. Wiadomo że największy mord na narodzie to że Bruksela nas bodzie, a przez tę Unię to wszystko zdrożeje i koniec. Jak na razie Unii żadnej bać się nie zamierzam skoro nasi już zadbali o ceny zboża i chleba odpowiednim spekulacyjnym "przewałem" prawnym, o ceny przewozów pustymi wagonami, czy też ceny benzynki z dodatkiem roślin uznanych za mało pastewne. Zobaczymy w styczniu ile nam doleją komponentów prawno-oleistych bo i na drogi dodatek do rzepaku dojdzie. Czy nie lepiej już stosować dopłaty do rzepaku tak jak do zboża. Ci co mają zarobić zarobią, samochody jeszcze pojeżdżą, a minister Pol i tak poparcia nie straci (bo już ma na poziomie poniżej wejścia do Sejmu). 

Pogoda piękna, wiosenna. Na koniec listopada kwiat kwitnie znowu, tak więc może czas na kochanie jakie skoro przyroda nas mami. Zawsze to lepsze niż polityczne gadanie, bo choć nieskładne i niewyraźne, ale smutne i nudne. Niech żyje kto uśmiechu nie stracił, a Ty no wiesz .. przeczytaj ulotkę, albo skontaktuj się z lekarzem, albo farmaceutą.

11 listopada
2003
wtorek

Dziś wróciłem z wojaży rodzinnych czyli wsi Niewodna w gminie Wiśniowa. 4 godziny zajął mi powrót, choć jadąc w sobotę z Warszawy do Rzeszowa towarzyszyła mi mgła przez prawie całą drogę i wyszło sporo dłużej. Średnia przyjemność. Jeszcze gorsza jest tylko jazda wśród nocnej gęstej mgły po drogach uznanych za lokalne - bez oznakowań białymi liniami. Miałem też wątpliwą przyjemność zapoznać się z lokalną służba zdrowia w ramach oszczędności na pacjentach, czyli dowiedziałem się jak mniej więcej w praktyce realizuje się reformę w tym resorcie. Ledwo dojechałem na miejsce, okazało się że ukochana babcia Stefania doznała niewielkiego wylewu, który spowodował częściowy paraliż lewej strony ciała. Ponieważ powiatowy szpital (wzór opieki nad pacjentem - bo nawet mnie na korytarzu pytano w czym mogą pomóc) w Strzyżowie nie dysponował tomografem - skierowano babcię moich dzieci do szpitala w Rzeszowie. Tam już w drugim szpitalu (chyba więcej nie ma) poproszono panią neurolog o dokonanie badania przywiezionej pacjentki. Pani badawczo popukała w kolano, pomachała palcem przed nosem i dowiedziawszy się że 20 lat temu była podobna historia - orzekła że to stare sprawy się odzywają. Oczywiście o żadnym tomograficznym badaniu mózgu nie było mowy. Na pytania rodziny co z tym badaniem dowiedzieliśmy się po 2 godzinach oczekiwania, że się zawiesił (tomograf komputerowy oczywiście). Dyżurny lekarz izby przyjęć nie mając żadnych wskazań, kazał biedną babcię zabrać do domu, no bo w końcu 70-tka już za nią. Dopiero na kategoryczne żądanie jednej z córek - zrobiono badanie - pewnie sprzęt już odwiesił się zupełnie. No i co - nic - czekamy dalej bo odczyty robi się w nagłych przypadkach, a ten jakby nie nagły.. W końcu ubłagana pani neurolog (z drugiej zmiany) poszła po wynik badania, a jaki - dowiedzieliśmy się dopiero nazajutrz. Za to po tym odczycie ruch zrobił się niemożliwy i  usłyszeliśmy decyzję szybką - Pani Stefania do zapisu.  Na nic się zdały wcześniejsze błagania i prośby - decyzja lekarza z izby przyjęć była zawsze ta sama - do domu. Cudem wyszło na nasze, no a jak by tak babcinkę zabrać i zostawić w domu bez leków, kroplówek itp. Ale szpital zaoszczędził by może i w końcu bronić się musi przed napływem nachalnych pacjentów. Spędziliśmy na tych szpitalnych przepychankach ok. 7 godzin i zrozumieliśmy nareszcie co to ta reforma - bowiem mieliśmy do czynienia z ludźmi przeszkolonymi w jej realizacji. Od szpitali i świadczeń won - składki płać, a jak wiek osiągniesz słuszny - białe prześcieradło i kierunek ...wiadomy.
Jesień życia, jak i w przyrodzie tylko chwilę kolorowe liście niesie, potem już tylko długa biała perspektywa. Aby całkiem nie popaść w smutek - stwierdzić trzeba, że mimo świąt wielu, babcią zajęto się solidnie, z rehabilitacją natychmiastową włącznie. Jest nadzieja, ze wszystko ustąpi bo tak ma być psiakrew i już.  

Co do innych reform nie będę się wypowiadał dziś w Dzień Niepodległości - nie wypada. Jednak jeżdżąc wiele i tankując - jedno bym zreformował - żebractwo ustępowe na stacjach Petrochemii Płockiej. Na stacjach Orlenu, Shella, Statoil, i kilku innych można wpaść biegiem prawie i nikt nie zatrzyma,  spragnionego ustronnej intymności. A tu w jednej "Płockiej" stacji napis że WC kosztuje złotówkę, a klucz obok (w kasie), a w drugiej na przykład na trasie Rzeszów - Warszawa zamontowano automaty. Wrzucisz 50 gr. (taniość widzę taniość) i po przekręceniu mechanizmu wpadasz do upragnionego przybytku, a jak nie masz tych 50 gr. (na ogół) to najpierw idziesz rozmienić (oczywiście z miną taką, że przegryzienie gardła - tylko pieszczotą swawolną się jawi). No więc jak to jest Petrochemio nędzna, wszędzie darmo, a u was płacić trzeba i to jeszcze sedesy wiązane sznurkiem albo zapchane solidnie i na amen.

Coś mi się widzi, że te dwa przyziemne przykłady naszych codziennych zmagań w ujęciu szerszym nie otwierają nam wrót do Unii. Nie bez powodu dano nam do myślenia (?) , a właściwe do wykonania tyle wytycznych, ze na parę krajów kandydackich wystarczy. A my cóż jak zwykle - pieniądze tak oczywiście wziąść trzeba, a że tam jakiś system nie działa, czyli krótko mówiąc kibel zapchany - nic to. Na niepodległość wybiliśmy się to i na Unię się "wypniemy". A tak na ogół wszyscy zdrowi tylko Pani mister ból głowy odczuwa na komisję do spraw niejakiego R. popatrując. Jedyna pociecha, że pierwsza dama Komisji z lepperowego nadania masarskiego z Prezydentem nie zatańczy. A już rączki pulchne zacierać zaczęli jak to można będzie podchwytliwie i czujnie się wykazać przed rechocącą publiką. No i w końcu trzeba było dać Panie Michnik te dolary - przynajmniej wiadomo by było kto to, ta grupa trzymająca władzę - i tak by się pożarli i wsypali nawzajem. 
A w jakiej ja jestem grupie - chyba trzymającej szmatę, albo szczotę, bo w domu sprzątać każą, a i w pracy też zamiatam. Koleżanka moja miła jest w grupie trzymającej skaner (ma taką pracę że skanuje) i do tej grupy właśnie w mieście słynnym Poznaniu zadzwoniła Pani z Warszawy i pyta - A gdzie leży ten Poznań? Z jakiej grupy była - sądząc po celnym pytaniu - to z tej bardzo ważnej. Bo przecież każdy wie, że Poznań leży przed Przemyślem przynajmniej alfabetycznie. 
Przemyślcie to, no Wy tam,  w tej grupie - co to wie już wszystko, a właściwie ma wszystko ... w duuużym poważaniu też. 

3
listopada 2003
poniedziałek

          W ramach korespondencji otrzymanej, o której szeroko się rozpisywałem w zeszłym miesiącu dziś omówimy korespondencję zbędną, ale za to psującą nerwy nieprzystosowanym. Już dwuletnie, ech - roczne nawet - oglądanie wiadomości krajowych doskonale wprowadza nas w rzeczywistość realną, gdzie indziej zwaną absurdem lub abstrakcją. W ramach tej korespondencji zbędnej czytam w piśmie dzisiejszym, tfu! - "zawiadomieniu" Sądu Rejonowego o tym, że za niestawiennictwo w sądzie w charakterze świadka została na mnie nałożona kara pieniężna w kwocie zł 100. Dopiero ktoś w totolotka wygrał 9 milionów (w Tarnowskich Górach), a tu nie tylko nic nie wpływa, a nawet jakby odwrotnie. Czytam zatem, poprzednie pisemko tegoż sądu, które wzywało mnie na rozprawę i co tam widzę? Jest to druk MS/W 5 czyli zawiadomienie pokrzywdzonego o terminie rozprawy, która odbędzie się ...itp. itd. Na dole "onego" zawiadomienia wydrukowano = obecność nieobowiązkowa. Dla tych, którzy jeszcze nie rozwiązali tej zagadki znajdujemy w objaśnieniach na odwrocie zawiadomienia o postanowieniu te słowa; - Sąd zwalnia świadka/biegłego od kary pieniężnej, jeżeli w ciągu tygodnia od zawiadomienia go udowodni, że jego niestawiennictwo było usprawiedliwione (art. 286 kpk). No i jak się obronię, skoro karzą świadka, a ja jestem pokrzywdzony? To proste, jak już leży to mu kopa - pokazywali w telewizji. W tym czasie jako świadek, uczestniczyłem w zupełnie innych wydarzeniach w Poznaniu, ale ich opisywać nie będę, bo zrobiłem to już w zeszłym miesiącu. 
           Drugie pisemko miłe dostałem od firmy, której telefony komórkowe testuję od dawna, płacąc co miesiąc należny haracz. Podpisując umowę nową w lipcu doczytałem się w tym dokumencie, że teraz naliczać mi się będzie opłaty za sekundę każdą, a nie za minutę. Ma to być korzystne, bo po 17 sekundach mam płacić za 17 sekund a nie za minutę. Oczywiście usługa ta jest opodatkowana comiesięczną opłatą, ale jak mówi przysłowie szczęśliwi minut nie liczą, ..tylko sekundy. Oczywiście już we wrześniu (!) dowiedziałem się że umowa - umową, a i tak liczy mi się po staremu. Złożyłem reklamację 6 września i właśnie z datą nadania 21 października (ach już!) dostałem zawiadomienie, że nie można pozytywnie rozpatrzyć mojej prośby bo miałem zła taryfę. Teraz mam dobrą, więc już można, a ponieważ nie mam racji (ale kierując się troską o Klienta) przyznaje mi się dodatkowy pakiet 20 bezpłatnych minut na dwa kolejne okresy rozliczeniowe. 
Morał tu nie widzę żadnego. Może to prąd taki nowy, co w sztuce czas jakiś temu się zaczął i nazywa się konstruktywizm. Wszyscy chodzą wokół, oglądają, cmokają nawet czasem, a nikt nie wie o co chodzi w tych liniach poziomych i pionowych. Coś wyrażają, ale co to tylko artysta wie. 

Życie nasze codzienne przyhamowaliśmy nieco w pierwszych dniach listopada, odwiedzając tych bliskich, którzy już nie są z nami. Odeszli na wieczny odpoczynek i przynajmniej raz do roku o nich myślimy. Jednak tak do końca to nie jest prawdą, bo im jesteśmy starsi, tym częściej kogoś żegnamy i częściej myślimy o naszym odejściu. Odsuwamy tą myśl, licząc choćby kto żył najdłużej w naszej rodzinie i jak nam sporo jeszcze brakuje. Oburzamy się czasem na święta dziwne i bez powagi jak choćby Halloween. Mnie to nie bierze specjalnie, ale i nie przeszkadza. Walka z duchami na wesoło czemu nie - jak ktoś lubi, może tylko za blisko naszych "zaduszek" - i nie było by tzw. świętego oburzenia. 
A propos świąt - kilka dni temu w teleexpresie usłyszałem o święcie spódnicy. Pokazywano Panów w spódnicach i mierzono im długość, ...tego odzienia oczywiście. Mnie się to święto podoba bardzo, ale dla jego zilustrowania pokazał bym spódnicę w dziejach, różne kroje i modele oraz może sposoby zdejmowania (przez głowę czy w dół - odwiecznie zadaję sobie to pytanie). Mam nawet gdzieś w swoich zbiorach zdjęcie samej spódnicy (na Pani oczywiście), ale jest tylko ten fragment miły i nic dalej - znowu zagadka. 
Tak więc na wiosenny pogodowo, początek smutnego zazwyczaj miesiąca listopada - morał sam mi się podsuwa - kiedy tak weselej spojrzy się na ponure nawet sprawy to konstruktywnie i abstrakcyjnie zarazem ...da się żyć. Tylko trzeba się parę lat przyzwyczajać. Bardziej nerwowi niech się skupią - na spódnicach właśnie ...i już - zupełnie inne doznania.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Antykwariat   Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian