dziennikczylinocnik
Vorago rerum, Groch z kapustą,
A każdy pies z innej wsi,

                     Vox clamantis in deserto.     
 

    Piszę wiele listów, spieram się na piśmie, polemizuję, pytam i często sam sobie odpowiadam. Moje wrodzone lenistwo i niechęć do czynności monotonnych powodują otwarcie tej dziwnej, strony. Ideologia jest taka: zamiast pisać to samo do kilku osób można napisać to w jednym miejscu - wystarczy podać nazwę strony i już.
Tytuł tej dziwnej produkcji zapożyczyłem od XVIII wiecznego zakonnika Karola Żery, który pod analogicznym tytułem (granatowa czcionka) wydał zbiór anegdot, bajek, opowiadań.
Czasem stukam coś po nocy, czasem w dzień, a zwrot ostatni to "głos wołającego na puszczy"

Teksty, które powoli trącą swoją aktualność, ale szkoda je skasować.. czyli stary dziennik do powspominania i kto wie jeszcze do czego.  Na razie ósmy rok chyba..
2000 i wcześniej 

2001

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

2002

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

2003

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

2004

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

2005

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10 11 12
2006 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12
2007 01 02 03 04 05 06 strajkuję 11 12
2008 01 02 03 04 05              
                         

      data 

  dziennikczylinocnik  czasem ilustrowany             

29 czerwiec 2008

Narzekają i płaczą, jęczą i biadolą. Jak nie nadejdą deszcze nachalne, które zaraz coś podtopią, albo nie dopadnie nas susza okrutna - czyli jak nie ma jakiegoś nieszczęścia, to nie ma o czym pisać w prasie, a i wiadomości w okienku TVP też nudne. Sytuację ratuje szpieg wewnętrzny Pan Bolek, co go pichcą już lat kilkanaście ze skutkiem opłakanym. Doktoratów można parę zrobić i prac naukowych bez liku, na tym co skserowano z kopi maszynowej (bo kiedyś na maszynach takich z klawiszami pisano). Barwnik niebieski milicyjnej kalki już dano wyblakł, ale jak się naukowo postarać to pod gotowe wnioski zawsze się jakiś dowód znajdzie. A to dowód tożsamości zielony jeszcze z literami SJ (wiadomo sjonista) sam miałem taki, a to zeznanie woźnego, że widział jak wchodził, a nie widział jak wyszedł. Czyli poszlaka pewna. Nawet ślady wyrwanych papierów wskazują na to że, ..ktoś w swoją stronę coś ciągnął. Jak chłopaki w moim wieku pamiętają, to na cała wypitą służbową gorzałę, a w bardziej perwersyjnych środowiskach - wino, trzeba było mieć rachunki np. za paluszki słone, ciasteczka konferencyjne czy inne takie. A że po latach stosowania, tajemnica stała się powszechnie znana (czyli tzw. poliszynela), to te rachunki każdy chętnie by usunął. No i cała tajemnica papierów na Bolka, rozwikłana. Jakiś tam zespół przesłuchujący czy piszący o swoich śledczych osiągnięciach  musiał się napić, choćby dla odkażenia, bośmy naród z gruntu uczciwy i zawsze lepiej zalać robaka niż bawić się w politykę, choć i ta jak widać pijana.

I na Starówce narzekają i biadolą, że klientów mniej, że turyści jakby niechętnie i zza granicy (otwartej) mniej się pchają jak 2, 3 lata temu. Powodów jest kilka. Jeden wiadomo jaki - książek na Starówce nie ujrzysz prawie żadnych (ostatni antykwariat ledwo dycha), że o sympatycznym sprzedawcy z Zapiecka nie wspomnę. Powód drugi to taki, że już trzeci sezon mija (Starówka jest bardziej sezonowa jak Zakopane, bo od jesieni już tam się nie bywa), a wykopki warszawskie trwają w najlepsze. Zamknięte całe Krakowskie Przedmieście, choć w czerwcu mieli otworzyć i dojście jakie takie - jest, tylko od ulicy Długiej i Barbakanu czyli od tyłu niejako. Nie każdy taki zdolny, żeby autokar pod chińską ambasadą postawić i zwiedzać te kilka ulic na krzyż, tylko do Placu Zamkowego, bo dalej prace trwają. Będzie pięknie i jasno, bo zamiast chodników i jezdni, piękny jasny kamień się kładzie, co podobno tylko raz w Europie sprawdzono w jakimś małym miasteczku niemieckim. Nasza miejska władza kochana lubi brukowo eksperymentować więc jak kto kawę wyleje, albo piwo, a nie daj Boże, pies nogę podniesie, to będą takie mandaty że .. hej. W końcu kiedyś, jak już ta biel powszechnej warszawskiej szarości nabierze, ktoś krzyknie, że król nagi i niech siedzi na białym kamieniu skoro tak udanie go zamówił i kazał położyć.

Tak więc aby nie narzekać jak inni - zamiast wzniosłych treści obrazki sobie wklejam przez ostatnie miesiące. Pracę mam teraz taką, że jak chcę sobie poleżeć, to zawsze jakąś kanapę znajdę, a zamiast stać na rogu przemieszczam się chętnie po kraju całym i nie tylko. Próbowałem te swoje wojaże opisywać na stronach reklamowych noclegów w Polsce czyli www.123noclegi.info  ale i tam nie mogę nadążyć, bo ledwo skądś wrócę, poleżę sobie chwilkę, to znów mnie gdzieś niesie. Dziś niedziela, a ja pod jabłonią starą w klawisze komputerka podręcznego sobie stukam, a dzięki przerwie w podróżach to i do gazet paru udało mi się zajrzeć. Narzekają wszyscy zgodnie na wzrost cen paliw, a w takiej Brazylii, mniej piją a więcej zużywają. Chodzi o to że ichni samogon z trzciny cukrowej, nie każdemu podchodzi, za to prawie połowa pojazdów na nim swobodnie się porusza. W innym piśmie czytam list od pana skrupulatnego, który wylicza, że litr benzyny teraz i rok temu to nawet jakby nieco taniej, jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost dochodów, jaki nam skrupulatnie GUS wylicza. Każdy coś sobie tam wystrajkował, tylko ja nie i kilkaset tysięcy innych co to na własny rachunek i bez marudnych, a sowicie opłacanych związków zawodowych.

Zamiast narzekać lepiej podpatrywać (panienki jak zawsze), ale czasem i życie sąsiadów, co wydają się za górami i lasami, a potem okazuje się że blisko całkiem. Po raz pierwszy w życiu noga moja stanęła choć na chwilę na Praskim bruku zabytkowym, co go wcale nową modą zmieniać nie trzeba. I choć z rodziny to moja babcia ostatnia przemierzała uliczki Praskie za cesarza Franciszka Józefa, czas nadszedł i na mnie. Tylko dwa dni w Pradze, a przy praskiej Starówce nasza warszawska jakby całkiem kieszonkowa. W Pradze budynki autentyczne, a nie zrekonstruowane bez jednego piętra, dekoracji dawnej czy bocznej pierzei. Ale inaczej z nami się obeszła wojna i władze wszelkie choć niezapomniane. Każdy zobaczyć może, bo to blisko i 130 km od naszej granicy, to tylko tyle co z Warszawy za Radom kawałek. Do wspomnień Praskich pewnie jeszcze nie raz będę wracał natomiast tu - zagadnienia drogownictwa poruszane były, więc i dokończę. Drogi w Czechach gładkie, autostrady szybkie, poza jedną najważniejszą D1. Spory odcinek wydawał się z płyt sklecony jak nasza poniemiecka, co pod Wrocławiem służyła do bicia rekordu świata na jazdę w kółko Fiatem 125p. Trzęsionka okropna i zębów zgrzyt. Za to na Słowacji ani mru mru. O drogach można tylko z zachwytami, bo jest ich tyle, pokrzyżowanych różnie, że trzeba albo pilota mieć zdolnego (zatrudniłem dziecko płaci żeńskiej), albo mieć dobry GPS, który co tydzień się aktualizuje o Słowackie mapy. Budują jak szaleni - do tego bezkolizyjnie. Na trasie z Pragi do przejścia granicznego w Barwinku (czyli ponad połowa Czech i cała Słowacja w poprzek), tylko jedna mijanka była, za to często budowano zaciekle. Obok budowy wyznacza się przejazd, gdzie można było w kilku miejscach jechać nawet do 80/godz., a tam gdzie 40 żadna koparka, dźwig i inne takie nie zakłócały przejazdu. Więc można budować dużo i nawet w poprzek i jedną jezdnię nad drugą, a Ci co jadą niech sobie jadą, bez żadnych zatrzymań. Ledwo wjechaliśmy do Krosna, stop bo pas drugi dobudowuje się do drogi głównej; i wjazd, i wyjazd z budowy "musi" kolidować. To zupełnie jak z tym robolem w brudnym wyplamionym waciaku, co musi być wytytłany solidnie, bo nikt by nie uwierzył, że pracuje.

Inna obserwacja motoryzacyjna to szaleństwo pseudo i autentycznych foto-radarów. Od Warszawy do Wrocławia można naliczyć chyba kilkadziesiąt, z tego część tylko udaje ze jakaś tam kamera w puszce siedzi i efekt ..prawie żaden. Jak która działa to zwalniamy, a po minięciu gaz .. i ile fabryka dała. A u sąsiadów tak bliskich nie widziałem żadnego foto-radaru i przepis jest jasny w obszarze zabudowanym 60, poza 90, autostrada 130 - dla mnie wystarczy. Ale jak już jest znak ograniczenia szybkości to wszyscy jadą tyle ile na znaku. Dlatego warto korzystać z autostrad i nawet kupić odpowiedni znaczek na szybę. Żadnych bramek, żadnego pobierania myta i wydawania reszty przez okno - jak to  możliwe? Widać za często latają nasi decydenci, zamiast trochę pojeździć, jak już mają te swoje ładne służbowe samochodziki.

O dobrodziejstwach piwa czeskiego, winach morawskich i innych cymesach może jeszcze wspomnę, bo pod jabłonią na Podkarpaciu lepiej się myśli jak w zapędzonej Warszawie, gdzie nie tylko ja, nie mam czasu pomyśleć ...jak tu dojść na Stare Miasto.

do góry, do góry... 


Strona główna    Zapiecek    Galeria Zapiecek  Przyjaciele książek   Dziennik
Stare Miasto   Rynek    Plac Zamkowy    Pomniki
Artyści: Wiesława Kwiatkowska,     Grzegorz Bialik,    Joanna Sierko,
Poeci: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska,    Bolesław Leśmian