|
kwiecień |
Myślałem, czytając oferty SPAM-owych
listów, że tylko cwaniacy z krajów dalekich piszą do mnie jakich to
profitów mogę się spodziewać - czyli jaką to wielką forsą mają mnie
obdarzyć. Muszę tylko napisać do nich - w odpowiedzi informując o
swoim stanie rodzinnym, kasowym bo oni mają właśnie chorego w
szpitalu albo są politycznie niepewni w swoim kraju i sami nie mogą
uszczknąć miliona funtów, czy innych dolarów. Dyplom już miałem
sobie także kupić, bo ofert było sporo, a i ładne, i w dowolnej
formie (oprawa, tabliczka w miedzi itp.) można nad kominkiem sobie
powiesić do podziwiania przez panie sprzątające moje salony. Ale po
co zamawiać, nawet sami przyślą i to nawet z całkiem miłego miasta
Poznania. Muszę tylko jakąś funkcję objąć oburącz, najlepiej
burmistrza, starosty czy innego włodarza terenów przyleśnych. Już
wyjaśniam skąd ta ciekawostka. Pewien doktor nauk powiedzmy
społecznych, prowadząc firmę, czy fundację - wpadł na ciekawy pomysł
jak zaprzyjaźnić się z władzą gminną odległą nieco od centrów i
dużych ośrodków. Wystarczyło przesłać piękny dyplom o nadaniu za
zasługi na POLU i ku chwale i dla społeczeństwa i środowiska,
zasługach wielkich - Pana Burmistrza czy Wojewody-wice.
Usłużny personel wręczał szefowi,
prawie fetował nominata, zamieszczając także girlandy łacińskich
sentencji i cały DYPLOM pięknie reprodukując na stronach
internetowych ku chwale i pamięci. Fundacja nadająca, a właściwie
jednoosobowy właściciel po zmiękczeniu i przygotowaniu gruntu
(podorywki), występuje do odpowiednich władz tubylczych o objęcie
patronatem (dofinansowaniu?) jakże szlachetnego zamierzenia wydania
dzieła co najmniej historycznego, np. o poświęceniu pawilonu
wystawowego w 1926 roku.
Młodzieży droga - rób doktoraty nawet
lat kilka przewód stosowny ciągnąc, bo wtedy poznać łatwiej ludzkie
słabości. Jedną z nich jest słabość do wchodzenia na piedestał,
lekkiego nadymania się do wpięcia orderu, czy choćby drobna radość z
otrzymania dyplomu za zasługi, których nikt nie honoruje i to z
łacińską sentencją, bo w obowiązkach służbowych wymienione. Bohater
nasz ślicznie opisany z cytatami z wielu stron internetowych -
przypełzł do mnie od zaprzyjaźnionego Burmistrza z poczuciem humoru.
Drugi morał z tej opowiastki wynika, ż
pisać będą zawsze, naciągać także, ale czy nie lepiej znaleźć jakiś
bliższy obdarowanemu temat który mógłby naiwnie objąć swoją
protekcją?
Cwaniak warszawski bez doktoratu i
finezji nie poprawia tak humoru. |
|
kwiecień
ilustrowany |
Remont na Trasie W-Z

Coś tam leci, kormorany, bociany? -
nie, tu helikopter



obiady darmowe na Miodowej

na rynku już pierwsze ogródki, obiady
płatne

czy Pani nie chłodno?

tu też jakby cieplej

wychodząc z Urzędu Miasta trzeba się
zastanowić
- czy na Stare Miasto wyznać grzechy (4 kościoły obok),
- czy na Senatorską (zmalować coś).
 |