Ich szatan

Ich szatan, utraciwszy święty zapał grzechu, 
Lekceważy swe ognie trawiące i czary. 
Niespodziane wybuchy nadziei lub wiary 
Psują mu doskonałość szatańskiego śmiechu.

Marząc nowe kuszenia i nowe chichoty, 
Włóczy się, jak bez celu, ten łotr zadumany -
I jakby księżyca niezmienne odmiany,
Trapi go myśl, krążąca dokoła tęsknoty...

Próżno szuka płomienia dla swojej pochodni
I barwy dość piekielnej dla świetnych sztandarów: 
Chwiejność grzechu samego, trudny wybór zbrodni 
Igra mieczem, wiszącym u boku zamiarów!

Więc wybrednie bezczynny, a pełen olśnienia, 
Jak wniebowstępujący na wieczną weselność -
Okiem, chciwie zmrużonym, z rozkoszą ocenia
Swych odświętnych wywczasów ochoczość i dzielność!

Bo w pazurach swobody, pozornie pastuszej, 
W usilnym niewkraczaniu we własne bezedno -
Tkwi niej wina tortura i piekło nie jedno,
Godne nawet najbardziej nieśmiertelnej duszy!

On wie o tym - ów śmiały wróg samego siebie! 
I tym właśnie, iż wszelkich poniechał zabiegów, 
Gotuje nowe męki dla nowych szeregów
Czcicieli kół zaklętych i pląsów po niebie!...

Na wzór mężnych serafów haftując swe szaty
Dzwonnym złotem tryumfów - ten truteń obłoczny,
Wsłuchany w swych upadków zwycięskie wiwaty,
Resztki nieba rad wyssać z kałuży pomrocznej!...

Bo w zmierzchach piekieł zużytych wzierając niechętnie,
Śni idylle niebiańskie, a chytrze swe lice
Odmładzając w błękitach - pradawną różnicę
Między sobą a Bogiem niweczy doszczętnie!...