Powrót

Niebieskie migdały część 1  i obok  część 2

okladka_Niebieskie_migdaly.jpg (3748 bytes)

                       Tak wyglądała okładka pierwszego wydania - pierwszego tomiku poezji Marii z Kossaków Pawlikowskiej.
Tomik ten ukazał się nakładem Krakowskiej Spółki Wydawniczej
w 1924 roku.
Druk W.L.Anczyca i Spółki w Krakowie.
Wydanie pierwsze zawiera 48 utworów

Historia o czarownicach
       
Świeciły trzy księżyce,
        Leciały trzy czarownice.
    Leciały z daleka po niebieskich drogach,
    czasem ginęły w chmurze -
- a na Łysej Górze
diabeł, diabeł na nie czekał
    o złotych rogach.


       
Jedna miała rudy włos,
        na czarnej miotle leciała w skos.
        Hej! Hej! Hej! Hej!
        Druga, jak ćma siwa,
        trzymała się ożoga
            półżywa -
        Hej! Hej! Hej! Hej!
        A trzecia nieboga,
        podobna do białej jaskółki,
miała złociste włosy, na nich wieniec z witułki
rwanej o północku na łące
w miesięcznej poświacie.
Miała usta czerwone, ciało kocim sadłem
            świecące
i oczy płonące cierpieniem upadłem.
    Jechała na łopacie.
Hej! Hej! Hej! Hej!

Na Łysej Górze, pod cieniem trzech krzyży,
diabeł zasiadł posępny przy ognisku czerwonem,
        owinął się ogonem,
    rękami objął kopyta
    i czarownic się pyta:
    tej, której włos ryży,
    tej, co siwa trzęsąca,
    i tej, która srebrniejsza niźli talerz miesiąca: -
    Za co go kochają -?
        I rzecze ta ryża ruda:
        "Kocham cię szatanie,
miłują cię me usta za twe całowanie,
        za szaleństw cuda.
            Tyś mąż!
        Kto cię zaznał, ten twój!
        Ramieniem mnie zwiąż
        i zawsze przy mnie stój!
Wszystko jest kłamstwem w świecie, prócz twego uścisku,
on jest trójkątem w gwieździe Salomona,
ku niemu lecę jak błyskawica
w drzew nocnym szumie, w nietoperzy pisku,
    ja, czarownica szalona!"
    - I rzecze ta stara siwa,
    brzydka jak płaz:   
"Ciało moje - pusta płachta,
skarby z niej wykradł mi czas.
    Tak to bywa.
    Kochali mnie księża, szlachta,
    królowie, pany, sam Bóg!
Dziś jam zdeptana siłą młodych nóg,
jako szczypawka lub skorek,
i jeno dla ciebie jeszcze skarb zawiera
    mój pusty worek.
    Nocą, gdy księżyc prószy,
    przychodzisz ku mnie -
    stajesz u wezgłowia
    i chciwymi rękami w ciała mego trumnie
    szukasz pięknej jak kwiat złotogłowia
                mej duszy.
    Ty jeden, jeden jeszcze chcesz czegoś ode mnie.
    Więc wlokę się za tobą w niepowrotne ciemnie
        i kocham cię, kocham, szatanie,
    za łaskę twoja: - cudne pożądanie!"

    -Szatan milczy, gładzi brodę,
    na trzeciej czarownicy spogląda urodę
    i wzywa ją do siebie, sadza na kolanach,
    - jałowiec trzaska w polanach.
I płyną ciche słowa, smutne jak śpiew łabędzi:
    "Tęsknota mnie tu pędzi,
    tęsknota wichrowa
    i żałość bez miary. -
    -Ty mi dochowaj wiary
    i nie krzywdź mnie bez winy.
    Za miłość zapłać miłością,
    za pożądanie pragnieniem -
    choć jesteś jeno ciemnością
        i Bożym cieniem. -
    Zabierz mnie do domu
    nie daj mnie nikomu,
    ani ludziom ani bogom,
    przyjaciołom, ani wrogom,
    gdyż nigdy nie słyszano,
    nigdy nie mówiono,
    by diabeł, diabeł rzucił duszę potępioną!"

Na Łysej Górze czernią się trzy krzyże,
tańczą wkoło widma białe i cienie chyże.
Hej! Hej! Hej! Hej!

Mgły i żurawie
Pilnujcie, pilnujcie ostatnich dni lata,
kiedy jeszcze zielone bije zegar chwile,
w które się już nieżywy karmin gęsto wplata...
Kobieto, włóż maskę i skrzydła motyle
i biegaj, i szukaj trwożliwie, ciekawie
w chińskim pawilonie i w szpalerów cieniu -
(a mgła się już wznosi... Żurawie!! Żurawie!!)
gdzie oczy wołające ciebie po imieniu? -

Pilnujcie, pilnujcie ostatnich dni lata,
gdy zielone wachlarze drzew migocą złotem. -
O kobieto przecudna, kobieto bogata,
szukaj za jaworami, za różanym płotem -
pytaj się pawiookich wód w okrągłym stawie,
gdy jęk wichru przypływa przez trzcin pióropusze -
(a mgła się już wznosi - Żurawie!! Żurawie!!)
gdzie usta, które miały całować twą duszę

 

Sen
Iść przez sen ku tobie,
w twe słodkie ręce obie...
przez pola długie ogromnie,
sadzone w rzędy doniczek...
samych niebieskich konwalii
i szafirowych goryczek...
... przejść przez jezioro nieduże,
zrobione z drewnianej balii...
i trochę nieprzytomnie
iść dalej przez bór ciemny, w którym kwitną róże,
lecz w którym się nie pali ani jedna świeca...
gdzie stary niedźwiedź dziecinny zza pieca,
dziś przerobiony na kota...
I widzieć w oddali już twoją psią budę
z kryształu, blachy i złota...
przedrzeć się z trudem poprzez dziwną grud...
i jeszcze ten rów przebyć...
- potknąć się - i już nie być.

 

Czas - krawiec kulawy
Czas, jak to Czas, krawiec kulawy,
z chińskim wąsem, suchotnik żwawy,
Coraz to inne skrawki przed oczy mi kładzie,
spoczywające w ponurej szufladzie.
Czarne, bure, zielone i wesołe w kratkę,
to zgrzebne szare płótno, to znów atlas gładki
    Raz - coś błysło jak złotem
zamigotało zielonym klejnotem,
    zatęczyło na zgięciu,
zachrzęściło w dotknięciu...
Więc krzyknęłam: "Ach! z tego, z tego chcę mieć suknię!"
Lecz Czas, jak to Czas, zły krawiec tak pod nosem fuknie:
"To sprzedane, do nieba - cała sztuka -
szczęśliwy, kto ten skrawek widział -niech większego szczęścia nie szuka

- To rzekłszy, schował prędko próbę do szuflady
a mnie pokazał sukno barwy - czekolady - -

Zapomniane pocałunki
   
Kto liczy nasze pocałunki,
    kto na nie zważa?
Ludzie mają troski i sprawunki,
    Bóg światy stwarza...
Zapomniane przez nas dwoje ich różowe mnóstwo
    spada na dno naszych dusz
jak płatki miękkich, najpiękniejszych róż...
Tam leżą i ciasno zduszone na sobie
słodkim olejkiem się pocą,
który rozpachnia się w nas każdą nocą
    i każdym ranem,
i życia zwykłego jesienne ubóstwo
czyni róż krajem, perskim Gulistanem.
    Kto nasze pocałunki liczy?
    Kto na nie uważa?
    Bóg światy stwarza,
nie zapisuje w księgach słodyczy...

 

* * * (Moja miłość)
Moja miłość przeszła w wichr wiosenny -
w wichr wiosenny - me szaleństwo w burzę -
w burzę - moja rozkosz w dreszcz senny -
w dreszcz senny - moja wiosna w róże -

Z wichru spłynie moja miłość nowa -
miłość nowa - z burzy szał wystrzeli -
szał wystrzeli - sen rozkosz wychowa,
wiosna wstanie z różanej kąpieli.

Świt
Zazieleniło się stalowe niebo ? porosło trawą brzegiem widnokręga.
Zza gór wypełzły smoki granatowe i popłynęły, kędy wzrok nie sięga.
A po nich wielkie szafirowe ptaki swe długie skrzydła rozwiały w przestrzeni.
Zaś naprzeciwko świat był szarociemny i jak sień pusty bez kształtów ni cieni.
Gwiazda świeciła mocna i rzęsista, pacierza czarnej nocy ciche amen.
Spod ziemi barwa żółta wykwitała - w powietrzu pachniał jak gdyby cyklamen.-

Sen opaczny
Idzie węglarz zgarbiony, pod koszem się kłoni,
przez czarny, czarny śnieg -
i znaczy węglem białym, jak kwiaty jabłoni,
biały na śniegu ścieg. -

Na zziębłą szybę w zamróz trzaskający, dziki
wypełzły barwne mchy,
rude, złote, czerwone werweny, gwoździki
i fioletowe bzy. -

Zaś w łagodnej cieplarni wybujał skwapliwie
lodowy koral, chwast,
wzrosły szklane łopuchy na srebrnej pokrywie
i szczawie pełne gwiazd. -

- D z i ś obalone cudem, jako kulą kręgiel,
spoczęło w śnie niepamięci -
a słodkie wielkie N i e g d y ś od nowa się święci -
- W czerń śniegu padł biały węgiel. –

 

Magnolia
Na liściu leży kwiat
        drzemiący,
żółtawo biały, jak słoniowa kość.
        Słodki, że aż nudzi.
Przedmiot pachnący -
        złośliwie tajemniczy świat -
        dziwny gość,
        Wśród nas ludzi. -

 

Barwy
Oto jest fiolet - drzewa cień idący żwirem,
fiolet łączący miłość czerwieni z szafirem. -
Tam brzóz różowa kora i zieleń wesoła,
a w jej ruchliwej sukni nieb błękitne koła.
A we mnie biało, biało, cicho, jednostajnie -
bo noszę w sobie wszystkich barw skupioną tajnię. -
O jakże się w białości mojej bieli męczę -
chcę barwą być - a któż mnie rozbije na tęczę?

Pyszne lato
Pyszne lato, paw olbrzymi,
stojący za parku kratą,
roztoczywszy wachlarz ogona,
który się czernią i fioletem dymi,
spogląda wkoło oczyma płowymi,
wzruszając złotą i błękitną rzęsą.
I z błyszczącego łona
wydaje krzepkie krzyki,
aż drży łopuchów zieleniste mięso,
trzęsą się wielkie serca rumbarbaru
i jaskry, które wywracają płatki
          z miłości skwaru,
i rozśpiewane, więdnące storczyki.
O siądź na moim oknie, przecudowne lato,
niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra
korzennej woni,
na wietrze drżące --
-
niech żółte słońce
gorącą ręką oczy mi przesłoni,
niech się z rozkoszy ma dusza wygina,
jak poskręcany wąs dzikiego wina.-

 

Czerwony zegar
Biją śpiesznie zegary
terczą, tętnią i kują,
w progu życia warują,
siekąc czasu obszary.

Tną godziny w pstre chwile,
a chwile w okamgnienia,
miłość w śmiech się przemienia,
a poczwarki w motyle.

Biją śpiesznie zegary -
i z tej, i z tamtej strony,
zegar złocisty, stary,
brązowy i czerwony.

W tym czerwonym zegarze
o nie milknącym gwarze
mieszka kukułka złota,
która w każdej godzinie
wypada, skrzydłem miota,
po czym kuka żałośnie,
obraca się i ginie,
jak w wydrążonej sośnie,

Kiedyś, gdy zegar stanie                               Kiedyś, gdy zegar stanie
i ucichnie tykanie -                                          i ucichnie tykanie - 
kukułka zeń wyskoczy                                   kukułka zeń wyskoczy
kukać szalenie                                                 i kukając szalenie
poleci ku zboczy,                                             poleci ku zboczy.
gdzie się kłębią zielenie,                                gdzie się kłębią zielenie,
poleci w modrą trawę                                    poleci w modra trawę
na czerwoną murawę! --                              na czerwcową zabawę!
                                                                     
- (odmiana w innym wydaniu)*

Dom na modrzewiu
Na niebotycznym modrzewiu,
modrzewiu o lekkich włosach,
który się w światła zarzewiu
kołysze i w złotych rosach

wisi ptaszęce gniazdko -
gniazdko, skorupka orzecha -
domek, nad drzwiami strzecha,
strzecha ze słońca gwiazdką.

Wysoko, wysoko, wyżej,
wyżej, niż sięgnie drabina,
niż człowiek sam się wyspina,
czerni się domek w mgle ryżej.

Z wierzchołkiem cofa się, stoi,
wraca, kołuje w niebiosach -
w niebiosach, skąd blask się roi,
i plącze w modrzewia włosach.

Był odrzew rosą opity --
nie wiedząc po co i czemu
włożono ciężar młodemu
i wyniósł ciężar w błękity. --

Tam! tam wysoko na drzewie
w poszumach zamieszkać chcę!
Chcę! w mym żałosnym gniewie
pod złoto skryć się i rdzę!

I w domku pod chmur koroną
przekrzywić na bok głowę,
głowę zatulnie wtuloną
w piórka czerwone i płowe.

I płowe... I nic nie żądać,
lecz w bezpieczeństwie głębokiem
głupio, o głupio spoglądać
na ziemię, w dół, jednym okiem. -

Gobelin
W gobelin modro-zielony, w gobelin żółty i siwy
    dajcie mi uciec, o ludzie!
Wkopać się w świat obcy światu, w wełniany dziw ponad dziwy,
    po życia niesłodkim trudzie.-
Przecedzić dusze przez wełnę, przecedzić przez barwy pawie,
    z trosk się oczyścić i łez -
wejść i odpocząć, i zasnąć, odpocząć z ustami w trawie
    koloru vert Veronese.-
Nade mną liść się rozmnoży, liść się ku ziemi pokłoni
    i kwiat się stłoczy w wiązanki -
wachlarzy pstry zamajaczy, wachlarzy w mej żółtej dłoni
    spoczywającej kochanki. -

Na drzewie siadzie gołąbek, spokojny gołąbek z wełny,
    w zaroślach jeleń się zdziwi -
brodaty pan stanie przy mnie, brodaty, miłości pełny,
    pełniejszy niż ludzie żywi -
ten, który nigdy nie zmierzy potęgi ani słodyczy
    mych ust, spłowiałych korali -
który miłości nie szepnie, nie wyśni i nie wykrzyczy,
    i nigdy się nie oddali.-
W gobelin modro-zielony, w gobelin żółty i siwy
    dajcie mi uciec, o ludzie -
wkopać się w świat obcy światu, w dziw ponad dziwy,
    po życia niesłodkim trudzie.-

 

Na ciepłej niebieskiej łące
Na ciepłej niebieskiej łące
pasą się białe zające
pasą się białe baranki
w kwitnące złotem poranki.
- Niebieskie łąki bez granic
nie służą nikomu na nic
są dla tych białych zajęcy
są dla tych białych baranków
i dla skrzydlatych tysięcy
myśli radosnych kochanków.-

 

Nastrój
       Za oknem wygląda świat
      jak batystu szarego szmat,
        w białe łatki.
        w białe gwiazdki -
świat nudnej dziecięcej powiastki -
świat matki
        szyjącej nudne majteczki
        i myślącej podczas zawiei
o swojej nudnej nadziei
i o tym, by na drzewko kupić kolorowe świeczki
.-

 

Zwiędłe kwiaty w salonie
Zżółkłe strzępy,
jedwabiste włosy,
jakby w błocie
nurzane, szargane.

Gwoździk tępy,
wynędzniałe kłosy,
w których złocie
strzępi suchość ranę.

Wyschłe dzwony,
których odma klęśnie,
lepkie miody
żegnając na wieki.

Muł zielony,
zwiędłe wiotkie mięśnie,
błotne brody,
kaprawe powieki. -

Zeschłej róży
żółta trupia głowa
przy piwonii,
której płatki rzedną. -

Liść się nuży,
liść zwisa bez słowa,
jak ruch dłoni -
wszystko, wszystko jedno. -

Pocałunek słońca
Pocałunek słońca jałowy jest, choć złoty -
spojrzenie kwiatu cudze, choć rzewne -
szum wody: obce narzecze ni to bełkot idioty -
trawy - jakże dalekie to krewne.

Pies o ileż młodszy i głupszy braciszek,
a co znaczą mrówek nudne kopce?
Co mówi zapach świeżo z nieba spadłych szyszek
i to, że motyl ma na skrzydłach po kropce?

- Ty, człowieku, tyś bliski jeden, tyś przemiły,
tyś mojej duszy żywność słodka -
wolę się, bracie, pełen rozkoszy i siły,
niż srebrnego na wierzbie kotka.

Hej, moje młode lata
Hej, moje młode lata
nie zobaczyły świata!
Żyły w ciasnym ogrodzie,
znały bratków aksamit,
deszcz kwietnia, błoto grudnia
i kamienie kamienic.
      
                Nie upoiły źrenic
                blaskiem Krzyża Południa,
                 nie widziały Piramid
                 ni słonia na swobodzie. -

Nie dla nich skwitły zioła
na Himalajów zboczu,
nie dla nich dżungli ciemnie
dyszały w cudów ścisku...

W wielkim świata igrzysku
obyło się beze mnie,
bez mych patrzących oczu
i myślącego czoła...

 

Historia o admirale

Kiedyś mi o tym mówiły
garbate kościelne babki...
W swym locie pstry i zawiły
wpadł motyl raz do pułapki.

I nikt nie myślał go szukać
w pułapce pachnącej myszą,
więc począł o ściany stukać -
krzyczał - lecz było to ciszą...

Przecudny motyl admirał,
w czerni i w czystym karminie,
skrzydło na żółtej słoninie
położył i dogorywał...

* * *(Świat jak mydlana bania..)
Świat jak mydlana bania,
na słomce wisząc Bożej,
drży, chwieje się i kłania,
kręcąc się w barwach zorzy.

Potrącił o mą duszę
za siedmiobarwnym śmiechem,
świat jak mydlana bania
w złociste pióropusze
wydęta Bożym dechem.

 

Zachód słońca
Kto pogubił te pióra różowe na niebie?
Aniołowie kochania, kochania, kochania. -
Popłynęli daleko - nie do mnie i ciebie,
lecz tam, gdzie szyby płoną snem oczekiwania.

Aniołowie miłości pióra pogubili,
niosąc w oddal rozkosze, rozkosze, rozkosze,
różowe pocałunki, nieskończoność chwili
i pełne łez amfory, i róż pełne kosze.

Jedno pióro wionęło nad tym naszym domem,
gdzie w oknie brak złotego, złotego płomienia,
i zawisło nad nami różowym ogromem,
i zawisło nad nami żałością wspomnienia...

Kto pogubił te pióra różowe na niebie?
Aniołowie kochania, kochania, kochania. -
Popłynęli daleko - nie do mnie i ciebie,
lecz tam, gdzie szyby płoną snem oczekiwania. -

Berceuse
Oczy twe ciche są jeszcze, oczy twe ciche są jeszcze,
kiedy mnie bierzesz w ramiona -
spokojnych gwiazd płyną deszcze, łagodnych gwiazd płyną deszcze
i śnieg na śniegu gdzieś kona...

W milczeniu zbladły nam twarze, w milczeniu zgasły nam twarze
i dusze bledną w miłości...
w błękitnym stoi oparze, w półsennym stoi oparze
różowe serce światłości...

Spoczywam na twoim łożu, zasypiam na twoim łożu,
jak na dnie srebrzystych noszy,
stojących gdzieś na rozdrożu, wstrzymanych gdzieś na rozdrożu
w oczekiwaniu rozkoszy...

część 2