![]() |
Nieco drwin i objawień i nieco bezczasu W mroku czujnych podziemi - a uczta gotowa! Tak się schodzi samotnych ciżba pogrobowa Na obrzęd wspólnej ciszy, wspólnego hałasu. Tu - w tym gnieździe, zbyt twardym dla piskląt porodu, Każdy resztę swych braci wzrokiem niepokoi, Aby zbadać, czy giną, jak mężom przystoi: Nie bez szczęku zbroicy i nie bez powodu... Ci, co wpośród ginących z wytrwałości słyną, Lubią skrzydłem zaszumieć, jak czarty lub ptaki - I ssąc wargą królewską byle jakie wino, Zezem duszy pochwycić sen nie byle jaki! Gdyż oto zachowali przebiegłe za stołem Puste miejsce w nieznacznym na pozór uboczu Dla gościa, co przybiegnie z wieńcami nad czołem I rozwidni podziemie błyskawicą oczu! Znany w gronach aniołów z upojeń i śmiechu, Tępiciel żmij na słońcu, wesela podczaszy - Szmer pokątny skinieniem swej fletni wystraszy I przywróci dźwięk czysty wszelakiemu echu. Znawca uczt doskonałych, przodownik marzenia, Nie mogąc ucztujących odróżnić od chmury, Każe dzwonić kielichom godzinę zbawienia I napełni je winem starym, jak lazury ! Lecz próżno, gdy ich wabi mgła widzeń słoneczna, Nasłuchują, azali podwojów ościeże, Ze snów rdzawych zbudzone - skrzypną swoje: "Wierzę - Gość nie przyjdzie - a uczta dla smutnych zbyteczna... |