![]() |
Wyruszyła dusza w drogę...
Dzwonią w dzwony. "Gdzie są teraz moje sady ? Gdzie moje schrony ? Zawołały wszystkie lasy, pełne motyli: "Spocznij, duszo, w naszym cieniu - nie zwlekaj chwili!" "Jakże mogę w waszym cieniu spocząć niezwłocznie, Kiedy sama jestem cieniem, gdzie nikt nie spocznie!" Zawołała wonna łąka, zalśniona rosą: "Koś mnie sobie na użytek złocistą kosą!" "Jakże mogę ciebie kosić, łąko zielona - Kiedy sama kosą śmierci jestem skoszona!" I zawołał Bóg zjawiony: "Miłuj mnie w niebie Gdzie radością niecierpliwy czekam na ciebie!" "Jakże mogę cię miłować w szczęścia pobliżu, Gdym smutnego pokochała niegdyś na krzyżu ?" Pozbawiłem ciebie świata i sosen z boru, Byś nie miała, oprócz Boga, nic do wyboru!" "Zagnałeś mnie z krasnych maków w ciemność mogiły, - Gdzieżeś ukrył owe miecze, co mnie zabiły ?" "Nie ukryłem owych mieczy, mam je przy boku, Jeno zechciej - nieszczęśliwa - spocząć w obłoku!" "Jakże spocznę w twym obłoku - z ziemia w rozłące, Kiedym lasom odmówiła i mojej łące!" "Otrzyj oczy zapłakane szat moich bielą, A rozkażę mym aniołom - niech się weselą!" "Jakże mogę się weselić z tobą w przestworze, Kiedy śmierci twej pożądam - Boże, mój Boże!" I zamilkli i patrzyli nawzajem w oczy - A ponad nim i ponad nią wieczność się toczy. |